Moja siostra mieszka na kominku” Annabel Pitcher to jeden z największych bestsellerów angielskiej prozy ostatnich lat, sprzedany do kilkunastu krajów. To niezwykła powieść, która z perspektywy 10-letniego chłopca opisuje dramat, który dotknął jego rodzinę i to, w jaki sposób te wydarzenia odbiły się piętnem na wszystkich członkach tej rodziny i ich wzajemnych relacjach. Powieść urzeka niezwykłym typem narracji i emocjonalnością, która sprawia, że „Moja siostra mieszka na kominku” na długo pozostaje w sercach wrażliwych czytelników.
***Od tamtego wydarzenia dziesięcioletni Jamie nie płakał ani razu.
Chłopiec wie, że powinien – przecież Jasmine płakała, i mama, a tacie zdarza się to do dziś. Roger wprawdzie nie uronił ani jednej łzy, ale to w końcu kot, poza tym nie znał Rose aż tak dobrze.
Wszyscy dookoła zapewniali, że czas leczy rany, tylko że to jedno z tych kłamstw powtarzanych przez dorosłych, gdy nie wiedzą, co powiedzieć. Minęło już pięć lat, a jest jeszcze gorzej: tata wciąż pije, mama zniknęła, a Jamie został z pytaniami, na które sam musi sobie odpowiedzieć.
Ta historia to właśnie jego opowieść. To niewyobrażalnie prawdziwa i wzruszająca relacja z wysiłków małego chłopca, próbującego zrozumieć tragedię, która rozbiła jego rodzinę.
Zapewne każdy z Was przeżył taką
chwilę, tuż po zakończeniu książki, gdy nie wie co ze sobą zrobić. Gdy książki
wywołała tak silne emocje i trudno sobie wyobrazić, jak wróci się do
rzeczywistości, jak zabrać się do kolejnej lektury, gdy niemożliwym jest jeszcze
zaprzestanie rozmyślania, nad tą fenomenalną, najlepszą! Ja mam teraz taki stan…
czuję masę emocji kłębiących się, jak spienione wody. Nie wiem jak to wszystko
opisać. Te emocje spowodowała książka, która – wiem to już teraz – będzie jedną
z książek najważniejszych tego roku. Głośna, recenzje pojawiły się już na kilku
blogach – przedpremierowo. I mi dane było ją przeczytać. Chodzi oczywiście o „Moja
Siostra mieszka na kominku”. Pozwólcie, że spróbuję, nieudolnie, sklecić kilka
zdań. Żadne z nich nie odda głębi tej książki, siły przeżyć. Trzeba ją po
prostu przeczytać, może wtedy ktoś coś zrozumie z tej chaotycznej plątaniny
moich słów.
W Wielkiej Brytanii żyje rodzina –
Matka, Ojciec córka i syn. Kiedyś była jeszcze jedna dziewczynka, bliźniaczka
Córki – Jas. Ta dziewczynka – Rose, zginęła w zamachu terrorystycznym i to
zmieniło życie tej rodziny. Matka
odeszła i związała się z mężczyzną poznanym w grupie wsparcia. On
stracił żonę. A Ojciec z, obecnie piętnastoletnią Jas i dziesięcioletnim
Jamesem przeprowadza się. Ojciec ma problemy z alkoholem, przeprowadzka ma to
zmienić, ma pójść do pracy i mają zacząć nowe życie. Nawet zwłokami Rose się
podzielili – Matka je pochowała, Ojciec trzyma je w urnie – na kominku. Co roku
podejmuje próbę rozsypania prochów, za każdym razem rezygnuje. Rose wraca na
kominek. Ojciec dba o nią bardziej niż o żyjące dzieci, przy urnie kładzie
kawałek tortu, wiesza skarpetę z prezentami, przypina urnę pasami. Robi
wszystko, o czym zapomina w stosunku do żyjących dzieci. Wszystkie te
wydarzenia oglądamy z perspektywy dziesięcioletniego Jamesa, który nigdy za
Rose nie płakała. Gdy Rose zginęła on miał pięć lat. Za mało, aby siostrę
poznać, czy pokochać, pamięta jaką była nieznośną dziewczynką. James był za
mały aby zadziałały mechanizmy, które bez pudła działają w przypadku osób
dorosłych, czyli wybielanie pamięci osoby którą kochaliśmy, a która odeszła. We
wspomnieniach rodziców Rose jest, była idealna i wspaniała.
James jest zwykłym
dziesięciolatkiem, który z typową dla dziecka bezpośredniością obserwuje i
kwituje rzeczywistość, która go otacza. On o wiele bardziej tęskni za Mamą,
która mieszka „tylko” w Londynie, która opuściła ich dla innego faceta, niż za
siostrą, której twarz pamięta, bo była bliźniaczką Jas. Dla Jamesa największym
problemem jest brak akceptacji w szkole, chęć niewyróżniania się – bo to niesie
kłopoty. Sposób w jaki opisuje to co widzi, co czuje, poraża – dziecięca naiwność.
Komentuje niekiedy w sposób szalenie zabawny, ale gdy czytelnik sobie
uświadamia, że dotyczy to rodziny dotkniętej taką tragedią, dotyczy tak
dramatycznego wydarzenia, śmiech zamiera na ustach – groteska.
Trudna sytuacja Jamesa budzi w
czytelniku niemy sprzeciw, oto dziesięcioletni chłopiec zostaje niemalże sam z
problemami, których nie są w stanie udźwignąć dorośli. Ma rodziców, ale oni są
zajęci, wzajemnym obwinianiem się, zatapianiem własnych smutków, swoim żalem.
Zapętlili się w swoim bólu, egoizm odebrał im zdolność tworzenia rodziny, a
najbardziej cierpi mały chłopiec. Mały samotny chłopiec.
Wydaje mi się, że nie sposób tej
książki nie przeżywać, ona wywołuje tak niesamowicie silne emocje, że człowiek
aż drętwieje, za sprawą prostego języka i narratora, którym jest
dziesięciolatek. Głowne miejsce
zajmują problemy tegoż chłopca, przemoc w szkole, nietolerancja oraz dramat zaniedbanego, usychającego z
potrzeby miłości i akceptacji dziecka.
Chociaż jest dopiero połowa lipca
wiem, że to będzie jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w 2013 roku,
książka która zostawia kilkudniowego kaca. „Moja Siostra mieszka na kominku” to
opowieść dramatyczna i wciągająca, poruszająca do szpiku kości. Wyciska łzy i
pozostawia w duszy trwały świat. Zmusza do refleksji, nad życiem, przemijaniem
miłością i przyjaźnią.
