Od czasów szkoły podstawowej jestem wrogiem krótkich form. Gdy cała reszta narodu cieszyła się, że lekturą będzie badziewna nowelka, którą przeczytać można w wieczór mnie to kolosalnie drażniło. Minęło wiele, wiele lat a mnie antypatia do opowiadań nie przeszła, zasadniczo zbiory opowiadań to coś co ma najmniej liczną reprezentację na moich półkach, zdecydowanie więcej będzie chyba poezji, której nie lubiłam bardziej - jak mi się zdawało. Ostatnio, głównie za sprawą wydawnictwa Muza przekonuję się do opowiadań, zebrane w tematyczne zbiórki umilają wieczory i są doskonałym rozwiązaniem na zajęte okresy w życiu, gdy nie mam czasu zanurzyć się jakimś opus magnum, opowiadanie zajmuje mało czasu, coś co kiedyś było wadą, teraz nagle zyskało urok.
