czwartek, 31 stycznia 2013

Maruda - marudzi


Jestem hejterem. Dziś rozmawiając z Edith doszłam do wniosku, że jestem człowiekiem, który wszystkiego się czepia i wszystko mu przeszkadza. A wylanie tego z siebie pomaga.

Postanowiłam więc napisać o tym co ostatnio mnie wkurza, może nie wkurza, raczej intryguje i dziwi.
Mianowicie – wyzwani.
Swoją przygodę z blogiem zaczęłam kilka lat temu. Wtedy wyzwań   było jak na lekarstwo, jedno, góra dwa. Było to pewną niedogodnością, bowiem gdy chciało się w to pobawić wybór praktycznie nie istniał. Ale wtedy te wyzwania, to było coś!
Po pierwsze miały osobne blogi, więc nie było sprawy generowania sobie wejść na bloga, tym że ludzie będą wchodzić w celu powklejania linków. Każdy miał dostęp do wyznaniowego bloga i można było łatwo przeglądnąć wrażenia innych czytelników z lektury. Zobaczyć kto co czytał, czy jego wrażenia były podobne do naszych.
I najważniejsze!! Te blogi pobudzały do odkrywania nowych książek. Wtedy szukałam książek, które spełniały wyznaniowe warunki. W bibliotece szperałam za książkami z małoznanych krajów, szukałam książek z kolorem w tytule i kompletowałam noblistów.
Tymczasem teraz… coraz częściej widzę recenzję a pod nią kilka Bauerków z odnośnikami do różnych wyzwań.
Darujcie, moim zdaniem nie o to chodzi. Wydawało mi się, że sensem wyzwania jest poznawanie nowych książek, sięganie po te pozycje, które stałyby długo na półce, albo nie sięgnęlibyśmy po nie. Odnoszę zaś wrażenie, że te wyzwania czytelnicy dobierają, pod kątem książek które planują przepisać, a może biją jakieś rekordy…? Czy są jakieś zawody?
Każdy  musi mieć autorskie wyzwanie, a nie wiem czy nadmiar jest dobry, może jakiś złoty środek?

Oczywiście powiecie mi, że o co mi chodzi, nie chcesz brać udziału to nie bierz. I zaiste, tak czynie – teraz zostaję tylko przy wyzwaniu z Agatą, literatura popularną i moje prywatne wyzwanie, to jedna literacka powtórka miesięcznie. Więc owszem nie utrudnia mi życia nadmiar wyzwań, nie sprawia, że zgrzytam zębami, czy mam ochotę mordować.
Ale ot taka refleksja mnie naszła i jak rasowy maruda musiałam się tym podzielić :D



Baaaaaaaaardzo dziękuję Edith za cierpliwość i przemiły dzień :D

środa, 30 stycznia 2013

Gran Derbi trwa, ale ja nie zapominam


Właśnie zaczyna się mecz. Aby się tak okrutnie nie stresować, wzięłam się do pisania. W końcu dzisiaj środa. Gdy myślałam o tym, o jakiej parze dziś napiszę, przed oczy wprost wpychała mi się poniższa dwójka. I chociaż chciałam przesunąć ich na inny termin. Nie dało się! Znacie ich dobrze, każdy czytał, pewnie z mniejszą przyjemnością oglądało, wielu pasjonowało się tą historią.



Ania Shirley i Gilbert Blythe.

Klasyka literatury młodzieżowej.   Rudowłosa dziewczynka z wyobraźnią bez ograniczeń, ale i ognistym temperamentem.  Ich znajomość zaczyna się fatalnie, Ania rozbija Gilbertowi tabliczkę na głowie, bo ten naśmiewa się z jej włosów.  Dalej nawarstwiają się takie zwykłe nieporozumienia, do głosu dochodzi duma i upór. I wydaje się, że mamy klasyczne „kto się czubi, ten się lubi”. I chociaż Gilbert zabiega o jej przebaczenie, chce się z nią przyjaźnić. Dziewczyna jest nieugięta.
Ale powoli, powoli Gilbert wybija dziurę w murze jej niechęci. W końcu zdobywa jej przyjaźń i przebaczenie, dzięki temu iż zrzeka się na jej korzyść posady w Avonlea.
Przez kolejny rok Gilbert musi się zadowolić li i jedynie przyjaźnią Ani, adoruje ją, ale jeszcze po cichu, jeszcze w ukryciu, zdaje sobie sprawę, że jeśli ją spłoszy, to jednocześnie utraci. Ale jego cierpliwość ma granice. Zaczyna działać, próbuje mówić. Ale Ania nie chce słuchać, jak może unika decydującej rozmowy, która jednak nadchodzi. Marzenia Gilberta zostają rozwiane. Ania czeka na księcia z bajki, a Gilbert nie spełnia wymogów, jest „tylko” przyjacielem. Na horyzoncie zaś pojawia się młodzian, który spełnia wszystkie wymogi. To książe, niemalże żywcem wyjęty z marzeń Ani. Wszystko idzie w kierunku bajkowego zakończenia. Gdy nagle Anię nachodzą wątpliwości. Jednocześnie, irracjonalnie targa nią zazdrość. Zazdrość o kobietę której towarzyszy Gilbert.
Ania podaje Robertowi – bo tak zwie się książe – arbuza. Wraca na Zielone Wzgórze, tam czeka ją jedno z najgorszych życiowych doświadczeń. Dziewczyna dowiaduje się, że wymęczony nauką, pracą Gilbert ciężko zachorował i jest umierający. Wtedy Ania odkrywa, że zawsze kochała Gilberta. Jak to w życiu zwykle bywa dowiadujemy się, że coś było nam drogie, gdy to tracimy. Ania przez jedną straszną noc boi się, że utraci Gilberta, że ten umrze w nieświadomości, że nie będzie wiedział ile dla niej znaczył.
Ale nie byłaby to książka dla młodzieży, gdyby Gilbert umarł. Wszystko kończy się pięknym, poruszającym happy Endem. Chociaż to nie jest koniec historii Ani i Gilberta. Będziemy czytali ich korespondencję, gdy Gilbert będzie studiował, a Ania będzie uczyła w szkole. Następnie będziemy świadkami ich ślubu i razem z nimi pierwszy raz przekroczymy progi Wymarzonego domu.
Chociaż ich życie nie zawsze będzie pasmem radości, przyjdą gorzkie pigułki, smutki i tragedie, my będziemy mogli grzać się w miłości i cieple domu Blythów.

Ta historia to typowa ilustracja powiedzenia „w tym caly jest ambaras”. Wiem, że wiele kobiet obwinia Gilberta, że podniósł wysoko poprzeczkę. Która nie chciałaby takiego faceta jak Gilbert?
Często wracam do książek o Ani, gdy potrzebuję zastrzyku nadziei, gdy potrzebuję takiego spokoju, który tchnie z kart książek.
I lubię historię jej i Gilberta,  którzy mimo upływu lat wciąż darzą się niezmiennie wielką miłością  i wciąż są w sobie zakochani. To idealne, ale piękne : )

Jedyne co mnie zastanawia, jako wzorową pesymistkę, czy taka sielanka między dwojgiem ludzi jest możliwa…

Jak myślicie?
Podobno ongiś jakaś matka głośno protestowała przeciwko Ani jako lekturze szkolnej, bo spacza ona pojęcie młodych dziewcząt na mężczyzn i związki, że każe im wierzyć w bajki, których w realnym życiu próżno szukać…


Oj ciężko mi wychodzi pisanie z zezem, bo 95% uwagi skupione jest na meczu. A przed minutami barca prawie Nam strzeliła.

"Nędznicy" - Les Miserables 2012

Adaptacja powieści Victora Hugo. Były więzień Jean Valjean dzięki pomocy biskupa zdobywa pozycję i zaczyna pomagać biednym i uciśnionym. Wciąż jednak prześladuje go inspektor Javert


 Nie! Nie! Nie!!
Być może jestem za stara i nie ogarniam współczesnej konwencji. Bo ani nowa, udziwniona wersja Anny Kareniny mnie nie przekonała, a teraz ledwo przemordowałam muzyczną wersję jednej z moich ukochanych powieści. Ledwo – słowo klucz. Na usta cisnęło mi się pytanie, po co to zostało nakręcone. Bo nie zawodowi śpiewacy – więc nie quasi opera, zawodowi aktorzy, ale to na pewno nie film.
Ponieważ, w produkcji występują aktorzy nie śpiewacy, nie będę się czepiać wykonania piosenek. Można być świetnym aktorem a nie mieć głosu lub słuchu. Mój Iker jest doskonałym bramkarzem, a śpiewa, że pożal się Boże. Jestem osobą którą muzyka wzrusza, potrafię dostać gęsiej skórki podczas słuchania utworu, ba potrafię nawet się rozpłakać. Niestety! Nędznicy mnie nie wzruszyli. Nic. Zero. Tylko bezbrzeżna irytacja i pytanie – na co ten film?

Na pewno, po części mój odbiór spowodowany jest tym, że żywię nabożną cześć dla dzieła Wiktora Hugo. Onegdaj wyżebrałam na urodziny własne egzemplarze, dwa tomy, które zajmują w mym sercu miejsce szczególne. Kocham każdy tom, każdy rozdział. Każdy akapit niesie jakieś przesłanie.
A w filmie – marnizna. Zdaję sobie sprawę, że „Nędznicy” to powieść monumentalna, przeniesienie jej na ekran w sposób wierny jest awykonalne, ale skróty jakich dokonał reżyser tego cuda są niewybaczalne.
Dla mnie ten film nie ma treści, bohaterowie są pustymi kukłami, plątającymi się przed kamerami i zawodzącymi.
Nie chcę się rozpisywać, bo ta produkcja nie jest tego warta.
Osobiście odradzam.  Dawno nie wymęczyłam tak żadnej produkcji. 

wtorek, 29 stycznia 2013

"Portret szpiega" - Daniel Silva

Dla Gabriela i jego żony Chiary to miał być początek przyjemnego weekendu w Londynie – najpierw wizyta w galerii w St. James's, by potwierdzić autentyczność nowo odkrytego obrazu Tycjana, a potem spokojny wspólny lunch. Jednak w ten jesienny dzień zdarzyły się dwa krwawe zamachy bombowe w Paryżu i Kopenhadze. Idąc z żoną w stronę Covent Garden, Gabriel dostrzega mężczyznę, który jego zdaniem zamierza właśnie dokonać trzeciego ataku. Zanim Gabriel zdąży wyciągnąć broń, zostaje powalony na chodnik i może tylko obserwować toczący się koszmar. Dręczony poczuciem winy, że nie zdołał powstrzymać masakry niewinnych ludzi, Gabriel wraca do swojego ustronnego domu na wybrzeżu Kornwalii. Wkrótce zostaje wezwany do Waszyngtonu, by po raz kolejny spróbować stawić czoło nowemu obliczu globalnego terroru. Główne zagrożenie stanowi urodzony w Ameryce, a obecnie działający w Jemenie islamski duchowny, którego Allah obdarzył "piękną i uwodzicielską mową". Ten utalentowany oszust, który był kiedyś na liście płac CIA, teraz jako terrorystyczny mózg planuje nową serię ataków. Gabriel i jego zespół, wspomagani przez Amerykanów i Brytyjczyków, opracowują śmiałą i skomplikowaną operację. By plan zniszczenia siatki terrorystów się powiódł, Gabriel sięga do swojej burzliwej przeszłości. Prosi o pomoc pewną kobietę - samotną dziedziczkę fortuny i kolekcjonerkę dzieł sztuki, która pomoże mu przekroczyć mroczną granicę między światem islamu a Zachodem. To córka dawnego wroga, a łączą ją z Gabrielem przelana krew... Akcja Portretu szpiega z waszyngtońskich kuluarów władzy przenosi się wartko do pełnych przepychu domów aukcyjnych Nowego Jorku i Londynu oraz w surowy pejzaż saudyjskiej pustyni. Ta porywająca historia to także świadectwo niebywałej odwagi w obliczu niewyobrażalnego zła - i najbardziej niezwykła powieść w dotychczasowym dorobku Daniela Silvy.


Po serii lektur lekkich, rozrywkowych i przyjemnych, chciałam mocnych wrażeń. Dobrej sensacji, niezłej zagadki, ale w nowatorskim wykonaniu. Stara klasyczna Christie nie wydawała się odpowiednim wyborem. Wzrok spoczął na powieści pisarza, którego miałam okazję już czytać i dobrze wspominałam. Daniel Silva  w tej książce dał popis świetnej powieści sensacyjnej. „Portret szpiega” zawiera chyba wszystko co taka powieść zawierać powinna.

Zaczyna się niewinnie, małżeństwo, Kornwalia, spokój, leniwe dni. Ale to tylko pozór, bo Kornwalia to aktualny adres Gabriela, znawcy sztuki, ale i człowieka wielkiej polityki. I ten człowiek jedzie do Londynu, aby rzucić okiem na nowy zakup przyjaciela. Tego samego dnia, świat islamu atakuje, w różnych miastach wybuchają bomby przyczepione do fanatycznych wyznawców, którzy zabijają siebie i tłumy niewinnych osób. Gabriel ma szansę rozbroić jednego z zamachowców. Niestety! Londyńska policja, uniemożliwia mu ten ruch. Do zamachu jednak dochodzi.

Czy istnieje jakiś związek między odnalezionym dziełem Tycjana a tymi zamachami? Czy świat sztuki i świat terroryzmu mają jakieś punkty styczne? Przed Gabrielem niezwykle trudne zadanie. Zadarcie z islamskimi ekstremistami to nie przelewki .
Książka wciąga od pierwszych stron. Silva świetnie buduje klimat, zaprasza nas do świata grozy, tym straszniejszego, ze realnego. Autor może pisać o fikcyjnych wydarzeniach, ale my widzimy wydarzenia autentyczne, które wciąż mamy w pamięci, a które żywo przypominają te opisywane w powieści. Ekspansja islamu, święta wojna. Masowe morderstwa w imię Allaha, brzmi znajomo prawda? Dodajmy do tego środowisko tych którzy nas przed tymi zagrożeniami chronią. Cichych żołnierzy, walczących po stronie dobra, nie ogniem i mieczem, ale nowoczesną technologią i rozumem.
Czy ta walka może być równa? Czy ma szansę kiedyś dobiec końca?
Nie chcę i nie mam zamiaru streszczać poszczególnych wątków powieści, mam raczej na celu namówienie Was na zapoznanie się z twórczością Silvy, ja sama mam w planach jego wcześniejsze powieści, bo te które do tej pory czytałam, dawały zapomnienie o sprawach bieżących, wywoływały dreszczyk emocji i przenosiły, niemalże fizycznie, do świata opisywanego w powieści.

Uważam, że nie ma co się rozpisywać. Naprawdę trzymająca w napięciu świetna książka!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

"Galeria uczuć" - Alina Białowąs

Wszystko wydaje się proste, dopóki nasze życie ma solidne podstawy Trzydziestoletnia, trochę roztrzepana, ale niepewna siebie Ola zawsze wmawiała sobie i wszystkim wokół, że rola niepracującej „kury salonowej” to jej powołanie. Pewnego dnia jej poukładane i szczęśliwe życie rozsypuje się jak domek z kart: mąż nagle wyprowadza się z domu i wydaje się, że ma to związek z przyjaciółką rodziny. Teraz Ola musi stawić czoła przeciwnościom losu. Przemienia się w pewną siebie i świadomą swoich możliwości kobietę, która może mieć wszystko, o czym zamarzy: kochającą rodzinę, wspaniałego męża i czas dla dawno zapomnianej pasji.


Lubię lekkie i przyjemne powieści. Lubię książki o tak letnich i ciepłych barwach, zwłaszcza gdy na polu -20. I coraz bardziej lubię powieści dla kobiet z wydawnictwa Replika. Mimo swoich okładek które sugerują lekkość i brak treści, a tylko płytkie czytadło, są zdecydowanie słodko-gorzkie. Nie są to tylko książki o młodych, pięknych i bogatych w których heroina ma jedyny cel – zdobycie oblubieńca. I właśnie jedną z takich książek „Galerię uczuć” miałam przyjemność czytać przez weekend.
Ola ma trzydzieści lat. Jej życie jest niemalże idealne, chociaż każdy z aspektów ma jakieś, mniejsze lub większe, ale. Ma od kilkunastu lat tego samego mężczyznę, pierwszą miłość, spełnienie marzeń, ale ostatnio coś się psuje i w łóżku i w komunikacji. Ma pracę, ale jej szefowa jest wiecznie zrzędzącą babą, bez pojęcia o tym co robi. Ma dwójkę udanych synów, ale oni dorastają i coraz mniej potrzebują matki.  I najgorsze – Ola zaczyna podejrzewać, że mąż ją zdradza. Ten per facta concludentia się do tego przyznaje, bowiem wyprowadza się do mieszkania swojej matki, która chwilowo bawi w USA. Z odsieczą przybywa najlepsza przyjaciółka Oli – Edyta, aby nieść pomoc i być wsparciem. Tylko niestety, cień podejrzenia pada na nią. Czy to Edyta jest niewierną przyjaciółką i babom co innym odbiera mężów? A może Ola nadinterpretuje – oj ma do tego talent – i tworzy kolejną, niestworzoną bajkę z innej planety?

Aleksandra, Ola jest zwykłą kobietą, taką jak każda z nas. Bywa tak irytująca i wkurzająca, że naprawdę ma się ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć „Opamiętaj się babo”.  Podobno człowieka irytują w drugim te  wady, które dostrzega u siebie. Ola o wszystko obwinia innych, każdy inny zawinił tylko nie ona. Więc oskarża: Męża, teściową, panią Fredzię. Przez to, że Ola jest taka normalna, stanie się bliska czytelniczkom, głównym motorem jej działania jest głód miłości, pragnienie akceptacji. Zepchnęła na margines świadomości to iż kiedyś została odepchnięta przez teściową i to wciąż w niej tkwi, niczym drzazga. I niekorzystnie odbija się na szczęściu małżeńskim.

Pewnie spadnie na książkę deszcz zarzutów, że typowa, że nic nowego, że banał. Podobno nihil novi sub sole, ale nie zgodzę się z zarzutem, że książka jest banalna. Bo nie jest. Autorka  włada niezwykle lekkim piórem w książce jest dramat, ale jest ogromna doza humoru. Zwłaszcza, że ja lubię sarkazm i ironię.
Wydaje mi się, że ta książka pomoże znaleźć kilka kluczowych problemów w życiu, zmusi nas do przemyślenia pewnych spraw. W książce poznajemy cztery kobiety, chociaż przewijają się różne osoby, to jednak dla kobiet czytających najważniejsze będą: Ola, Edyta, Fredzia i teściowa Oli. Ciekawym przypadkiem do zdiagnozowania będzie Paweł, mężczyzna jakich wielu, niespełniony zawodowo, jego marzenia runęły w gruzy, on męczy się w garniturze, za lepsze pieniądze, w sportowym samochodzie. Jest rozdarty między żoną  a matką, między koniecznością utrzymania rodziny na przyzwoitym poziomie a robieniem tego co lubi. A czy ma wsparcie? Absolutnie nie! Ola jest zbyt skupiona na sobie, na swoich odczuciach, problemach i marzeniach. W pewnym momencie brakło dialogu, a pojawiły się dwa nakładające się na siebie monologi.
Interesującą postacią jest Edyta, femme fatale, kobieta, którą dąży do autodestrukcji. Czy kobieta może zmienić podejście  do życia? Zmienić swoją filozofię? Przestać patrzeć na każdego faceta jak na obiekt do zdobycia?

Ta książka nie przyniesie odpowiedzi na każde z tych pytań, ale moim zdaniem daje dużo do myślenia.  Lubię książki nad którymi mogę usiąść i pomyśleć.

Polecam książkę, nie tylko kobietom, które są w wieku i w sytuacji Oli, ja polecam ją kobietom lubiącym lekkie powieści, a jednak mające treść, dające do myślenia i skłaniające do refleksji.  „Galeria uczuć” jest naprawdę udanym debiutem i czekam niecierpliwie na kolejną powieść Autorki.

niedziela, 27 stycznia 2013

"Andaluzja, Ole!" - Victoria Twead

Nowa Książka autorki bestsellera U mnie zawsze świeci słońce. Para Anglików, Victoria i Joe, skończyła właśnie przebudowę swojego życiowego nabytku - przytulnego domu w spokojnym, andaluzyjskim miasteczku. Trudy budowy oraz przetrwanie pierwszej hiszpańskiej zimy w opustoszałym El Hoyo zbliżyły Vicky i Joe do lokalnej społeczności. Teraz nasi bohaterowie wiodą ustabilizowane, wypełnione słońcem i dobrą kuchnią życie. Kiedy wydaje się, że już nic nie może zakłócić tej idylli, pod sąsiedni dom zajeżdża z impetem furgonetka z napisem „Ufarte. Ryby”. Jednak zamiast kontenera świeżych ryb, z ciężarówki wyłania się typowo hiszpańska rodzina. Mama Ufarte, Tata Ufarte, Babcia Ufarte, piątka dzieci Ufarte, a szóste w drodze. W jednej chwili spokój miasteczka El Hoyo zostaje zagrożony… Pełen humoru i autoironii styl autorki sprawia, że Andaluzja, Ole! jest idealną lekturą na wakacje oraz antidotum na wszelkie smutki. Galeria rewelacyjnie nakreślonych postaci na czele z Rodziną Ufarte oraz Geronimo, lekko podstarzałym i wiecznie „na gazie” fanem Realu Madryt, jest gwarancją, nieustających salw śmiechu. A pełne słońca i południowych smaków przepisy przeniosą nas do kraju hucznej fiesty i prawdziwej, latynoskiej radości życia. Która mimo pozorów senności tkwi w każdym hiszpańskim miasteczku. Pełen humoru i autoironii styl autorki sprawia, że Andaluzja, Olé! jest idealną lekturą na wakacje oraz antidotum na wszelkie smutki. Galeria rewelacyjnie nakreślonych postaci na czele z Rodziną Ufarte oraz Geronimo, lekko podstarzałym i wiecznie „na gazie” fanem Realu Madryt, jest gwarancją, nieustających salw śmiechu. A pełne słońca i południowych smaków przepisy przeniosą nas do kraju hucznej fiesty i prawdziwej, latynoskiej radości życia. Która mimo pozorów senności tkwi w każdym hiszpańskim miasteczku.


Wydaje mi się, że jestem patriotką, nie wychowano mnie w kulcie zagranicy, w kulcie dolara, czy innej waluty. Nie wpojono mi przekonania, że „zagranicą” jest raj na ziemi. Niemniej jednak marzy mi się czasami wyjazd do Hiszpanii. Czasami myślę, że tam chciałabym zacząć zupełnie nowe życie. Toteż lubię czyta książki o ludziach którzy porzucili swoje dotychczasowe życie i przenieśli się na Półwysep Iberyjski. Miałam nosa, przed tegoroczną zimą(która jest mroźna) przyszykowałam sobie zapas takich książek. I gdy zima mi da się we znaki, biorę i czytam. „Andaluzja. Ole!” to druga część opowieści o dwójce ludzi w średnim wieku, którzy porzucają deszczową Anglię na rzecz słonecznej Hiszpanii.

Minęło kilka lat Viki i Joe zadomowili się już w El Hoyo, wciąż nazywani się Anglikami,  tu mała niekonsekwencja tłumacza(chociaż nie sprawdzałam, czy obie książki tłumaczyła ta sama osoba), w każdym razie w I tomie tłumacz nie przekłada hiszpańskiego Ingles, tymczasem tutaj w tomie drugim – mamy przełożone  na Anglicy! To nie razi, nie przeszkadza, to określenie nie pada też, znów jakąś zawrotną ilość razy. Da się znieść.
Ciężko znieść szaleńcze napady apetytu, gdy czyta się o iberyjskich przysmakach, gdy oczami przebiega się przepisy. Tylko wyjątkowo silna wola i późna pora powstrzymywały mnie przed udaniem się do kuchni i przygotowaniem sobie niektórych tapas, czy deserów. W tej części jest zdecydowanie więcej dań nie dla mnie, albowiem nie jadam mięsa, więc… niestety, ale jednak jest kilka przepisów dzięki którym będę mogła się wyżyć kulinarnie.

No, ale nie jest to książka z przepisami, li i jedynie, ani nawet, przede wszystkim. To zbiór zabawnych historyjek związanych z przeprowadzką do innego państwa i próbą zaaklimatyzowania się w nowej społeczności. Tak jak przypuszczałam, część druga jest mniej zabawna niż część pierwsza. Niestety. Nie oznacza to że nie będzie dobrej zabawy. Będzie, gwarantuję że się pośmiejecie, że lektura sprawi Wam frajdę. Ba! Nawet wzruszycie się do łez.
Moim zdaniem jest to książka słabsza od pierwszej części, jeśli się śmiałam, to nie były to już gwałtowne wybuchy radości, bliżej im było do rozbawienia. Owszem Geronimo – wciąż niezawodny, Paco z Rodziną, chociaż jest ich już  mniej, również dają radę. Miejsce Paco i jego rodziny zajęła bardzo wielodzietna familia, która mnie by dobiła, gdyby zamieszkali obok mnie. Ale ich wyskoki były źródłem rozrywki, zwłaszcza popisy i żądza zemsty osobnika  nazywanego Fifi!
Dzięki tej książce przeżyjemy Święta Bożego Narodzenia po hiszpańsku, poznamy nowe zwyczaje, nowe tradycje. To była naprawdę ciekawa i miła lektura, ale jednak odrobinę słabsza od pierwszego tomu. Tak ja to odbieram. Chociaż w tej części przeżywać będziemy Mudnial i chociaż ja go tak dobrze pamiętam, nie znalazłam w tej książce emocji towarzyszącej meczom, przeżywaniu, oczekiwaniu. Nic!
No trudno.
Nie żałuję jednak lektury ani trochę. Wciąż chcę uciec do Hiszpanii!

czwartek, 24 stycznia 2013

"Trędowata" - Helena Mniszkówna

Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej, zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe romanse wszech czasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. W chwili, gdy już wydaje się, że kochankowie zwalczyli wszelkie przeciwności i szczęście jest na wyciągnięcie ręki, dopada ich ta, przed którą nie ma ucieczki. Śmierć. I jest to zakończenie idealne. Los Stefci Rudeckiej i ordynata Michorowskiego to los tragicznych kochanków, którzy jednak mówią do nas z odległej epoki: nie bójcie się i idźcie zawsze za odgłosem serca.



 Problem literatury niskich lotów istniał od dawna. A ja jak zwykle idę pod prąd. Tak! Zaczytuję się książkami, które wszechświat uważa za tandetne i  głupie. Ba! Ja sądzę, że aby napisać książkę, której kicz bije po oczach, a mimo to potrafi ona poruszyć – to jest sztuka. Dlatego „Trędowata” jest powieścią do której regularnie wracam. I regularnie się zachwycam. I stale odkrywam coś nowego.

Kto nie zna słynnego romansu, dla ówczesnych kucharek? Kto nie słyszał o kwintesencji kiczu, o współczesnym Kopciuszku? Mogliście nie czytać, nie oglądać, ale słyszeć musieliście! Inaczej się nie da! Jedyne co tłumaczy fakt, ze p. Mniszek Nobla literackiego nie dostała, to fakt iż niemożliwym jest przełożenie tak pysznych konstrukcji zdaniowych na obce języki, aby zachowały one swoją klasę.
Historia jest bajeczna! Młodziutka i śliczna Stefcia Rudecka zjawia się w magnackim pałacu w Słodkowcach, aby być guwernantką Luci, córki owdowiałej Idalii Elzonowskiej, z domu – ordynatówny Michorowskiej. W Słodkowcach mieszka również ojciec Idalii – Maciej, który przed wielu latu oddał ordynację synowi i sam dożywa dni w pałacyku na uboczu. Starszy pan nosi w sercu historię tragicznej miłości z lat młodzieńczych, gdy brakło mu energii, aby walczyć o miłość do panienki której nieszczęściem był brak arystokratycznego pochodzenia. Panu Maciejowi rodzina wzbroniła tego mariażu i pojął za żonę, spokrewnioną z królami, księżniczkę francuską, która również miała za sobą epizod nieszczęśliwej miłości. Oboje przez całe życie nieszczęśliwi, byli ofiarą fanatyzmu sferowego.
Obecnym ordynatem jest wnuk Macieja – Waldemar. Młodzieniec wykształcony, obyty w świecie, który na grunt polski przenosi szczytne idee. W majątku swym próbuje wcielić idee pomocniczości, sprawiedliwości społecznej.  Ze wszech miar godnym jest podziwu. Tylko rozzuchwalony jest nieco. Ma ku temu powody ma miliony, ma doskonałe koligacje, spokrewniony jest z najznamienitszymi rodami Europy. Czuje się królem świata. Nie ma rzeczy której nie mógłby osiągnąć, nie ma kobiety, która by mu się oparła. Do czasu oczywiście.
Stefcia zostaje guwernantką nie z powodów materialnych, chce uciec z domu, gdzie wszystko przypomina jej o złamanym sercu, zawiedzionej nadziei. Otóż pewien niegodziwy człowiek okazał się zupełnie innym niż przypuszczała.
Zawiedzione jej nadzieje, jeśli sądziła, że w Słodkowcach czeka ją spokój. Niestety od pierwszego spotkania zaczynają się animozje pomiędzy nią a młodym ordynatem. Kłócą się i dogryzają sobie koncertowo. Ale wiadomo – kto się czubi – ten się lubi. Czy jest szansa, że magnat poślubi zwykłą szlachciankę? Czy sfera mu na to pozwoli? Czy on sam będzie o tym poważnie myślał? Czy raczej zabawi się tylko i porzuci biedną dziewczynę.


Powieść podobno jest kwintesencją kiczu. Pogardliwie nazwano ją powieścią dla kucharek. Ogólnie używano sobie na niej ile wlezie. Jednak Mili Państwo ja kocham ją miłością pierwszą. Gdym pierwszy raz ją czytała, kilka lat temu, nie znałam zakończenia i łzy roniłam okrutnie. Owszem można, a nawet trzeba zapłakać również ze śmiechu czytając kwieciste zdania Autorki. Bo kogo nie rozbawią zmysły wypełzające na usty ordynata, kogo nie zachwyci galeria obrazów sławy wszechświatowej.  W powieści jest taki urodzaj kwiatków językowych i tak ogromna możliwość poznania nowego, barokowego słownictwa, że chociażby w celu ubogacenia swej polszczyzny trzeba „Trędowatą” przeczytać.

Chociaż książka jest podobno najniższych lotów mi czytało się ją bardzo dobrze, owszem miałam chwile okrutnego rozbawienia, gdy styl autorki mnie rozbrajał, ale starałam się skupić na losach bohaterów. Podobno oparte są one na faktach\, ze autorka spisała stylem kwiecistym autentyczne losy pewnej rodziny z Kresów. Opisała historie miłości niemożliwej, bo kto to słyszał, żeby magnat, arystokrata brał za żonę zwykłą guwernantkę, bez tytułów i bez fortuny. Owszem mógł jakiś afekt się pojawić, ale na pewno nie z finałem na ślubnym kobiercu.
Dla mnie ta powieść jest ciekawym świadectwem czasów które przeminęły, dziś coraz mniej jest takich związków, niedopuszczalnych. Owszem są małżeństwa międzykulturowe, pary mieszane, ale dla nas to już jest normalne raczej. Możemy się dziwić, ale się nie oburzamy. Nie gorszy nas mieszanie się gatunków.

Jak wspomniałam za każdym razem zwracam uwagę na inny wątek, bo wątek miłości Waldemara i Stefci był tematem numer jeden przy pierwszym czytaniu, no i autorka na nim się skupia. My możemy najwyżej alternatywnym zakończeniem się zająć. Co zajmuje i moje myśli przyznaję.
Tym razem skupiłam się na wątki Rity i Trestki, świetnie oddanych w ekranizacji Hoffmana. Podczas ostatniej lektury dużo myślałam o Ricie i Edwardzie. Żal mi ich, każdego na swój sposób. Bardzo żałuję, że p. Mniszek nie popełniła powieści na ich temat, również. Wydaje mi się, ze było tam duże pole do popisu i czytałoby się wybornie. Aż sama mam ochotę usiąść i coś popełnić.

Konstatując można na „Trędowatą” patrzeć przez pryzmat kiczu i chłamu, można wylewać na nią pomyje, bo „tak wypada”, a można po prostu usiąść i zacząć czytać, w 99% przypadkach powieść Was porwie, z tego czy innego względu. Odkryjecie niewyczerpane źródło cudownych tekstów. A może jeszcze kogoś porwie historia wielkiej namiętności?

Całkowicie nieobiektywnie, ale gorąco i szczerze polecam!!

środa, 23 stycznia 2013

Po przerwie znów środowo


 Zastanawiałam się o jakiej parze Wam dzisiaj opowiedzieć, a ten Tołstoj ciągle za mną łazi. Wiadomo – z Lwem nie należy zadzierać. Nie czuję się gotowa aby pisać o Annie Kareninie znów, więc wezmę na tapetę inną powieść tego autora. Powieść o rozmiarach potężnych, którą onegdaj w jakieś trzy dni połknęłam. Pochłonęłam Wojnę i pokój (Война и мир) tak szybko bo ujął mnie serial kostiumowy, który Polska współtworzyła. Była to z rozmachem nakręcona produkcja, prawie cała Europa zjednoczyła się przy przenoszeniu rosyjskiej epopei na ekran. Polacy tam grają drobne role służących i chociaż serial ma wady, to ogląda się go całkiem nieźle, a muzyka… przepiękna! Książka jest bardzo poruszająca, ale jedna para utknęła mi w pamięci.


Natasza Rostowa i Andrzej Bołkoński.


Kolejna para z nieszczęśliwym zakończeniem. Chociaż ich losy podobne są do sinusoidy, która raz wznosi się, raz opada, by wreszcie zniknąć wśród bezmiaru nieskończoności.
Książe Bolkonski jest mężczyzną w słusznym wieku, ale nie starcem, na pewno nie podlotkiem. W wieku średnim, idealnym dla faceta. Ma żonę, która właśnie jest przy nadziei, kobieta w ciąży, jak to kobieta w ciąży kapryśna jest okropnie. Natasze poznaje przypadkiem – na balu. Bołkonski jest dla młodej, wchodzącej dopiero w życie dziewczyny, ideałem. Przystojny, o doskonałej pozycji, sławie. Brakuje tylko aby przybył na białym rumaku. No, ale nawet mężczyźni wychodzący spod pióra Tołstoja nie są idealni.
Wydaje się, że ten związek nie ma szans, że nigdy się nie spełni, a Natasza szybko zapomni, jak zapomina się o młodzieńczych mrzonkach, ze pozostanie tylko sentyment do tego pierwszego zauroczenia, miła pamięć o chwilach gdy serce zabiło mocniej. Bo jakim cudem mieliby być razem? On przewyższa ją pozycją, jest sporo starszy, no i ma żonę!
Wybucha woja. Andrzej idzie walczyć, zostawia żonę w bardzo zaawansowanej ciąży pod opieką swojego ojca, upierdliwego i wrednego starca. Kaprysy Teścia równoważy siostra Andrzeja – Maria – takie lelum polelum. Luiza umiera przy porodzie, Andrzej zostaje samotnym Ojcem i przewrotny los znów styka go z Nataszą.
Wielce romantyczna scena!!
Natasza wciąż karmi swe uczucie do Andrzeja, chociaż wie, ze to zakazane, że niemożliwe, ale dlaczego nie. Kto jak kto, ale my kobiety jesteśmy specjalistkami w hodowaniu niemożliwych uczuć.
Koniec końców Andrzej postanawia oświadczyć się Nataszy, zostaje przyjęty i może żyliby szczęśliwiej, gdyby nie ukochany Bolkoński Senior, któremu nie w smak spowinowacenie z Rostowami,a  tu jeszcze jego synowa mogłaby być jego wnuczką. W każdym razie nie wyraża zgody na ślub natychmiastowy. Natasza ma czekać aż ukochany wróci z wojenki.

I tu zaczyna się dramat i głupota Nataszy, która daje się uwieść demonicznemu bratu Heleny Bezuchowej(ówczesnej żonie Pierra). Młody Kuragin wytrwale próbuje uwieść młodą, niedoświadczoną Natasze. Nie sądzę, aby ją w sobie rozkochał, po prostu wystarczająco zmącił jej w głowie. To wystarczyło. Natasza jak ćma do ognia, leci ku swej zgubie. A życzliwi donoszą o tym fakcie walczącemu za Świętą Matkę Rosję – Bołkońskiemu.
A ten do końca jest prawy, do końca honorowy i wspaniały. Boże – jakiego  ja miałam kiedyś bzika na punkcie Księcia Andrzeja.

Niestety, ponieważ trwa wojna, a Andrzejem targa smutek, rozgoryczenie, jest łatwym celem dla Francuzów. Zostaje ciężko ranny. Scena gdy umiera u boku Nataszy jest jedną z bardziej przejmujących. Nie wiem czy znajdzie się osoba o tak kamiennym sercu, by nie zapłakać. Ja gorzkie łzy roniłam.

Wiele godzin nieprzespanych, spędziłam na rozmyślaniu nad głupotą Nataszy, nie mogłam zrozumieć co nią kierowało, jaka siła drzemie w nas i prowadzi ku nieszczęściu. Tołstoj wprawdzie napisał „szczęśliwe zakończenie” Natasza wychodzi za mąż rodzi dziecko, za dzieckiem a jedynymi jej troskami są kolory kupek.
Pełnia szczęścia, nie tylko dla kobiety epoki napoleońskiej ; ]

Czy jej miłość do Andrzeja nie była ta jedyną? Nie mogę się zgodzić z tą tezą. Nigdy!! Jeśli prawdziwa miłość wszystko zwycięża, dlaczego czyni wyjątek dla głupoty. Naszej własnej.

Chętnie powtórzyłabym sobie serial, ale w głupocie swej pożyczyłam koleżance, która nie chce mi go oddać. Kilku płyt i podręczników też. Muszę nowy nabyć, bo tęsknie: za muzyką i za bohaterami. A jestem zbyt rozchwiana aby kolejny raz brnąć przez moralizatorski ton Tołstoja.

Który wielkim pisarzem był 

wtorek, 22 stycznia 2013

Anna Karenina - 2012

Ekranizacja jednej z największych "love story" na świecie, powieści Lwa Tołstoja. To historia tragicznej miłości Anny Kareniny (Keira Knightley) i Aleksego Wrońskiego (Aaron Johnson). Początkowo Anna broni się przed uczuciem, chce pozostać wierną żoną i matką. Jednak ulega namiętności i jednocześnie decyduje się powiedzieć prawdę mężowi (Jude Law). Zostaje wykluczona z petersburskiego high life'u, zabrania się jej kontaktów z ukochanym synkiem Sieriożą. Jej szaleńcze uzależnienie od Aleksego doprowadza w końcu do tragedii...


 Kocham filmy kostiumowe. Nałogowo oglądam ekranizacje ulubionych powieści literatury klasycznej. Kiedyś, dawno temu oczarowała mnie „Anna Karenina” z Sophie Marceau i Fasolką, później sięgnęłam po książkę, która, jak już wiecie, nie podeszła mi za pierwszym razem. Później znów próbowałam i znów nic. Wreszcie, pod koniec ubiegłego roku, ponownie sięgnęłam po powieść Tołstoja. Takim impulsem była zbliżająca się premiera najnowszej ekranizacji „Anny Kareniny”, reżyser, który stworzył, bardzo krytykowaną ekranizację „Dumy i uprzedzenia” z Keirą i Mateuszem(których zobaczymy również w „Annie” tym razem nie jako zakochanych, ale jako rodzeństwo), czy Joe Wright poradził sobie z dziełem Tołstoja, który kładł nacisk na psychikę bohaterów?
Keira Knightley jako Anna Karenina 

Moim zdaniem nie. Film okrutnie mnie zawiódł, to co było atutem reżysera przy „Dumie i uprzedzeniu”, „Pokucie” i „Księżnej” czyli zapierające dech w piersiach zdjęcia i cudowna muzyka, są również atutami „Anny Kareniny” przy czym moim zdaniem muzyka jest słabsza nieco. Zasłuchiwałam się soundtrackami „Dumy i uprzedzenia” i „Księżnej” zaś muzycznie „Anna Karenina” mnie nie zachwyciła. Ale zaiste – zdjęcia, kostiumy powalają na kolana. Reżyserowi zarzucano, że „Duma i uprzedzenie” to fuszerka jeśli chodzi o kostiumy, że Lizzy snuje się w zgrzebnych szatach i w rozczochranych włosach. Anna Karenina, również miewa mniej dopracowane koafiury, ale suknie ma piękne.

Aaron Taylor-Johnson - Wrónski
Ogólnie film nakręcono w konwencji sztuki teatralnej. Mamy scenę, kulisy, światła, bohaterowie poruszają się po scenie, bądź chodzą za kulisami, gdzie wykonują slalom pomiędzy sznurami, linami i rusztowaniami. Także ich ruchy są przerysowane, bardziej rodem z baletu, niż z codziennego życia.
I mi to już nie odpowiadało. Zwłaszcza, że w środku filmu, jakby z tego zrezygnowano. Mamy już normalne wnętrza, normalny – w miarę – chód. To, że mi konwencja nie podeszła. Nic to, wiem, ze wiele osób się zachwyciło. 

Domhnall Gleeson - Lewin
Mnie zachwyciły suknie Anny. Keria będąc bardzo chudą niewiastą, wyglądałaby pięknie i ponętnie w prześcieradle, więc czy kica w samym gorsecie i stelażu od krynoliny, czy występuje w kompletnej toalecie wieczorowej, wygląda ładnie. Chociaż nie jest to Anna Karenina jaką opisał Tołstoj. Moi drodzy Anna Karenina była pulchna!! Miała apetyczne kształty! Ja nie wiem, może czasy się już tak zmieniły, że figura Keiry jest pulchną… Dodatkowo Keria znowu operuje tymi samymi minami, grymasami, wyszczerzonymi zębami. To jest monotonne i nie pasuje do Anny Kareniny którą sobie wyobrażałam. Nie wczuwam się w dramat Anny w jej wykonaniu, ta postać jest dla mnie obojętna. Nie widzę dramatu matki, nie widzę rozterek bogobojnej, cnotliwej kobiety zakutej w konwenanse XIX wieku. Tego nie ma. Jest kobieta, która przy pierwszej okazji wskakuje do łóżka młodego żołnierzyka.
Wroński, od kiedy tylko zobaczyłam twarz młodzieńca który go gra byłam w szoku. Jaki młokos!! Wygląda jak jakaś parodia a nie facet. Ale pod koniec filmu mnie przekonał, patrząc w te chabrowe, szafirowe oczy widziałam dramat. Jego losy mnie wzruszyły i wzbudzał we mnie takie uczucia jak ten książkowy Aleksjiej. Najpierw mnie irytował, bo był dziwkarzem. Bo uwodził tylko kobiety, zabawiał się i porzucał, ale to co było pomiędzy nim a Anną przetrwało. Nie było tylko igraszką, bo on wystąpił przeciwko zasadom, chociaż największe potępienie uderzyło w Annę, jemu dostało się rykoszetem. I wierzę, że Wroński kochał Annę, chociaż niełatwe było to uczucie. Anna wyrzucona poza nawias dobrego towarzystwa jest chimeryczna, zmienna, kapryśna. Wredna i niesprawiedliwa. Książkowy Wroński cierpi po śmierci Anny, to nie jest zwykły, płytki smutek, to rozpacz człowieka który stracił swoją miłość. Prawie jak Waldemar Michorowski z powodu betonowych poglądów sfery.
Alicia Vikander - Kitty

Kitty i Lewin. Lewin jest ciachowaty, gra go Billy Weasly z Pottera, a aktor umie zagrać na niewieścich sercach. Jeśli zaś chodzi o Kitty Tołstoy w grobie się przewraca. Aktorka o śniadej cerze gra rosyjską księżniczkę. Skandal!! Wątek tej pary został tak okrojony – bezlitośnie, że nie wiem czy warto o nim wspominać. Nie wiem po co Joe go umieszczał. Jeśli ktoś nie zna książki, chyba nie złapie w ogóle o co chodzi. A szkoda, bo to jest piękny wątek, którzy w zestawieniu z wątkiem Anny i Wrońskiego nabiera dodatkowo dydaktycznego przesłania. Jest pełen ciepła, mądrości i niewinności. A tutaj Mamy Lewina,  który się oświadcza, Kitty go nie przyjmuje. Lewin wraca na wieś gdzie zajmuje się koszeniem, macha kosą aż miło. Spotyka się ze Stwią, który strzela mu kazanie. Lewin jest zły. Lewin odwiedza Kitty, kolejny raz się oświadcza – mamy happy end. Zero treści, dużo tęsknych i bolesnych spojrzeń. Mało cukru w cukrze.
Jude Law - Karenin

Karenina. Najfajniejsza postać w filmie Jude Law jest rewelacyjny. Jego postać budzi sympatię, normalna kobieta będzie się Annie dziwiła. Dlaczego porzuca mężczyznę troskliwego z zasadami? W książce rzucała się w oczy świętojebliwość Karenina, tutaj nieco to złagodzono. Karenin jest konserwatywny. Bez przesady. Naprawdę budzi sympatie, chociaż w książce też jest fajną postacią.

Dlaczego film mnie nie zachwycił? Bo jest przerost formy nad treścią, film wizualnie jest przepiękny, ale nie ma treści, nie porywa, nie zmusza do tego, aby przejmować się losami bohaterów. Wszystko zostało potraktowane po łebkach. I tyle!


źródło zdjęć i plakatu - filmweb

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kilka slow o mnie


Dostałam nominację od Ninax za którą bardzo dziękuję : ) pozwolicie, ze Was troszeczkę ponudzę.

Zasady zabawy są prose:
1) podziękować nominującemu na jego blogu, 
2) pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie,
3) ujawnić siedem faktów dotyczących samego siebie, 
4) nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują, 
5) poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów. 

Z nominowaniem mam problem. Ja proponuje, aby osoba która nie brała jeszcze udziału w łańcuszku nominowała siebie!! Bardzo ładnie proszę : )

Jeśli chodzi o siedem nieznanych faktów – może być problem, bo już sporo o sobie napisałam w poprzednich łańcuszkach.

Ale spróbujmy…

Nie chciałam iść na prawo, chciałam być historykiem i nauczać w szkole.  Niestety uznano to za fanaberię, bo nie ma pracy dla nauczycieli, zamiast pisać  magisterkę o schyłku caratu w Rosji, albo o ostatnich latach Habsburgów w Austro-Węgrach pisałam o samorządzie terytorialnym w Polsce. O ironio – teraz uczę w szkole : P a po drodze mi się odwidział ten fach. Ale…

Naprawdę lubię uczyć, lubię dzielić się swoją wiedzą, trzeba na własnej skórze przeżyć ten błysk w oczach ucznia, naprawdę super uczucie, coś na kształt fazy. Dodatkowo nauczanie wymaga  ciągłego dokształcania się, a ja to lubię : )

Ogólnie jestem dosyć aspołeczna, nie byłam na żadnej dyskotece – nie licząc tych szkolnych – a nawet w szkolnych czasach byłam wyciągana na takie imprezy. Wolałam siedzieć w domu i czytać.  Ostatnia większa impreza to studniówka. Na którą zdecydowałam się zresztą na dwa tygodnie przed… bo też uważałam to za stratę czasu. Ale bawiłam się nieźle i mam masę dobrych wspomnień.

Uwielbiam piec, gdybym miała sto pieniędzy i odwagę otworzyłabym klimatyczna cukierenkę bo uwielbiam karmić ludzi. Uważam że perfekcyjna niewiasta, ma niesamowity umiejętności kulinarne, nie dorastam niestety do pięt mojej Mamie i śp. Babci, ale się staram i może kiedyś osiągnę ten poziom, chociaż pewnie nigdy sama tego nie przyznam bo jestem bardzo samokrytyczna.


Mam w domu, a właściwie w stodole – pełniącej rolę garażu samochód, spełniający wymogi aby mógł uzyskać status zabytku. Długo nazywałam go Białą Strzałą, teraz lepiej jest znany jako Rydwan Szatana, jestem jedną z około pięciu osób, którym dane było zasiąść za kierownicą i nim jeździć :D Duża rzecz.

Trudno uwierzyć, że tego ślicznego dziecka wyrosłam ja
Uwielbiam zwierzęta. Jestem zadeklarowaną kociarą, ale w domu miałam rybki, chomiki, świnki morskie, psy, koty i patyczaki. Pierwsze były rybki, ale niestety za moją przyczyną Rodzina musiała się ich wyzbyć. I tu historyjka, gdy uczyłam się chodzić, a moja Mama któregoś dnia wróciła z pracy i robiła obiad ja „bawiłam” się w pokoju z rybkami. Akwarium stało na półeczce pod telewizorem. Mamę zaniepokoiła cisza. Gdy zajrzała do pokoju w akwarium pływały moje zabawki, a ja upychałam między blat z telewizorem a akwarium poduszkę. Widocznie uznałam, że rybki ucieszą się z jaśka. Inna sprawa, ze rybki były Siostry i jej się powoli nudziły więc moje szaleństwa przyspieszyły decyzję o wyeksmitowaniu ryb z domu.

Inna historia z dzieciństwa. Byłam mało absorbującym uwagę dzieckiem. Nie potrzebowałam zabawek za grube setki. Mama po powrocie z pracy, otwierała mi małą szafkę, rozścielała mi kożuch(włosiem do góry) a ja wyjmowałam sobie rzeczy z tej  szafki i się bawiłam, godzinami. Moim ulubionym zajęciem było, podobno, uderzanie o siebie szklaną solniczką i pieprzniczką. Podobno nigdy mi się to nie nudziło i miałam ogromną frajdę i radość. Dziś pewnie odebrano by mnie patologicznym rodzicom, a ich zamknięto w kryminale za narażanie dziecka na niebezpieczeństwo. 

Macie ochotę na coś słodkiego?


Trochę już minęło nim Was katowałam przepisami.
Dziś chcę Wam polecić muf finy od których zaczęła się moja muffinowa przygoda – dwa lata temu. Nie miałam wtedy blachy ba muf finy, ani papilotek. Piekłam w blaszanych foremkach do papilotek, gdy Mama była w szpitalu.
Zielona byłam stosunkowo i dałam masło w postaci stałej, próbowałam wymieszać z jajkiem i mlekiem, ale się nie dało, więc wyławiałam kawałki masła widelcem i wrzucałam do garnuszka, żeby roztopić. Oj działo się. Ale udały się wybornie. Dziś po paru latach, zrobiłam wiele, wiele muf fin, różnych. A do tych mam szczególny sentyment:


Cynamonowo-jabłkowe muf finy
1 szkl. i 2 łyżki maki
1/2 szkl. Cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżeczki cynamonu
1 jajo
1/2 szkl. mleka
5 łyżek roztopionego masła
1 duże jabłko, pokrojone w kostkę

1) rozgrzej piekarnik do 200C
2) wysmaruj formę tłuszczem (ja korzytam z papilotek)
3) wymieszaj razem mąkę, cukier, proszek, sól, cynamon
4) w osobnej misce wymieszaj jajo, mleko i masło
5) dodaj mieszankę jajowa do mącznej - wymieszaj, dodaj jabłko
6) wlej ciasto do foremek
7) piecz ok. 30 minut

Przepis – wtedy i dziś miałam z blogu Caitri : )


Ja widzicie czytam Trędowatą zajadając się muffinami. Babeczki są przepyszne, jabłka się nie rozciapciują, tylko zachowują formę, delikatnie czuć cynamon(nie lubie jego nadmiaru) - takie małe szarloteczki, które znikają w mgnieniu oka

niedziela, 20 stycznia 2013

"Zakręty losu. Historia Lukasa" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Ostatnia część trylogii o braciach Borowskich przedstawia życie Łukasza „Lukasa” Borowskiego. Gangstera, handlarza, mordercy, lecz również ukochanego syna, brata i męża. To wycieczka w przeszłość do czasów, gdy Lukas stawiał swoje pierwsze kroki „na mieście”, aż w końcu stał się jednym z najważniejszych ludzi mafii, świadkiem koronnym i odkupicielem własnych win. Bo za winy trzeba płacić. Błędy naprawić. Złe postępki zamienić na dobre. Bo ja jestem Lukas. Prosty chłopak z miasta. O gorącym sercu i zimnym spojrzeniu. I zawsze spłacam swój dług. Moje życie dopiero się zaczęło. A dług pozostał jeszcze niespłacony... Wstrząsająca i wzruszająca opowieść człowieka, który przeżył wiele, widział prawie wszystko i potrafił równie mocno kochać, co nienawidzić.


No i niestety ostatnia część Trylogii za mną : ( Zacznę od ostrzeżenia, nie zaczynajcie czytać, jeśli nie macie czasu na pochłonięcie około tysiąca stron – jednym tchem. Wprawdzie czyta się diabelnie szybko, ale jednak trzeba dysponować czasem, a człowiek odstawi wszystko dla tej lektury. Dodatkowo nowe wydanie, że książka idealnie leży w ręce, jest przemiła w dotyku, ja często trzymałam ją w ręku i po prostu głaskałam. I tak mnie refleksja złapała, jak to technika idzie do przodu, pamiętam czasy gdy jarały mnie błyszczące litery w książkach Pottera, a teraz, książka jest w dotyku aksamitna jak brzoskwinia. Super sprawa!!

No, ale wiadomo – nie samą okładką żyje człowiek. Najbardziej liczy się treść. Szczerze powiem, że miałam wątpliwości, bałam się tego tomu. Sądziłam, że wszystko zostało powiedziane w dwóch poprzednich. Bo co tu dodawać. Łukasz był niezłym sukinsynem, że nawrócił się na dobrą drogę – no fajnie, ale czy są jakieś białe karty tej historii, owszem  znaliśmy tylko zarys, ale czy zatajono jakieś istotne fakty? Chyba nie… więc Historia Lukasa jawiła mi się jako wymuszona część, bałam się, że będzie to pisane na siłę. Jak ja się zdziwiłam. Chociaż to takie oklepane, ale niezmiennie poruszające!

Pretekstem do opowiedzenia historii życia Łukasza jest jego wieczór kawalerski. Oto siedzi ze swym bratem w pokoju, popijają łiskaczyka i prowadzą pierwszą, szczerą spowiedź, tzn. mówi głównie Łukasz, Krzysiek ogranicza się do skwitowania poszczególnych fragmentów opowieści brata, bądź wezwaniem jakiegoś świętego, bądź wulgaryzmem.  Krzysiek jest słuchaczem, razem z nami poznaje losy brata i tak jak my, chociaż wiedział wiele, zostanie zaskoczony.
W ogromnym skrócie: dowiemy się w jaki sposób Łukasz trafił do przestępczego świata, jak to się zaczęło, następnie będziemy obserwowali jego przemianę w tego zimnego drania, którego znamy z tomu pierwszego. Bo Łukasz z „Braterstwa krwi” to już zupełnie inny typ. Co było iskrą, impulsem, początkującym każdą z tych przemian?
Autorka sięga po pewniak, wiadomo – nic tak nie porusza kobiet, jak czytanie o takich zimnych, okrutnych facetach, każda z nas chce być tą która go usidli, zmieni, dla której on będzie chciał się zmienić i pokazać wrażliwą stronę swojej  natury. I w tej powieści możemy poznać w innym świetle Łukasza z pierwszego tomu. Tego złego, wyrachowanego i zimnego.  Czy to czego się dowiadujemy rozgrzesza go? Pewnie nie, tłumaczy – tak, ale nie przekreśla jego winy, która jest bezdyskusyjna, uczynił wiele złego, ale dzięki temu, że mamy pełny obraz sytuacji, możemy wiele zrozumieć. Ta opowieść jest bez wątpienia bardzo przejmująca. Autorka zmusza nas do refleksji, nad szeroko pojętym życiem, nad konsekwencjami naszych wyborów i naszych czynów.
Nie można się nie wzruszyć podczas lektury tej powieści, nie można pozostać obojętnym, w pewnym momencie Lukas staje się bytem realnym, znajomym, którego opowieść porusza do szpiku kości, bo wydaje się, że nie można przejść takiej drogi, przeżyć tego co on przeżył i być w dalszym ciągu otwartym na miłość i na życie. Książka angażuje i porywa czytelnika, gwarantuje zajęcie na kilka ładnych i miłych godzin  godzin swoistego katharsis!
Naprawdę polecam wszystkim zapoznanie się z tą Trylogią „Historia Lukasa” na świetnym poziomie zamyka całą serię!!

To moja czwarta książka autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, wiem że nie jest to moje ostatnie spotkanie z prozą tej Autorki, mam nadzieję, że szybko będę miała okazję przeczytać również i inne jej powieści. Wiele sobie po nich obiecuję. Jak widać!! Warto czytać polskich Autorów!

"Zakręty losu. Braterstwo krwi" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Kontynuacja pierwszej części trylogii o braciach Borowskich. Opowieść o tym, że honor, rodzina i miłość są w stanie walczyć nawet z największym zagrożeniem. Katarzyna i Krzysztof po otrzymaniu mafijnego ostrzeżenia starają się żyć normalnie. Lecz przecież mafia nie wybacza i nie zapomina. I wkrótce mecenas Krzysztof Borowski otrzyma propozycję nie do odrzucenia. Ale wówczas brat marnotrawny – Lukas, powróci. Aby zmierzyć się z dawnymi pobratymcami, a obecnie wrogami, aby rozliczyć przeszłość i dokonać zemsty. Lecz nie wie, że na swojej drodze spotka kogoś jeszcze. Ją. Kobietę po przejściach, potrzebującą pomocy. Czy odnajdzie w sobie resztki człowieczeństwa? I czy Lukas potrafi naprawdę kochać? Pasjonująca opowieść o odkupieniu win, braterstwie i wielkiej miłości. Bo każdy zasługuje na jeszcze jedną szansę. Czasami ostatnią.


 Tak!! Trylogia Zakrętów losu wciąż na tapecie. Błyskawicznie połknęłam tom drugi. Bo i pogoda sprzyja czytaniu, za oknem biało i zimno, co może być przyjemniejszego niż czytanie w ciepełku?  Dodatkowo całą sobotę, niemalże przeżyłam, albo na wykładach, albo w aucie, w przerwach przedzierając się przez zaśnieżony i syberyjski Lublin. Ale za to zajęcia miałam świetne. Gdy raz się zacznie czytać „Braterstwo krwi” ciężko się oderwać, toteż lektura również jest błyskawiczna. Dobrze mieć w zapasie tom trzeci, bo niekoniecznie chce się zostawiać ten świat i braci Borowskich. Mają coś w sobie. Czasami coś irytującego, ale najczęściej ich losy poruszając zatwardziałe serca, nawet takich wyzutych z uczuć starych panien – jak ja.

Pierwszy tom kończy się gdy Kaśka i Krzysiek są wreszcie razem. Wreszcie zaczynają sobie układać życie, zdaje się że odzyskali spokój. Pozornie, albowiem dostają list, anonim w którym mafia przypomina im, że być może dla Kaśki i Krzyśka sprawa jest skończona, ale weszli w drogę, nadepnęli na odcisk wielu ludziom, którzy o tym wciąż pamiętają i znajdą moment aby się zemścić.  I wiedza, że Oni wciąż gdzieś są i czekają na najodpowiedniejszą chwilę do zemsty towarzyszy Kaśce i Krzyśkowi, mimo że dobrze im się wiedzie, prowadzą renomowaną kancelarię, zdobywają klientów, kochają się i starają o dziecko, to jednak ich myśli spowija cień strachu i niepewności.
Jest jeszcze sprawa Łukasza, nawrócony gangster, brat marnotrawny, żyje gdzieś, pozbawiony tożsamości. Jednak zostaje wezwany z wygnania, ma pomóc zamknąć grube ryby. To ma być spektakularny sukces policji, z rozmachem przeprowadzona akcja, drobiazgowo zaplanowana. Mało tego, ma w tym uczestniczyć, nie tylko Łukasz, ale jego brat – Krzysiek. Tylko Katarzyna nie ma pojęcie co się dzieje. Nawet nie wie, że jej szwagier, którego nienawidzi i wciąż obwinia o największe tragedie jej życia, nie tylko wrócił, ale i utrzymuje bliski kontakt ze swoim bratem, a jej mężem.
Łukasz zrobił wiele złego, wydaje się, że Kaśka nigdy mu nie wybaczy, że nad rodziną Borowskich zawsze już, będzie wisiał cień pretensji, oskarżeń i nienawiści.
W książce pojawi się ważna dla akcji, zupełnie nowa bohaterka Ilona-Magda, mająca być remedium na problemy Marcusa-Łukasza. Ilona, dopiero później dowiemy się, ze jej prawdziwe imię to Magda, a Ilonę „wybrał” sobie jej mąż zwyrodnialec, który wybrał sobie ją za żonę, bo była z sierocińca, bo nie miała rodziny, wsparcia, perspektyw i mógł z nią zrobić co chciał, z czego skwapliwie korzystał. I Magda ma szansę na normalne życie przy Łukaszu, tak jej się przynajmniej wydaje, bo widzi w nim wybawcę, nie zdaje sobie sprawy, że spokojne życie z Łukaszem to oksymoron. Zwłaszcza, że zbliża się decydujące starcie wymiaru sprawiedliwości i mafii. Kto zwycięży w tej gigantomachii?

Czytałam teraz kilka recenzji tej książki, tej części. Oczywiście zdania są podzielone. Niektórzy są zachwyceni po czubki uszów, a niektórzy zdegustowani po czubki palców u stóp. Jeśli miałabym się opowiedzieć po jednej ze stron, wybieram tych pierwszych.  Jasne, że nie jest to kopia I tomu, oj wtedy Autorka zebrałaby cięgi! W I tomie mamy miłość nastolatków, a bądźmy szczerzy niewiele tak wzrusza jak nieszczęśliwe losy młodych ludzi, którzy tak naprawdę cierpią, nie w wyniku własnych wyborów, ale tego że świat jest podły i brutalny. W „Braterstwie krwi” mamy dorosłych ludzi, każde z nich podejmuje świadome wybory, chociaż nie zawsze zdaje sobie sprawę z konsekwencji tych decyzji. Odrębną kategorie stanowi Magda, która wciąż cierpi z powodu wyboru jakiego dokonała jako nastolatka. Czytając o tym jakich upokorzeń doznaje od męża uświadamiamy sobie, ze taki dramat może rozgrywać się za każdymi drzwiami i zaczynamy się jeszcze bardziej przejmować.  
„Braterstwo krwi” jest w pewien sposób, bardziej dramatyczne niż I tom, bardziej sensacyjne. „Zakręty losu” było najpierw opowieścią o miłości a później romansem prawniczym z nutą sensacji. W II tomie mamy już więcej i mafii i wzajemnych podchodów, więcej brutalnego życia, szarej codzienności. Nie chciałabym jednak ocenia, że jedna książka jest lepsza, druga gorsza. Obie stanowią całość pewnej historii. Historii która angażuje czytelnika, zaraża romantyzmem, wzbudza pragnienie miłości, ale i wzrusza do łez. To tak jakby dyskutować o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, każdy ma inne oczekiwania, inne nastawienie i inne potrzeby, więc każdy wybierze coś innego.
Uważam, że jeśli ktoś czytał I tom, nie oprze się „Braterstwu krwi”, bo będzie miał głód dalszych losów. Więc, chyba nawet polecać nie trzeba, bo samo przez się rozumie, że TRZEBA przeczytać.
Ja właśnie uciekam do tomu trzeciego.

Tak zainaugurowałam wczorajszy wieczór, dziś daruję sobie wino, no i książka jest bardziej „Uczytana”


Za udostępnienie egzemplarza jeszcze raz bardzo,  bardzo dziękuję Księgarni Atena 



A jako, że wydarzenia opisane w tej książce dzieją się we Wrocławiu  który obecnie jest polskim miastem(no miastem w granicach RP),  niech wypełni 3/3 wyzwania styczniowej trójki e-pik


Dodatkowo jest drugą  z serii trzech, więc w sumie 2w1 :P

piątek, 18 stycznia 2013

"Zakręty losu" - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Pierwsza część trylogii o braciach Borowskich. Książka o miłości pierwszej, nieoczekiwanej i niezwykłej. Jej siła jest tak wielka, że odmienia ludzi i zdarzenia. I chociaż prowadzi do zbrodni, odkrywa przed bohaterami blask wielkiej namiętności... Katarzyna rozpoczyna życie w nowym otoczeniu, gdy nagle pojawia się On… Dziewczyna boi się nadchodzącej namiętności, ale już wie, że będzie w to brnąć. Czuje, że zaczyna jej na nim zależeć… i to bardzo. Krzysztof od początku wiedział, że z nią to będzie coś innego. Zastanawiał się nad swymi uczuciami i odkrywał w sobie coraz większe pożądanie. Nie przypuszczał, że ta miłość na zawsze odmieni jego życie… Poruszająca opowieść o młodości uwikłanej w wybory, które odmienić mogą niejedno życie. Czy wiara w potęgę miłości zdoła uchronić bohaterów przed trudnościami, jakie niesie los? Czy ich marzenia o wspólnym życiu mogą się ziścić?



Agnieszka Lingas-Łoniewska jest kolejną polską autorką, którą, albo się kocha, albo się nienawidzi. Do tej pory miałam styczność tylko z jedną książką tej autorki. „Zakład o miłość” czytany rok temu bardzo mi się podobał, zarwałam noc i czytałam z ogromnym zainteresowaniem.

Na Zakręty losu miałam wielką chęć, chociaż w Internecie krążyły sprzeczne opinie. Ale no risik no fun. Gdy listonosz mi dziś przytargał Trylogię, miałam ochotę go wyściskać. Do książki przyssałam się i żadna siła nie była w stanie mnie oderwać. Chociaż znajomi z lekceważeniem komentowali moją bieżącą lekturę… A ja i tak czytam to co mi się podoba. A „Zakręty losu” są fajne!! I tego się będę trzymać.

Zaczyna się jak powieść dla młodzieży. Maturzyści z Wrocławia. Ona przeżywa właśnie małą rewolucję, po latach wdowieństwa jej ojciec żeni się ponownie i oboje wprowadzają się do Anki – nowej kobiety ojca Kasi – głównej bohaterki. Kaśka – koszykarka, pyskata i niepokorna z jednej strony cieszy się szczęściem ojca, ale z drugiej strony obawia się jak ułożą się jej kontakty z córką macochy Gośią, bowiem dziewczyna jest zupełnie z innej bajki. Jakby mało było różnic charakteru, Kaśka zakochuje się od pierwszego wejrzenia w Krzyśku, który okazuje się być, a jakże – chłopakiem Gośki. Nie jest to wymarzony początek wspólnego rodzinnego życia. A później ma być tylko gorzej. Okazuje się, że Krzysiek jest z Gośką, w ramach zadośćuczynienia, za to iż to jego starszy brat Łukasz wciągnął dziewczynę w narkotykowe bagno. Gdy Krzysiek porzuca Gośkę, aby być z Kaśką( nota bene moja siostra też ma na imię Gośka i to też Kaśka jest fajniejszą z sióstr – aczkolwiek nie lubię formy Kaśka :P ), Gośka wraca do starego towarzystwa, do starych nawyków, pakując się w coraz większe kłopoty, próbując skrzywdzić najbliższych, największą krzywdę wyrządzić może sobie.

Pierwszy tom Zakrętów losu, podzielony jest na dwie części: pierwszą – opowiadającą historię Krzyśka i Kaśki, jako nastolatków  i drugą – rozgrywającą się trzynaście lat po tych z pierwszej części. Nie chcę zdradzać za wiele, bo nie lubię odbierać przyjemności ze spekulacji, zgadywania, domysłów. Bawiłam się świetnie, również dlatego, że wszystko to było niespodzianką. Autorka co i rusz mnie zaskakiwała jakimś wydarzeniem, jakimś zwrotem akcji.
Spotkałam się z zarzutem, że ta książka epatuje tanią erotyką. Nie zgadzam się! Zaiste! W książce znajdziemy sporo opisów momentów bardzo intymnych, ale wszystko jest opisane ze smakiem,  autorka nie szokuje, nie zamieszcza w książce pornografii, chociaż książkę nazwałabym taką dla dorosłych, chociaż z drugiej strony, współczesna młodzież czytuje zapewne bardziej wyuzdane teksty… tak sądzę. Ale wiadomo kwestia gustu. Mi wiadome opisy nie przeszkadzały, być może jest ich nieco za dużo i nie wnoszą wiele do akcji powieści, ale nie widzę w nich nic godnego, aż takiego potępienia.
Jak już wspomniałam – Zakręty losu czyta się świetnie i błyskawicznie i uważam, że trzeba od razu zaopatrzyć się w komplet, gdy kończy się czytać I tom, ma się ochotę NATYCHMIAST sięgnąć po tom kolejny, aby dowiedzieć się, co było dalej! Ja chcę wiedzieć, jak to wszystko się kończy i WIEM, że autorka jeszcze nie raz mnie zaskoczy. Książka zapewniła mi wiele ekscytujących chwil, mało tego były momenty gdy płynęły mi po policzkach autentyczne łzy, Agnieszka Lingas-Łoniweska potrafi swoim piórem dotknąć serca i wzruszyć! Opowieść o młodych, pięknych i bogatych, nie tylko ociekająca lukrem, ale pełna dramatów, bólu, rozstania, igrania ze śmiercią.
Jako, że książka rozgrywa się w środowisku prawniczym to mogę się wypowiedzieć zgodnie z wykształceniem, wprawdzie autorka nie do końca opisała stan prawny panujący w Polsce obecnie, pewne nieścisłości są, nasuwają się pewne pytania. Zresztą mi nasunęły się gdy jeszcze nie znałam fabuły, ale gdy zaczęłam czytać polski system prawa przestał dla mnie istnieć. Wyłączyłam się. Mało tego, uważam że autorce świetnie poszło pisanie i o polskim procesie, który nie jest tak dynamiczny i pasjonujący jak proces w USA – państwa systemu common law. U autorki nie czuć monotonii, jaką odczuwać może czytelnik gdy atakuje się go paragrafami i ustępami.
Przy okazji „Zakładu o miłość” pisałam, że nie jest to literatura najwyższych lotów, przy Zakrętach losu, chyba  mogę podtrzymać to zdanie, może nie znajdziemy tam odpowiedzi na pytania fundamentalne, ale na lekturze spędzimy naprawdę miłe popołudnie, czy wieczór. Można naprawdę się wciągnąć, także minuty będą mijały niepostrzeżenie.
Dlatego ja ze swej strony gorąco polecam! I uciekam do kolejnego tomu :D


Za udostępnienie egzemplarza dziękuję Księgarni Atena 

nowy, zaległy stos.


Miało nie być już stosów. Noszę się z zamiarem zrezygnowania z publikacji. Bo zawsze coś. A to nie mam aparatu, a to zapomnę. Albo publikuję wszystko, albo nic...

Ale jeszcze dziś się chwalę. jak się wyrobię z przygotowaniem do jutrzejszych zajęć to będzie recenzja I tomu "Zakrętów losu", którąż to trylogię mam okazję czytać dzięki uprzejmości Księgarni Atena a książkę się połyka błyskawicznie, więc chcę posunąć Trylogię przez weekend.

Ogólnie cieszę się, że zaiste ograniczyłam zakupy. Przez grudzień i początek stycznia nadrabiałam(i wciąż jeszcze to czynię) zaległości. Tylko cztery książki, na samej górze są wynikiem zakupów. "Hobbit" nabyłam tydzień temu, pozostałe to wynik Świąt. Pod łóżkiem(teraz sobie przypomniałam) mam jeszcze dwa tomy Wielkich Biografii(znowu się odezwali)

Resztą książek to do recenzji egzemplarze - bądź od autorów(Michalak, Bielecki) bądź od wydawnictw(reszta.
Trzy książki na dole to wygrywajki, candy i losowanki.

Z książek na zdjęciu recenzowałam(gwoli przypomnienia)
"Pierwsze Damy II RP"
-"Krew Królów"
-"Wiśniowy Dworek"
"Mistrz"


Obecnie jestem rozdarta pomiędzy Lingas-Łoniewską a Mniszkówną. Pewnie ktoś się popatrzy na mnie złym okiem, ale Hańba temu co o tym źle myśli ;]



Dodatkowo powinnam się pochwalić, że fragment recenzji mej, znalazł się(w bardzo zacnym gronie) na okładce Mistrza



Oj zebrałam już sporo hejtu, że śmiałam pozytywnie napisać o tej książce. Swojego zdania się nie wstydzę. Niebawem powtórzę sobie "Mistrza" na razie Mama czyta. :)




dobra!! Im wcześniej się wyrobię z robotą tym szybciej odpłynę do Zakrętów Losu :D










wtorek, 15 stycznia 2013

"Wiśniowy Dworek" - Katarzyna Michalak

W Wiśniowym Dworku, gdzieś pod litewską granicą mieszka Danusia. Jest nauczycielką w wiejskiej szkole i nie wyobraża sobie życia w wielkim mieście, pełnym spieszących się ludzi. Na warszawskim Mokotowie, niedaleko parku Morskie Oko, mieszka Danka. Jest przebojową biznesmenką w międzynarodowej korporacji i nie wyobraża sobie życia na wsi, gdzie życie toczy się powoli, a jego rytm wyznacza przyroda. Te dwie kobiety pozornie dzieli wszystko, ale łączy jedna tajemnica. I jeszcze ktoś. Mężczyzna, który przybył z przeszłości, by odebrać to, co do niego należy...


Chwalę sobie, że mam intuicję, że wiem jaka książka mi się spodoba i takie czytam. Owszem – czasami się mylę. Zwykle mam  jednak rację. Sentyment do „Wiśniowego dworku” miałam od momentu ujrzenia okładki. Przepiękna! Zielona, taka jaką uwielbiam!! Dodatkowo książka miała premierę w moje urodziny, zostałyśmy związane. Gdy dziś odwiedził mnie listonosz i z koperty wyjęłam„Dworek”
 zakwiczałam z radości. Czym prędzej zamieszałam ciasto na najwyborniejszy muf finy świata, gdy wyszły z piekarnika, nalałam wino i już na całego zatopiłam się w lekturze. Recenzje wiele obiecywały, okładka kusiła, ale jedno i drugie potrafi zwieść, być jak facet, dużo obiecać a tylko rozczarować.

Chciałabym zjechać tą książkę po całości. Statystyki mojego bloga oszalałyby, a ludzie żyjący hejterstwem oszaleliby z radości, ja zostałabym internetową celebrytką i byłoby jak w bajce. Niestety będzie słodko. No słodko-kwaśnie, bo powieść taka właśnie jest. Jak wiśnie, te tytułowe. Momentami słodka jak pyszny kompot ugotowany z dojrzewających, letnich owoców, a w następnej chwili cierpka jak owoc prosto z drzewa.
Przenosimy się na wschód, pod litewską granicę, oczyma wyobraźni widzimy popegeerowską biedę, słowo Litwa zaś podsuwa naszej wyobraźni piękną przyrodę – tą od dzięcieliny. W tych pięknych okolicznościach przyrody(niemalże chciałoby się rzec, wśród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, na pagórku niewielkim, we wiśniowym gaju), mieszka Danusia nauczyciela. Musi się mierzyć z biedą i jako, tako zacofaną ludnością, wykonuje pracę u podstaw której nie powstydziłaby się żadna pozytywistka. Dziewczynę u początku życia spotkała tragedia, jej matka(kobieta pod pięćdziesiątkę) zmarła przy porodzie. Ojciec Danusi, kochał bardzo swoją żonę, chociaż ciąża była dla nich raczej niemiłą niespodzianką, zdążył już ten fakt zaakceptować, jednak strata żony zmieniła go na zawsze. Z tego powodu życie Danusi było raczej samotne, wyprane z miłości i przejawów czułości, w jakiś sposób puste, chociaż miała ósemkę rodzeństwa, różnica wieku w postaci dwóch dekad uniemożliwiła zbliżenie się do rodzeństwa. Mimo smutnego dzieciństwa Danusia wyrosła na pełną ciepła kobietę. Z głową pełną marzeń i idealów realizowała swoją misję, marząc tylko o tym, żeby miała z kim dzielić to życie. Księcia na białym koniu jednak chwilowo było brak.

Inna jest Danka, przebojowa biznesłumen. Szczęśliwym przypadkiem znalazła bardzo dochodową pracę. Pieniądze z tego duże, ale stres i problemu zdrowotne gwarantowane. No i satysfakcja marna. Życie Danki było inne niż Danusi, wychowana przez bardzo ciepłych i kochających do szaleństwa jedynaczkę Rodziców w dzieciństwie nabrała pewności siebie. Rosła otaczana miłością, czułością i wsparciem. Tylko stresy powodowane pracą odbierają jej całą radość życia. A może po prostu nie można mieć wszystkiego.
Danusia nie spodziewa się, że jej uporządkowane, nudne życie już wkrótce zmieni się o 180 stopni. Czy zmieni się na lepsze? A może na gorsze? Czy z kontaktów ze ściganym przez Interpol człowiekiem może wyniknąć coś dobrego? Czy mężczyzna poznany podczas największego życiowego zawirowania może stać się najpewniejszym punktem w życiu?

To czwarty tom owocowej serii Katarzyny Michalak, ja czytałam tylko pierwszy i… czwarty. I wiem, że to był błąd, który szybko trzeba nadrobić. Wszystkie książki mają czarowne okładki. Jeżeli ich treść jest tak wspaniała, jak ta  w Wiśniowym Dworku, to opuściła mnie masa dobrej lektury.
Ale według porządku.
Ja znam te burzliwe książki Kasi Michalak. Gdzie ciągle coś się dzieje, te powieści które wcale nie są takie słodkie, raczej te które oprócz radości opisują większe i mniejsze dramaty. Mimo pięknej okładki, sielskiej polskiej wsi położonej gdzieś na końcu świata, nie jest to książka ociekająca lukrem. Porusza problemy, może nie dnia codziennego, chociaż i takie są, ale zasygnalizowano problemy dręczące ludzi na całym globie. Mamy bezdzietność, mamy oschłość rodzica, mamy casus Robin Hooda, ba nawet problem nacjonalizacji po drugiej wojnie światowej i wywłaszczanie kułaków jest tutaj poruszony. Nie są to kwestie najważniejsze, ale są, nawet jeśli tylko wspomniane, mogą dać do myślenia.
Nie będziecie się nudzić podczas lektury, to nie tylko szemrzące strumyczki, zieleń lasu i śpiew ptaków, to także porachunki organizacji przestępczych, pranie brudnych pieniędzy i ucieczka, ciągła permanentna ucieczka. Na szczęście wszystko zostało harmonijnie połączone, jest trochę smutku, trochę radości, trochę zła i trochę dobra. Nie zagłodzimy się, ale i nie będzie nam ust z goryczy wykrzywiać. Autorka skonstruowała bardzo fajnych bohaterów, można ich lubić, można pokochać i na pewno trzeba przejmować się ich losami, razem z nimi przeżywać dylematy i odczuwać strach.

Dopiero skończyłam czytać, ciągle jestem w Milewie, ciągle przeżywam. No i tradycyjnie jestem zła na Katarzynę Michalak za to, ze skończyła tak a nie inaczej. Oj kiedyś Ją spotkam, a wtedy będzie miała KŁOPOTY.
Polecam lekturę tej książki, dlaczego? Nie jest taka lekka i przyjemna… smuci, martwi, ale też podnosi na duchu, daje nadzieję. Jest typową niekończącą się opowieścią, czytelnik nie chce tego końca, pragnie dopowiedzieć dalsze losy bohaterów, którzy żyją w Milewie i nie tylko : )
Bardzo dobrze mi się czytała tą książkę, za oknem śnieg a w dłoni letnia książka, dobre wino i pyszny muf fin, mogłam oddawać się losom bohaterów bez reszty. Bo to jedna z takich książek, pozwoli zapomnieć Ci o parszywym dniu, kłopotach w życiu prywatnym, mi „udało się” zapomnieć o tłumaczeniu wyroku USA SN, za co niebawem zapłacę i gorzko zapłaczę.
Warta uwagi pozycja!! Polecam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (50) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (15) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy