
Rose i Nina, mimo że żyją w zupełnie innych czasach, mają bardzo podobne doświadczenia. Obie wyruszają w podróż do miasta świateł ze złamanym sercem. Obie, wbrew faktom, żywią nadzieję, że pobyt w Paryżu przyniesie ukojenie. Czy te oczekiwania się spełnią?
Podążająca śladem Róży Nina pragnie wyjaśnić zagadkę serii kradzieży obrazów słynnej malarki. Na jej drodze pojawi się fascynujący i tajemniczy kolekcjoner sztuki z Argentyny. Razem spróbują się dowiedzieć, kto i dlaczego kradnie dzieła Rose de Vallenord.
Tylko czy na pewno Nina może mu zaufać?
Małgorzata Gutowska-Adamczyk znów zabiera czytelników w fascynującą podróż do dziewiętnastowiecznej i współczesnej Francji, snując opowieść o dwóch wyjątkowych kobietach. Równie ważnym bohaterem książki czyni Paryż – niezwykłe miasto, w którym zarówno cierpienie, jak i szczęście odczuwa się ze zdwojoną intensywnością.
Po bestsellerowej "Cukierni Pod Amorem" zapraszamy na kolejną wyśmienitą ucztę literacką, która urzeka opowieścią o czasach minionych, pełnych nostalgicznego piękna.
Co jest najlepszego na zawód
sercowy? Można zapić, ale to na dłuższą metę odbija się czkawką. Najlepiej
kupić sobie książkę. Dlatego, kiedy kolejny raz, gdy komuś głupio zaufałam i
ten ktoś mnie zawiódł, w celu wyleczenia się z podłego nastroju pobiegłam do
księgarni. Złapałam drugi tom „Podróży do miasta świateł”. Po roku czekania!!
Walcząc ze zmęczeniem czytać zaczęłam już w pociągu, jednak i tak usnęłam.
Zrozumcie, kilka nocy z rzędu niespania. Pociąg mnie ululał. Niedługo jednak
odwlekła się lektura jak widzicie. Dziś zamiast rzetelnie pracować – czytałam. Teraz znowu muszę czekać kolejny rok, żeby
się dowiedzieć jak to się skończy.
Róża z Wolskich wraca do Paryża z
Polski, gdzie pochowała matkę. Niemalże prosto z pociągu musi udać się w dalszą
podróż, jej ukochany – Roger książę de Vallenord zmarł a kobieta chce ostatni
raz na niego spojrzeć. Róża zostaje sama, ma przy boku Serge`a, wiernego
przyjaciela, który kocha ją, ale nie ma nadziei na wzajemność. Po tym jak jej
marzenia i plany legły w gruzy, a serce przyoblekło się w żałobę, kobieta
próbuje sobie ułożyć życie. Z pomocą przyjaciela – udaje jej się to, tworzą
zgrany duet oparty na przyjaźni, zaufaniu, lojalności. Serge liczy na więcej,
ale na drodze staje tajemniczy nieznajomy, który zdaje się podbił serce Róży. Kobieta
ładuje się w kolejny szemrany związek a Serge może tylko bezradnie się temu
przyglądać, aż w końcu wraca do Rosji wzywany tam przez rodzinę. Róża zaś od
nowa układa sobie życie. Czy w końcu znajdzie szczęście?
Nina przylatuje do Paryża i rusza
śladami malarki polskiego pochodzenia – Róży z Wolskich, spaceruje ulicami
Paryża odwiedza miejsca z duszą, popija kawę w urokliwych kawiarenkach, nie
traci przy tym z oczu swego głównego celu, zawodowego, czyli Róży księżnej de
Vallenord, próbuje dociec kto stoi za kradzieżami obrazów. Jednocześnie stara
się dojść dlaczego Miłosz ją porzucił.
Problemy osobiste i perturbacje w poszukiwaniach, oto treść jej wyjazdu
do Francji. Na horyzoncie pojawia się jednak tajemniczy Argentyńczyk, również
zafascynowany polską malarką. Czy Nina
kolejny raz się sparzy? Czy jej relacje z matką się wyklarują?
Małgorzata Gutowska-Adamczyk
podbiła moje serce „Cukiernią pod Amorem” z niecierpliwością wyczekiwałam
kolejnej sagi jej autorstwa, cieszyłam się jak dziecko, że nie odrywa mnie od
Zajezierzyc, że wciąż będę mogła tam zaglądać. Autorka kolejny raz udowadnia,
że potrafi z wirtuozerią pisać o tym co kocha. Tak jak wcześniej, smakowite
opisy ciast i ciasteczek sprawiały, że biegłam do kuchni sprawdzić co mogę upiec
z tego co mam, tak w tej książce przy opisach atrakcji Paryża, pomimo braku
mojego ześwirowania na tym punkcie miałam ochotę rzucić wszystko i wybrać się
na wycieczkę do miasta świateł. Chyba ciężko
nie pokochać Paryża po tym jak autorka go opisuje. Z dbałością o detale,
czuć wietrzyk na twarzy, zapach espresso. Ach!! Ja chcę do Paryża, pierwszy
raz!!
Nie żałuję ani złotówek wydanych
na książkę, ani godzin które poświęciłam na czytanie - kosztem snu. Małgorzata Gutowska-Adamczyk
kolejny raz uwodzi nas historią, pokazuje nam piękne miejsca, a także cały
wachlarz emocji. Bohaterowie jej książek dają się lubić, angażujemy się w ich
życie, przeżywamy ich wzloty i upadki. Czasami zakręci się łza, czasami
wstrząśnie nami żywa irytacja. Lubię kiedy obchodzą mnie losy tych o których
czytam. Gdy wszystkie przygody bohaterów, przechodzą u mnie bez echa, mam
wrażenie, że czytam książkę bezpłciową, miałką, słabą. Tymczasem drugi tom „Podróży
do miasta świateł” wywoływał u mnie różne emocje. Moim zdaniem książka ma
słabsze momenty, gdy nie przykuwa uwagi tak mocno, ale gdyby nie miała owych
momentów, byłaby doskonała, a doskonałości próżno się doszukiwać w naszym
ułomnym świecie. Nieprawdaż? ; )
Cieszę się, że mogłam zanurzyć
się w tej powieści, nie mogę darować sobie, że tak szybko ją przeczytałam i
kolejny rok spędzę na wypatrywaniu daty premiery trzeciego tomu.
O ile pierwszy tom dotykał w głównej
mierze problemu relacji z matką, w drugim tomie mamy problem niewłaściwych
związków, złego lokowania uczuć. Jak ja to rozumiem, kobiety, które obdarzają
uczuciem mężczyzn, którzy jakby byli stworzeni by skrzywdzić, złamać serce i zdeptać,
zetrzeć na pył. Problem uniwersalny, stary jak świat i niezależny od epok i
krajów. Wszędzie i zawsze było tak samo. Detale są zmienne, osnowa tej historii
– zawsze taka sama.
Polecam „Podróż do miasta
świateł. Rose de Vallenord”, według mnie książka warta jest przeczytania,
piękny język, zachwycające opisy i zajmujący wątek. Małgorzata Gutowska Adamczyk,
kolejny rok z rzędu sprawia, że jesienne, długie wieczory nie będą się dłużyć,
gwarantuje przyjemny czas spędzony na lekturze. Bardzo polecam : )
Ps. Jest szansa, że w niedzielę
wrócę do normalnego blogowego świata. Jutro wycieczka do Lublina i będę miała
wreszcie KILKA dni spokoju. KILKA to jawi się jak ziemia obiecana.