sobota, 31 grudnia 2011

Rok 2011 – misja zakończona






Rok 2011 dobiega końca. Rok ważny, dla mnie prywatnie, rok którego połowa upłynęła w cieniu magisterki, która zaprzątała moje myśli a naukowe mądre dzieła zalegały wszędzie i monopolizowały mój czas. Druga połowa roku, to rozpoczynanie nowych, kolejnych etapów życia, stawianie pierwszych, najtrudniejszych kroków. To udany rok, bo wciąż jestem otoczona ludźmi których kocham, bez której nie wyobrażam sobie mojej egzystencji, przyjazne dusze raczej dochodziły, niż odchodziły, wyłączając jeden zawód, który mam nadzieję wypleni ze mnie naiwność i otwieranie się przed drugim człowiekiem, takie dziecięco naiwne też mnie wzmocnił. Jestem mądrzejsza o 12 miesięcy, o 12 miesięcy szczęśliwsza i co tu dużo kryć bardziej oczytana. Są postępy! W roku 2010 wg bloga przeczytałam 70 nowych książek, w tym roku według Pólki wyzwania 52 tych książek było 132, ale już widzę, że było ich około 150, samych nowości!! Bo początkowo nie wszystkie tak tagowałam. Dodając do tego powtórki i moje naukowe tomiszcza spokojnie przekroczyłam 200 i zbliżyłam się do mojego idealnego życia, życia w książkach, w mojej ukochanej dziupli wypchanej książkami, bo tak mniej więcej, bo jeszcze kilku nie obfotografowałam, nie wszystkie wpychałam w stosy, więc tak mniej więcej 240!! 0_0 książek adoptowałam. W domu to by mnie zabili… i już wiem dlaczego moje półki trzeszczą….
Sprostałam wiec wyzwaniu 52 książki w rok :D a także wyzwaniu, które zakładało przeczytanie o ileś książek więcej niż w roku poprzednim... ja chciałam przeczytać coś koło 90, a też pozytywnie było i lepiej. Chyba pisałam, że 52 książki to miałam już jakiś czas temu... O filmach i serialach sie rozpisywać nie będę tak jak i o wypiekach oraz robótkach, jakoś mało o tym pisze, nie ma czego podsumowywać za bardzo :P





Ciężko mi powiedzieć i ocenić, która książka była dla mnie książką roku 2011. Na pewno wielkie wrażenie wywarła na mnie „Biała jak mleko, czerwona jak krew”, pokochałam „Ksiedza Rafała”, ucieszyłam się z finału „Cukierni pod Amorem”, „Trylogia Arturiańska” była dla mnie przeżyciem i czymś nowym. Jodi Picoult też nie zawodziła, w tym roku wczytywałam się w kryminały, Murdoch, czy „Spójrz na mnie” to chyba moi faworyci. Nie zawiedli mnie też Hołownia i Zafon, inne gatunki, ale pozytywne wrażenia jednakie ;) Wielkie wrażenie, pod którym byłam długo to „Kat z Listy Schindlera”<




Przepraszam, ale nie jestem w stanie wymienić wszystkich tych książek, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Było ich naprawdę wiele.

Jeśli chodzi o najgorsze książki z roku 2011, to wspominany kilka notek temu „Sekretnik”, zresztą na tej autorce się zawiodłam, ale na szczęście w tym roku odkryłam tylu pozytywnych polskich autorów, że na pewno nie porzucę polskiej literatury. Zawód sprawiła mi „Ania z Wyspy księcia Edwarda”, dlatego, że tyle po niej oczekiwałam… ale nie zasługuje na tytuł najgorszej ksiażki roku i chyba już zawsze ta książka będzie mi się dobrze kojarzyła… mimo wszystko. I chyba szkoda czasu na rozprawianie o książkach złych, lepiej mi się mówi o tych pozytywach i mam nadzieję, ze tak upłynie ten nadchodzący rok :)


Wam Moi Drodzy chciałabym życzyć tego co sobie... dużo czasu na czytanie a jako miły dodatek dużo zdrowia, szczęścia, obecności bliskich, miłości przyjaciół i jak to p. Maria Czubaszek wczoraj sobie życzyła... żeby nas wzdęło od pieniędzy(które można wydać na książki).

Obyśmy za rok spotkali się tylko w szerszym gronie ;) ale równie miłym

"Święta, święta..." - Annie Sanders


Pełna komicznego wdzięku i świetnych obserwacji obyczajowych powieść o współczesnych, zabieganych kobietach, miłości, przyjaźni i o świątecznym szaleństwie! Carol, redaktor naczelna miesięcznika dla kobiet, tak bardzo jest zajęta pracą, że gdyby nie jej siedmioletni synek, w ogóle nie urządzałaby żadnych świąt. Beth do Wigilii przygotowuje się od września, by zaimponować swemu niedawno poślubionemu, znacznie starszemu mężowi, dorównać jego nie żyjącej żonie i utrzeć nosa nieznośnej pasierbicy. Wszystkim przydarzy się coś, co odmieni nie tylko ich święta, ale i dalsze życie...


No to chyba na 100% moja ostatnia recenzja w roku 2010, czytałam do drugiej w nocy… bo tak dobrze się czytało. Mimo, że przecież Święta, Święta i po Świętach. Książka ma slodką, niesamowicie ciepłą, świąteczną okładkę…
Książka „Święta, Święta” to nie traktat filozoficzny, to lekka, przyjemna historia o oczekiwaniu na ten świąteczny dzień, o różnych nastawieniach, również tych skrajnych. To książka idealna właśnie na okres około bożonarodzeniowy, kiedy najsilniej wierzymy, że w każdym człowieku jest dobro, że miłość jest najsilniejszą bronią i że w te świąteczne dni można naprawić nawet spalone do gołej ziemi mosty.
Filmów, książek o tej tematyce były dziesiątki, wszystkie skupiają się właśnie na pokazaniu eskalacji problemu i cudownym rozwiązaniu w świąteczny wieczór, ta książka też nie jest skrajnie inna, ale ja w tym czasie nie szukam drastycznych inności, wolę się skupić na tym co znam i lubię. Nie obiecam, ze będę wracała do tej książki co roku w okolicach Świąt, bo jestem zbyt zapominalska, wystarczy że mnie nastroiła pozytywnie raz, może jeszcze kiedyś powtórzę tą lekturę.
Tymczasem polecam ją wszystkim, nie tylko tym rozkochanym w Świętach, ale też tym którzy już są zmęczeniu miganiem światełek, które trwa od listopada.
Książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie, zajmowało mnie bardziej moje świszczenie oskrzelami wiec ani nie popłakałam, ani się nie pośmiałam. Dla mnie to był sympatyczny zajmowacz czasu… a już kilka razy pisałam, że nie każda książka ma być głęboka jak Rów Marianski. Czasami można po prostu dobrze spędzić czas…

piątek, 30 grudnia 2011

Nihil novi



Na podsumowania przyjdzie czas jutro.
Dziś o planach, prezentuję stosik, książki które były już w stosach pokazywane, ale teraz chciałabym umieścić je w innym stosie, w stosie pt. "Plan minimum na styczeń", jest to długofalowy(stosunkowo), dlatego może coś przybyć, ale! nie ma prawa!! ubyć! Pacta sunt servanta!

I tak co tydzień mam zamiar się określać co chcę przeczytać, uporządkuje to moje plany, zdyscyplinuje!
Nowy rok, nowe plany, nowe wyzwania. Chcę nie tylko wydajnie czytać, ale też mniej czasu lamić się przed komputerem, Przyjaciół i Allo Allo oglądać rzadziej niż robiąc maraton kilka razy w miesiącu. To może czas na myślenie o moim naukowym dziecku się znajdzie...
Dlatego pojawia się ten tag, planowanie i zagospodarowanie, swego czasu miałam się poświęcić naukowo temu tematowi, jak na kobietę przystało byłam zmienna i wybrałam coś innego, ale sentyment i miłe wspomnienia są, więc niech takie ciepłe myśli mi towarzysz nadal.
A prezentowane książki to w sztukach czterech jeszcze recenzyjne pozostałości, później następują książki uciułane przez cały rok, na które nie miałam czasu, brakuje jeszcze dwóch, które zaraz dofotografuję, mianowicie "Wody dla słoni" i "Niedokończone opowieści".
"Niedokończone opowieści" kupiłam w lutym, okazyjnie razem z "Dziećmi Hurina" i przeleżały na półce, teraz troszkę podczytuję.
"Jeden dzień", "Woda dla słoni" kupione w okolicach obrony, tak samo jak i "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" którą zabrałam, pamiętam jak dziś w najważniejszą podróż do Lublina, ale wracałam już z "Anią z Wyspy księcia Edwarda".
"Pałac północy" - prezent na dzień Dziecka od Mamy, Torebka, którą wtedy dostałam juz się zużywa, a książka wciąż dziewicza.
"Claude i Camille" - ileż ta książka za mną chodziła, kupiona w Empiku, chyba we wrześniu...
"Drugie spojrzenie" - o kurczę... gdzieś w okolicach przedwiośnia kupiona i porzucona po kilku stronach...
"Saga Sigurn" też wrzesień... tyle osób mnie namawiało, a moj forumowy Syn jest orędownikiem Cherezińskiej... wstyd...
"Robin Hood" -kupiona niedawno, ale trzeba kuc żelazo póki gorące.
"Prawo matki" - okolice Wielkanocy, kupiłam wtedy też scrabble i gra mnie pochłonęła...

Lubię listy i plany, a tak wygląda spektakularnie

czwartek, 29 grudnia 2011

Robin Hood - Robin Hood 2010


Russell Crowe wciela się w rolę legendarnej postaci znanej pokoleniom jako "Robin Hood", którego przygody utrwaliły się w powszechnej świadomości i pobudziły wyobraźnię tych, którzy podzielają jego ducha przygody i praworządności. W XIII-wiecznej Anglii, Robin i dowodzona przez niego banda rabusiów stawiają czoła korupcji w wiosce i prowadzą rebelię przeciwko koronie, która na zawsze zakłóci równowagą władzy. Niezatytułowana kronika przygód Robin Hooda, doświadczonego łucznika, pokazuje jego losy począwszy od służby w armii króla Ryszarda walczącego z Francuzami. Po śmierci Ryszarda, Robin udaje się do Nottingham, miasta opanowanego przez korupcję i wyniszczające podatki nałożone przez despotycznego szeryfa. Tam zakochuje się w pełnej energii wdowie Lady Marion (Cate Blanchett), kobiecie sceptycznie nastawionej co do tożsamości i motywów przybysza z lasu. Mając nadzieję na zdobycie ręki Marion i uratowanie wioski, Robin zbiera grupę ludzi, których zabójcze umiejętności dorównują tylko ich apetytowi na życie. Wspólnie zaczynają polować na dogadzającą sobie klasę wyższą, aby wyrównać niesprawiedliwość panującą pod rządami szeryfa. Żyjąc w państwie osłabionym dziesięcioleciami wojen, nieefektywnie rządzonym przez nowego króla i podatnym na rebelie z wnętrza kraju i zagrożenia z zewnątrz, Robin i jego ludzie szykują się na jeszcze większą przygodę. Najbardziej niesamowity z bohaterów i jego sprzymierzeńcy wyruszają, aby bronić kraju przed krwawą wojną domową i jeszcze raz przywrócić chwałę Anglii.

Po lekturowo gorszym dniu zabrałam się za odkładanego w czasie Robin Hooda z cudownym Russellem na którego ochotę miałam od premiery, czyli przeleżał u mnie prawie dwa lata. Mój czas reakcji jest doprawdy błyskawiczny.
Nie jestem znawcą jeśli chodzi o Robin Hoodową legendę, nie zaczytywałam się w książkach nie oglądałam legendarnego serialu(bo znudził mnie po odcinku) oglądałam ten serial z BBC w którym gra boski Ryś. Naprawdę jestem laikiem. Ale lubię dobre kino. I tak planowałam lec przed monitorem, nie lapka bo to za Malo i jakość słaba, a normalnie jak człowiek z piwem i z termoforem. Piwo wyparowało, ale to nie przeszkadza. Film, bowiem jest świetny a muzyka – miód!
Ta historia jest nieco inna niż ta z „kanonu” filmowy Robin z Loksley umiera na samym początku w sumie, jest szlachcicem, mężczyzną który dekadę wcześniej uciekł z domu, wbrew ojcu, zostawił tam śliczną żonę i zaciągnął się do armii, jest powiernikiem króla Ryszarda, który wraca do Anglii, ale już na finiszu ginie przy finalnym szturmie na francuską twierdzę… A korzystając z tego żołnierze tkwiący w owym czasie w dybach postanawiają ratować skórę, zaprzestać tej tułaczki i wracać do domu, niż cała armia uda się tłumnie ku brzegom Albionu. Wśród nich jest Robin Longstride, sierota niewiadomego pochodzenia, który nawet do domu nie może wrócić spokojnie, bowiem na jego rękach przyjdzie skonać prawdziwemu Robinowi, który poprosi go o odwiezienie miecza ojcu… i tak zaczyna się film.
Nie oczekiwałam czegoś wielkiego, wspaniałego, czytałam sporo uwag krytycznych, wprawdzie bezpośrednim impulsem który pchnął mbie do wczorajszego seansu były pochlebne opinie formowych koleżanek. I nie zawiodłam się na tym filmie, oczekiwałam pięknej rozrywki i to miałam, przepiękne zdjęcia, troszkę humoru, polityki, dużo dobrej muzyki i ciekawą historię, której finału nie byłam pewna do ostatniej sekundy, a tak przeciez być powinno prawda?
Owszem przyzwyczajona ostatnio do seriali uważam, ze wszystkie wątki zostały potraktowane po łebkach, że można było więcej rzeczy rozwinąć, pokazać, wyjaśnić, wiem jednak że film ma swoje prawa, których nie wolno przyrównywać do serialowych realiów.
A powtórzę raz jeszcze obraz, zdjęcia, przepiękne widoki, to walory niezaprzeczalne tego filmu. Jako i muzyka. No i odtwórca głownej roli….

środa, 28 grudnia 2011

"Sekretnik" - Katarzyna Michalak



No ciekawe ile osób stworzy dziś laleczki voodu aby mnie pokujać szpilkami... jeśli mogę Wam zaoszczędzić trudu... naprawdę dziś już nic mnie nie spartoli humoru, więc możecie lać po głowie ile wlezie...

Jesteś drimerką? Jesteś. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Ta książka nie tylko otworzy ci oczy na potencjał, jaki jest w tobie, nie tylko uświadomi, czego naprawdę pragniesz, ale i – krok po kroku – pomoże spełnić te marzenia. Pomoże ci w tym nie tylko autorka poradnika, ale i gość specjalny, najlepsza drimerka w naszej galaktyce, Patrycja z Poczekajki. Tym razem oddaję do Twoich rąk książkę szczególną: praktyczny poradnik, jak marzyć skutecznie. W moich powieściach zarażałam Czytelniczki wiarą w marzenia, z „Sekretnikiem” ruszymy na poszukiwanie Twoich własnych pragnień i snów. Dobra praca? Własne, piękne miejsce na ziemi? Kochająca rodzina? Książę na białym koniu? A może szałas na pustyni Gobi, własna wyspa, czy ratowanie białych nosorożców? Dla prawdziwych drimerek nie ma rzeczy niemożliwych! Gwarantuję świetną zabawę, dużo humoru, ćwiczenia – a jakże! – praktyczne, a przykłady – wszystkie prawdziwe. Nawet jeśli nie od razu otrzymasz to, czego pragniesz, może dowiesz się o sobie czegoś zupełnie nieoczekiwanego, a czas spędzony z Sekretnikiem na pewno nie będzie stracony.



Pożyczyłam książkę na początku listopada, miała swoje „vacatio legis” prawie dwumiesięczne, postanowiłam wybrać się do biblioteki żeby Stary Rok zakończyć prawie na czysto, wiec złapałam się za książkę, skorzystałam z tego, że ulubiony fotel rodziny na którym wszyscy chcą czytać, ale jest nas troje a fotel wciąż jeden, był wolny, zawinęłam się w koc, zrobiłam kawę toffi i pełna jak najlepszych chęci zaczęłam czytać.
Na początku zaznaczam, że jest to zbiór moich luźnych, subiektywnych myśli, moją wypowiedzią nie chcę nikogo obrazić, zdołować ani wpędzić w stany depresyjne.
Przeczytałam ponad 150 książek w tym roku, jeśli doliczyłabym książki naukowe wyszłoby grupo ponad dwieście, po recenzjach widzieliście moje reakcje, ale z całą odpowiedzialnością napiszę, że nie miałam w rękach książki, którą uznałabym za tak beznadziejną, co innego Moccia, który mnie męcz, ale mi się podoba, co innego poradniki, które każą mi być szczęśliwą w sposób irytujący. Ta książka dla mnie była kumulacją, wzorcową książką której nie powinnam była nigdy przynosić do domu Zaraz rozwinę moje wypowiedzi, teraz na szybko chciałam w krótkie zdania ubrać me refleksje. To nie jest książka do czytania w środkach komunikacji miejskiej, to książka, która jeśli jest pożyczona nie powinna być czytana w okolicy zamkniętego okna, bo wyrzucając książkę, pal sześć że zbijecie szybę, ale zniszczycie książkę. Ja się właśnie powstrzymywałam przed wyrzuceniem jej przez okno pod którym siedziałam. Plus tego, że ją przeczytałam? Tak, jestem tak pozytywnym człowiekiem ;) że we wszystkim znajduję plusy i plus tej lektury jest taki, że czas który robiąc podsumowanie roku i miesiąca poświęciłabym na szukanie w pamięci najgorszej książki danego okresu rozliczeniowego(tudzież roku obrachunkowego) mogę wykorzystać inaczej, bo ten typ już mam. Naprawdę dawno nie czytałam tak fatalnej książki. A zastanawiam się nad zbudowaniem zdania „nigdy nie czytałam tak fatalnej książki”.
Ale do rzeczy, nie mam zamiaru być gołosłowna i rzucać ogólnikami. Teraz się zwierzę :P i się rozpisać postaram.
Książka jest podzielona na dwie części. Wizualnie nie mam zastrzeżeń, autorka w książce wyjaśnia dlaczego Jej lico pojawia się na okładkach, pomijając co o tym myślę, nie moja sprawa, nie wnikam, obiektywnie prezentuje się to zacnie, osiąga cel, bo w jakiś sposób przyciąga wzrok i intryguje. Naprawdę się nie czepiam.
Pierwsza część to poradnik drimerek. Zanim przejdę dalej, muszę zaznaczyć, że już to określenie wzbudziło we mnie agresję, ja wiem że zapożyczenia, spolszczenia są obecne w mowie potocznej i sama używam, ale czy nie można napisać normalnej książki bez Grimów, łorków i Kejtich? Na litość boską, naprawdę to się dzieje angielski rozsiadł się na tronie nieboszczyka Francuza i pełen szpan. Nie jestem drimerką i nawet kiedy zmienię naturą nigdy nie będę drimerką, brzmi, szpanersko, lansiarsko i full wypas. Mi takie zwroty w słowie pisanym drażnią oczy, jak kiedyś powiedziałam, że niemiecki gwałci moje uszy… to gwałci moje oczy. Amen.
Co do części poradnikowej, nihil novi sub sole, już mnie nudzi czytanie tych samych frazesów, dokonywanie rewolucji sposobu myślenia, zmienianie siebie po to by świat nam sprzyjał, a hasło, że jeśli wystarczająco mocno tego chcesz to cały świat pomaga spełnić to marzenie o którym jakimś wywiadzie mówiła P.T Autorka, pierwszy(chyba! Albowiem nie mam dokumentacji z urzędu patentowego ;) ) wykorzystał ten okrzyczany mistrzem Kiczu niejaki Paolo C. Nie wierzę w poradniki, nie wiedziałam, że to poradnik kiedy pożyczałam książkę z biblioteki, moja Bibliotekarka też nie wiedziała dokonując zakupu. Nieważne. W części poradnikowej mamy zestaw ćwiczeń które mają pozwolić nam spełnić nawet najskrytsze i wydumane marzenia, to taki mini trening pozwalający nam stanąć do walki o zmianę sposobu myślenia na „wszystko mogę” . W książce mamy „niesamowicie zabawne dialogi” które mnie przynajmniej nie bawiły, nie twierdzę że były wymyślone, ale na papierze wyglądały sztucznie, tak po prostu bywa, czasami w „realu” coś jest super zabawne a po przeniesieniu na papier w kamieniu jest więcej życia. Nie parskałam śmiechem w trakcie lektury a prychałam z irytacji. Sztuczne to, wydumane, no i przetworzony milionowy raz schemat sprany już i oklepany. Do mnie nie trafił, po prostu.
Dalej było już tylko gorzej… dalsza część to „pamiętniczek” autorka bardziej prywatnie. Mnie te wynurzenia irytowały, po głowie majaczyło WTF oraz „na co to?”. Ja tłumaczę sobie to tym, że to są osobiste przemyślenia, które odbiera się tak jak należy znając autora, wyobrażając sobie sposób mówienia, mimikę, intonację, znając osobę, która o tym mówi, dla mnie to było znowu sztuczne, wymuszone, nieniosące żadnej treści.
Sprawdzałam dziś specjalnie czy moje humoru żyje i nadal bawią mnie gagi chociażby z serialu „Przyjaciele”, więc humor żyje, ale ta książka naprawdę strasznie mnie denerwowała. To, że nie wyrzuciłam jej przez okno jest najlepszym dowodem, że jestem Mistrzem opanowania.
I tak powstrzymuję język, bo po dyskusji formowej dotyczącej właśnie książkowych recenzji moja wolność słowa poczuła się ograniczona i chyba przestanę śledzić fejsbukowe strony autorów(chociaż to kopalnia informacji). Ale wolę pisać z serca i duszy a nie bać się odwetu Autora…



Ksiażkę pożyczyłam z biblioteki, bo gdybym wydała na nią własny grosz to chyba nigdy bym tych pieniędzy nie odżałowała…

"Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić" - Federico Moccia


- kontynuacja losów bohaterów bestselleru Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie (MUZA 2009)
- czym marzą młode Włoszki u progu dorosłości?
- kolejna książka Federico Moccii, której adaptacja filmowa przyciągnęła do kin miliony Włochów Niki i Alex od dwóch lat są szczęśliwą, zakochaną w sobie parą.

Ona rozpoczyna studia na wydziale humanistycznym, on, starszy od niej o siedemnaście lat, pracuje w agencji reklamowej i jest spełnionym człowiekiem sukcesu. Pewnego dnia Alex zabiera swoją ukochaną na weekend do Nowego Jorku, podczas którego jedną z atrakcji ma być wieczorny lot helikopterem i lądowanie na dachu Empire State Building. Kiedy zbliżają się do słynnego wieżowca, w jego oknach na ostatnim piętrze zapala się napis: Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić. W ten sposób Alex oświadcza się Niki, a ta zachwycona się zgadza. Tylko czy na pewno to jest dobra decyzja? W odpowiedzi na to pytanie pomogą Niki jej nieodłączne przyjaciółki: Olly, Erica i Diletta, u których od czasów szkolnych też wiele się zmieniło. Federico Moccia kolejny raz z trafnością i humorem opisuje życie współczesnych 20- i 30-latków.



Kontynuacja książki „Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie”, czyli losów dwudziestoletniej Niki i o dwadzieścia lat starszego od niej Aleksa, tym razem ich znajomość wkracza na wyższy poziom. Aleks, ten niedojrzały wieczny chłopiec, niezdecydowany pył na wietrze jednak dojrzewa i dochodzi do wniosku, że chce spędzić z Niki resztę swego życia. Prosi ją o rękę a ona… cóż zgadza. Co na to powiedzą ich rodziny? Czy nieprzewidziane okoliczności, typu jego awans, jej studia i atrakcje z tym związane nie zepsują im frajdy związanej z tym ważnym wydarzeniem? A może to nie ma wcale szans? Odpowiedź poznacie czytając książkę.
Co ja mogę od siebie powiedzieć, lubię książki tego autora chociaż nie wiem dlaczego czytam je strasznie długo i w mękach. Podoba mi się tematyka, język, fabuła, ale autor pisze niekompatybilnym dla mnie stylem. Najodpowiedniejszym określeniem jest wyrażenie, że mnie męczy. Każdy kto zerka na okienko z moim profilem na LC widział kiedy zaczęłam czytać tą książkę… i ile w międzyczasie przeczytałam książek – przerywników. Dla mnie to jest jedyna wada książek Mocci o której piszę otwarcie i szczerze. Męczę się z nim od pierwszej przeczytanej jakieś 2,5 roku ksiażki, ale z uporem czytam, bo autor wciąż jest dla mnie źródłem cennych odkryć. Ta książka wpisuje się świetnie w dorobek autora, to opowieść o życiu, bez lukrowania, bez tej całej aury różowej cudowności,
Jak w życiu mamy sytuacje trudne i łatwiejsze, walkę o własne ja mimo trwającej o naszego boku miłości życia. To naprawdę fajna historia, zabawna i wzruszająca, autor ma niesamowity dar do trafnych spostrzeżeń.
Moim zdaniem Sparks nie umywa się do Mocci, Sparks pisze w porównaniu z jego książkami tanie romansidła, a nie znam wielu mężczyzn piszących o miłości. Kurka wodna mnie na łopatki rozłożyła scena z wysłaniem kasety, może tandeta, kiczowata i mówcie co chcecie, ale mnie ruszyło, tak jak i zapis przeżyć Aleksa. Piękne to.
Tematycznie książka dobra na koniec roku kiedy jesteśmy rozdarci pomiędzy nowym a starym, czymś co znamy, a fascynacją nowością.
Jeśli ktoś czytał I tom, to pewnie nie muszę namawiać, tyle że w tej części będzie mała zmiana, bo to Aleks mimo przewagi wieku w pierwszym tomie był tym niedojrzałym, tutaj jest bardziej pozytywną postacią niż Niki, aczkolwiek jej nie można potępiać. Tak jak pisałam, jak w życiu, nigdy nikogo nie można bezwarunkowo potępić.
Naprawdę polecam tą książkę, mimo że mnie melancholijnie nastroiła, ale chyba teraz jestem w takim nastroju że popłakałabym się nawet na Allo Allo.

wtorek, 27 grudnia 2011

"Dallas `63" - Stephen King


Najnowsza powieść Stephena Kinga „Dallas ’63”, która trafi do polskich czytelników w dniu światowej premiery 8 listopada 2011, odwołuje się do klasycznego motywu literatury fantastycznej, czyli podróży w czasie. Korzystając z tajemniczego portalu, główny bohater opowieści cofa się do 1958 roku i podejmuje próbę powstrzymania zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

Ten prosty pomysł w rękach Kinga staje się pretekstem do odmalowania klimatu Stanów Zjednoczonych lat 60., reinterpretacji mitu o śmierci amerykańskiego prezydenta oraz stworzenia alternatywnej wersji historii. „Dallas ’63” to znakomita powieść zadająca pytanie: „co by było, gdyby...” i badająca granice nieuchronności, elastyczności losu. A przy tym pasjonująca historia mężczyzny, który podejmuje walkę z czasem. I choć los po wielokroć odkrywa przed nim swoje złowrogie oblicze, bohater zawalczy zarówno o życie JFK, jak i o własne – odnalezione w innym wymiarze – szczęście.

22 listopada 1963 roku w Dallas padły trzy strzały, które zabiły prezydenta Kennedy’ego i zmieniły świat. A gdyby tak można było temu zapobiec? Gdyby można było ocalić JFK i zmienić bieg historii?

Jake Epping to trzydziestopięcioletni nauczyciel angielskiego w Lisbon Falls w stanie Maine, który dorabia, prowadząc kursy przygotowawcze do matury zaocznej dla dorosłych. Od jednego ze swoich uczniów, Harry’ego Dunninga, dostaje wypracowanie – makabryczną, wstrząsającą opowieść w pierwszej osobie o tym, jak pewnej nocy przed pięćdziesięciu laty ojciec Harry’ego zatłukł na śmierć jego matkę i braci, a siostrę pobił tak bardzo, że nigdy nie odzyskała przytomności. Od tego wszystko się zaczyna…
Wkrótce potem przyjaciel Jake’a, Al, właściciel lokalnego baru, zdradza mu tajemnicę: jego spiżarnia jest portalem do roku 1958. Powierza Jake’owi szaloną – i, co jeszcze bardziej szalone, wykonalną – misję ocalenia Kennedy’ego. Tak oto Jake zaczyna swoje nowe życie jako George Amberson, życie w świecie Elvisa i JFK, amerykańskich krążowników szos i wczesnego rock and rolla, gniewnego samotnika nazwiskiem Lee Harvey Oswalda i Sadie Dunhill, pięknej szkolnej bibliotekarki, która zostaje miłością życia Jake’a – życia wbrew wszelkim normalnym regułom czasu.

„Dallas ’63” to hołd złożony prostszym czasom i poruszająca opowieść pełna gwałtownie narastającego suspensu, to Stephen King w swoim najlepszym epickim wydaniu.

„Dallas ’63” zostanie przeniesione na wielki ekran przez Jonathana Demme’a, który kupił prawa filmowe do książki.



Wyobraź sobie, ze możesz cofnąć czas, co byś wtedy zrobił, czy zrobiła, czy wyraźnie zadziałał, czy może powstrzymałbyś jakieś wydarzenie, ważne, lub potencjalnie małoznaczące w dziejach kraju, świata, a może po prostu własnego życia? Tak często życzymy sobie tej magicznej, boskiej wręcz mocy zmieniania czasu, zapominamy jednak, że czas to kapryśny stwór fajnie opisano to w III tomie Harrego Pottera, gdzie mamy do czynienia ze zmieniaczem czasu i w przystępny sposób wyjaśniane są nam zależności rządzące czasoprzestrzenią. Bo tak naprawdę pragnąć zaingerować w ciąg wydarzeń, nie zdajemy sobie sprawy, że przestawienie jednego drobiazgu, z pozoru błahego może uruchomić nieprzewidywalną lawinę zdarzeń. A przed bohaterem książki Kinga staje kolosalne zadanie, ma ocalić Johna F. Kennedy`iego, ale kto zagwarantuje, że tak drastyczna ingerencja w dzieje świata nie sprawi, że w roku 2011 z którego przybywa Jacke Ziemia nie będzie tylko słodkim wspomnieniem pochłoniętym przez wojną jądrową? Jak te czasowe zmiany wpłyną na osoby bliskie sercu bohatera?

Gwarantuję! Że będzie ciężko Wam odłożyć tą książkę, tak jak mnie, efekt jest następujący prawie 900 stron w dwa dni i to w trakcie grypy która co chwilę porywała mnie w objęcia Orfeusza, no ale Moi Drodzy, nazwisko zobowiązuje a ta cegła jest autorstwa samego Stephena Kinga, autora który jest już żywą legendą naszych czasów, jego nazwisko gwarantuje kolejne rekordy sprzedaży oraz jest zapowiedzią ekranizacji książki. Przyznam się, że to moja druga styczność z tym autorem, z racji tego, że pisze On raczej horrory, a ja jestem niesamowicie strachliwa i nawet obietnica uczty książkowej nie może wygrać z wizją kilku tygodni zasypiania przy świetle i strachu. Wiem o czym mówię, czytałam „Lśnienie”, tu wyjaśnię, że czytałam tylko dlatego, że jakieś 10 lat temu przeczytałam, że jest to ulubiona książka Ikera Casillasa. Więc książkę pożyczyłam, przeczytałam w szpitalu i tam nie było problemu, bo zawsze było jasno, ale po powrocie było już mniej różowo, groza wyglądała z każdego kąta. Ta książka nie jest porażająco straszna, ja się troszkę bałam, ale ja naprawdę jestem strachliwa, według mnie, mimo że nie jestem ekspertem, King fenomenalnie buduje napięcie, doskonały dobór słów, odpowiednia konstrukcja zdania i już ku człowiekowi wyciąga zimne palce strach, a na spokojną duszę pada cień. Gdybym się tylko tak nie bała, za punkt honoru postawiłabym sobie zapoznanie się z całą twórczością Mistrza Grozy.

Mimo, że książka jest napisana w I osobie, czego jak pisałam w kilku już recenzjach, po prostu alergicznie nie znoszę, tutaj mi wcale nie przeszkadzało, ba! Wręcz nie rzucało się w oczy, nie wiem czy autor jest aż takim geniuszem, czy tłumacz fenomenalnie się sprawił, czy to dwie przesłanki kumulatywnie spełnione, ale ostrzegę, otwierając książkę nie wiedziałam, ze aż tak mnie wciągnie, mimo że ksiażka jest obszerna, przez to ciężka, nie można jej wypuścić z rąk.
Nie jest to li i jedynie studium polityczne przełomu lat 50 i 60 XX wieku, nie jest to publikacja o teoriach spiskowych, to książka o przewrotności czasu, przyjaźni, miłości, szukaniu swojego miejsca nie tylko w przestrzeni, ale przede wszystkim w czasie. To doskonała książka do przeczytania tuż przed Sylwestrem, gdy wszyscy prawie damy się porwać w bagna podsumowań i będziemy w bezsenne noce targowali się z losem, aby tylko ten jeden raz, móc coś zmienić. Bardzo podoba mi się zdanie padające na kartach książki „(…) głupota jest jedną z dwóch rzeczy, które najlepiej widzimy z perspektywy czasu. Drugą są stracone okazje.”

King, jak już pisałam, świetnie posługuje się piórem, trafia w sedno, skupia się nie najważniejszych wydarzeniach, nie tracąc z oczu całości obrazu, dzięki temu książka w żadnym momencie, na przeszło ośmiuset stronach nie wieje nudą, ba! Jakby ze strony na stronę wciąga coraz bardziej i bardziej, tak że ostatnie strony czyta się ze wstrzymanym oddechem, bo z ciekawości zapomina się wziąć wdech.
Bałam się tej książki, bałam się że będzie przeładowana ideologią, że będzie się w niej roiło od teorii spiskowych, jakże się myliłam, to wymarzona podróż w czasie do innych czasów, czasów, które moi Rodzice pamiętają niewyraźnie a ja mogłam się zanurzyć w ten świat poznać mentalność, zwyczaje, popatrzeć na dziś z perspektywy tamtych czasów.

Dla mnie dodatkowym bonusem była też historia niesamowitej miłości, opisana z męskiego punktu widzenia. Miłość poza czasem, opisana przejmująco i wiarygodnie. Dlatego dla mnie ta książka to sygnał, że nie każda książka Kinga to nieprzespane ze strachu noce.
Tymczasem tą szczerze polecam!


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński

poniedziałek, 26 grudnia 2011

O czasy! O obyczaje!


Tyle osób życzyło mi czasu na czytanie, z okazji Świąt, że spieszę donieść, ze się spełniło. Dopadła mnie grypa. tatuś zrobił córeczce przepyszną kawę, leżę sobie w łóżku opatulona kocykiem, pierzynką z termoforem gorącym(kot oczywiście fałszywa jędza przychodzi tylko jak chce jeść i ani myśli grzać chorej mamusi - ale to mnie pociesza, czyli nie jest ze mną tak źle). A ja pochłonięta jestem lekturą "Dallas `63", recenzja niebawem, chociaż cegła, to a nie książka, ale wciąga tak niesamowicie, że mimo że ręce mi od ciężaru odpadają dzielnie czytam.

Wszystkim życzę tak miłego spędzania czasu, no może bez konieczności łykania polopiryn, ibupromów i innego syfu który rozwali mi wątrobę nim zdążę oślepnąć - mam nadzieję.



I powiem Wam szczerze, że jak obserwuję to co się dzieje na świecie i ze Świętami czuję się już bardzo starym człowiekiem, przede wszystkim za czasów mojej "młodości" Święta bez śniegu - owszem, ale w Australii, choinki nie świeciły się w oknach od początku listopada, a ubierane chwilę przed 24 grudnia i dozwolona była tylko jedna próba światełek, premiera choinki w pełnej krasie była w Wigilię po ukazaniu się pierwszej gwiazdki. Ach! pamiętam tą magię i jak tylko to wspominam czuję się znowu dzieckiem, beztroskim i zapatrzonym w to misterium....
A! i co bezpośrednio skloniło mnie do tej smutnej refleksji, godnej klasycznej dysputy młodości ze szkiełkiem i okiem :P Kolędnicy, jako dziewcze mlode ze znajomymi regularnie dorabialiśmy w tej szarj strefie, jako służba liturgiczna z kościoła braliśmy ornat dla króla, i ta która była aniołem brała swoją albę, od zespołu ludowego(w którym oczywiście się udzielałam) mieliśmy gwiazdę i strój śmierci a hitem sezonu był diabeł(oj często nim bywałam) kluczowym elementem tego kostiumu była twarz obwicie wysmarowana tłustym kremem nivea i posypana kakaem marki decomoreno. I zaczynało się chodzenie po domach(z profesjonalnym przedstawieniem a nie samymi kolędami) 26 grudnia a nie... wczoraj przyszli do nas kolędnicy i jakiś Mikołaj się z nimi plątał. No hańba
Chce się zakrzyknąć za bodajże Cyceronem O tempora! o mores! a zaraz potem złożyć ręce, rzec, "czas umierać" i zrobić co się powiedziało ;)


A i układając puzzle w tygodniu poprzedzającym Święta(dlatego taki recenzyjny zastój) oglądałam ze dwa razy reżyserską wersję Władcy Pierścieni i zauważyłam, że jestem wręcz niezdrowo zafascynowana postacią Czarnoksiężnika z Angmaru, czy ktoś ma tak jak ja, czy tylko ja jestem takim Nazgulofilem?

sobota, 24 grudnia 2011

Feliz Navidad

Moi Kochani, w ten magiczny czas chciałabym Wam życzyć spełnienia marzeń, radości z każdego dnia w którym przychodzi Nam się budzić, niewyczerpanych pokładów nadziei, zdrowia, dobrego humoru i dużo czasu na realizowanie własnych pasji.

Żebyście mieli obok siebie wiernych przyjaciół i ludzi dla których warto podejmować trud podnoszenia się z drobnych upadków.


Wszystkiego Najlepszego!

"Zakład o miłość" - Agnieszka Lingas - Łoniewska


Pełna wzruszeń historia o miłości, zagubieniu i poszukiwaniu siebie.

Sylwia Kujawczak, studentka ostatniego roku historii sztuki, za dwa tygodnie wychodzi za mąż. Wychowana w tradycyjnej, arystokratycznej rodzinie dziewczyna nie wie jednak do końca, jaka ma być jej życiowa droga. Gdy przyjaciółki wyciągają ją z domu na wieczór panieński, nie wie również, że ta noc zmieni jej przyszłość.

Aleks Cichocki „Cichy” to mężczyzna, który nie wierzy w miłość. Wychowywany przez ojca, nigdy nie wybaczył matce, że ich zostawiła. Ale czy Aleks zna prawdę o swoim dzieciństwie? I czy naprawdę jego serce nie potrafi kochać?

Sylwia i Aleks poznają się na imprezie. Szorstki w obyciu, pewny siebie, nauczony brania i korzystania z uroków życia mężczyzna intryguje ją. Dziewczyna boi się swoich odczuć, zaczyna zastanawiać się nad swoim dotychczasowym życiem, ułożonym wedle reguł, które narzuca jej rodzina, tradycja i narzeczony. Orientuje się, że nowo poznany mężczyzna zaczyna coraz więcej dla niej znaczyć.

Nie wie jednak, że padł pewien zakład…


„Zakład o miłość” to piękna historia, która wzrusza i przypomina o tym, że urodziliśmy się po to, aby kochać.


Wiem, wiem pisanie recenzji w Wigilię to przesada, powinnam niczym radosny elf w zielonej czapeczce uwijać się po kuchni, ale nie mogłam pozwolić, żeby moje świeże jeszcze wrażenia uciekły. Wrażenia są bardzo świeże, albowiem książkę zaczęłam czytać gdzieś przed północą i skończyłam ją troszkę po północy, ale nie byłam w stanie odłożyć jej wcześniej. Swego czasu w poszukiwaniu książek tej autorki(bo bardzo wiarygodne osoby mi polecały) przeszłam chyba pół Lublina, po to by tydzień później usłyszeć o I mola książkowego ziemi lubelskiej ;) że Ona ma złe wspomnienia z książką tej autorki, już żałowałam trzech dych za które to mogłam kupić książkę lepszą, a znowu uległam modzie, głupia idiotka. I tak książka przeleżała swój ustawowy termin, skrócony bardzo, bo leżała tylko trzy tygodnie, i wczoraj tak z głupa zaczęłam czytać….
Według mnie to nie jest arcydzieło na skalę światową, ba nawet na polską skalę, książka nie jest przegigancka. To czytadło, romansidło w którym wykorzystano wiele, wiele schematów, bo tak Ona z dobrego domu, on z tajemniczą historią, ona grzeczna dziewczynka, on rozkapryszony bachor, ona delikatna, zwiewna i eteryczna, on nie uszanuje żadnej świętości. Scenariusz stary jak świat, a jednak czytało mi się po prostu fenomenalnie. Ba! Czytając zastanawiałam się dlaczego ja tej książki nie rzuciłam w kąt i nie poszłam spać, po pierwsze jest pisana z dwóch perspektyw, ale w pierwszej osobie – nie lubię tego bardzo! Po drugie momentami jest za słodko, ale powiem Wam wszystkie wrażliwe i romantyczne dusze warto przeczytać o tej miłości. Mimo wad, bo która książka jest bez wad, to historia jako całokształt jest piękna. Książka nie męczy, czyta się ją lekko, przyjemnie i w mgnieniu oka.
A p. Agnieszka potrafi momentami niesamowicie pięknie operować słowem, tak że normalnie dech zapierało.
Okazało się, że jednak dobrze intuicja mi podpowiadała, żeby zakupić akurat tą książkę. To opowieść z gatunku takich, które pomagają na nowo uwierzyć we wszechpotężną siłę miłości, w to że nawet najgorsza istota stąpająca po ziemi ma w sobie jakieś ziarenko dobra, zalążek serca i że naprawdę każdy może kochać, a Amor vincit omnia, być może troszkę naiwne, słodkie i cudowne, ale być może akurat to było mi potrzebne, ta wiara.
Nawet pięciu sekund nie wahałam się nad poleceniem tej książki, bo nie ma co się wahać, warto przeczytać ciekawą historię o… o życiu bo mamy wiele wątków w tej książce to nie jest płytki romans z happy Endem, konfetti i resztą tego hollywoodzkiego badziewia. Jak bywam sceptyczna jeśli chodzi o polskich autorów, tak to jest kolejna książka, która uświadamia mi że się mylę.
Z pewnością jeszcze sięgnę po książki p. Agnieszki. Bo dzisiaj właśnie dzięki Niej w niezwykle udany sposób zapoczątkowałam, mam nadzieję równie miły jak początek sezon świątecznego obijania się z książką w ręku.
Streszczać książki tym razem nie będę bo opis z okładki delikatnie zarysowuje fabułę a żeby się w temat wgryźć to trzeba przeczytać książkę, a po drugie w domu mnie zaraz za nogi powieszą, że zamiast robić za wspomnianego już elfa, zasiaduję przed komputerem ;)

środa, 21 grudnia 2011

kolorowe aksamitne muffiny


Nabywszy barwniki spożywcze postanowiłam poeksperymentować...

bazą był przepis na muffiny drakuli z bloga mojewypieki.blox

porcja ciasta na pół i połowę zabarwiłam na czerwono, drugą na zielono. Po upieczeniu przekroiłam i zrobiłam masę według przedwojennego przepisu cioci mojej Mamy. Przełożyłam a że troszkę zostało to pomazałam część muffinkowych kapeluszków. Podobno pyszne :D
przepis na muffiny


Składniki na 24 babeczki:
2,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka soli
1,5 szklanki cukru (dodałam 1 szklankę)
1,5 szklanki oleju
2 duże jajka
barwnika dawałam na oko, miałam barwnik w proszku i dałam czubeczek łyżeczki...
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka maślanki lub kefiru
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki białego octu


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę, kakao, sól - przesiać, odłożyć.

W misie miksera zmiksować olej z cukrem, dodawać jajka, jedno po drugim i miksować. Dodać wanilię i barwnik, zmiksować do połączenia.

Do masy dodawać na przemian maślankę i mąkę, do wyczerpania, cały czas miksując.

W małej miseczce wymieszać sodę z octem, powstanie piana. Od tego momentu działać szybko - pianę dodać do ciasta i zmiksować (średnia prędkość miksera przez 10 sekund).

(zielona masa ciastowa)
Przygotować formę do muffinek, wyłożyć papilotkami. Ciasto rozdzielić pomiędzy papilotki, nakładając do 3/4 wysokości papilotki.

Piec w temperaturze 180ºC przez około 20 - 25 minut, do tzw. suchego patyczka (najlepiej bez termoobiegu). Wyjąć, wystudzić na kratce.

Krem
pól kostki margaryny/masła(jak na Kaśka przystało robiłam na margarynie Kasi)
pół szklanki cukru
dwa jajka

cukier wymieszać z jajkami
do garnka wlać z poł litra wody i zagotować na to postawić garnek z jajkami i cukrem i ubijać aż się połączy ładnie i zrobi się ciepłe. Nie może być wyczuwalny cukier.
Następnie ostudzić.

Ciepłą i miękką margarynę ucierać, a gdy jajka z cukrem przestygną wlewać po łyżce, najlepiej do makutry, (glinianej donicy do ucierania maku - jak stało w przepisie), ważne aby wlewać po łyżcze bo jak wlejemy za dużo wszystko się zważy. Ucierać aż wszystko będzie mialo jednolita konsystencję...
Następnie dzielimy na tyle porcji na ile kolorów mamy zamiar barwić, wsypujemy odrobinę barwnika i mieszamy aż się wszystko połączy.

(zestaw do przełożenia)

Muffiny przekroić i przekladać masą.
Ja łączylam kolorowo spod z jednego koloru, grzybek z drugiego i kolorowy krem...

poniedziałek, 19 grudnia 2011

"Florenckie lato" - Judith Lennox


Porywający romans pełen sekretów, zdrady i pasji...


Siostry Tessa i Frederica Nicolson spędzają ostatnie beztroskie lato 1933 roku w pięknej Villi Millefiore w pobliżu Florencji. Cztery lata później włoskie wakacje są jedynie dalekim wspomnieniem, a Tessa, jako wzięta modelka, korzysta z uroków londyńskiego życia. Nieprzewidywalna i impulsywna, uważa, że miłość jest jedynie pasjonującą grą, dopóki namiętny romans z żonatym mężczyzną nie doprowadzi do tragicznych konsekwencji. Gdy jej dotychczasowe życie legnie w gruzach, Tessa powróci do Florencji, by leczyć udręczone serce. Stęskniona za siostrą Frederica decyduje się na wyjazd do Włoch. Przeżywa tam niebezpieczne chwile, a pewne przypadkowe spotkanie na zawsze zmienia jej życie. Losy sióstr komplikuje wybuch II wojny światowej. Walka o przetrwanie staje się ważniejsza od pogoni za szczęściem…



Kiedy zobaczyłam tytuł i okładkę padał deszcz, za oknem plucha, zimno i jak najbardziej na miejscu jest tęsknota za latem, ciepłem i soczystą zielenią… spodziewałam się kolejnej książki o miłości pod włoskim niebem, zmianie stylu życia, optymizmu i co tu dużo mówić odmóżdżającej lektury, która chociaż na chwile pozwoli uwierzyć, że jeśli wystarczająco mocno się czegoś pragnie, wtedy marzenia się spełnią. Nie oczekiwałam książki tak… skomplikowanej, wielowątkowej, zmuszającej do myślenia, ostatniej, którą wpisałabym na listę lektur przyjemnych, łatwych i odmóżdżającej.
Na samym początku poznajemy Tessę, piękną młodą dziewczynę, która nie pasuje troszkę do czasów w których żyje, dziewczynę która zakochuje się w chłopaku z którym nie ma szans na związek szczęśliwy, spełniony, jedyne na co może liczyć to kradzione chwile sam na sam, dobrą zabawę i żadnych zobowiązań, to pierwsze uczucie, pierwsze zetkniecie się z takim pojmowaniem miłości, relacji między kobietą i mężczyzną wywrze na Tessie niezatarte piętno a także położy się cieniem na życiu wielu ludzi. Bo po kilku latach znowu spotkamy Tessę, która ze słonecznej Italii wyjechała do deszczowej Anglii, jej matka zmarła, Tessa zajmuje się młodszą siostrą Freddie, zarabia na życie jako modelka, jest piękna i rozchwytywana, ma duże grono wielbicieli z którymi chodzi do łóżka bez zobowiązań. Nie chce małżeństwa, nie chce stabilizacji, chce się dobrze bawić, nie wymaga daleko idących deklaracji, sama też ich nie składa. Pewnego zimowego dnia odwiedza siostrę, nie zdaje sobie sprawy jakie ten wieczór przyniesie konsekwencje, czy gdyby wiedziała szłaby pojeździć na lodowisku, gdzie spotka i początkowo weźmie ją za ducha Milo, pisarz znudzony życiem przy boku pięknej i kochającej go bez granic żony, a mimo to chadzający na boki? Milo i Tessa zakochają się w sobie uczucie opiewane przez poetów, prozaików, muzyków, wszystkich! Okazuje się destrukcyjne niszczy życie Tessy, Rebecki(żony Mila) w perspektywie jeszcze odczuje to na własnej skórze Freddie a także przyjaciele Tessy.
Ta książka to opowieść o silnych kobietach, które szukały swojego miejsca w świecie, wśród historycznego zamętu II wojny światowej. Historia kobiet, które kochały za mocno, jeśli można powiedzieć, że kocha się za mocno. Kochają i płacą za tą milość ogromną cenę, mężczyźni spadają na cztery łapy, Milo – główny sprawca tej tragedii jak gdyby nigdy nic otrzepuje się po tym upadku i rozpoczyna nowe życie z kolejną kobietą zauroczoną jego osobą, nie ma świadomości, ze swoją lekkomyślnością, skrajnym egoizmem zniszczył komuś życie.
Ta książka zmusza do wielu refleksji, nad życiem, miłością, nad nieprzewidywalnością ludzkiego życia, nie chcę spolerować, ale ta książka obfituje w zaskakujące zdarzenia, zaskakujące, ale nie naiwnie niemożliwe. Los nie rozpieszcza bohaterek, poczytamy o życiu takim jakie ono jest, o blaskach i cieniach.
Spotkałam się z opinią, że tytuł nie ma nic wspólnego z opowieścią, ba może odrzucić, bo niektórzy mają przecież dosyć książek o wyjazdach do ciepłych, śródziemnomorskich krajów, owszem akcja dzieje się we Florencji dosłownie przez chwilę. Ale tak naprawdę geneza wszystkich tych zdarzeń, jest to lato z samego początku opowieści, bo może gdyby Tessa spotkała mężczyznę, który pokazałby jej czym jest prawdziwa miłość, bliskość, pokrewieństwo dusz, to wszystko potoczyłoby się inaczej, może byłoby mniej cierpienia, dramatów, straconych szans?
Plusem tej książki jest to, że każdy może interpretować ją na swój sposób, samemu wydobywać na wierzch problemy ważne akurat dla nas. Książkę czyta się błyskawicznie, bo napisana jest dobrym stylem i chociaż często się odrywałam od lektury, aby smętnie patrzeć w okno i przemyśliwać dany problem, nie czuję się jakoś zdołowana(przynajmniej nie tą książką).
Mile się rozczarowałam, oczekiwałam płytkiego czytadła, a przypadkiem odkryłam ciekawą ksiażką o ważnych problemach.


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński

niedziela, 18 grudnia 2011

"Bóg, kasa i rock'n'roll" - Szymon Hołownia, Marcin Prokop


Hołownia i Prokop w elektryzującej rozmowie.

Zderzenie dwóch odmiennych spojrzeń na religię, kulturę i świat mediów.
Jezus jako marketingowiec, pożytki płynące z noszenia habitu, różnica między Bogiem a idolem, urok pieniędzy i problemy z wolną wolą - to tylko niektóre wątki tej zaskakującej konfrontacji.


”Prowadząc rozmowy składające się na tę książkę, robimy po prostu to samo co taksówkarz wiozący pasażera na lotnisko, fryzjer zakręcający klientce loki, babcie gderające w kolejce do laryngologa czy kumple spotykający się po robocie przy piwie. Przedstawiamy nasz punkt widzenia. Dyskutujemy. Spieramy się. Mówimy, co nam się wydaje. Wywalamy na stół to, co nam prywatnie w duszy gra. Tyle, że zamiast o najnowszym serialu, biuście Dody czy bieżącym kursie franka szwajcarskiego częściej gadamy o rzeczach, które mimo wszystko wydają nam się ważniejsze.”
Marcin Prokop


”Po tej książce boję się bardziej niż kiedykolwiek, że stosowną lekcję kontemplacji dadzą mi kiedyś aniołowie. Ja będę chciał toczyć z nimi teologiczne dysputy, oni - pogrążeni w słuchaniu Morrisseya - zacytują mi trzydziesty drugi rozdział Mądrości Syracha: „Przemów, starcze, tobie to bowiem przystoi, jednak z dokładnym wyczuciem, abyś nie przeszkadzał muzyce. A kiedy jej słuchają, nie rozwódź się mową ani nie okazuj swej mądrości w niestosownym czasie!”.”
Szymon Hołownia


Czytałam wszystkie książki Szymona Hołowni, które zostały wydane, jeśli wstanę dostatecznie wcześnie(czyli baaardzo rzadko) oglądam Marcina Prokopa w telewizji śniadaniowej. Obu Panow bardzo lubię. Czekałam na tą książkę wiele dni, wyczekiwałam jej jak zbawienia. Kiedy dostałam ją w swoje łapki, byłam szczęśliwa, rzuciłam wszystkie inne lektury, ale nadmiar zajęć w ubiegłym tygodniu uniemożliwił mi przeczytanie książki w jeden wieczór, chociaż to jest książka, którą się delektuje, smakuje oraz rozważa każde zdanie. Nawet najbanalniejsze, nawet najprostsze ma sens, jest jak kawałek z puzzli który współtworzy całość. Bardzo zgrabną całość.
Miałam ochotę na video recenzję z tej książki, ale bałam się, że się rozgadam, że wejdę w zbyt szczegółowe dywagacje. A to nie jest zadaniem tej recenzji, bo to kwestia tylko moich przemyśleń. To moje refleksje, które nasunęły mi się w trakcie czytania, czytania przemyśleń niezwykle mądrych, czasami fundamentalnych a genialnych w swej prostocie. To rozmowa dwójki przyjaciół, nie „Heretyka” i „ortodoksa” wyzywających się wzajemnie, atakujących zajadle, jak wściekłe psy, to rozmowa w której widać serdeczną przyjaźń, wzajemny szacunek dla przekonań drugiego człowieka. Jest to ewenement na dużą skalę, bo nie często można być świadkiem tak kulturalnej rozmowy o wierze, rozmowy, nie monologu, nie fali wzajemnych oskarżeń. Po prostu przyjacielskiej rozmowy, która otwiera oczy na wiele spraw związanych z wiarą, Kościołem, też, ale również z popkulturą, zjawiskiem nie do przecenienia w obecnych czasach. Dla mnie, powtarzam, coś fenomenalnego!
To wartościowa książka napisana mądrym językiem, nie wyjętym rodem ze słownika języków obcych, jest to w większości klasyczna, piękna polszczyzna, oczywiście od czasu do czasu upstrzona kolokwializmami, przez to bliższa czytelnikowi, który na co dzień żyje normalnie i czyta coś innego niż traktaty Ojców Kościoła i Filozofów.
Co mi się podobało najbardziej to genialne połączenie treści ważnych, jak wspominałam fundamentalnych i dobrego humoru, naprawdę zdarzało mi się śmiać w głos, kiedy Panowie dogryzali sobie nawzajem, żartobliwie i bardzo kulturalnie, ale naprawdę rzadko mi się zdarza zaśmiać się w głos nad książką. Oczywiście ta dawka humoru nie jest dominująca, to w końcu nie głupiutka, ale zabawna komedyjka, dla mnie to książka w sposób istotny wpływająca na moją duchowość, zauważyłam od pewnego czasu, że do sumienia przemawia mi bardziej Szymon Hołownia niż ksiądz na kazaniu w trakcie którego zdarza mi się wyłączyć i układać grafik na cały tydzień. Nie przerażajcie się to nie jest kazanie, nikt nie stoi z ognistym mieczem, nie zawodzi i nie grozi nam potopem ognia i siarki, po prostu w przystępny sposób rozprawia się o wierze, ale także po prostu o bolączkach współczesnego świata, bez zbytniego patosu, bez generalizowania.
Po prostu brak mi słów, żeby powiedzieć jak podobała mi się ta książka!

poniedziałek, 12 grudnia 2011

"Gustaw i ja" - Magdalena Zawadzka


Opowieść o wspólnym życiu niezwykłej pary aktorskiej – Magdaleny Zawadzkiej i Gustawa Holoubka. Historia ponad trzydziestoletniego szczęśliwego i spełnionego związku opisana barwnie i dowcipnie przez Magdalenę Zawadzką. Niepublikowane dotąd zdjęcia i dokumenty z rodzinnych archiwów niezwykle wzbogacają tę piękną opowieść.


Ostatnio znane osoby, znane z radia, telewizji, pierwszych stron gazet piszą książki o swoim życiu, czy po prostu z poradami, kilka takich dzieł już recenzowałam, na wiele mam ochotę, wielu na pewno nie tknę… ale na książkę p. Magdy Zawadzkiej miałam ogromną ochotę, kocham jej kreację Basi Wołodyjowskiej, uwielbiałam Gustawa Holoubka wybłagałam książkę na urodziny. Właśnie skończyłam czytać, jeszcze mam łzy na policzku.
Dwie wybitne osoby, które dzieli różnica wieku, można powiedzieć ogromna 21 lat On ma już drugą żonę, Ona na razie pierwszego męża. Czy dalibyście szansę temu związkowi, ja nigdy nie spojrzałabym na takiego faceta, pal sześć różnicę wieku, ale te dwie żony, dwójka dzieci… ot na ich przykładzie widać jak mało znaczą stereotypy gdy w grę wchodzi miłość, milość i pokrewieństwo dusz. Piękna jest ta opowieść p. Magdy, piękna historia miłości takiej jak z Listu św. Pawła, cierpliwej, takiej co nigdy nie ustaje, Boże mój świeczki w oczach miałam, jak Ona pięknie o Nim opowiada, naprawdę wydaje mi się zbędnym pisanie o tej książce na której składają się wspomnienia, miłość i pragnienie przedłużenia życie osobie kochanej. Wydaje mi się, że każdemu należy życzyć tak pięknego uczucia, takiego wiernego trwania przy bliskiej osobie, takiego wsparcia.
Nie jest to bynajmniej ckliwa, pełna patosu opowieść o wielkim aktorze, to pełna anegdot opowieść o codzienności życia z osobą wyjątkową. Człowieku który miał swoje wady, nie tylko zalety, który miał swoje nałogi, ale nie zabijało to w Nim dobroci, nie przysłaniało tak wielu cech dobrych.
Opowieść o związku w którym różnica wieku dla niektórych pewnie negująca sensowność rozpoczynania takowego, jest dobra, dla obu stron. Pełna humoru i wzruszeń historia o życiu we dwoje w cieniu wielkich premier i małych problemów.
Naprawdę gorąco polecam. Piękny język, możliwość poznania świata teatru, filmu zza kulis, a także piękne zdjęcia to niewątpliwy atut tej książki, która będzie pięknym prezentem na Gwiazdkę.

A recenzję tą dedykuję Joasi, bo czytając ją myślałam o Tobie i mam nadzieję, ze również Ci się spelni

i się nazbierało (na stos)


Tak... myślałam, że uda mi się zerwać z nałogiem, ale nic z tych rzeczy, ponieważ przełom listopada i grudnia jest pretekstem do obdarowywania się w mojej rodzinie(dobrze, że nie holdujemy tradycji picia z każdej z tych okazji bo bylibyśmy rodziną alkoholików u których ten ciąg trwałby od połowy listopada do końca grudnia, bo w tym okresie dosłownie każdy z mojej najbliższej rodziny ma okazję do wzniesienia toastu, rekordzistką jest mój Szwagier(urodziny, imieniny i rocznica ślubu z Mą Siostrą) oraz ja(imieniny i urodziny), ale my mamy pretekst do nabywania książek, ja mam pretekstów milion i dodatkowo częste wyjazdy na Wschód, do Lublina w którym jest wiele urokliwych tanich księgarni) wszystko to złożyło się na ten stos, prezentowo-recenzyjny i zakupowy. Część już jest zrecenzowana, co widać po wcześniejszych postach.
Dodatkowo dziś dostałam widoczną na fotografii kartkę świąteczną i śliczną gwiazdkę od Wydawnictwa Harlequin co mnie ogromnie wzruszyło i przyprawiło o przypływ niesamowicie ciepłych uczuć.
Po kliknięciu zdjęcie powiększy się ukazując moją przepiękną podłogę, która sprzątania nie widziała lat sto oraz drzwi które przeżyły wiele ataków kocich i psich pazurów.
Na poniższej fotografii, tak gratisowo moje Kocie dziecko które stęsknione za matką rozłożyło się na fotelu na którym ta matka zalega po powrocie :p. Lubię powroty do domu i chociaż nastroju Świąt jeszcze nie czuję, to mimo wszystko kocham wracać do ciepłego domu do tego małego, chociaż utuczonego i rozpuszczonego kociaka, który tak rozkosznie po rozłące wpycha się na kolana i doprasza się pieszczot...

sobota, 10 grudnia 2011

"Marzenia i tajemnice" - Danuta Wałęsa


PANI PREZYDENTOWA PRZERYWA MILCZENIE

Bardzo osobista, szczera opowieść o życiu, miłości, rodzinie i politycznych przemianach. Z wspomnień wyłania się portret odważnej i mądrej kobiety, która pragnęła miłości i rodzinnego szczęścia, a znalazła się w centrum rewolucyjnych wydarzeń, które przetaczały się przez Polskę i jej małą kuchnię na gdańskim blokowisku. Często ponad siły zmęczona, pod nieobecność męża, który tworzył ruch Solidarności, Danuta była podporą rodziny. Śmiała, otwarta na ludzi, teraz, kiedy spełniła się jako matka i żona, znalazła czas dla siebie i dała światu opowieść o wielkiej historii i własnej rodzinie.

Ostatnio jakoś nie po drodze było mi z publikowaniem recenzji, wyjazd, pobyt w innym mieście, szukanie swoich ścieżek, mylenie autobusów, które w tym dziwnym miejscu nazywane są MPKami a ja sądzę, że to po prostu zakamuflowane czołgi radzieckie. Ale ad rem

Na drogę wzięłam książkę Danuty Wałęsy, książkę głośną, mającą być rewolucją, końcem zmowy milczenia wokół rodziny Lecha Wałęsy, człowieka który ma tyleż samo wrogów na śmierć co równie oddanych przyjaciół. Nie chcę się w tej recenzji skupiać na ocenie działalności politycznej Lecha Wałęsy, bo to nie jest głównym tematem tej książki.
Życie, człowiek jest jak drzewo, metafora znana prawda? Zapuszcza korzenie, puszcza gałązki, zmaga się z silnymi wiatrami, po tą jakże, moim zdaniem oklepaną, metaforę sięga p. Danuta Wałęsa na samym początku swoich wspomnień, uparcie w wielu fragmentach powraca do tego zapuszczania korzeni, aż tak nie sprawdzałam, ale chyba każda opowieść o przeprowadzce Wałęsów kończy się, właśnie przypomnieniem motywu drzewa. Moim zdaniem – zupełnie niepotrzebne, ta książka to nie utwór podzielony na zwrotki i powtarzający się refren… ufam, że czytelnik jest człowiekiem inteligentnym i wystarczy jednokrotne opisanie danego zjawiska, zamiast powtarzać w kółko jedno i to samo, co nic nie wnosi do historii.
Kto nie zna rodziny Wałęsów? Każdy coś słyszał, każdy coś wie, zapewne osoby jeszcze troszkę młodsze ode mnie będą wiedziały to z historii czy z WOSu ja jeszcze pewne wydarzenia pamiętałam, przez mglę, ale pamiętałam, głównie chodzi o prezydenturę Wałęsy, ale jak to się zaczęło nie mam prawa pamiętać, p. Danuta jest rówieśniczką mojej Mamy, którą książka ujęła i zachwyciła. Po prostu. Ja przeczytałam ją piorunem, ale z towarzyszącym mi uczuciem irytacji oraz tłukącym się po pustej czaszce pytaniem, po co te wynurzenia, po co ta, mimo wszystko sporej objętości, opowieść, niewnosząca NIC NOWEGO. Mojej Mamie się podobało, gdyż jak mniemam identyfikowała się z bohaterką, żyła w tych samych czasach, przypominała sobie pewne wydarzenia, czy widziała wypadki na Wybrzeżu w innym świetle. Pani Danuta, moim zdaniem w swej opowieści ma takie trzy główne wątki, pierwszy to działalność polityczna męża, opisuje wszystkie ważniejsze wydarzenia historyczne z boku osoby zaangażowanej w ten historyczny wir, jest osobą, która jest z jednej strony w samym centrum tego huraganu i paradoksalnie jest najbardziej odsunięta, gdyż mąż jej się nie zwierza, nie radzi się jej. To jest drugi nurt, jej wieczna samotność, alienacja, dom, rodzina, gromada!! Dzieci na głowie i jeszcze wielka historia depcąca po piętach i oczywiście jej trud włożony w podtrzymanie rodziny, podkreślanie jak to świetnie sobie radziła, sama, jak kocha trudne wyzwania. Moim zdaniem jest to jedna z wielu niekonsekwencji tej książki, skoro tak dobrze jej samej, to dlaczego w innych miejscach narzeka na samotność. W jednym miejscu, gdy na początku pisze o sobie o swojej rodzinie, swoim wykształceniu podkreśla jak mało znaczy wykształcenie, jak jest to Malo istotne, po to, żeby na sam koniec opisując swoje dzieci z dumą podkreślać co osiągnęły, jakie wykształcenie zdobyły i jak to wspaniale, pięknie i uroczo.
Bardzo nie podobał mi się w tej książce swoisty, moim zdaniem, relatywizm moralny, Pani Danuta mimo, że deklaruje swoją głęboką wiarę, swoje przywiązanie do Ojca Świętego, to jak starała się kierować zasadami wiary, bardzo łatwo zapomina o tym fundamentalnym „nie sądźcie abyście nie byli sądzeni”, Pani Danuta bardzo łatwo, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie, feruje wyroki, Pan Wałęsa mógł kogoś odsuwać od siebie, wtedy na pewno miał powód, gdy dzieje się w drugą stronę, wtedy jest to zdrada, zachowanie gorsze niż postępowanie gen. Jaruzelskiego, podkreślam to albowiem, mimo upływu czasu generał jest synonimem zła i za parę dni będziemy mogli obserwować falę ataków. Pani Danuta, co normalne, lojalność w związku jest oczywiście bardzo ważna, więc normalne, że broni, usprawiedliwia niemalże każde zachowanie męża, ale jest bezlitosna, dla przeciwników politycznych. Co mnie ubodło, osobiście bardzo nie spodobało Mie się takie zachowanie to oskarżanie o coś jakiejś osoby, ferowanie ostrych, w sumie niepopartych namacalnymi dowodami sądów i powiedzcie jak tak potraktowana osoba ma się bronić? Wiele osób przeczyta tą książkę bo jest rozchwytywana i wyrobi sobie opinię, do kogoś przylgnie błoto, zostanie przyczepiona łatka, Pani Danuta twierdzi, że nie zna się na polityce, że nie lubi polityki po co więc tak gorąco miejscami się w nią angażuje? Niepojęte jest to dla mnie. Być może ktoś wyprowadzi mnie z błędu. Mimo wszystko uważam, że człowiek na poziomie w naszym społeczeństwie powinien hołdować starożytnej zasadzie de mortuis nihil nisi bene, czyli o zmarłych, albo dobrze, albo wcale…
Czy poznajemy tajemnice Danuty Wałęsy? Moim zdaniem absolutnie nie, to grzeczniutka książka, nawet jeśli wspomniany będzie prof. Falandysz, ani słowem nie zostanie napomknięto o zjawisku falandyzacji prawa o wyskokach dzieci… o tym nie przeczytacie w tej książce, ale o tym jak trudno jest być dzieckiem prezydenta już tak, wszystko co złe wydarzyło się w rodzinie to przez nieobecność Lecha Wałęsy w domu rodzinnym oraz brzemię nazwiska i urzędu. Nie mam dzieci, więc nie skwituję tego, że według mnie to wygodna wymówka, według mnie tak to wygląda.
Książka nie zdradza tajemnic, czy pokazuje marzenia Danuty Wałęsy, teoretycznie powinna to czynić, tak jest zatytułowana książka z jej wspomnieniami, jednak Pani Danuta sama twierdzi, ze o czymś takim nie marzyła. Nie sugerujcie się tytułem, moim zdaniem powinien on brzmieć „Danuta Wałęsa. Autopanegiryk”.
Danuta Wałęsa miała bez wątpienia ciekawe życie, aczkolwiek do momentu wyjazdu po Pokojowego Nobla prowadziła typowe życie kobiety tamtych czasów. Często opisując wydarzenia zwłaszcza te doniosłe, buduje strasznie sztuczne, napuszone zdania, wiec nie zawsze jest to lektura przyjemna. Dobra jako studium danego okresu naszych czasów… a i to tylko w pewnym względzie, bo Malo dowiemy się o podróżach zagraniczny, Pani Danuta Królową Elżbietę II określi po prostu fajną babką i nic więcej. Wydaje mi się, że materiał na fascynującą historię był genialny, ale zmarnowano ten potencjał zbytnim użalaniem się nad sobą na przemian z wychwalaniem pod niebiosa własnej osoby.


Na sam koniec taka refleksja, że okładka, szata graficzna są bardzo mylące, sugerują, że ta książka jest dziełem wyłącznie p. Wałęsy, a tak nie jest. Nie lubię takiego wprowadzania w błąd czytelnika. O ile lepiej zostało to rozegrane w przypadku książki o p. Czubaszek

:)


Dotarłam z wyprawy na dziki Wschód, zimno tam, ale świątecznie i tanich księgarni moc dlatego chyba niedługo stosinek się pojawi.

Ja piszę tego posta, aby oficjalnie podziękować Edith, która była tak kochana i wzięła mnie wydarła z pustego samotnego pokoju, pochodziła ze mną posiedziała, posłuchała mojego dziamdziolenia i mnie nie zabiła.


Jest Wspaniała :* :* :*

środa, 7 grudnia 2011

"Każdy szczyt ma swój Czubaszek. Maria Czubaszek w rozmowie z Arturem Andrusem" - Artur Andrus, Maria Czubaszek


Rozmowa dwóch wybitnych osobowości polskiej sceny kabaretowej – Artur Andrus wnikliwie przepytuje Marię Czubaszek z jej twórczości oraz burzliwego życia towarzyskiego i rodzinnego. W tej niezwykłej książce-wywiadzie znajdą się nie tylko współcześnie przeprowadzone rozmowy, ale i fragmenty satyrycznej i literackiej twórczości Marii Czubaszek. Niektóre z nich, odnalezione „w tapczanie”, przypomniane zostaną Czytelnikom po wielu latach.

Dla Marysi nie był to łatwy czas. Nie cierpi wspomnień!!! I kiedy zorientowała się, że będę Ją do nich zmuszał, bo przecież w tej sprawie ta książka, zaczęła mnie unikać. Nie znosi swojej twórczości!!! I kiedy było jasne, że będę nalegał, żeby przeczytała coś, co kiedyś napisała, przestawała odbierać telefon. Ma bardzo niefrasobliwy stosunek do swoich tekstów. Nie prowadzi żadnego archiwum, na pytanie „masz?” zazwyczaj odpowiada „gdzieś miałam”. To, co udało się tutaj zamieścić, spisane jest z taśm zachowanych w archiwum dawnej Redakcji Rozrywki Programu III Polskiego Radia, kilku nagrań telewizyjnych. (...) Ta rozmowa nie kończy się w jakimś logicznym momencie. Kończy się w momencie koniecznym dla ratowania naszej znajomości. Gdybym jeszcze kilka razy próbował ją zapytać o jakieś wspomnienie z dzieciństwa, znienawidziłaby mnie na zawsze.
Artur Andrus


Wczoraj umiłowani Rodzice zawołali mnie na tygodniową porcję dobrego humoru, czyli Kubę Wojewódzkiego u którego było trio dziwolągów(IMO) oraz wspaniała jak zwykle Maria Czubaszek, ponieważ uśmiałam się do zakwasów na czymś co szumnie zwę mięśniem czterogłowym brzucha :P było to dla mnie impulsem, aby w Wielką Podróż na Wschód zabrać książkę „Każdy szczyt ma swój Czubaszek” chciałam sprawdzić czy to dobry wybór i otworzyłam książkę… i właśnie ją zamknęłam, po ostatniej kropce. Efekta? Muszę szukać nowej lektury podróżnej i brzuch boli mnie bardziej niż po odcinku Wojewódzkiego.
Książka to zapis rozmów autora z Marią Czuwaszek, na różne tematy, gdyż Pani Marii(tak wynika z mych obserwacji) nie bardzo można narzucić temat, tak jak sędzia jest królem postępowania tak Ona jest sterem rozmowy, autor, gdy zależało mu bardzo na danym, tak zwanym sednie sprawy, starał się sprowadzać p. Marię z manowców dygresji. To niesamowicie ciekawa książka, momentami bawi do łez, często zmusza do refleksji, również, być może o dziwo! Wzrusza.
To świadectwo ogromnego poczucia humoru i dystansu, rozmowy opatrzone fragmentami pisarskiej twórczości Pani Marii, rysunkami Jej męża, ora ciekawymi zdjęciami.
Moim zdaniem tej książki nie da się opisać, trzeba ją przeczytać, wgryźć się w to poczucie humoru, dać się porwać. Jestem pewna, że nie pożałujecie!

Lublin - oficjalnie


Jutro oficjalnie jadę do Lublina spędzę tam prawie trzy dni więc jeśli któryś z książkowych moli lubelskich miałby ochotę na kawę, proszę o mejlowy kontakt, ja pocztę sprawdzam w telefonie(a nie wiem czy laptopa wezmę) więc jestem na bieżąco.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

"Światła września" - Carlos Ruiz Zafón


Jest rok 1936, Simone Sauvelle po śmierci męża zostaje praktycznie bez środków do życia. Dzięki pomocy sąsiada udaje jej się dostać pracę jako ochmistrzyni normandzkiej rezydencji Lazarusa Janna, wynalazcy i właściciela fabryki zabawek. Pani Sauvelle wraz z dziećmi: 14-letnią Irene i młodszym Dorianem wyjeżdża do Normandii. Podczas pierwszej wizyty u gospodarza rodzina Sauvelle zostaje oprowadzone po części domu pełnego przedziwnych mechanicznych zabawek. Dowiaduje się również o dziwnej chorobie żony Lazarusa. Po pewnym czasie Irene zaprzyjaźnia się z Hannah, kucharką wynalazcy, dzięki której poznaje Ismaela. Kiedy Hannah zostaje odnaleziona martwa, Irene i Ismael postanawiają zgłębić tajemnicę jej śmierci. Aby tego dokonać, będą musieli rozwiązać szereg zagadek związanych z Lazarusem i jego żoną.


Zafon jest moim Mistrzem, Mistrzem przez duże M. Każda jego książka jest czymś co trudno opisać, trzeba przeczytać, jak ten człowiek buduje napięcie, konstruuje atmosferę, mówią że mistrzem grozy jest King, Zafon pisze dla młodzieży, w takim razie jest bez wątpienia odpowiednikiem Kinga dla tej grupy wiekowej. Nie zaliczam się od kilku lat do nastolatek, ale sama mam serce w gardle, czytając jego książki, zwłaszcza finały, które są arcydziełami do tego stopnia, że człowiek nie może odłożyć książki nim dobrnie do ostatniej kropki, ja osobiście boję się odkładać te książki, muszą być przeczytane, wtedy nie są groźne.
Uważacie, że majaczę? A czytaliście „Światła września”? Tym razem przenosimy się do pełnej uroku Normandii, usłyszymy szum fal, krzyk mew, poczujemy słony smak morskiej bryzy. Przeniesiemy się tam razem z rodziną, która straciła swoją głowę, czyli ojca dwójki dzieci Ireny I Doriana, oraz najukochańszego męża, aby uniknąć tak zwanego klepania biedy, matka – Simone dostaje pracę u producenta zabawek Lazariusza, który mieszka w ogromnym domu z przykutą do łóżka żoną. Rodzina zamieszkuje w urokliwym domku na Cyplu. Wszystko wydaje się układać, tak jakby statek wpływał na spokojne wody, do bezpiecznej zatoki. Azylu. Ale kto zna sposób w jaki Zafon pisze swoje książki wie, że ta cisza to spokój przed burzą… A mroczna historia, której początek sięga wielu lat wstecz i rozpoczął się na mrocznych ulicach Paryża, jakby żywcem wyjętych z „Nędzników” Hugo stopniowo nabiera mocy. Mistrzowsko skonstruowana fabuła, stopniowo narastająca groza, gradacja napięcia. Jak dla mnie kolejna mistrzowska książka Geniusza.
Jest to następna książka autora, która angażuje w pełni czytelnika, wciska w fotel, sprawia, że każdy nagły dźwięk w cichym domu, w nocy podczas lektury sprawia że człowiek podskakuje jak oparzony. Przynajmniej ja tak reagowałam, bo jestem okropnie strachliwa, ale jednocześnie jestem łasa na dobrą książkę, dlatego tak się ciesze, że czeka na mnie jeszcze jedna książka Zafona(oby pisał jak najwięcej).
Ja nawet nie pisze, że polecam „Światła września” moim zdaniem jest to obowiązkowa lektura, nie tylko o złych duchach, ale o miłości, przyjaźni, wierności. Mnie książka przejmowała niewysłowioną grozą, ale pozwalała się całkowicie oderwać od moich myśli – coś czego niezbędnie potrzebowałam. Nie tylko groza dotknęła mnie do szpiku kości, także ogromny smutek, smutek zapadał gdy czytałam o losach smutnego dzieciństwa, opuszczenia, marzeń tak silnych, że są jedyną motywacją do zaczerpnięcia oddechu.
I dlatego właśnie uważam książkę za genialną, bo wzbudza tak wiele uczuć, bo wywołuje to słodkie rozdarcie, kiedy z jednej strony człowiek chce jak najszybciej skończyć książkę, wiedzieć jaki będzie finał, a z drugiej strony chce czytać w nieskończoność, bo zakończenie lektury wiąże się z końcem przygody….
Po prostu wizytówka Zafona, nowy tytuł, ale świetny kawałek prozy – jak zawsze.

"Emancypacja Mary Bennet" - Colleen McCullough


Napisana z rozmachem, wielowątkowa kontynuacja jednego z największych bestsellerów wszechczasów - "Dumy i uprzedzenia" Jane Austen. Autorka z dużym poczuciem humoru opisuje absurdy świata romantycznych ideałów, uwikłania towarzyskie, wnikliwie przygląda się jakie możliwości rozwoju miały kobiety w XVIII-wiecznej Anglii.

Główną bohaterką jest Mary, jedna z sióstr Bennet. Po śmierci matki, postanawia wreszcie zrealizować pragnienia, o których spełnieniu przez lata mogła jedynie marzyć. Mimo sprzeciwu środowiska postanawia samotnie wyruszyć w podróż po Anglii , aby zobaczyć jak naprawdę wygląda rzeczywistość...

Pełna dynamizmu, nieprzewidzianych zwrotów akcji i romantycznych wzruszeń dalsza historia rodziny Bennet, której losy opowiedziane ponad 200 lat temu przez Jane Austen dziś znajdują ciągle nowe pokolenia czytelników.



Nie ma osoby chyba, która nie znałaby Jane Austen „Duma i uprzedzenie” jest legendą literatury, kolejne pokolenia kobiet, dziewcząt zakochują się w panu Darcy`m, śledzą losy jego i Lizzy i pewnie usychają z ciekawości jak ułożyło się bajkowe życie w Pemberley. Ja wprawdzie od pana Darcy`ego zawsze wolałam pułkownika Brandona, ale ekranizacje Dumy i uprzedzenia lubię oglądać i jakieś uczucia wciąż we mnie to wzbudza, tak jak i lektura… Zawsze było mi żal Mary, którą autorka potraktowała bardzo niesprawiedliwie, dziewczyna jest wyśmiewana, nikt jej nie ceni, nie ma szans na szczęście. Jakież było moje zadowolenie gdy usłyszałam o kontynuacji, która ma skupić się właśnie na osobie tej dziwnej siostry Bennet. Jestem uprzedzona jeśli chodzi o kontynuacje, czytałam kilka takich tworów i to nigdy nie było nic dobrego… dlatego rok wytrzymałam bez zakupu tej książki, ale w sobotę już pękłam. W pociągu zaczęłam czytać i wsiąkłam… nie wiem dlaczego bo książka jest fatalna, jako kontynuacja, bądź co bądź bardzo dobrej książki, jest po prostu poniżej krytyki. Nie wiem jak autorka, która napisała tak ładne „Ptaki ciernistych krzewów” mogła stworzyć coś tak oderwanego od realiów.
Od zakończenia akcji Dumy i uprzedzenia minęło 20 lat, Jane, Lizzy i Kitty oraz Lydia mają swoich mężów, Kitty wprawdzie owdowiała, ale każda z dziewcząt lepiej, lub gorzej(Lidia) ułożyły sobie życie, tylko Mary w pewien sposób zmuszona została do zajęcia się swoją specyficzną matką. Każdy pamięta panią Bennet, która była irytująca, ale na pewno nie zasłużyła na wszystkie epitety które spadają na jej głowę w tej książce, zwłaszcza po jej śmierci, bo tak zaczyna się ta książka, matka sióstr Bennet umiera i to jest impuls który sprawi że życie Mary się zmieni, Mary która nie jest tak denerwująca, brzydka i odpychająca, oczywiście wszystko się zmieniło, urodą nie ustępuje swojej pięknej siostrze Lizzy jest kobietą błyskotliwą, oczytaną… autorka postąpiła w sposób niedopuszczalny zmieniła każdą postać Austenowskiego pierwowzoru. Jeśli myślicie, ze spotkacie na kartach książki dumnego, ale czarującego Fitzwilliama to się mylicie, jego miejsce zajął bucowaty Fitz, w książce nie występuje pod innym imieniem. Lizzy jest sfrustrowaną mężatką, krzywdzoną przez męża, Jane to rozpłodowa klacz stajni Bingleyów, wiecznie w ciąży i wiecznie zapłakana, Lydia to alkoholiczka i nimfomanka. A Charles Bingley na kartach książki jest gościem, bo bawi w koloniach zabawiając się z kochanką…
Książkę połknęłam, bo czyta się ją lekko, bez przymusu czy uczucia obrzydzenia, a gdy zapomni się, że należy to przystawić do oryginału to lektura jest znośna, chociaż oderwana w moim mniemaniu nie tylko od pierwowzoru, ale także od realiów epoki, autorka dała się poznać jako pisarka która porusza bez skrępowania tematy uważane w danej epoce za tabu, ale moim zdaniem tutaj przesadziła. Akcja książki dzieje się około roku 1815 a bohaterki są tak wyemancypowane, że i sto lat później będzie to jeszcze ekstrawagancja, Austen w grobie się przewraca widząc co zrobiono z jej bohaterami.
Dobrze odpoczywało mi się przy lekturze, nie wymagała ode mnie stałego skupienia na książce, myśli mogły bujać swobodnie i mimo, że wiadomo że będzie jakiś spektakularny happy end aż takiej formy się nie spodziewałam, mimo wszystko nie potrafię powiedzieć co mi się podobało w tej książce aż tak, że nie żałuję ani czasu, ani pieniędzy. Po prostu mimo, że obiektywnie książka jest słaba, czyta się ją dobrze. Przynajmniej ja miałam takie odczucia.

niedziela, 4 grudnia 2011

Prywatnie - Lublinowa sprawa....


Wróciłam z Lublina, jak zwykle jestem padnięta, spłukałam się na książki, więc w planach mam wieczór z dobrą muzyką zimnym piwem i książką.

I tak z cztery dni planuję spędzić bo w czwartek lub najpóźniej w piątek znowu wybieram się na Wschód i tu mam takie prywatne pytanie, ma ktoś do polecenia dobre i tanie miejsce do spania w Lublinie, chcę tam spędzić jedną, albo dwie noce a nie chce mi się tułać pociągiem w te i we wte.... Będę wdzięczna za wszelkie sugestie. Ba! nie musi być dobre, ważne coby było tanie, bo w Lublinie uwielbiam nawiedzać księgarnie :D te powroty ze słodkim ciężarem. No super sprawencja :D

Właśnie czytam sobie "Emancypację Mary Bennet" kilkanaście miesięcy za mną chodziła i odstawiła w kąt Zafona...

czwartek, 1 grudnia 2011

podsumowanie listopada


Czas na podsumowanie miesiąca listopada.
Podsumowanie książek które przybyły, będzie niepełne bo część prezentowych jeszcze idzie. Ale spróbujmy:
Książek przeczytanych: 17. Świetnie. Daje to jedną książkę na 1,5 dnia…
Najlepsza książka: tu mam zagwozdkę, ale chyba „Dziewczyny wojenne”
Książka przepłakana „Listy do Boga”
Zawiodłam się na „Poczekajce” ( ale i tak szukam następnych części)
Książka, która wzbudziła we mnie wiele emocji, zmusiła do myślenia i roztrząsania wielu spraw „Nagie myśli” i „Gej w wielkim mieście”
Książka najbardziej zabawna „Mowa trawa” zdecydowanie!
Książek przybyło do mnie 22 i należy dodać do tego 4 z biblioteki. Czyli w sumie, zatrważająco wysoka matematyka 26 ; ) ( ale tych książek jest naprawdę ciut więcej, ale ze stosem czekam na wisienkę na torcie czyli to co kupię za urodzinowe)

Czyli dużo jeszcze do nadrobienia. Ale mimo wszystko jest dobrze, bo czytam spokojnie, bez gonitwy i nie na akord a rozkoszując się tym co czytam. Teraz zrobiłam sobie pysznie pachnącą kawę toffi i idę w objęcia Zafona : )

A i planuję reaktywować moją akcję Niedziela z klasyką. I Zabrać się poważnie za wyzwanie z Agatą Christie. Za miesiąc się rozliczę z tego :D Już w nowym roku, po rocznym wielkim podsumowaniu ;)

środa, 30 listopada 2011

"Gej w wielkim mieście" - Mikołaj Milcke


Napisana z lekkością i humorem. Przełamuje stereotypy, poruszając tematy tabu. Nie sposób się oderwać!


Jeszcze wczoraj wieczorem byłem szczęśliwy. Miało się spełnić moje wielkie marzenie. Miałem jechać do Warszawy…

Tak zaczyna się debiutancka powieść Mikołaja Milcke. Główny bohater jest homoseksualistą, za kilka dni ma rozpocząć studia na Uniwersytecie Warszawskim. Wyjeżdża z prowincjonalnego miasteczka na wschodzie Polski do wymarzonej stolicy. Opuszcza dom, w którym nigdy nie czuł się szczęśliwy. Wierzy, że teraz rozpocznie nowe życie, zostawiwszy za sobą rodzinne problemy i zaściankowy sposób myślenia.

Ale wyjazd do Warszawy to przede wszystkim podróż w głąb siebie. Z nieśmiałego i pełnego marzeń chłopca nasz bohater przeistacza się w dojrzałego mężczyznę. Spełnia swoje marzenia – także te o wielkiej miłości. Jednak jej smak nie zawsze będzie słodki. Wielkie miasto brutalnie zweryfikuje jego plany, a kłopoty pojawią się szybciej, niż sam przypuszcza…

Pierwowzorem głównego bohatera jest sam autor, a fabułę stanowią jego doświadczenia i przeżycia. Nie jest to jednak autobiografia. Autor wprowadził liczne elementy fikcji niezbędne do narracji w tego rodzaju opowieści. Akcja rozgrywa się na początku XXI wieku, w autentycznych punktach miasta. Warszawskie metro kończy się na stacji Ratusz Arsenał, nie ma jeszcze Arkadii, w budowie są Złote Tarasy. Warszawa rozwija się i zmienia a wraz z nią kształtuje się charakter i światopogląd naszego bohatera


Otworzyłam książkę, obiecując sobie, że góra dwa rozdziały i pójdę spać, była 23 z minutami, książkę odłożyłam o 2.30 do końca zostało mi mniej niż 100 stron, ale oczy kleiły się nielitościwie… rano niezwłocznie dokończyłam książkę, która pokonała moją absolutną miłość do snu…
Uważajcie na tą pozycję, wciąga, kradnie czas i sen, jest absorbująca, nie męczy a porusza wiele problemów… ale od początku.
Młody chłopak ze Wschodu jedzie do Warszawy na studia, zostawia dom, który nie jest prawdziwym domem, zastraszona matka, ojciec, który nigdy go nie akceptował, nawet go nie lubił, brat, który myśli tylko o swoich nałogach i okrada dom. No i jeszcze jedna sprawa, chłopak, który nie ma imienia, aby w zamyśle autora ułatwić identyfikację czytelnika z problemami bohatera, chłopak jest gejem, w prowincjonalnym miasteczku w którym wszyscy o wszystkich, wszystko wiedzą to jest problem. Warszawa ma te problemy rozwiązać, duże miasto, łatwo o anonimowość, łatwo o spełnioną miłość. Czy naprawdę? Każdy kto przeżywał wyprowadzkę z miasta rodzinnego do dużego, lepszego niby miasta wie, że to duża szansa, ale i ogromne ryzyko, jednak nie jest to opowieść o problemach życia studenckiego w wielkim mieście, a przynajmniej nie głownie o tym, czasami miałam wrażenie, że bohater studiuje w jakimś magicznym trybie, bo o uczelni zajęciach, napomyka rzadko, na uczelni bywa rzadko, na wykładach roztrząsa z przyjaciółką problemy osobiste, swoje i jej. Ale chyba zamysłem autora nie było pokazanie trudów studiowania, autor pokazuje jak to jest być… gejem w wielkim mieście, gejem romantykiem, chłopakiem wrażliwym, który szuka… tego jedynego, który jak wszyscy, lub większość młodych ludzi ma idealną wizję miłości i nie chce dopuścić do siebie myśli, że miłość, tak jak świat nie toleruje ideałów.
Niewątpliwym atutem powieści jest nietypowy wybór tematu, przyznam się szczerze, że jest to jedna z nielicznych książek w której głównym bohaterem jest homoseksualista z którego perspektywy widzimy świat, zwykle homoseksualiści są postaciami co najwyżej drugoplanowymi, bo jak autor wspomina w książce mamy modę na gejów, wielu autorów uległo i aby dać świadectwo swej nowoczesności i znajomości realiów wciska przedstawicieli swojej orientacji do powieści, tutaj nie mamy wciskania na siłę, tutaj mamy młodego chłopaka pogodzonego ze swoją orientacją, który chce normalnie żyć, tak jak każdy snuje plany, marzy o tej połówce z którą spędzi resztę życia.
Ciężko mi wypowiedzieć się o bohaterze bo jak tak myślę nie jest to chłopak, bohater do polubienia, moim zdaniem jest snobem, ma się za jednostkę lepszą od chyba 98% populacji, w gruncie rzeczy jest pozerem, typem szpanera, wystarczy spojrzeć na jego rozterki jeśli chodzi o wybór stroju na inaugurację roku akademickiego, bardzo łatwo szufladkuje, ma się niemalże za alfę i omegę, mimo tego, ze zapowiada że nie będzie się afiszował ze swoją orientacją dochodzi do tego, że jest wydziałowym gejem, wszyscy wiedzą o jego orientacji, momentami brakowało naprawdę niewiele, żeby stanął w jakimś ruchliwym miejscu i zaczął trąbić, że jest gejem. Nie! Zdecydowanie nie polubiłabym takiego chłopaka, gdybym spotkała go w realu.
Mimo, że bohater jest naprawdę momentami wkurzający, cała książka jest porywająca, czyta się ją niezwykle szybko, mimo, że momentami niektóre dialogi i opisy są sztuczne, troszkę drewniane, należy wziąć pod uwagę że to debiut, jak na debiut jest to po prostu świetna książka. W tej powieści zarysowano wiele problemów, autor nie podaje recepty, może dlatego, że nigdy nie ma uniwersalnego leku na zło świata. Zakończenie jest otwarte co daje nam pole do imaginacji, do snucia przypuszczeń.
Przyznam się szczerze, że w wielu miejscach książka otworzyła mi oczy na jakiś problem.
Na pewno pokazuje z pierwszej ręki jak wygląda miłość z punktu widzenia tych, którzy podobno kochają inaczej. Jak wygląda zakochanie. Naprawdę ciekawa książka.
Absolutnie polecam!!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Dobra Literatura

"Spadkobierczyni z Barcelony" - Sergio Vila-Sanjuan


Kolejny po "Cieniu wiatru" i "Marinie" Zafóna, literacki portret stolicy Katalonii.
Politycy, wojsko, monarchia, zbuntowani anarchiści - cały ten ferment składa się na książkę, od której trudno się oderwać.

Barcelona lat dwudziestych zeszłego stulecia jest miejscem fascynującym, gdzie ścierają się ze sobą anarchiści, ludzie prawicy i lewicy, wojsko i arystokracja, gdzie mimo terroru i strachu odbywają się przyjęcia, bale i spotkania...
Pablo Vilar, młody dziennikarz i adwokat, katolik i monarchista, wierzy w prawo. Mimo że nie pochodzi z bogatej rodziny dzięki swojej pracy jest bywalcem barcelońskich salonów i obraca się w wysokich kręgach, mając za przyjaciół ludzi z towarzystwa i z arystokracji. Jednocześnie za darmo broni w sądzie ludzi z nizin społecznych. Razem z Vilarem przenosimy się z grot zamieszkałych przez bezdomnych i chorych na wystawne przyjęcia, gdzie zbiera się elita, z zebrań anarchistów na sale sądowe. Świetność Barcelony zaczyna powoli blednąć, a w powietrzu czuć nadchodzącą burzę.


Jak wielu z Was wie, jestem zadeklarowaną hiszpanofilką, wiernym kibicem Madrytu, więc każdą książkę o tej tematyce chłonę niczym gąbka, tutaj w tytule mamy Barcelonę, jednak przy mimo wszystko, wciąż ubogim wyborze książek o tematyce hiszpańskiej każda taka pozycja jest na wagę złota.
Zapytacie dlaczego warto sięgnąć po tą a nie inna książkę, hmmm każdy marzył o podróży w czasie, tutaj macie okazję dosłownie przenieść się do Barcelony stojącej u progu jednej z najkrwawszych wojen w swojej historii, o hiszpańskiej wojnie domowej krążą legendy, krwawe i pełne mroku, możemy o niej poczytać chociażby w mistrzowskiej książce Hemingwaya „Komu bije dzwon”. „Spadkobierczyni z Barcelony” pokazuje nam jeszcze spokojną Hiszpanię, kraj, miasto w którym na razie wszystko wydaje się uporządkowane, żyjące własnym, dystyngowanym życiem, owszem na powierzchni pojawiają się nieliczne bąbelki, ale nic nie zapowiada jeszcze, że przerodzi się w to tak gwałtowne wrzenie.
Dlaczego jest to dobra książka? Bo wciąga, czytelnik nie ma ochoty porzucać tego miejsca chce czytać i poznawać, ludzi, miejsca, zwyczaje. To nie jest przygotówka, romansidło, chociaż takowe wątki mogą się w jakimś stopniu przewinąc przez karty powieści. Według mnie to doskonały przykład powieści obyczajowej. Godne podziwu jest z jaką swoboda autor opisuje miasto, ludzi którzy w nim żyją, z przeróżnych warstw społecznych, to prawdziwa panorama! Barcelony, która niedługo pogrąży się w chaosie.
Być może książka ta nie wgniata w fotel, nie porywa tak jak robią to książki chociażby Zafona, jednak gwarantuje przyjemnie spędzony czas, bez stresu, poznając dumne miasto. Jak nie lubię Barcelony i całej Katalonii, tak ta książka pchnie mnie chyba do bliższego zapoznania się z tym regionem, jego historią.
Bez wątpienia inspirująca lektura!


Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza, które to chyba jako jedyne tak dba o hiszpanofilki takie jak ja....
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (3) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (2) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (4) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (13) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (2) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (2) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (5) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy