poniedziałek, 31 października 2011

podsumowanie października


Książki przeczytane - 14! Nie jest źle pewnie mogło być lepiej.
Patrząc po tytułach to większość to pozytywne wrażenia. Oczywiście w pamieć zaryła mi się "Biała jak mleko, czerwona jak krew". Mimo że w październiku czytałam świetne książki ta jednak ma wszystkie pod sobą. Na tą chwilę.
Najgorsza? Mimo, że :Prosektorium" podobało mi się średnio, to i tak wszystko przebił "Rok w poziomce" dla mnie horror.
29 książek zostalo uwiecznionych na stosach, ale tak w istocie ponad 30 dobrze ich przytargałam ja, lub Listonosz...
Na szczęście w związku z przyplywem wolnego czasu mam czas na czytanie.

Oglądanie filmów porzuciłam, wiec rankingu serialowo-filmowego nie będzie.

A jeśli chodzi o kulturę to wciąż żyję koncertem.

Tak pozostaje mi zakopać się w książkach.
Tym razem słowo. Nie nabędę nic póki nie wygrzebię się z recenzji i z Siedliska i Sagi Sigurn!!

Pragnę też zaznaczyć, że w październiku przekroczyłam magiczną liczbę 52 książek przeczytanych w roku o 100% czyli gdzieś w połowie października miałam już przeczytane według LC 104 książki. Mam nadzieję, że ten dzień w którym wyrobię taka normę w przyszłym roku będzie wcześniej, tak jak z dniem wolności podatkowej.

niedziela, 30 października 2011

"Matki, żony, czarownice" - Joanna Miszczuk


Saga rodzinna kilku pokoleń kobiet, które dzięki sile i darowi dziedziczonemu z pokolenia na pokolenie budują swe życie wbrew przeciwnościom losu.

„Matki, żony, czarownice” to historia mądrych i zaradnych kobiet, które powinny odnosić w życiu same sukcesy, a bywały skazane na porażkę jedynie dlatego, że kochały. To książka o miłości i zdradzie, ale przede wszystkim o wielkiej tajemnicy.

Kiedy głównej bohaterce, 40-letniej szczęśliwej mężatce, wali się na głowę jej cały uporządkowany świat, los otwiera przed nią kolejne drzwi. Asia buduje życie od nowa, a dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności poznaje przeszłość swojej rodziny i własne korzenie. Zwyczajne życie współczesnej kobiety (małżeńska zdrada, wychowanie dziecka, utrata pracy, wiązanie końca z końcem) zmienia poznanie tajemnicy, która skrywała zaskakujące losy wielu pokoleń kobiet z jej rodu. Odnaleziony po latach testament Laverny, prababki głównej bohaterki, to prawdziwy majątek rodzinny, choć nie pieniądze są jego wartością.


Stosunkowo rzadko się zdarza, że mam taki problem z ocena książki. Zazwyczaj, albo jest dobra, albo fatalna. Tymczasem „Matki, żony, czarownice”, są dla mnie trudnym orzechem do zgryzienia. Bo z jednej strony są tak przewidywalne, nie wnoszą nic nowego do kanonu literatury, bo takich wątków już było na tony. Silne kobiety, silne dzięki swej miłości to jeden z banalniejszych tematów, często przywoływanych. Moim zdaniem książka nie jest napisana jakimś rewelacyjnym językiem, ale coś sprawia, że przez większość czasu czytało mi się ją bardzo dobrze.
Jako całość średnio ponieważ szybko zorientowałam się jak się skończy, ale poszczególne historie naprawdę pochłaniały bez reszty. Owszem często moim zdaniem z książki wiało nudą a jeśli mam być szczera to powtarzane non stop Ave Maria oraz śpiewka o pierścieniu miłości i przebaczenia, wykrzywiła moją twarz w wyrazie znudzenia. Bo dla mnie zwrot Ave Maria jest modlitewnym wezwaniem tymczasem u bohaterek nie zauważyłam jakoś szczególnie rozwiniętej religijności, także miłość i przebaczenie często są na siłę, moim zdaniem, wepchniętymi postulatami. Bo zerknijmy na współczesną Joannę pozwala ona wrócić mężowi do domu nazywając to przebaczeniem, ale ona mu nie przebacza, pozwala na powrót, aby córka się nie czuła gorsza. Nie ma ani śladu przebaczenia. I jeśli ktoś się wczyta moim zdaniem znajdzie kilka takich „dziur”.
Zapytacie dlaczego mimo to wstrzymuję się przed zjechaniem książki? Bo coś mnie do niej ciągnęło. Ta książka to nie tylko klimatyczna okładka. Wprawdzie opowiada o wielu sprawach w które nie wierzę i które mnie po prostu irytują, ale mimo wszystko nie mogłam odłożyć książki na półkę i zająć się inną lekturą, mimo że wiedziałam jaki będzie koniec to chciałam zobaczyć tą ostatnią kropkę nad i. Wprawdzie zdecydowanie wolałam losy Krystyny czy wojenne losy Marii niż współczesną Joannę to mimo wszystko całą książkę zaliczam na plus. Plus słaby, ale mimo wszystko. Prawdopodobnie byłby większy, ale ja nie jestem zwolenniczką całej tej mowy o sile miłości i o porażkach spowodowanych tym że kochały za mocno. Naprawdę mnie to nie przekonuje. Joanny mąż najpierw jeden, później drugi nie zdradził dlatego, że kochała za mocno. Nie wiem skąd taki pomysł, takie jest życie. To czy wierzymy w miłość czy nie, nie ma nic do rzeczy. Moim zdaniem świat nie jest kolorowy.
Ja książce daję słabego plusa, moja Mama, robiąc mi chyba na złość jest tą książka zachwycona i stwierdziła wprost, że nie ma już pojęcia jaka musi być książka, żeby mi się spodobała. Zmuszona do refleksji takim pytaniem, już spieszę z odpowiedzią, książka musi mieć element zaskoczenia i co ważniejsze musi ocierać się o realność, ta zaś taka nie jest, jeśli są w niej kobiety to wspaniałe, silne, piękne, zdolne, nawet jeśli mają przy boku mężczyznę skurczybyka to nic nie szkodzi bo zawsze w cieniu kryje się facet, który niczym rycerz na białym koniu, nagle(niczym anioł zstępujący z nieba) pospieszy z ratunkiem.
Ja twierdzę, ze w życiu tak nie jest a o rzeczach których nie spotykam w życiu czytam w książkach z gatunku fantastyki

Książkę mogłam przeczytać dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka

sobota, 29 października 2011

koncertowe wrażenia

Powiem Wam, że dałabym za ten koncert i trzy razy tyle co dałam. Było tak niesamowicie, że brak slow by mi to opisać.
Jacy Oni są cudowni!!
Jedyne czego żałuję to to, że któregoś nie porwałam, nie upchnęłam do mojej ogromnej torby, zamknęłabym w piwnicy i wzięła głodem.
Posłuchajcie... jak Oni nieziemsko po polsku śpiewają, wprawdzie filmiki nie z wczorajszego koncertu, ale równie dobre.
Chociaż widok na żywo bezcenny


wtorek, 25 października 2011

"Zwiastun burzy" - Bernard Cornwell


Anglia, dziewiąty wiek. Wessex, ostatnie wolne państwo Anglosasów pod rządami pobożnego króla Alfreda, walczy o przetrwanie, odpierając kolejne najazdy duńskich wikingów.
Uhtred z Bebbanburga, młody dziedzic ziem zajętej przez Skandynawów Northumbrii, nie wie, po której stronie walczyć. Z Duńczykami wiążą go przyjaźnie i pogańska religia. Z kolei saskiemu królowi Alfredowi przysiągł wierność… Od woli Uhtreda oraz jego poczucia lojalności będzie zależało, kto zwycięży w tej cały czas od nowa wybuchającej wojnie.
Losy Alfreda i Uhtreda ciągle się splatają, choć obaj nie są z tego powodu zadowoleni. Ale w ciężkich czasów sprzymierzeńców się nie wybiera. Czy jednak rozmodlony król jest w stanie zawierzyć jawnemu poganinowi? Tylko współdziałanie tych dwóch ludzi może zapewnić Anglii przetrwanie.
Pojedynki, wizje pogańskich wieszczek, bitwy, zdrady i pościgi – oto świat bohaterów Zwiastuna burzy.

Zwiastun burzy to druga część, po Ostatnim Królestwie, cyklu Wojny Wikingów.

“Cornwell to wirtuoz powieści historycznej!”
SUNDAY TELEGRAPH




Są autorzy, których nazwisko jest pewną marką. Bierzemy do ręki książkę, nie ze względu na ładną okładkę a przez wzgląd na autora, który to napisał. Ja mam tak z Bernardem Cornwellem. Dla mnie ten człowiek to marka sama w sobie, pisze tak genialne książki, że każdą, jedną się zachwycam.
Jakiś czas temu przedstawiałam wam recenzję „Ostatniego królestwa”, teraz poznajemy dalsze losy bohaterów. I na szczęście to jeszcze nie koniec, mogę w dalszym ciągu wypatrywać kolejnego tomu i powrotu do średniowiecznej Brytanii, gdzie starodawne wierzenia zderzają się z nową wiarą, do kraju walecznych wojów, którzy mają siłę Waligóry i są doskonałym przykładem relatywizmu moralnego, na pierwszy rzut oka. Bo tak naprawdę autor opisuje to tak fenomenalnie, że te osoby żyją, są wielowymiarowe, tak znakomicie niejednoznaczne.
Zdaję sobie sprawę, że wiele osób odrzuca od książek tej tematyce, że historia, a jeszcze średniowiecze to w ich opinii przepis idealny dobry sen(jako zamiennik mleka z miodem), tymczasem wiem z pewnych źródeł, że Cornwell zachwyca także tych, którzy nie spodziewali się, że taki gatunek przypadnie im do gustu.
Tak jeśli działa gdzieś sekta PT Autora chętnie do niej wstąpię!
Dla mnie „Zwiastun burzy” jest kolejną świetną książką, która gra na emocjach, podnosi adrenalinę a jednocześnie wyzwala we mnie ochotę, aby do długiej listy rzeczy których musze kiedyś się nauczyć, poczytać tak aby się biegle orientować, jest mitologia skandynawska. Budzi mój respekt fakt z jaką biegłością i lekkością autor opisuje świat wierzeń tamtych ludów, jak umiejętnie łączy to życiem codziennym bohaterów.
Rzućcie wszystko i wskoczcie w sam środek wojen trawiących Brytanię!!


Ale swoją drogą okładka też jest genialna!!

niedziela, 23 października 2011

mój ssstosik




Stos prawie w całości kupny, bo tylko "Traktat o szczęściu" wzięłam dostałam. Kolejne dwa tomy biografii i trzy tomy w ramach przeprosin za zwłokę, dwie książki dostane od koleżanki. I Siedlisko kupione dla Mamy, ale zabrałam.


Jestem do tyłu w czytaniu :/

"Nie jesteś sama"

Wczorajsze "Mam talent"(którego powtórkę muszę oglądnąć, bo widziałam jakieś 6 minut programu. Przypomniało mi tą piosenkę i znalazłam takie zacne wykonanie



Ale oryginał jest po prostu <3


W pokoju słychać jak miło strzela ogień, kawa paruje.

sobota, 22 października 2011

Kawowe ciasto


Do kawy i książki idealne ciasto kawowe. Jako, że moja Mama nie przepada za kawą, a wręcz nie lubi wszystkiego co kawowe, tradycyjną rozpuszczałkę zastąpiłam, zarówno w cieście jak i w lukrze, starą, dobrą, tradycyjną Inką.
Teraz zajadam się ciastem, dziergam na szydełku, oglądam Insygnia Śmierci, drugą część i okazuje się, że zaczynam płakać wciąż w tym samym miejscu.

Więc jako przerywnik podaję Wam ten przepis, znaleziony TU A podany przez koleżankę z forum.

I polecam

Składniki na keksówkę 22 cm:



* 1/4 szklanki mleka

* 12 pełnych łyżeczek kawy rozpuszczalnej (użyłam Jacobs Velvet)

* 1 szklanka mąki

* 2/3 łyżeczki proszku do pieczenia

* 1 szczypta soli

* 120 g bardzo miękkiego masła

* 3/4 szklanki cukru

* 2 duże jajka



Lukier:



* 3/4 szklanki cukru pudru

* 2 łyżeczki mleka

* 1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej



Kawę zalewamy gorącym mlekiem i odstawiamy do całkowitego wystudzenia.

Piekarnik nagrzewamy do 175 stopni. Jajka ubijamy z masłem, dodajemy cukier, a następnie kawę oraz wszystkie suche składniki wcześniej wymieszane. Nie przejmujcie się, jeśli będziecie mieć wrażenie że ciasto się zważyło, tak może zareagować masło po dodaniu kawy. Miksujemy ok dwóch minut.

Ciasto przelewamy do wyłożonej papierem do pieczenia i lekko natłuszczonej keksówki i pieczemy ok 45 minut (najlepiej sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest już suche). Po wyjęciu z piekarnika ciasto odstawiamy na około dwie godziny aby wystygło.

Przestudzone ciasto wyjmujemy z keksówki i umieszczamy na półmisku i polewamy lukrem. Aby przygotować lukier łączymy cukier z kawą, a następnie dodajemy mleko i energicznie mieszamy aż uzyskamy raczej gęsty lukier. Jeśli wydaje się Wam, że lukier jest za gęsty możecie dodać jeszcze kilka kropel mleka, a jeśli za rzadki, to dodajcie odrobinę cukru. Polukrowane ciasto wstawiamy na ok 30 minut do lodówki aby lukier stężał, a następnie wyjmijcie je, ponieważ ciasto nie powinno byc trzymane w lodówce.


Masło zmiękczałam przy piecu, a placka i kawy nie studziłam w lodówce a w chłodku tej jesieni w sumie :P
A i moim zdaniem do lukru dwie łyżeczki mleka to za mało. Ja dalam dwie łyżki i omachałam się przy tym lukrze sporo ;)

Ciasto jest przepyszne, lekko kawowe, z rozpływającym się w ustach lukrem. Całe idealnie puszyste!
Smacznego!

„Kaszubi z Pomorza” – Nicole Dołowy


Jest to pierwsza książka całościowo przedstawiająca tematykę Kaszubów, ich historię, kulturę, miejsca we współczesnym świecie, a także obyczaje. Autorką jest doktor etnograf z Uniwersytetu Warszawskiego, która w przystępny sposób prowadzi rozważania nad tożsamością ludzi zamieszkujących teren Kaszub.



Jakiś czas temu stwierdziłam, że Polska jest krajem jednolitym etnicznie i raczej nie powinniśmy mieć problemów z mniejszościami narodowymi. Ta książka przypomniała mi Kaszubów. Ta mała w swej objętości książka pozwala rzucić okiem na to, ze problem jednak istnieje. Kaszubi są częścią państwa od jego początku, historia nie obchodziła się z nimi łatwo, dziś w czasach pokoju i szeroko pojętej tolerancji, dla dosłownie wszystkiego ich kultura powoli umiera. Dlaczego? Sięgnijcie po książkę!
Nicole Dołowy zabiera nas w podróż na Kaszuby, podróż z wysoce wykwalifikowanym przewodnikiem, który opowie nam historię Kaszubów, skąd się wzięli, skąd taka nazwa, jakie były ich koleje losu i chociaż wiem, że dla wielu osób samo słowo historia sprawia, że powieki stają się cięższe, to ta historia jest porywająca, zresztą ta książka to nie tylko historia, poznamy dzieje języka kaszubskiego. Autorka opisuje również kulturę kaszubską, jako że mam koleżankę pochodzącą z tamtych okolic sporo słyszałam na temat Kaszubów, historii a także represji w okresie PRL-u. Książka w pewien sposób to rozszerza, napisałam, ze w pewien sposób, albowiem nie uważam jej za wyczerpującą, właściwie autorka pominęła opisy, według mnie ciekawych obrzędów związanych z zaślubinami chociażby, twierdzi że obecnie nie są praktykowane, natomiast ja z pewnego źródła wiem, że mają się dobrze.
Książka to studium kaszubskich zwyczajów, kultury kiedyś i obecnie. Wydaje mi się, że Polak, świadomy obywatel tego kraju, miast zachwycać się różnorodnością kulturową sąsiednich krajów powinien poznać to co ma na swoim, że tak powiem, podwórku. Świadomość narodowa, etniczna Polaków jest niska, moim zdaniem taka książka, takie mini-kompendium powinna zostać wydana dla każdej grupy etnicznej w Polsce. Przy okazji takich książek naprawdę widać, ze cudze chwalimy, ale swego nie znamy. Bo ile osób wie, że właściwie język kaszubski, jest bardziej polski od polskiego, bo funkcjonuje tam wiele archaizmów, Oni posługują się prawdziwie polskim językiem, tylko około 6% to germanizmy, a jestem pewna, że obecnie statystyczny polak w minimum 60% używa amerykanizmów . Kaszubi, dla mnie, po lekturze tej książki, to fenomenalny przykład na zachowanie własnej tożsamości, mimo wielu, wielu lat represji, walki z kulturą, bicia dzieci w szkole za używanie kaszubskiego.
Książka jest ładnie wydana, zawiera mapki ilustrujące czy to historię, czy to współczesność, każdy rozdział poprzedza tematyczna fotografia. Jednak do mapek mam zarzut iż zapewne dlatego, że są czarnobiałe w większości legenda jest nieczytelna. Ale tak poza tym defektem oraz wspomnianym zminimalizowaniem opisów zwyczajów panujących współcześnie, co jest dla mnie rzeczą bardzo ciekawą, książka jest naprawdę warta uwagi


Książkę mogłam przeczytać dzięki Wydawnictwu Region i Portalowi Sztukater.

środa, 19 października 2011

KKD


Kreatywny Klub Dyskusyjny skupia miłośników książek, którym niestraszne są długie dysputy na tematy (około)literackie. Jeżeli jesteś zainteresowany dialogiem z innymi molami książkowymi - w każdą środę włącz się do nowej dyskusji! Odpowiedz na pytania związane z tematem (zawsze jest ich kilka), a potem opowiedz, do jakich refleksji skłonił Cię dany problem. Możesz rozpocząć dyskusję u siebie na blogu (koniecznie podaj link, dodam go do bazy KKD) i/lub dołączyć do wymiany zdań, jaka wywiąże się pod danym postem, oznaczonym logo Kreatywnego Klubu Dyskusyjnego. Zainteresowany? Znakomicie! Zachęcam do wymiany poglądów :)


Znowu się dołączam :)
Czy czujesz się istotnym elementem świata literatury?
Zakładając, że istotny to taki, którego istnienie jest conditio sine qua non właśniwego funkcjonowania świata literackiego, Polski czy świata. To absolutnie nie. Uważam, że świat literacki miałby się tak samo dobrze, nawet bez istnienia wypocin Kaśka.
Jaka jest Twoja misja? W jakim celu blogujesz?
Jaką mam misję, czynić to co dobre i słuszne :p jak nauczono mnie na zajęciach z prawa rzymskiego. To jest moja misja. Jeśli zaś chodzi dlaczego bloguję? Bo kocham książki, kocham czytać i uwielbiam o tym rozmawiać, w moim otoczeniu różnie z tym bywa. A tutaj mogę się wyzewnętrznić na temat książki która mnie wzruszyła, rozbawiła, lub zirytowała.
Czy uważasz, że czytelnik może ufać Twoim ocenom?

Z ręką na sercu tak. Oczywiście nie gwarantuję, że moja opinia jest jedyną prawdziwą, ale jak już kilka razy to powtarzalam, często kupuję książki pod wpływem recencji na blogach i tak jak chcę ufać bloggerom, że piszą jak im dyktuje serce a nie autor/wydawnictwo/babcia/Rząd Światowy, tak ja chcę, aby moja recenzja była prawdziwa, jeśli napiszę, że uważam że książka jest genialna według mnie taka jest. Zresztą często czytam w komentarzach, że ciężko mnie zadowolić :P Czyli laurek nie piszę, nie jadę również po książkach, tylko po to aby dać upust mojej prawdziwej, wrednej naturze. Nie mówię, że ktoś ma biec po książkę bo ją pochwaliłam, wystarczy porównać jakiś procent książek, jakie czytałam ja i jakie czytał ktoś kto jest zainteresowany tym porównaniem i wtedy już mniej więcej widać, czy mamy kompatybilne gusta. Mniej więcej.
Masz ambicje zostać krytykiem literackim?
Jeśli miałabym taka możliwość? Jasne! praca polegająca na czytaniu książek... jak to powiedział Konfucjusz: "Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu.”
Cenisz sobie to, czym zajmujesz się w blogosferze?
Bardzo. Daje mi to satysfakcję i często jest promykiem światła w świecie szarej rzeczywistości :)
Jakie miejsce zajmuje w niej Twój blog?
To chyba nie do mnie pytanie. :P
Kim jesteś?
hm... zwykłą dziewczyną z głupimi pomysłami, człowiekiem, który nie wyobraża sobie dnia bez czytania i rozmawiania o tym. Wredną, czepialską istotą. Kobietą, która uwielbia si i wzruszać i śmiać. istotą głupią z ambicjami stania się prawdziwym szalonym naukowcem. ;]

poniedziałek, 17 października 2011

Peter Pan



A veces gritas desde el cielo
queriendo destrozar mi calma



Kocham hiszpańską muzykę, od kilku lat uwielbiam ten zespół, tą piosenkę, teledysków nie oglądałam, ale widzę, ze zacne twarze tam są. I od lat jestem zakochana w hiszpańskim sposobie wymawiania "z" :)


Po cudownym poniedziałku, w miłym towarzystwie, zabawnym, wesołym, wyluzowanym, wracasz do domu i bach! Jedna rozmowa na gg, aby górska droga trafiła miesiące pracy.
Mimo wszystko smutno.
Ale odcinek Downton Abbey, termofor do łóżka taka sympatyczna muzyka i będzie lepiej.

Prawda.
Chociaż próbują zburzyć mój spokoj...

"Jane Eyre" - Jane Eyre 2011


Jane Eyre (Mia Wasikowska) jest sierotą, wychowywaną przez wujostwo, które jednak nie okazuje jej żadnej życzliwości czy miłości. W wieku 10 lat postanawiają wysłać dziewczynkę do ośrodka z internatem, gdyż stwierdzają, że jest ona dla nich zbyt dużym obciążeniem. Jane dzięki swojej wytrwałej pracy po latach nauki zostaje guwernantką i trafia do posiadłości Thornfield House zamieszkałej przez srogiego Edwarda Fairfaxa Rochestera (Michael Fassbender). Jane odnajduje długo upragniony spokój i bezpieczeństwo, zaprzyjaźnia się z Adelką - swoją uczennicą, córką Pana Rochestera, jednak wszystko to zostaje wystawione na ciężką próbę, gdy Jane odkrywa przerażający sekret swojego chlebodawcy...



Na weekendzie oglądnęłam najnowszę ekranizację powieści Charoltty Bronte – Dziwne losy Jane Eyre. Jestem wielbicielką tej książki, a także pewnej ekranizacji tej powieści. Miniserial z 2006 roku uważam za genialny i nie dziwcie się jeśli będę się w tej recenzji często do niego odnosić.
Na początku chciałabym pochwalić Brytyjczyków za sięganie do klasyki, my Polacy nakręciliśmy po wojnie, najcześciej po jednej ekranizacji naszych kultowych powieści, dzieł i zgapiamy z Zachodu wszelkie możliwe trendy, puste serialiki, kino w 3D, ale nikomu nie przyjdzie do głowy zmierzyć się z chociażby „Nocami i dniami”, czy „Nad Niemnem”. Ale możemy się wytłumaczyć, przecież to nuuudy. Angielska telewizja BBC regularnie zachwyca mnie ekranizacjami, wielokrotnymi dzieł Austen, Bronte, czy Dickenska. Tym razem po zaledwie 5!! Latach znowu zekranizowano Jane Eyre. Główna rola, czyli tytułowej bohaterki należy do aktorki polskiego pochodzenia, znanej z Alizcji w Krainie Czarów – Mi Wasikowskiej. Przyznaję szczerze, widziałam ją w Alicji, gdzie mnie irytowała i zupełnie mi się nie podobała. Rola Jane Eyre, guwernantki, której trudne dzieciństwo i fakt że do nikogo nie należy, nikt jej nie kocha, sprawia, że jest zamkniętą, samotną kobietą, która dodatkowo trafia do ponurego dworu skrywającego tajemnicę.
Zresztą fabuły może nie będę streszczać, bo mole książkowe znają na pewno historię Jane i Edwarda. Jedną z ładniejszych – moim zdaniem- historii miłosnych.
Edwar Rochester jest grany przez nijakiego Michael a Fassbendera. Przyznam, że nie widziałam zdaje się żadnego filmu z jego udziałem. Więc moje spojrzenie na jego kreację było niczym nie zmącone, żadnym uprzedzeniem.
Ostatnią kluczową postacią w tym filmie jest ochmistrzyni dworu Thonfield pani Fairfax. W tej roli genialna zazwyczaj Judi Dench.
Film skonstruowano tak, że żadna inna postać nie ma prawa się wybić, nie czepiam się. To film, a nie serial w którym można rozbudować inne postacie.
Zacznijmy od początku, w filmie postanowiono pobawić się chronologią, film rozpoczyna scena ucieczki Jane z Thornfield, przed czym, czy przed kim ucieka, dowiemy się tak gdzieś pod koniec filmu, razem z nią uciekamy w jej wspomnienia, zaczynając od wczesnego dzieciństwa. Widzę, że wszyscy się zgadzają, ze okres dzieciństwa jest przedstawiony idealnie, nic nie jest idealne, i tak dzieciństwo jest za krótkie. Bardzo skrótowo poznajemy losy Jane w niezwykle surowej szkole, chociaż też nie wywrze na nas to takiego wrażenia, nie wywoła uczucia chłodu, samotności, jak świetne sceny w serialu. Poznamy tylko jedyną osobę, która obdarzyła Jane ciepłem, a która umrze w jej ramionach. Nie zobaczymy Jane uczennicy, bo widzimy ją jako dorosłą kobietę, gdy dostaje pracę w Thronfield, jak? Dlaczego? Dlaczego opuszcza szkołę? Niewiadomo. Przybywa do dworu niczym z gotyckiej powieści. Tutaj musze wspomnieć, że faktycznie zdjęcia, krajobrazy są przepiękne i wywołują mój szczery zachwyt.
Wraz z przybyciem Jane do Thornfield film zaczyna się sypać, autorzy, chyba sami nie wiedzieli jak przedstawić, rodzące się uczucie Jane i Rochestera więc… nie przedstawili go wcale. W serialu widać było doskonale jak rodzi się między nimi porozumienie, widać pokrewieństwo dusz. Inna sprawa, że główna para była obsadzona Mistrzowsko! Tutaj właściwie nie wiem skąd jakieś oświadczyny, skąd propozycje, skoro Rochester rozmawia zdawkowo z Jane może ze trzy razy. Gdzie jest to ciepło, które jej dał, gdzie jest przyjaźń. Za co ona go kocha, za co on ją?
Po nieudanym ślubie będziemy mieli najpiękniejszą, najbardziej motylkową scenę, prośbę Rochestera, aby Jane z nim została i żyła z nim na przysłowiową kocią łapę, wreszcie będą emocje w powietrzu. Później Jane ucieknie, będzie słyszała głosy, podaruje obcym ludziom lwią część swego majątku, po to aby odrzucić wycieczkę do Indii i wrócić do spalonego(w międzyczasie) Thronfield, i próbować pocałować zarośniętego Rochestera.
Pewnie wznosicie brwi w oburzeniu na tak okropną recenzję? Naprawdę tak odbieram ten film, gdy w serialu każda scena miała sens, tutaj wszystko wieje nudą, jest takie wyprane z emocji. Tu wszystko jest niby ladne, niby zgodne z powieścią, ale takie niespójne.
Podczas gdy wszystkim polecam mini serial, tak ten film nie jest zachwycający, owszem są ladne zdjęcia, przyzwoita muzyka, ale brakuje tego CZEGOŚ. Brakuje tego czegoś bohaterom nie wiem czy to wina producentów czy aktorów. Toby jako Rochester był genialny, momentami czarujący, figlarny, za chwilę ironiczny, obcy. Ruth pokazywała Jane taką jaką stworzyła autorka.
Na poprawę humoru chyba wrócę do serialu.

niedziela, 16 października 2011

"7 dróg do relaksacji. Naucz się jak pokonać stres" - Mateusz Karbowski


Odkryj relaksację i zacznij w pełni doceniać jasne strony życia
Kontrolowanie oddechu, czyli pierwsza dobra reakcja na stres
Sztuka wizualizacji, czyli wyobraźnia do Twoich usług
Zalety autohipnozy, czyli droga do stanu głębszej relaksacji

Stan relaksu, odprężenia czy prawdziwego odpoczynku jest dla współczesnego człowieka czymś równie dziwacznym i niezrozumiałym, jak miękki kamień czy niebieskie słońce. Wszyscy nieustannie gdzieś pędzimy, starając się dogonić uciekający czas, i trudno nam tak po prostu się zatrzymać. Nawet jeśli wykupimy sobie serię zabiegów w SPA lub oddamy się w ręce masażysty, i tak nie udaje nam się uciec od gonitwy myśli. Ciągle podenerwowani piętrzącymi się trudnościami, chronicznie zmęczeni i zirytowani, doskonale rozumiemy, że taki styl życia nie wpływa najlepiej na nasze zdrowie, jasność umysłu czy szeroko rozumianą jakość życia. Jednak z uporem maniaka wciąż szukamy sobie dodatkowych bodźców i zajęć - zamiast w końcu powiedzieć STOP i dostrzec szaleństwo w swoim działaniu.

Książka Mateusza Karbowskiego jest propozycją dla tych, którzy chcą poradzić sobie z codziennym stresem. Jej autor skupił się na siedmiu najbardziej efektywnych technikach relaksacji, które staną się wytchnieniem dla osób żyjących w wiecznym pośpiechu. Znajdziesz tu szczegółowe informacje na temat prawidłowego oddychania, świadomego treningu napinania i rozluźniania mięśni, a także szybkich wycieczek do prywatnego raju. Zrozumiesz, jak wykorzystywać potęgę NLP i medytację w celu osiągnięcia spokoju. Dowiesz się więcej o autohipnozie i jej wpływie na Twój stan psychiczny, a na końcu poznasz założenia treningu autogennego, doskonale sprawdzającego się w leczeniu nerwic czy zaburzeń snu. Kwadrans dziennie - tylko tyle trzeba, abyś osiągnął harmonię w życiu!
Oddychanie
Progresywna relaksacja Jacobsona
Wizualizacja
Programowanie neurolingwistyczne
Medytacja
Autohipnoza
Trening autogenny Schultza
Stres nie musi być Twoim koszmarem!


Nasz tryb życia sprzyja stresom, bez względu na to czy pracujemy, czy się uczymy dookoła nas mnożą się jak bakterie sytuacje stresowe. Nie możemy spać, jesteśmy podenerwowani. Kobiety muszą wydawać fortunę na farbowanie włosów bo siwieją od tego wszystkiego. Kiedy zobaczyłam ksiażkę mającą nauczyć mnie relaksacji mało mnie krew nie zalała. Kolejny bzdurny poradnik o tym jak być szczęśliwszym człowiekiem. Tak właśnie pomyślałam. A kiedy zaczęłam czytać… moje podejście zmieniło się o 180 stopni, autor pisze o sytuacjach jakby z mojego życia wziętych. Nie mądrzy się, czerpie z własnego doświadczenia . Opisuje skrótowo, oczywiście, ale jasno, co o tym wszystkim mówi medycyna, czy poszczególne filozofie, czy religie.
Większość osób pomyśli, o pewnie kolejna książka o odkryciach religii Dalekiego Wschodu. Nic bardziej mylnego. Autor przedstawia po prostu siedem różnych metod, które służą temu by się wyciszyć, by pozbyć się tego przykrego napięcia i nienazwanego lęku utrudniającego chociażby zaśnięcie. Czytając wypróbowywałam te metody powiem Wam, ze to wszystko nie jest głupie i zapewne będę stosować regularnie, albowiem jestem człowiekiem który żyje w permanentnym stresie.
Wad książki nie dostrzegłam. No może jest po prostu za krótka.
Za to jeśli chodzi o zalety, zacznę od przepięknej okładki, która samym wyglądem już uspokaja. Autor najpierw opowiada o mechanizmie stresu, później przechodzi do poszczególnych metod. Każdy krok jest dokładnie opisany, począwszy od mechanizmu działania, aż po dokładny sposób przeprowadzenia ćwiczenia, nie można czegoś nie zrozumieć.
Krótka lektura, która może wyeliminować, lub zmniejszyć problem, oczywiście nie działa to tak, że po samym przeczytaniu problemy znikną. Odrobina pracy i faktycznie kłopot będzie mniejszy. Jeśli więc ktoś ma problem z nerwowymi sytuacjami, gorąco polecam :)


Za książke dziękuję Wydawnictwu charyzma.sensus.pl i Portalowi Sztukater

sobota, 15 października 2011

"Klub Matek Swatek" - Ewa Stec


Martwisz się, że Twoja córka jeszcze nie ma męża, że Twój syn wciąż jest kawalerem? Zgłoś się do Klubu Matek Swatek - już wkrótce Twoje dziecko "przypadkowo" pozna kilka osób, w których może się zakochać. A z jedną z nich ułoży sobie życie! Beata - matka Anki, ponad trzydziestoletniej panny - postanawia działać. Korzysta z pomocy Klubu Matek Swatek. Nie wie, że jej córka już w dniu przeprowadzki do nowego mieszkania poznaje dwóch przystojnych mężczyzn. Jeden jest Anką wyraźnie zainteresowany, drugi... jeszcze bardziej. Tylko czy ich intencje są szczere? I czy intrygi Klubu Matek Swatek nie zniszczą rodzących się uczuć?




Ostatnio chyba zmieniam się w zrzędę. Czepliwą i w ogóle. Po prostu ciężko wpasować się w me gusta. I jakoś ten tydzień mija pod znakiem mało przychylnych recenzji. Teraz przyszła pora na książkę któraa chodziła za mną rok. Wpadała mi w ręce, oczy. Wzbraniałam się i unikałam zakupu sądząc, że nie będzie to coś dla mnie, ale z drugiej strony coś mnie przyzywało. Za zbrukane pieniądze podatników :P nabyłam ksiażkę razem z feralnym „:Rokiem w poziomce” i okazało się, że KMS jest tylko trochę lepsza. Tzn. nie nie chcę przesadzać, oczywiście, że jest to lepsza książka, na pewno napisana lepszym językiem, z humorem i z realizmem. Jako takim.
Książka jest dobra, czytało się poprawnie, jednak nie złapałam chemii.
Jeśli chodzi jednak o całokształt znudziła mnie, mimo że mamy wydarzenia które jakoś adrenalinę mają nam podnosić mnie znudziła. Może po prostu mam dosyć takich książek? Może chwilowo muszę odpocząć od romansów, od kobiet zmieniających swoje życie, przeprowadzających się? O Pani Ewie Stec słyszałam tak dużo dobrego, że nie mówię nie. Klubowi też nie mówię nie, bo skoro los tak chciał wepchać mi w łapska tą książkę miał w tym jakiś cel.
Najwyraźniej dopadła mnie jesienno-chorobowa deprecha, czekolada i muzyka nie pomagają, haft nie pomaga.
Recenzja nie jest recenzją. Jest prostym. Sercowym podsumowaniem. Książka mi nie siadła. Powoli zmieniam się w krytyka, który jedzie wszystko z góry na dół, jak leci…

Top 10: najlepsze ekranizacje


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć najlepszych ekranizacji książek!











Jestem nie tylko molem książkowym, ale też hm… pożeraczem filmów. Staram się wprawdzie aby najpierw poznać książkę a dopiero później brać się za film. To jednak różnie bywa i są przypadki kiedy film był pierwszy i pchnął mnie do książki. Rzadkie są przypadki gdy film był lepszy od książkowego oryginału, ale po kolei. Moja top10 to




Władca Pierścieni. Ekranizacja mylnie nazywanej Trylogii Tolkiena, to dzieło, jak i pierwowzór monumentalne, piękne, zachwycające, owszem nie jest zgodne z orginałem, ba! Nie umywa się do oryginału, bo kto przeniesie idealnie na ekran wizję Mistrza? Wiele wątków zmieniono, nie wszystkie na lepsze, ale film jest genialny i nie wyobrażam sobie kwartału bez maratonu z Władcą, teraz haftując zakładkę na wymiankę w tle leci właśnie Władca.

Ojciec Chrzestny. Książka była najpierw, stosunkowo niedawno(chyba przy okazji Oskarowego wyzwania) oglądnęłam film i już zawsze Don Corleone będzie miał dla mnie twarz Marlona, który mimo, że mógłby być moim dziadkiem jest dla mnie bardziej seksowny niż Al., chociaż jemu też nic nie brakuje. Ta muzyka, gesty, mimika, piękny jest ten film, chociaż wieje grozą i spływa krwią.


. Najpierw była książka i okazało się, że to jeden z nielicznych przypadków gdy film okazał się lepszy. Jest bajeczny z pięknymi zdjęciami, klimatyczną muzyką. No i Walterem. Oglądnijcie, przeczytajcie i powiedzcie czy się mylę :P





Ania z Zielonego Wzgórza. Oczywiście najpierw książka. Wprawdzie wiele osób dużo zarzuca tej ekranizacji, jednak uwielbiam serię tych filmów, swoje DVD już zajeździłam i nawet tak krytykowaną trzecią część lubię i zawsze na niej płaczę.



Harry Potter. Również najpierw książka. Również wiele zarzuca się tym filmom i oczywiście niektóre lubię bardziej i oglądam częściej, inne rzadziej. Polski dubbing uważam za zło i za dubbingowanie Alana powinno się wieszać na suchej gałęzi. Moje ulubione części to Więzień z Azkabanu, Zakon Feniksa i druga cześć Insygniów i na premierę dvd czekam niecierpliwie.



Rozważna i romantyczna z 1995 roku. Najpierw był film i fascynacja Brandonem. Zgadzam się, że aktorzy są ciut za starzy, ale nie umniejsza to uroku tej ekranizacji. Po prostu uwielbiam.



Północ Południe. Najpierw serial. Genialny i cudowny, zwłaszcza Ryś. Książką możemy od niedawna się cieszyć w polskim wydaniu, również serial od niedawna gości na polskim rynku. Polecam wszystkim.


Cranford. Najpierw serial. Ekranizacja świetnych opowiadań Gaskell. Kocham ten mini serial za wzruszenia, ciepło i humor. Genialną grę aktorską. Oglądam kilka razy w roku i zawsze płaczę jak bóbr, bo serial ma jakiś smutek w sobie.



Noce i dnie. Najpierw serial, jeszcze jako mala dziewczynka oglądałam z Mamą, później sama. Kocham i książkę i film. Film genialnie oddaje klimat książki. Możemy podziwiać Aktorów, przez duże A. Artystów a nie ludzi z łapanki, z przypadku, którzy w telewizjach śniadaniowych i brukowcach odgrywają gwiazdki. Ach to był zloty wiek aktorstwa polskiego.



Nad Niemnem. Po prostu jak wyżej.


Nie umieściłam ekranizacji Przeminęło z wiatrem, bo mimo, że bardzo lubię film i aktorów i ich twarze będą już po wsze czasy mieli książkowi bohaterowie, to za dużo wycięli. I gdy jako dziecko oglądałam z Mama podobało mi się bardzo, ale później zapomniałam całokształt i oczekiwałam wielu scen, których nie znalazłam

piątek, 14 października 2011

"Strzeż się psa" - Izabela Szolc


Kiedy my, ludzie, śpimy sobie spokojnym snem lub roztrząsamy zwykłe nudne ludzkie sprawy, w świecie psów toczy się walka na śmierć i życie. Bo psy – drodzy właściciele czworonogów – z honorem codziennie stają w naszej i własnej obronie, narażając swoje życie i pełną miskę. Kiedy więc na pewnym osiedlu zaczyna się dziać źle, do akcji wkracza nastawiony do życia ironicznie i z dystansem bloodhound Albrecht o szlachetnym rodowodzie detektywistycznym. Tak więc kryminaliści strzeżcie się psa, bo on nie zna litości!


Zwykle przy recenzowaniu kryminałów piszę, że nie znam się na gatunku. Tutaj też pragnę na początku zaznaczyć, że jest to recenzja kryminalnego laika. Mimo wszystko. Na kryminałach znam się średnio, ale na dobrych żartach znam się całkiem, całkiem nieźle, toteż mogę z czystym sercem i sumieniem opisać moje refleksje.
Sam pomysł by narratorem uczynić psa. Owszem szalenie elokwentnego i bystrego, ale zawsze psa. Jak często czytamy historie opowiadane z psiego punktu widzenia, od kiedy przestaliśmy czytać książki dla młodych czytelników? Szalenie oryginalny pomysł. Pomysł, który jest podstawa sukcesu tej książki.
Poznajemy arystokratę wśród psów Albrechta zwanego Alem. Psa z rodowodem, obeznanego z laciną, mieszkającego ze swoją panią Laurą w nowoczesnym bloku na nowoczesnym osiedlu. Al. Kocha Laurę miłością wierną. Poznajemy nie tylko Laurę, ale i przyjaciół psich Ala i tu zaczynają się schody na tym luksusowym osiedlu zaczynają ginąć psy i rodzi się pytanie, czy Al rozwiąże sprawę…
Książka jest napisana w sposób tak rozbrajający, ze niepostrzeżenie mija strona za stroną, ozdobione pyskiem przecudnej urody psa. Jak wspomniałam pomysł, aby narratorem uczynić psa był genialny, przemyślenia, teksty są rozwalające, można się popłakać ze śmiechu. Jestem pewna, że taki humor przypadnie do gustu każdemu a ta ksiażka będzie świetnym sposobem na oderwanie się od ponurej aury za oknem.

A po lekturze można się zastanowić jakież to przemyślenia snuje nasz pies patrząc na nas.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa OFICYNKA

KKD



Kreatywa zaintrygowała mnie swoją ankietką toteż przyłączę się do zabawy :)


Kreatywny Klub Dyskusyjny skupia miłośników książek, którym niestraszne są długie dysputy na tematy (około)literackie. Jeżeli jesteś zainteresowany dialogiem z innymi molami książkowymi - w każdą środę włącz się do nowej dyskusji! Odpowiedz na pytania związane z tematem (zawsze jest ich kilka), a potem opowiedz, do jakich refleksji skłonił Cię dany problem. Możesz rozpocząć dyskusję u siebie na blogu (koniecznie podaj link, dodam go do bazy KKD) i/lub dołączyć do wymiany zdań, jaka wywiąże się pod danym postem, oznaczonym logo Kreatywnego Klubu Dyskusyjnego. Zainteresowany? Znakomicie! Zachęcam do wymiany poglądów :)


1) Gdzie najchętniej czytacie - czy macie swoje ulubione miejsca, w których czytanie smakuje najlepiej?
Nie będę orginalna. Rządzi łóżko, zakutana w pierzynkę, obłożona termoforem z widokiem na połki, herbatą na wyciągnięcie ręki. Jest idealnie. W lecie rządzi ogródek. W domu mamy również świetne miejsce do czytania, fotel w kuchni przy półce z książkami, ale naprawdę rzadko udaje mi się w wyścigu pokonać Mamę i Tatę a jeśli chodzi o wieczorne czytanie to już oni tak walczą o to miejsce, że wolę nie wcinać się.
2) Jak wiele czasu poświęcacie książkom? Czy czytacie tylko do poduszki, tylko do kawy czy może zawsze i wszędzie, kiedy tylko się da?
Czytam wszędzie, w pracy, na uczelni, w pociągu, w autobusie, samochodzie. Nie lubię kiedy ktoś mi przerywa lekturę, a jak mnie drażni gdy w czasie gdy ja czytam wyciąga mi książkę aby zobaczyć tytuł. Dzień w którym komuś odwinę za takie zachowanie zbliża się.
3) Czy macie jakieś książkowe nawyki? Odprawiacie szczególne rytuały przed przystąpieniem do lektury?
Oglądam książkę z każdej strony, odchodzę od zwyczaju czytania opisu, bo jak wiecie lubię niespodzianki. Głaszczę książki, gładzę grzbiet. Czasami czytając przerywam lekturę i oglądam książkową okładkę.
4) Jak oznaczacie stronę, na której skończyliście lekturę? Zaginacie rogi? A może odkładacie książkę grzbietem do góry? Używacie zakładek, papierków, długopisów i wszystkiego, co wpadnie w ręce?
Nie zaginam rogów i nie odkładam grzbietem do góry. Te dwa sposoby działają mi na nerwy okrutnie. I mam pracową anegdotkę, kiedy pożyczałam jedną książkę pierwszy raz koleżance z nowej pracy, bałam się okrutnie, że zniszczy dziewiczo gładki brzeg, ale bałam się wyjść na dziwaka(nowa praca). Jakaż była moja ulga gdy okazało się, ze koleżanka ma taki sam pogląd jak ja.
Używam więc zakładek, jak na ironię żadna nie jest mojej roboty, a uwielbiam ręcznie robione zakładki. Jeśli nie mam zakładki pod ręką to używam chociażby paragonów, czy suszonej lawendy z ogródka. Ostatnio moją ulubioną zakładajką jest zamiennie pocztówka z Ikerem i pocztówka madrycka :D
5) Czy zdarza Wam się czytać kilka książek jednocześnie? Z jakiego powodu?
Rzadko. Naprawdę rzadko, ponieważ ja całkowicie wchodzę w świat danej książki i nie mogę żyć w tylu światach jednocześnie. Jeśli czytam kilka książek jednocześnie to dlatego, że terminy mnie gonią.
6) Najczęściej kupujecie książki na własność czy wypożyczacie? Należycie do grona gromadzących zbiory czy nie zależy Wam na wypychaniu półek książkami?
Nalogowo kupuję. Uwielbiam być zawalona książkami. Na biblioteki jestem za leniwa. Owszem odkryłam wiele świetnych ksiażek dzięki bibliotece, ale uwielbiam posiadać kochane ksiażki na właśność. I brzydzę się brać do ręki niektórych książek z bibliotek są w takim okropnym stanie.

7) Czy chcielibyście, aby w autobusach pojawiały się specjalne oznaczenia Ustąp miejsca czytającemu?
Nie, chyba nie. Wolałabym, żeby byly znaczki "Skoro czytam, daj mi spokój" :P Jak Klaudyna wolalabym mieć lepsze warunki ogólne w autobusie niż specjalne miejsca dla czytaczy

czwartek, 13 października 2011

"Historia urody" - Georges Vigarello


Georges Vigarello (ur. 1941) od kilku dziesiątek lat realizuje swój zamysł „kulturowej historii ciała”. Opisawszy je od strony zdrowia (Historia zdrowia i choroby, Warszawa 2011), czystości i brudu, szczupłości i otyłości, a nawet prześladowania (Historia gwałtu, Warszawa 2010), przygląda mu się teraz jako upiększanemu. Tytułowa „uroda” oznacza tu kanon piękna ciała odzianego. Autor śledzi przemiany w tej mierze od renesansu po dziś. Nie jest to oczywiście prosta historia ubioru, lecz intelektualna historia filozofii upiększania. Kanon tego, „co podoba się w ciele” (twarz, talia, biust, biodra), zależy oczywiście od ogólnej koncepcji ciała i jego miejsca w świecie. Także tu linia biegnie od recepcji urody „objawionej” przez oświeceniowe „doświadczenia” po współczesną kreatywność tworzącą kanon urody dla niej samej: człowiek jako dzieło Boże, jako mechanizm, jako zdrowy organizm wreszcie. To zarazem linia ciągnącego się przez stulecia sporu o doskonałość, którego historyczne rozstrzygnięcia tak nas dziś zaskakują, a czasem nawet przerażają. O tym wszystkim z kunsztem typowym dla francuskich historyków życia codziennego pisze w Historii urody Georges Vigarello


Kolejną recenzją dnia dzisiejszego będzie „Historia urody”. Okładka jest spartańska, można latwo ją przeoczyć w tłumie kolorowych, wabiących książek, ale gdy weźmie się już do ręki, ma w sobie coś co intryguje, popycha do zadawania pytań.
Nie wiem czy lubicie takie przeglądy danego tematu, słyszałam o tym, że Umberto Ecco napisał również podobną książkę i napisał chyba coś co może być moją biografią, a mianowicie „Historię brzydoty”. Zapewne temat dla większości nie będzie całkowitą nowością, bo przecież na języku polskim przerabiając poszczególne epoki, omawiany jest również ideał piękna. Tu nie musimy się rozdrabniać, mamy kompleksowe ujęcie tematu, z podziałem na chronologiczne rozdziały oraz podrozdziały ilustrujące jak zmieniał się ów ideał w ramach tej samej epoki. Wszystko jest drobiazgowo omówione, dokładnie można prześledzić kiedy liczyły się jakie części ciała. W czasach współczesnych gdy powszechne stały się wagi, mamy możliwość prześledzenia dokładnych proporcji idealnej kobiety.
Być może ktoś zapyta po co czytać taką książkę, bo i bohaterów nie ma, i fabuła leży. Ja lubię, jako historyk prześledzić sobie od czasu do czasu historię tego, lub owego. Mam kilka koleżanek, które pasjami kupują takie książki i nie omieszkam polecić im tej, jako naprawdę interesującej książki, dzięki której można zobaczyć jak to wszystko ewoluowało, czy w dobrą, czy w złą stronę każdy sam oceni. Nie samą beletrystyką żyje człowiek, takie książki służące podniesieniu swojej wiedzy przy okazji miłej lektury są jak najbardziej potrzebne.

"Najpiękniejsza" - Aleksandra Jakubowska


MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, UCZCIWOŚĆ
W ŚWIECIE BRUDNYCH INTERESÓW
I NIECZYSTYCH INTENCJI

Bardzo ważny minister, w jakimś tajemniczym celu, notorycznie urywa się ochronie. Bezwzględna dziennikarka zrobi wszystko dla kariery. Senator w obawie przed skandalem ulega szantażowi i wprowadza poprawki do ustawy. Uczciwy prokurator zostaje oskarżony i trafia do więzienia, gdzie jest chroniony przez gangstera. Ojciec premiera przestaje odbierać telefony od syna.

Co rządzi postępowaniem ludzi władzy i kto ma tę władzę? Politycy czy przestępcy?

Meliny na Pradze i konkurs piękności, miasteczko na prowincji i bogate rezydencje nad Jeziorem Genewskim, areszt śledczy i korytarze kancelarii premiera – to miejsca, w których toczy się akcja.

Czytelnicy sami znajdą odpowiedź na pytanie, czy ta powieść to tylko literacka fikcja, czy też Aleksandra Jakubowska odnosi się w niej do swojej przeszłości i ludzi, których kiedyś spotkała. ukryj.



O i po kiepskiej dla mnie książkę miałam okazję przeczytać coś o wiele lepszego, Książka „Najpiękniejsza” z jednej strony przyciągała mnie a drugiej odpychała. Bo z jednej strony intrygujący opis ale z drugiej strony sugerowanie, że zostanę zasypana polityką, której ostatnim czasem miałam po dziurki w nosie. Jednak jakoś się przekonałam i weszłam do fenomenalnego świata. Nie bójcie się, nie czeka Was powtórka z kampanii wyborczej, nie będziecie atakowani polityką ze wszystkich stron poznacie interesujących ludzi i ich niezwykłe historie. Moją ulubioną historią, która chociaż pojawiła się na krótko, ale mimo to poruszyła mnie do głębi, była historia Jana i Marty, ale gwarantuję Wam, że będziecie wciągnięci przez te historię.
Na pewno każda z Nas znajdzie kobietę z którą może się identyfikować, wczuje się w jej historię. Mamy naprawdę świetną książkę. Wzruszającą, wciągającą od pierwszej do ostatniej strony. Świetna okładka to tylko dodatek.
Mamy ciekawie zarysowaną fabułę, interesujące, wręcz intrygujące postacie oraz wszystko to ładną klamrą spina dobry w odbiorze język. Książka nie jest powieścidłem z kosmosu. Czytałam o świecie na którym żyję, o realiach które są mi znane. Wszystko to sprawiło, że książkę przeczytałam błyskawicznie i nie czułam zmęczenia, ba chciałam jeszcze i jeszcze.
Nie jest to może literackie odkrycie roku, dla mnie ale są książki beznadziejne, i są genialne a między tymi skrajnymi punktami są potrzebne, przynajmniej dla mnie książki dobre. I ta książka taka jest. Świetna na chorowanie w łóżku z książką.

Bardzo dziękuję wydawnictwu Muza, że mogłam przeczytać tą książkę, którą z czystym sumieniem polecam


A przygotujcie się na deszcz recenzji do niedzieli jestem na l4 będę nadrabiać zaległości :)

środa, 12 października 2011

"Rok w Poziomce" - Katarzyna Michalak


Historia Ewy – trzydziestokilkuletniej kobiety po przejściach, która postanawia spełnić wreszcie swoje marzenie i zamieszkać w ukochanym domu. Ale jak wszystko w życiu to marzenie ma również swoją cenę: Ewa, chcąc zarobić na kupno wymarzonego domku pod lasem podejmuje pracę w wydawnictwie przyjaciela (skądinąd bardzo atrakcyjnego) i ma za zadanie znaleźć prawdziwy bestseller…

I tu zaczynają się przygody…

Urzekająca historia ludzi, do których szczęście przyszło wtedy, gdy już przestawali w nie wierzyć. Sympatyczni bohaterowie, którzy przekonali się, że podarowane dobro – powraca podwójnie.


Zapewne za tą recenzję dostanę po głowie, bo widziałam, że w blogowym świecie jest wiele fanek p. Michalak. Sama autorka również w tej książce rozprawia się bezlitośnie z negatywnymi recenzjami w internetowym świecie. Nie chce mi się cytować dokładnie, ale niech tam, będę niespełnioną grafomanką, która czerpie złośliwą radość z pognębiania autorów, jedynej słusznej literatury. Gwoli wyjaśnienia, dopowiem, że nie jestem sfrustrowaną autorką, albowiem, nie licząc skromnego dorobku naukowych publikacji nie mierzyłam się z twórczością, ani tffurczością też.
Autorka rozpływała się nad tą książką w tylu miejscach, że się skusiłam. Okładka jest klimatyczna, taka aktualna, jesień i domek. Domek do którego tęsknię przez 8 godzin pracy dziennie. Oczekiwałam ciepłej, optymistycznej książki, dostałam wypociny z frazami typu Coelho i jego, alchemiczne „Jeśli czegoś gorąco pragniesz”. Już wiem jedno, nie lubię tego typu literatury, pamiętam, że „Poczekajka” mnie tak zirytowała, że nie byłam w stanie przez nią przebrnąć. Ta książka mnie irytowała jeszcze bardziej. Jest taka oderwana od rzeczywistości, że zgrzyta między zębami, jak piasek.
Nie zarzucam książce nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności, to jest broszka autora jak prowadzi akcję. Ja zarzucam jej oderwanie od rzeczywistości. Bohaterka jest jak cała książka, ma tak dalekie od realiów pomysły, jak międzynarodowy koncert, czy oplakatowanie Pałacu Kultury. Mnie to irytowało, miałam ochotę ją dotelepać, że nie wspomnę o skrajnie moim zdaniem nieodpowiedzialnych zachowaniach, od których kobieta w stanie błogosławionym powinnam stronić.
Nic mnie nie ruszyło w tej książce, żadna historia miłosna, żaden amant, którzy moim zdaniem byli bezbarwni. Nadal nie trafia do mnie całe to gadanie o sile pragnienia i marzeń, jestem na to odporna jak nierdzewna na korozję.
Język mnie męczył, dialogi denerwowały i momentami raziły sztucznością. Oj często przez głowę przelatywała mi myśl, by rzucić książkę w diabły.
To już wolałam „Dom nad rozlewiskiem”, tam chociaż ciekawe przepisy miałam. Zaleta tej książki to jej cena – kupiłam wydanie kieszonkowe. No i fakt, że lektura nie zajęła mi dużo czasu.
Ja ze swej strony odradzam, bo nie zaznawszy ani zabawy, ani wzruszenia, ani moich ukochanych motylków uważam, że zmarnowałam czas, a mogłam sobie pospać i wyleżeć choróbsko.
Wcale nie wykluczam, że sięgnę po kolejne książki autorki, albowiem zaiste okładki są hipnotyzujące, ale na pewno nie w najbliższym czasie. Nie mam czasu na literackie rozczarowania z własnej woli. Nie linczujcie mnie za tą recenzję. Prosto z serca, chociaż może nieprawomyślnie.

wtorek, 11 października 2011

"Biała królowa" - Philippa Gregory


Król Edward IV York zakochuje się w pięknej wdowie i przed upływem miesiąca bierze ją w sekrecie za żonę. Gdy to małżeństwo wychodzi na jaw, Elżbieta Woodville i jej najbliżsi dostają się w sam środek walk o władzę i wpływy na królewskim dworze, gdzie muszą stawić czoło starym wrogom, jak również nowym rywalom.

Philippa Gregory w przejmujący sposób oddaje historyczny dramat poprzez losy kobiet - w "Białej Królowej" główną bohaterką i narratorką jest Elżbieta Woodville, pierwsza plebejuszka, której dane było wyjść za mąż z miłości, i to za króla od młodości sposobionego do wojny. Elżbietą powoduje namiętność i ambicja - podczas gdy krzepnie na zdobytej pozycji, na plan pierwszy wysuwają się jej dwaj synowie, których późniejsze tajemnicze zniknięcie spędza sen z powiek historykom od stuleci, jako że losy dwóch książąt z Tower do dziś są nieznane. Philippa Gregory swoim zwyczajem przedstawia własne, niezwykle silnie przemawiające do wyobraźni wytłumaczenie. ukryj.


Autorkę „Białej królowej” znaj z kilku genialnych, historycznych książek, dlatego bez lęku otwierałam tą książkę gdyż wiedziałam co mnie czeka, dobra literatura, oczywiście nie zawiodłam się. Autorka z widocznym znawstwem wprowadza nas w świat wielkiej intrygi. Zapewne każdy z nas słyszał o Wojnie Dwóch Róż , ale znamy ją w taki bezosobowy sposób, ot jakiś konflikt dwóch rodów. Dzięki tej książce możemy poznać ludzi, którzy walczyli o tron. Ich szczęścia, dramaty, nadzieje.
Obserwujemy konflikt oczami Elżbiety, której rodzina walczyła przeciwko Yorkom, ale los lubi sobie zakpić i stawia na jej drodze króla z Yorków. Amor wypuszcza strzałę, rodzi się pożądanie miłość.. Elżbieta trafi na wrogi dwór i raz po raz będzie tracić wszystkich sprzymierzeńców, los będzie kapryśnie to jej sprzyjał, to odwracał się do niej plecami.
Jeśli lubicie powieści historyczne, jeśli podobały Wam się „Kochanice króla”, albo macie ochotę na przyjemną lekturę, jest to bez wątpienia książka dla Was. Jak wspomniałam to kolejna książka tej autorki i coraz bardziej mi się jej książki podobają. Nie są banalne a intrygują, pozwalają świetnie spędzić czas.
Dobry język, który przyjemnie się wchłania. Na pewno fenomenalnie się ją czyta, przeżywa. Bo szybko nawiązuje się wieź z bohaterką i od pierwszej strony razem z nią się przeżywa jej przygody
Naprawdę serdecznie polecam.

Książkę moglam przeczytać dzięki uprzejmości Grupy Wydawniczej Publicat

poniedziałek, 10 października 2011

kocyk i stos


Recenzowana już "Cukiernia pod Amorem", wreszcie przyszły do mnie "matki swatki", kupiłam "Rok w poziomce". Zobaczymy.
Reszta to wydawnicze dary...
Chyba skończyłam limit na tem miesiąć.

sobota, 8 października 2011

"Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" - Małgorzata Gutowska - Adamczyk


Podczas wykopalisk na rynku w Gutowie archeolodzy dokonują niezwykłego odkrycia. Wzbudza ono zainteresowanie córki właściciela cukierni Pod Amorem. Iga próbuje rozwikłać dawną rodzinną tajemnicę. W poszukiwaniu odpowiedzi prześledzimy fascynującą historię rozkwitu i upadku jednego z najświetniejszych mazowieckich rodów.
W ostatnim tomie tej bestsellerowej sagi poznamy burzliwe losy Giny Weylen w czasie drugiej wojny światowej. Wyruszymy wraz z nią w pełną dramatyzmu podróż po okupowanej Europie, z rodziną Zajezierskich zaś pochylimy się nad tymi, którzy zostali w kraju.
Bliżej poznamy historię Celiny i jej małżeństwa, a także dowiemy się, w jakich okolicznościach Hryciowie stali się właścicielami cukierni Pod Amorem. Czy Idze uda się rozwiązać zagadkę tajemniczego pierścienia? Czy Celina wróci do zdrowia i spotka się z miłością swego życia? Czy spełnią się ambitne plany Igi, a jej ojciec zazna wreszcie szczęścia w życiu osobistym?
Autorka przeplata przeszłość z teraźniejszością, tworząc niepowtarzalną opowieść o silnych kobietach, ich marzeniach i namiętnościach oraz wytrwałym dążeniu do wyznaczonych celów.


Nie minął rok od recenzji drugiego tomu Cukierni pod Amorem, ale wydawało mi się, że minęły lata. Czekałam i czekałam chciałam wiedzieć jaki będzie finał historii, kim będzie kobieta znaleziona w podziemiach na rynku i ach! Tyle historii czekało na zakończenie. I mam pretensje do Autorki ogromne, tak ogromne, bo tą książkę się czyta tak szybko, że jak dochodzi się do ostatniej strony to jakby ktoś chlusnął wiadrem zimnej wody w twarz. Taki szok! Aż z chęci przedłużenia przygody z Cukiernią zaczęłam czytać biogramy bohaterów.
Ale przejdźmy do mojego ulubionego ad remu. Autorka wprowadza nas w świat końca dwudziestolecia międzywojennego, aby zaraz pokazać nam okrucieństwa wojny, zarówno w mieście, na wsi, jak i w wielkim świecie, później będziemy mieli okazję zobaczyć jak ciężkie będzie życie w powojennej rzeczywistości, gdy nie zagraża już Niemiec, a „tylko” swój.
Byłam pewna, że nie będę mogła się bardziej wciągnąć w świat Cukierni, okazało się, że jestem wściekła na każdego kto przerywa mi lekturę, mam ochotę pójść na urlop aby doczytać. A gdy dnia w którym kupiłam „Cukiernię” nie przyjechał mój PKS, siedziałam w ciemnicy na przystanku i czytałam. Nie mogłam wytrzymać. Nikogo kto już poznał Zajezierskich i Cieślaków nie zdziwi taka reakcja, ba uznają, że i tak kiepsko broniłam tego czasu, że recenzja ukazuje się dopiero dziś. Uwierzcie mi nie miałam innego wyjścia.
Gorąco zachęcam Was do lektury i podzielenia się refleksjami, czy Wam też było żal hrabiego Zajezierskiego odchodzącego ze świadomością, że jego świat przemija, czy łezka się Wam zakręciła w oku, gdy czytaliście list Adama. Czy mieliście jakieś nadzieje, których Autorka nie spełniła, bo pozostawiła niedopowiedzianymi?
Jak za Wam zazdroszczę odkrywania tego tomu. Ja chyba zacznę czytać od nowa. :P Wszystkie tomy.
Bo przyznam się, mam niedosyt mam duży niedosyt!!

Ale uprzednio udam się do kuchni próbować wypiek ciasta francuskiego, bo podczas lektury nabrałam ochoty na ciasto francuskie, zresztą człowiek przytyje po lekturze, bo tam tyle smakowitych opisów, że nie sposób się powstrzymać.

Jedna z najbardziej wartościowych pozycji polskiego rynku. Po lekturze „Cukierni pod Amorem” odkryłam, że jednak warto czytać polskich autorów :D

środa, 5 października 2011

Hryciowie

Mam!!!


Nie licząc spotkania Stalowych Czytaczy i gry w tysiąca na tynmże jedyny pozytywny akcent tego dnia.

Inne ksiażki ida na chwilę w kąt. Idę czytac. Zdjęcia nie ma pbo po 14 godzinach poza domem wróciłam i nie mam siły szukać aparatu.

Ale jestem przeszczęśliwa!!!

poniedziałek, 3 października 2011

"Rodzina Wenclów. Wspólnik " - Lena Najdecka


Kiedy przyjaciel staje się wrogiem…

Warszawska kancelaria Wencel, Zagajewicz i Zybert otrzymuje intratne zlecenie. To świetny interes … – namawia Pawła Wencla jego wspólnik. – Bylibyśmy głupcami, gdybyśmy tego nie wzięli!

Jednak Pawła nie opuszcza uczucie niepokoju. Od lat prowadzi ze swoim przyjacielem dobrze prosperującą firmę i powinien mieć do niego bezgraniczne zaufanie. Dlaczego więc intuicja podpowiada mu co innego? Czyżby fatalnie układające się stosunki z żoną zaburzały mu jasność widzenia? I właściwie dlaczego stała się ona tak nieprzystępna?

Rodzina Wenclów to bezkompromisowa satyra na współczesną klasę średnią. Nowe gatunki ewolucyjne takie jak toksyczne szefowe czy podłe, biurowe kanalie, walczą o przetrwanie w swoich naturalnych środowiskach – kancelariach prawniczych, agencjach reklamowych i dużych korporacjach.

Trzytomowa saga, opowiadająca o rodzinie, która dorobiła się na uwłaszczeniu nomenklatury, rozpoczyna się w 2006 roku, na tle rządów ówczesnej koalicji i specyficznej atmosfery tamtych czasów, swoistego „polowania na czarownice”. ukryj.


Jako prawnik nie mogłam przejść obojętnie obok sagi o prawnikach, wprawdzie jestem szaraczkiem i z elitą świata prawniczego niewiele mam wspólnego, ale milo poczytać w powieści o terminach znanych mi jak imię i nazwisko, wejść w świat tóg, wielkich interesów, eleganckich mężczyzn, pięknych kobiet, klimatycznych posiadłości. Bo wszystko to znajdziecie w tej książce. A przede wszystkim opowieść o ludziach, wielowymiarowych, niejednoznacznych, którzy błądzą, popełniają błędy z różnych pobudek, nie zawsze złych przecież. A wiadomo, że piekło raczej dobrymi chęciami jest wybrukowane.
Akcja książki kręci się wokół rodziny Wenclów, bardzo zamożnych ludzi, którzy swój dobrobyt zawdzięczają Glowie rodziny – Ryszardowi, który wzbogacił się na przemianach ustrojowych i wciąż rządzi rodziną, jego synowie różnie radzą sobie w życiu, mają różne podejście do świata, chociaż na pierwszy rzut oka najlepiej wiedzie się Pawłowi, jest prawnikiem w kapiącej złotem kancelarii, ma piękną żonę, dziecko fortuny.
Wprawdzie okładka utwierdziła mnie w przekonaniu, że będzie to kryminał, wcale nie zawiodłam się na emocjach jakie mi towarzyszyły, wczuwałam się w los bohaterów, uważnie obserwowałam knutą intrygę, nie wiem czy to kwestia branżowego nosa, ale po prostu dość szybko podłapałam czym to śmierdzi i z zainteresowaniem oczekiwałam finału, który w sumie mnie zaskoczył.
Powiem Wams szczerze, że najbardziej wciągnęłam się w losy Pawła i Hanny, ale tu tez miałam problem z osądem, gdyż w tym przypadku jak w życiu nie ma nic czarno-białego. Z jednej strony było mi go bardzo żal, z drugiej strony jej położenie budziło litość.
Książkę połknęłam szybko. Bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać i bez wątpienia będę wyglądać drugiej części(trylogie mnie prześladują!). Osobiście znam bliżej naprawdę sporą liczbę osób będących prawnikami, sama nim też w sumie się zwę i aby podtrzymać honor tego zacnego zawodu mogę Wam obiecać, że prawnicy tak nie klną, a przynajmniej nie wszyscy :P Posługujemy się łaciną, ale niekoniecznie podwórkową. Popytajcie znajomy, chociażby moich, wprawdzie teraz rzadziej, ale mam skłonność do wplatania w potok wypowiedzi premii i zwrotów łacińskich.
Inna sprawa, bawiłam się czytając tą książkę, miło spędzałam czas a nie analizowałam i nie porównywałam jej z rzeczywistością, jedyne co to przypominałam sobie ówczesną scenę polityczną, co z radością czyniłam, bo rzadko trafiam na książki, które nawiązują do rzeczywistości politycznej, którą pamiętam.

Reasumując, serdecznie polecam, ja spędziłam miły dzień na lekturze, może nie wciska w fotel, nie mrozi krwi w żyłach, ale czyta się bardzo dobrze.


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Instytutu Wydawniczego ERICA

"Biała jak mleko, czerwona jak krew" - Alessandro D`Avenia


Współczesne Love Story. Historia pierwszej miłości



Ale miłość to coś innego. Miłość nie daje spokoju. Miłość jest bezsenna. Miłość obdarza siłą. Miłość jest szybka. Miłość jest jutrem. Miłość to tsunami. Miłość jest czerwona jak krew.


Leo jest młody, odważny, trochę bezczelny. I co ważne: świeżo zakochany, tą pierwszą, romantyczną, czerwoną jak krew miłością. Czerwień to zresztą jego ulubiony kolor, w przeciwieństwie do bieli, która kojarzy mu się ze smutkiem, pustką, samotnością. Leo postrzega świat poprzez kolory, także emocje i ludzi utożsamia z konkretnymi barwami.

Czerwień to huragan, marzenia, pasja i... Beatrice - śliczna, ognistoruda dziewczyna, w której Leo potajemnie się kocha. Przyjaźń natomiast jest błękitna. Jak niebo, jak woda i ... jak Sylwia, najbliższa, najlepiej znana, rozumiejąca wszystko bez słów. Barwy się przenikają, łączą, powodują lekki zawrót głowy... A Leo zrobi wszystko, żeby zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość.


Pewnie większość osób kojarzy Love story. Historię bogatego Olivera i ślicznej Jennifer. Historię która ma tragiczny koniec. Przyznam się Wam, że spłakałam się na filmie już kilka razy, a mój Tata będąc z Mamą w kinie po tym jak Ona się popłakała stwierdził, że już chyba nigdy z Nią do kina nie Pojdzie. „Biała jak mleko, czerwona jak krew” została okrzyknięta współczesnym Love story. Ci którzy czytali książkę Segala o tym tytule pewnie wysokich oczekiwań nie mają bo książka średnia. Za to „Biała jak mleko”. Troszkę już mnie znacie, kilka recenzji moich czytaliście i wiecie, że nie zachwycam się tak łatwo. A dodatkowo po 8 godzinach pracy i całym tygodniu takowym ciężko mi zarwać noc i walczyć ze snem dla książki.
Tymczasem wpadłam po uszy. Sporo oczekiwałam po tej książce bo obiły mi się o uszy bardzo interesujące zapowiedzi, ale nie oczekiwałam, że porwie mnie aż tak. To historia młodego zbuntowanego chłopaka – Leo który niczym Dante zakochuje się w Beatrice, pięknej, zjawiskowej. Dodatkowo za sprawą swojego nowego nauczyciela odkrywa nowe ideały i piękno posiadania Marzenia. Jest na najlepszej drodze do stania się dobrym człowiekiem do czasu, do czasu gdy jego świat się wali, wprawdzie jako szesnastolatek wciąż ma dużo dziecięcej wiary i nadziei, ale widziałam, ze staje na rozdrożu, są dwie drogi jedna ku górze a druga wprost na dno. Ta miłość odmienia jego życie. Książka jest podobnie wzruszająca, jak „Szkoła uczuć” – film, bo książka podobała mi się mniej.
Przyznam się Wam szczerze, ze płakałam jak bóbr.

Historia nie jest jednowątkowa, autor porusza szereg problemów istotnych nie tylko dla szesnastolatków, wydaje mi się, ze każdy także ja wiele może wynieść z tej książki. Dobrą lekcję miłości, przyjaźni, wiary!
Dodatkowo co dla mnie było czymś absolutnie fascynującym jest język. Nie widziałam oryginału, ale tłumacz, pani Alina Pawłowska, wykonała kawał dobrej roboty, czyta się tak lekko, a jednocześnie słowa, zdania mają moc, wyciskają piętno na duszy. Byłam zaczarowana. Do tej pory tylko Tolkiena czytałam, chłonąc słowa tak zachłannie.
Jest to bezsprzecznie jedna z najlepszych książek jakie czytałam. Nie wiem jakie książki przeczytam jeszcze październiku, ale jest to naprawdę faworytka najlepszej książki miesiąca, kwartału i pewnie roku.

Dajcie spokój z czytaniem o tej książce. Nikt nie opowie Wam uczuć jakie towarzyszą lekturze. Po prostu przeczytajcie. Z chęcią poczytam o Waszych refleksjach.

No i okładka jest tak hipnotyzująca, ze co kilka rozdziałów musiałam się w nią powpatrywać.
I jak kobieta Wam powiem, że zaintrygowała mnie postać autora, który tak świetnie potrafi pisać. I żałuję, ze nie znam włoskiego, ale chyba zacznę to nadrabiać... bo mam nadzieję, że autor odwiedzi Polskę



Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak

niedziela, 2 października 2011

"Prosektorium" - Olga Paluchowska-Święcka



Zmysłowa i kobieca książka o sile uczuć, oparta na niebanalnym pomyśle, momentami szokująca, a jednocześnie niezwykle subtelna.

Młoda studentka i modelka Natasza przeżywa trudne chwile. Nie chce więcej spoglądać za siebie. Podejmuje dodatkową pracę w prosektorium, w miejscu gdzie, jak sądzi, można ukryć się przed całym światem. Początki są trudne – szpital jest przepełniony smutkiem. Kontrast między nową codziennością a światem pokazów mody i gal sprawia, że Natasza uczy się odczuwać intensywniej, doceniać wartość życia i jego prawdziwe piękno.

Pouczająca znajomość z chorym, ośmioletnim Felkiem, zmysłowa relacja z przyjaciółką Anną, „zakazane przyjemności” i wreszcie płomienne uczucie do pewnego Rosjanina, dadzą Nataszy nadzieję na powrót do świata żywych.



„Prosektorium” to książka o ślicznej, pełnej życie dziewczynie, która trafia do miejsca, które jest chyba ostatnim z możliwych w którym umieścilibyśmy taką jak ona. Bo czy taka osoba może pasować do prosektorium, które kojarzy nam się ze śmiercią, zwłokami . W trakcie lektury dowiadujemy się co skłoniło Nataszę do takiej decyzji, kiedy mogła zarabiać w inny, łatwiejszy, na pewno bardziej pogodny sposób. W pewien sposób rozumiem bohaterkę, dlaczego więc nie zachwyciłam się książką? Może dlatego, że jak już kilka razy wspominałam wprost nie znoszę narracji w pierwszej osobie, przez taki sposób prowadzenia opowieści w 99% bohater, w tym przypadku bohaterka piekielnie mnie irytuje, rzadko udaje mi się wzbudzić do niej sympatię. Tak było w tym przypadku. Chociaż sama kanwa opowieści wydaje się ciekawa, sposób prowadzenia akcji, wcale mnie nie wciągnął, nie porwał.
Śledziłam akcję z nutą znużenia, irytacji. Autorka nie sprawiła, że uwierzyłam, że taka historia mogła, lub może się wydarzyć, ba wręcz poprzez sposób konstruowania dialogów przyczyniła się do tego, iż czułam się jakbym oglądała kiepsko wyreżyserowany spektakl, a właściwie próbę spektaklu, taką w której widać, że aktorzy nie zgrali się ze sobą, że recytują swoje role i wypowiadają słowa, które brzmią sztucznie, zdania, które nie wydają się prawdopodobne w danej sytuacji.
Nie wiem dlaczego ta książka nie trafiła do mnie, nie czułam chemii, zaangażowania, niczego. Bardzo się nią rozczarowałam, bo wyczekiwałam jej i oczekiwałam, że lektura dostarczy mi co najmniej kilku pozytywnych wrażeń. No trudno!
Nie lubię pisać takich negatywnych recenzji, ale mam nadzieję, ze wszyscy którym przeznaczone jest zachwycić się tą książką, odkryć dzięki niej coś ważnego znajdą do niej drogę.

Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

Jesienny stos


Październikowy stos z wrześniowymi książkami.
Ja nabyłam "Sagę Sigurn" reszta to dary od wydawnictw. "Lawendowe pola" już wszak zrecenzowane. A "Biała jak mleko, czerwona jak krew" własnie została przeczytana i staram się ułożyć swoje wrażenia w recenzję.

Naprawdę idę na odwyk :D


coś ta piosenka za mną chodzi!

sobota, 1 października 2011

podsumowanie września


Podsumowanie września.
Na blogu ukazało się 11 recenzji. Tradycyjnie jakieś jeszcze 4 są zaległe pójdą w październiku.
Najlepsza książka to chyba „Koty. Kompendium”, najgorsza… waham się pomiędzy „Buntowniczością” a „Jest dobrze”.
Najbardziej pozytywnie zaskoczył mnie „Chichot losu”, rozczarowanie… zdecydowanie „Łowca autografów”.
Kilka filmów oglądnęłam, ale za mało, aby bawić się w statystyki. Serialowo zaingerowałam sezon i z największymi wypiekami oglądam „Czas honoru”. Teraz należałoby się rozliczyć z książek które przybyły we wrześniu. A mam zaległe stosiko, które obfotografuję dziś.
Wiec oficjalnie, bez wliczania zaległego stosu. We wrześniu prezentowałam stos 15 książek. Z czego 4 nabyłam.
W październiku będzie bardzo wyrzutowo, bo oj nazbierało się, tylko na chwalenie czasu nie miałam…

Oficjalnie obiecuję sobie, że kupię w październiku tylko „Cukiernię pod Amorem” bo wyczekuję książki bardzo, żarliwie. No i góra 4 książki dla równego rachunku wolno mi nabyć. Za każdą przekroczoną bijcie mnie bezlitośnie!!
Idę na odwyk :P

Wyniki konkursu - fortuna przemówiła



Maszyna losująca została puszczona w ruch, niestety nie miałam do rozdania 50 milionów polskich złotych, ale wspomnianą niżej Trylogię. Postanowiłam zastosować taką metodę, że pierwsze losowanie decyduje o wszystkim, jeśli wylosuje się całość, ktoś zgarnia całość i po Ptokach. Trafiło na Solumate, która zażyczyła sobie tom II i III, więc uruchomiłam maszynę raz jeszcze i I tom trafia w ręce Tośki.

Serdecznie gratuluję czekam na adresy na mejla i w ciągu tygodnia postaram się wysłać, bo chcę koniecznie dorobić zakładki, a kończę dopiero pierwszą. Zakładki będą niespodzianki.

I kolejną losowankę mam w zapasie :)


Dokumentacja losowania




serdecznie wszystkim dziękuję za miłe slowa. Mimo wzlotów i upadków wciąż się raduję :D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy