piątek, 31 stycznia 2014

"Nigdy nie mów żegnaj" - :Kabhi Alvida Naa Kehna 2006



Dev Saran jest wybitnym sportowcem odnoszącym sukcesy w piłce nożnej. Prowadzi szczęśliwe i beztroskie życie z żoną Rheą oraz synkiem Arjunem. Aż do dnia 18.03.2002 roku, który to diametralnie zmienia jego życie. Tego dnia spotyka bowiem Mayę - kobietę, która ma wyjść za mąż, lecz nie jest do końca zdecydowana, czy tego chce. Dev rozmową nakłania ją do podjęcia decyzji i poślubienia jej wieloletniego przyjaciela - Rishiego. Po rozmowie z Mayą Dev, czując, że komuś pomógł staje zamyślony przed bramą i zostaje potrącony przez samochód.
Mijają cztery lata. W wyniku wypadku Dev doznał poważnej kontuzji nogi, co przekreśla jego dalszą karierę sportową. W jego niegdyś idealnym wręcz związku z Rheą coraz częściej pojawiają się konflikty. Maya, którą to Dev namówił cztery lata wcześniej na ślub, również nie odnalazła szczęścia w związku małżeńskim.
Pewnego dnia w wyniku zbiegu okoliczności dochodzi do ponownego spotkania Mayi i Deva. Oboje z początku nie są do siebie zbyt pozytywnie nastawieni, lecz z czasem okazuje się, że są bardzo do siebie podobni. Zaprzyjaźniają się ze sobą i razem podejmują próby ratowania ich sypiących się związków małżeńskich. Lecz los krzyżuje ich plany. Serdeczna przyjaźń między obojgiem z czasem przeradza się w gorącą miłość.
Bohaterowie stają przed dylematem moralnym, będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest ważniejsze, szczęście ich rodzin, czy ich własne szczęście*.

Nie lubię marnować czasu, fakt przeglądając FB czy inne tego typu strony, raczej nie pomnażam swojej wiedzy, ani nie wykonuję swoich obowiązków służbowych, ale nie mam twardych dowodów ile czasu marnuję, tymczasem film ma jakiś czas trwania… dlatego, aby uciec od wyrzutów sumienia rzadko tylko oglądam film. Albo robię na drutach, albo pracuję. Dziś na łóżku piętrzył się stos prac semestralnych do sprawdzenia, toteż włączyłam sobie bollywoodzki film. Oglądałam go już kiedyś i bardzo go lubię, w ten sposób umiliłam sobie wieczór…

Film opowiada o dwóch parach, których drogi przecinają się na emigracji. To dwa niedobrane małżeństwa z których uciekła miłość, bądź też nigdy jej nie było, a może była, ale nieodwzajemniona? To smutna historia ludzi, którzy pewnego dnia zaczynają zmieniać swoje życie. Niestety kosztem swojego partnera. To historia „odpuszczenia” dbania o małżeństwo z nadzieją, że potoczy się siłą rozpędu. To historia o tym jak żyje się z trudnym partnerem i o tym, że miłość może i zwycięża wszystko, ale codziennie trzeba stwać z nią i walczyć. A my zwykle wolimy odpuścić.

„Nigdy nie mów żegnaj” pomimo bollywoodzkiej produkcji jest bardzo specyficznym filmem. Nie jest tak przesiąknięty indyjskimi smaczkami, jak jego wielki brat „Czasem słońce czasem deszcz”, nie trzeba być specjalistą od kultury Indii by ten film pojąć, jest uniwersalny. Problemy bohaterów są powszechne. Chociaż ja akurat w bollywoodzkich filmach lubię oglądać indyjską kulturę, uwielbiam dotykanie stóp, prośbę o błogosławieństwo, to jest bardzo malownicze. Tutaj z malowniczości zostają cudowne kolory, bajeczne sari i chociaż mniej ostentacyjne niż w „Czasem słońce, czasem deszcz’ to jednak ponad przeciętne bogactwo.
Jednak to nie dla sari, ulubionych aktorów, czy muzyki(chociaż ta faktycznie jest świetna), oglądam ten film. Kiedyś uwiódł mnie swoją historią. Dwoma parami, nieszczęśliwymi, chociaż zgodnie odgrywającymi sielankową farsę. Gdy oglądałam ten film, ładnych parę lat temu, chyba z sześć… inaczej patrzyłam na ten film, było mi żal każdego z bohaterów, każdego na swój sposób, bo Dev jest zgorzkniały, ale pochował marzenia, Maja nie ma dzieci i wyszła za mąż bez miłości, Rhea znosi kapryśnego męża i wieczną wojnę w domu, a Rishi jest niekochany i chyba to odczuwa. Dziś patrzę na to inaczej, nie żal mi nikogo, no może synka Rhei i Deva, na każdego z bohaterów jestem zła. Bo pożenili się, ale zostali cholernymi egoistami, ciągną w swoją stronę, liczy się tylko ja, ja i ja. To prawda, nikt nie zasługuje na to co ich spotkało, bo to bardzo nieprzyjemna i raniąca sytuacja, dla każdego, ale na dłuższą metę żaden bohater przy okazji dzisiejszego oglądania nie zasłużył na moją sympatię. Zepsuli sobie życie, na własną prośbę.

Nie wiem skąd u mnie taki drastyczny sąd, bo jest to jeden z filmów, który darzę ogromnym sentymentem i sympatią. Jest prawdziwy i jeśli zapomnimy, że trwa ponad trzy godziny, można śmiało go polecić osobie, która chce zacząć przygodę z bolly. Może mam dziś zły dzień, bo smutek tego filmu, nostalgia i melancholia udzieliły się i mnie. Teraz chyba wezmę się za Om Shanti Om. Tutaj nie da się zepsuć sobie humoru.

Mimo wszystko polecam Wam „Nigdy nie mów żegnaj”. Nie takie bolly straszne.
A i muzyka jest super!


11/52






*opis fabuły z Wikipedii, plakat z filmweb

"Sposób na happy end" - Barbara O'Neal

Przepis na udany piątkowy wieczór może być bardzo prosty: jaśminowa herbata, ciepły pled i dobra, mądra książka. Taka jak ta.


Dwie siostry, dwie różne ścieżki życiowe, dwa dramaty… Po tragedii, która wstrząsnęła małą społecznością w Seattle, Elsa, która jest pastorem, przeżywa kryzys wiary. Tamsin, piękna i zamożna, pewnego dnia odkrywa, że jej mąż jest przestępcą. W ciągu jednego dnia traci wszystko. Elsa wraca do rodzinnego miasteczka, gdzie praca w kuchni dla ubogich pozwala jej odnaleźć ukojenie. Dla Tamsin deską ratunku okazuje się praca społeczna przy rewitalizacji ogrodu komunalnego w najbiedniejszej części miasta.


 Barbara O`Neal zdobyła w Polsce spore grono wielbicielek. Wśród nich jestem i ja. Uwielbiam jej książki, ciepłe i pyszne. Emanują bardzo przyjazną atmosferą i pysznym jedzeniem. Każda zapowiedź jest przeze mnie witana z radością. Te książki nadają się na każdą porę roku, „Receptę na miłość” czytałam w zimie, głównie wracając z Lublina, „Sekrety uczuć” w środku upalnego lata, teraz znowu, śnieg po kolana, mróz minus pińcet a ja mogłam się grzać w cieple przyjaźni i miłości. Mogłam kolejny raz przenieść się do lepszego świata. Co bardzo mi się przydało, gdy w środę czekałam aż nauczą się ci, którzy w pierwszym terminie się nie nauczyli. Nie mogłam dać się ponieść emocją, zresztą czytając „Sposób na happy end” nie można ulegać złu, z tej książki promieniuje dobro, na przekór wszystkiemu.

Elsa jest pastorem, kiedyś była bardzo gorliwą katoliczką, ale najpierw, jako czternastolatka, została przez księdza podle potraktowana, bo chciała być księdzem i nie rozumiała dlaczego Bóg nie chce jej służby, jej jako kobiety, później po przejściu camino mężczyzna, którego kochała i z którym planowała spędzić resztę życia oznajmił jej że zostaje księdzem.  Mimo wszystko potrzeba wiary w Elsie była bardzo silna odnalazła ją w sobie kolejny raz i została pastorem. Sprawdzała się świetnie, była skrzyżowaniem przyjaciółki, matki, ojca, opieki społecznej i psychologa, do czasu. Akt okrutnej przemocy, kolejny raz wytrącił Elsę z równowagi, dopadł ją potężny kryzys połączony z depresją. Na tyle silny, że zbór wysłał ją na przymusowy urlop.

Elsa wraca więc do swojego rodzinnego miasteczka, gdzie proboszczem jest mężczyzna, który ją porzucił, gdzie mieszka jej piękna, starsza siostra z rodziną. Rodzina jej siostry Tamsin jest z pozoru bajkowa i cudowna, ale życie pokazuje, że nie przepada za idealnymi obrazkami i na Tamsin spada cios. Elsa powoli odnajduje spokój, ale wciąż nie odnajduje wiary i sensu, los na jej drodze stawia poobijanych przez życie ludzi i daje jej szansę, żeby w pracy się zapomniała, a może przyjdzie też szansa na miłość.

Tak jak w poprzednich powieściach O`Neal mamy sympatyczne zwierzaki, pyszną kuchnię, która pozwala łamać bariery. Mamy przede wszystkim, kolejny raz poszukiwanie własnego miejsca w życiu, sposobu na siebie. Bohaterowie „Sposobu na happy end”, pomimo wieku średniego, borykają się z poważnymi kryzysami, które stawiają pod znakiem zapytania ich dotychczasowe życie.  Każdy, kto miał do czynienia z takim kryzysem, wie jak wszechogarniający on jest. Nie ma pewniejszego sposobu na depresję, załamanie się niż wydarzenie, które sprawi że poczujemy iż wszystko co robiliśmy do tej pory było farsą, kłamstwem, że było niepotrzebne. Człowiek staje wtedy, samotny na bezkresnej sawannie własnego życia a dookoła jest pustka, nad głową zaś zbierają się czarne chmury. Wyjście z takiego impasu wymaga niesamowitej siły, samozaparcia i wsparcia od bliskich. Barbara O`Neal opowiada historię takich osób, czyni to w sposób ciepły i autentyczny, chociaż ich życie nie jest wolne od dramatów, zła i przemocy. O`Neal stawia czytelnikowi pytanie o sens celibatu, o sposób na rozpoczęcie wszystkiego na nowo i o to czy jest jakiś przedział wiekowy, od którego nie powinno się zaczynać od nowa, tylko iść dalej obraną wcześniej ścieżką, chociażby była ona najbardziej jałowa i nie dawała nam satysfakcji.

Jak widzicie tematyka nie jest lekka, ale książka jest tak przyjemnie napisana, że czyta się z radością, zwłaszcza gdy sączące się z kart ciepełko ogarnie człowieka.  Chociaż zapiecze pod powiekami, to warto po nią sięgnąć. Nie widziałam zapowiedzi kolejnych powieści autorki, ale mam nadzieję, że to nie koniec jej twórczości.

Jedyne zastrzeżenia jakie mam to do tłumacza, kilka zwrotów, odnoszących się do katolicyzmu zostało dramatycznie nieprawidłowo przełożone.  Gryzło mnie w uszy strasznie. To jednak maleńki minus i dla „niewtajemniczonych” pewnie nie będzie problemu

Polecam na mroźne dni i nie tylko!


Uświadomiła sobie, że na świecie zawsze będą zło, błędy, wątpliwości, strata i rzeczy, których nie da się wyjaśnić, ale będą też nadzieja, dobroć i miłość.”

czwartek, 30 stycznia 2014

"Kochanka Freuda" - Jennifer Kaufman, Karen Mack

Porywająca opowieść o niezwykłej kobiecie, fascynującej epoce i człowieku legendzie
Kiedy inteligentna i niepokorna Minna nagle traci pracę, ma tylko jedno wyjście: zamieszkać z siostrą i jej mężem Zygmuntem Freudem. Wkrótce odkrywa, że rozmowy z kontrowersyjnym psychoanalitykiem są nie tylko fascynującą intelektualną przygodą, ale też budzą w niej pożądanie i namiętność, jakich dotąd nie zaznała.



 Teraz jest moda na książki o kobietach mężczyzn, którzy w swoim czasie zdobyli sławę, pieniądze, zasłużyli sobie na piedestałek, wśród wielkich tego świata . I o ile historia ich czasów była nasączona testosteronem i kobiety występowały w niej, li i jedynie jako żony, matki wspominane tylko pro forma w biografiach, to jednak odgrywały często ogromną rolę w życiu swoich mężczyzn.  Z jednej strony autorzy mają ogromne pole do popisu, mogą dośpiewać własną wizję historii, widzianą oczami kobiety, z drugiej strony jest spora trudność, napisanie kobiety, która będzie żyła w swoich czasach, z poszanowaniem zasad epoki, no i trzeba czytać między już napisanymi wersami historii, aby nie przeszarżować, a stworzyć autentyczny portret epoki. Czy taka jest książka o kochance Freuda?

Minna, siostra żony Zygmunta Freuda – Marthy traci pracę, traci ją z bardzo prozaicznego powodu, okazała serce istocie w jeszcze gorszym położeniu niż ona. Dziewczyna bez grosza przy duszy musi zwrócić się z prośbą o pomoc do swojej siostry, która w domu i tak ma tłok, rozbrykane dzieci, mąż-oryginał. Ale co zrobić Minna, również nie jest zachwycona perspektywą żerowania na siostrze, ale po prostu nie ma wyjścia, nić porozumienia pomiędzy nią a siostrą osłabła, za to – paradoksalnie, świetnie dogaduje się z jej mężem, lekarzem Freudem, który tworzy coraz to nowe teorie, które szokują purytańskie społeczeństwo. Mężczyzna nie znajduje wsparcia w wiecznie zmęczonej, narzekającej żonie. O wiele lepiej rozmawia mu się ze szwagierką, która go rozumie i jest żywo zainteresowana tematem.  Od rozmowy, do rozmowy pomiędzy Zugmuntem a Minną rodzi się fascynacja, pojawia się chemia, na przekór rodzinnej lojalności i zasadom przyzwoitości.

Potencjał moim zdaniem był świetny. Wokół postaci Freuda narosło tyle legend, tyle stereotypów, więc była szansa na odczarowanie faceta, który kojarzy się wszystkim jednoznacznie  z erotyką i ukrytymi pragnieniami. Ze snami, które zawsze znaczą iż jesteśmy niewyżycie. Z fotografii spogląda na nas Freud, jako surowy starszy pan. Ta książka miała być szansą, żeby na tego, wielkiego naukowca, popatrzeć z innej perspektywy. Z nowej perspektywy. I jakkolwiek pomysł był niezły, o tyle wykonanie moim zdaniem kuleje.  Bo z nowego spojrzenia, niewiele zostało, mamy kolejną bohaterkę jak z ksera. Wyprzedza swoją epokę, jednocześnie uważa że „kimże ona jest z tym głupim móżdżkiem”, snuje się oraz snuje pensjonarskie rozważania przez całe strony, czym może tylko podnieść ciśnienie, bądź uśpić – zależy od dnia.

Moim zdaniem potencjał drzemiący w rodzinie Freudów nie został wyczerpany, mam nadzieję, że w końcu zostanie odkryty i wykorzystany.
Nie uważam tej książki za porażkę, w mój gust nie trafiła, pomimo całkiem niezłych pierwszych rozdziałów, nieco mnie znudziła, chociaż nie da się zaprzeczyć, że oddaje świetnie klimat epoki i Wiednia tamtych czasów, aż się ma ochotę zanurkować w tajemnicze uliczki miasta. Książka nie jest złą, obiektywnie, ale uważam że nie zachwyci każdego. Ot tyla. 

wtorek, 28 stycznia 2014

"Córka Czarownic" - Dorota Terakowska

Arcydzieło o dojrzewaniu, pierwsza udana próba doścignięcia mistrzów gatunku, takich jak Tolkien czy Le Guin —tak pisze krytyka o tej niezwykle poczytnej baśni fantasy o oryginalnej fabule i skomplikowanej dramaturgii. Tytułowa córka Czarownic to potomkini królewskiego rodu, przygotowywana od dzieciństwa po wiek dojrzały przez pięć Czarownic do trudnej sztuki uwolnienia kraju z rąk Najeźdźców i do rządzenia.
Będąc doskonałą lekturą dla czytelników w każdym wieku, jest równocześnie niezwykle ambitnym utworem w swoim gatunku. Wpisana w roku 1994 na Światową Listę im. H. Ch. Andersena, znalazła się wśród najlepszych książek świata dla dzieci i młodzieży.


  Z prozą Doroty Terakowskiej spotkałam się pierwszy raz kilka lat temu. Byłam wtedy, w gruncie rzeczy, naiwnym dzieckiem. Książki autorki mnie zachwyciły, zabrały mnie w świat baśni dla dorosłych, pokazały, że historie z morałem, dla ludzi, którzy osiągnęli pełnoletność nie muszą być dosadne, mogą pod płaszczem fikcyjnych światów, przy pomocy magii wykładać podstawowe prawdy. Ciekawa byłam, czy jako, nieco już starsza kobieta, inaczej odbiorę te historie, dlatego tak ucieszyło mnie wznowienie tych powieści. Wprawdzie okładki mnie nie zachwyciły, ale wiedziałam, że historia będzie ciekawa, mogłam spokojnie nie oceniać po okładce.


Po ziemiach niegdysiejszego Wielkiego Królestwa Wędruje Dziecko razem ze Starą Kobietą. Dziewczynka nie zna swoich rodziców, nie zna swojego imienia. Kraj, niegdyś potężny i wspaniały, zamieszkiwany przez szczęśliwych ludzi, dziś – podbity przez Najeźdźców jest mniej niż cieniem dawnej chwały. Ludzie głodują, są zastraszeni, ale nie pokonani, w ich dumnych duszach, pomimo setek lat zniewolenia, wciąż drzemie nadzieja i upór. Przy tej nadziei utrzymuje ich Pieśń Jedyna, wieszcząca kres niewoli i głosząca powrót dawnych, wspaniałych dni. Lata mijają, dzień oznaczony w pieśni się zbliża. Dziecko przemienia się w Dziewczynkę, ta zaś w Panienkę, zaś ta w Dziewczynę, poznaje tajemnice świata ludzi i magii, uczy się rozmawiać z gwiazdami i kochać Matkę Naturę, nabiera mądrości i umiejętności, pod okiem kolejnych Opiekunek. W międzyczasie, ścigana musi stawiać czoła Najeźdźcy i obserwuje w jakim upodleniu żyją, niegdyś szczęśliwi, ludzie. Wciąż nie zna swego imienia i nie wie jakie jest jej przeznaczenie. Świadomość tego przeznaczenia, zresztą nie jest istotna, musi przede wszystkim pracować nad sobą, aby odmienić los Krainy.


Dorota Terakowska snuje dla nas wielowarstwową baśń o dojrzewaniu, odkrywaniu siebie i szukania miejsca we wszechświecie. To bardzo oryginalna baśń, chociaż mamy tutaj księżniczkę(nie sądzę, że jest to spojler, bowiem każdy chyba odgadnie, dosyć prędko, że zaginiona Istotą jest bohaterka powieści) to nie jest to księżniczka do jakich przywykłyśmy w bajkach, nie jest ani ciemiężonym kopciuszkiem, ani dumną, wyniosłą panną z pałacu marmurowego. Dziewczynka jest nieświadoma swojego pochodzenia, jest instrumentem w rękach swoich opiekunek, pozornie jest tylko plasteliną z której trzeba ulepić twór zwany „księżniczką idealną”. To jednak tylko pozory, nawet najwprawniejszy „rzeźbiarz” a za takiego mogą uchodzić Opiekunki nie przewidzi wszystkiego gdy jego „budulec” ma swoją wolę, zbyt wiele zmiennych. Jak zwykle gdy do czynienia mamy z człowiekiem, wspaniałym i przeklętym w swej nieprzewidywalności.


Tak jak kiedyś, przed laty, tak i teraz pokochałam tę opowieść. To fantastyczna baśń, bardzo mądra, zawierająca ponadczasowe prawdy o życiu, o ludziach, o tym co jest ważne i jak istotne jest odkrycie Sensu. Nie jest czczą reklamą stwierdzenie, że to książka dla młodych i starszych, dla dzieci i dorosłych, tak naprawdę jest. Cieszę się, że Wydawnictwo Literackie wznawia Terakowską, bo może więcej osób o tych książkach usłyszy, a warte są uwagi za ciepło i niepowtarzalny klimat słowiańskiej baśni o życiu w zgodzie z naturą i z sobą samym, o tym że jeden upadek nie przekreśla dalszego dobrego życia.

Jestem pewna, że nie pożałujecie czasu spędzonego na lekturze, a jeśli będziecie czegoś żałować, to tego, że za szybko się skończyło. Tak! Jedna z moich ulubionych książek Terakowskiej, jaka jest ta druga „top” mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach się dowiecie. 

"Diana" - 2013

Ostatnie dwa lata życia księżnej Diany, która wdaje się w romans z chirurgiem Dr. Khanem i pomaga kampanii zwalczającej wykorzystywanie min lądowych.


 Są filmy, które partaczą po całości swój potencjał wynikający z dobrej historii, świetnych aktorów i pomimo zapowiadanego hitu stają się świetną tabletką na sen. W widzu zaś zostaje tylko poczucie zmarnowanego czasu. Wczoraj spotkałam się z takim „dziełem” podczas, którego usnęłam ze trzy razy.

O księżnej Dianie powstały już dziesiąty filmów, setki książek i tysiące artykułów. Jej krótkie życie zostało zbadane w każdym aspekcie, ale twórcy wciąż wierzą, że to ich film/książka będą tym powiewem nowości, że porwą widza. Twórca najnowszego filmu o Dianie postanowił wykorzystać romans księżnej z kardiochirurgiem, pracującym w jednym z londyńskich szpitali. Ostatnie dwa lata księżnej, bardzo medialne, burzliwe z tragicznym finałem. Potencjał, mimo wszystko był. A co zostało? Niewiele.
Nie pomógł kunszt aktorski Naomi Watts nie pomogło to, że widzieliśmy na ekranie to, co pamiętaliśmy z gazet. Nie pomogły piękne stroje filmowej Diany, które były identyczne z oryginalnymi. Nie pomogły cudne wnętrza i romantyczne krajobrazy. Z filmu wieje nuda i płycizna.
Twórcy zastosowali chwyty z komedii romantycznych, wierną przyjaciółkę, model kopciuszka i księżniczki. Pojechali po zewnętrznej warstwie, przez co bohaterowie są sztuczni jak PCV a cała historia pozbawiona głębi. Diana snuje się z kąta w kąt, nie posiada tego czaru, świeżości którym uwiodła tłumy. Słynny wywiad dla panoramy, jawi się jako ociekająca sztucznością farsa. Diana, kochająca matka, w filmie jakby nie miała synów, wspomnienie o nich jest wymuszone i takie „pro forma”.
Dla mnie film był stratą czasu, oglądałam go dwa razy dłużej, bo gdy zasypiałam uparcie wracałam do scen, które przegapiłam. Nic to niestety nie dało.
Niewykorzystany potencjał.


10/52

poniedziałek, 27 stycznia 2014

"Sucha sierpniowa trawa" - Anna Jean Mayhew

Wciągająca opowieść w duchu Służących i Sekretnego życia pszczół o przyjaźni między Mary, ciemnoskórą służącą, i Jubie, trzynastoletnią białą dziewczynką z szanowanej, zamożnej rodziny, która, jak się okazuje, skrywa wiele niewygodnych tajemnic… Poruszająca historia o potrzebie bliskości, szczerości, tolerancji, wyrozumiałości dla inności, niezgody na rasizm i zarazem pasjonujący obraz amerykańskiej rodziny i prowincji Południa Stanów w burzliwych i pełnych napięć latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.



 Stała się rzecz straszna wzięłam złą książkę w podróż trwającą cały weekend. Gdy zaczynałam „Suchą sierpniową trawę” był czwartek wieczorem, zaczęłam zobaczyłam, że może być i wzięłam do pociągu, w pociągu coś się zdrzemnęłam, ale czytałam i czytałam, później czekałam na koleżankę, która była na seminarium, nim się oglądnęłam zostało mi 10 str. książki. W sam raz na koniec dnia. I zostałam bez czytadła. Nie spodziewałam się, że ta książka mnie tak wciągnie i porwie, że zaniedbam sporo prac, aby tylko dokończyć tę powieść. Moim zdaniem świetnie wpisuje się w konwencję „Służących”, o wiele lepsza niż film „Kamerdyner”. Bardzo poruszający obraz południa, połowy ubiegłego wieku, kraju pełnego sprzeczności, bo z jednej strony ojczyzny demokracji, wolności i równości a z drugiej strony, kraju pełnego takiej nienawiści i różnic, dyskryminacji.

Lata pięćdziesiąte ubiegłego wieku, Jubie trzynastoletnia dziewczynka, wyjeżdża ze swoją matką, dwoma siostrami i bratem oraz czarną służącą na wakacje do wuja. W trakcie tej podróży pierwszy raz, w tak poważny sposób spotka się z problemem segregacji rasowej. Służąca Mary ma w drodze wiele nieprzyjemności, musi szukać specjalnych barów, nie chcą jej przyjąć w motelach, a po dojechaniu na miejsce okazuje się że nie ma dla niej wstępu do morza, tylko dlatego że ma inny kolor skóry. Dla Jubie Mary jest praktycznie całym światem, kobieta przybyła do ich domu gdy Jubie była małą dziewczynką, której życie diametralnie się zmieniało, Mary wprowadziła w nie ład. Zwłaszcza, że życie rodziny Jubie okazuje się sielanką tylko z pozoru.  Tajemnice, fałsz…  Opowieść jest prowadzona dwutorowo, z jednej strony mamy podróż do brata matki Jubie, z drugiej liczne retrospekcje przenoszące czytelnika w różne momenty życia Jubie i jej rodziny. Z opowieści Jubie wyłania się niezwykłą więź dziewczynki ze służącą, która zastępuje jej matkę, zbyt skupioną na swoim życiu i problemach. Jubie  uważa, że jest najmniej kochana z całego rodzeństwa, faktycznie gdy patrzymy na zachowanie jej rodziców, zwłaszcza ojca, rozumiemy krzywdę dziewczynkę, która na dodatek musi żyć w czasach zakłamanych i pełnych obłudy, ociekających nienawiścią do czarnych. Ale serduszko Jubie nie uznaje konieczności tych podziałów, kocha bez względu na rasę. A tragedia, która nastąpi tego lata, zaważy na życiu całej jej rodziny, wstrząśnie budynkiem, który już wcześniej chwiał się w posadach.

Mela czyta ze mną 
Od pewnego czasu możemy zaobserwować na polskim rynku wydawniczym, nie wiem jak to jest z rynkiem światowym, że przerywa się milczenie jeśli chodzi o segregację rasową w USA. Do tej pory Ameryka była tak cudownym krajem, pełnym swobód, ziemią obiecaną, że ciężko uwierzyć iż oto docierają do nas książki tak ciężkie. Książki, które wywołują sprzeciw i miażdżące poczucie niesprawiedliwości. Najpierw „Służące”, później film „Kamerdyner” teraz „Sucha sierpniowa trawa” te trzy dzieła łączy problematyka, każde z nich jest wyjątkowe. Nie wiem, czy gdybym się dobrze zastanowiła to czy nie  uznałabym „Suchej sierpniowej trawy” za tę lepszą.

„Sucha sierpniowa trawa”, jest niespieszną powieścią obyczajową, w najlepszym wydaniu. Porusza i wzbudza w czytelniku kaskady emocji. Mnie oczarowała do tego stopnia, że dwie godziny czekania na pustoszejącym Uniwersytecie minęły jak chwila, nim się zorientowałam, szarówka za oknem, zmieniła się w regularną ciemnicę, rozświetlaną setkami świateł, a ja zamiast delektować się piękną panoramą miasta otulonego śniegiem widzianego z piątego piętra, przebywałam na upalnym południu i przeżywałam każdą chwilę z bohaterami. Pochłaniałam każde zdanie, jednocześnie, delektując się świetnie oddaną atmosferą. Książka, w gruncie rzeczy jest pełna smutku, potęguje to uczucie świadomość, że to nie wymysł autorki, ale kanwą tej opowieści były prawdziwe zdarzenia, ta książka mogła się wydarzyć naprawdę. Jest historią Stanów Zjednoczonych, smutną, wstydliwą kartą. Jednocześnie to genialny portret pewnej warstwy społecznej, oddany wiernie z drobnymi szczegółami

Tej książki się nie czyta, ją się przeżywa, rozważa i trzeba ją solidnie przemyśleć. Dla mnie to świetny początek nowej serii wydawniczej. Gorąco polecam!

czwartek, 23 stycznia 2014

"Facet z grobu obok" - Katarina Mazetti




Benny jest rolnikiem i marzy o żonie, która zechce dzielić z nim życie. Desirée jest bibliotekarką, dziewczyną z miasta, wykształconą, po studiach, z licznymi zainteresowaniami. Oboje spotykają się przez przypadek na cmentarzu, ona przy grobie tragicznie zmarłego męża, on przy grobie rodziców. Rodzi się między nimi uczucie. Mimo wielu różnic są sobą zafascynowani, jednak ich związek okazuje się trudniejszy niż sądzili. Dlaczego?
Książka została w wydana w Szwecji w nakładzie blisko pół miliona egzemplarzy, na jej podstawie w 2002 roku powstał film, a w ubiegłym roku także sztuka teatralna.
„Ciesząca się wielkim powodzeniem powieść Katariny Mazetti jest tragikomiczną opowieścią o związku bardzo różnych ludzi, o wielkiej ale trudnej miłości”.



Wesoła okładka i intrygujący tytuł wszystko to obiecywało wesołą książkę. Blurb sugerował książkę w stylu komedii romantycznych. W sam raz na zimowe dni. Dlatego zaczęłam czytać już wczoraj. Dziś podczytywałam, w wolnych chwilach, gdy ciasto mi wyrastało. Właśnie skończyłam, a jest mi smutno, w taki tkliwy sposób. Smutno, pusto i niepewnie. Tak życiowo.

Desiree, jej imię oznacza – wytęsknioną, w wypadku straciła męża, chodzi na cmentarz aby uporać się z żałobą, aby zamknąć ten etap, regularnie spotyka tam tajemniczego mężczyznę, wyglądającego jak leśnik, który odwiedza grób, przeładowany ozdóbkami. Jej mąż spisał wszystkie dyspozycje na wypadek śmierci, leży pod zwykłym kamieniem. Spartańskie warunki w zaświatach. Już na tym cmentarzu widać, że pochodzą z dwóch różnych światów. Ona jest wykształcona, wegetarianka, nie lubi gotować, lubi książki i operę, on – Benny jest rolnikiem, żyje na wsi, zajmuje się stadem krów, mieszka w domu w którym od pokoleń nic nie zostało zmienione, rytm jego życia wyznacza kalendarz prac w gospodarstwie. Coś ich pcha ku sobie. Dwa różne światy, inne aspiracje, pasje, marzenia. Oboje jednak są samotni, w gruncie rzeczy zagubieni i łakną obecności drugiego człowieka.

Jak pozory mogą mylić. Byłam przekonana, że dostaję lekkie czytadło na wieczór, a dostałam książkę prawdziwą do bólu. Czy Skandynawowie nie umieją pisać inaczej? Ten realizm tak przytłacza. Kiedyś lubiłam książki, które odzwierciedlają to co przeżyłam sama, teraz chyba zbyt wyraźnie widzę własną głupotę. Mniej więcej jak u Mickiewicza



Czy książkę weźmiesz, gdzie smutnym wyrokiem
Stargane ujrzysz kochanków nadzieje,
Złożywszy książkę z westchnieniem głębokiem,
Pomyślisz sobie: ach! to nasze dzieje...


A jeśli autor po zawiłej probie
Parę miłośną na ostatek złączył,
Zagasisz świecę i pomyślisz sobie:
Czemu nasz romans tak się nie zakończył?...



To o czym pisze Katarina Mazzeti jest z jednej strony tak normalne, przyziemne a z drugiej strony jest to przepiękna historia miłosna w którą wpleciono różne problemy nurtujące społeczeństwo. Począwszy od dzieciństwa  Desiree, wychowywania się z rodzicami żyjącymi obok siebie, tym że z domu nie wyniosła właściwego modelu rodziny i związku, co zaważyło na jej małżeństwie ze zmarłym mężem, przeciwieństwem jest Benny, który wychował się w tradycyjnej , ale kochającej rodzinie, wprawdzie musiał porzucić szkołę, by zająć się pracą na roli, ale z domu wyniósł zapas ciepła i zdrowego związku i chociaż on jest samotny – umie kochać. Z drugiej strony ta tradycja, która w nim jest nie pasuje do końca do współczesności, dla niego rodzina i gospodarstwo są świętością, nie dopuszcza do siebie informacji, że jego żona nie chciałaby rezygnować z pracy i zakopywać się w pieluchach i oborniku, nie rozumie że chciałaby dalej pracować i normalnie żyć, że to nie umniejsza jej miłości. Desiree nie chodzi na kompromisy, w gruncie rzeczy ciągle chce przerobić Benny`ego na swoją modłę, chce zaszczepić swoje pasje, nie rozumie, że w związku dwie osoby chodzą na kompromisy, ustępują. Życiowe problemy reprezentują znajomi Desiree, czy to Marta jej przyjaciółka, zaangażowana w dziwny związek z nieodpowiednim facetem, czy to Inez kobieta o dziwnym hobby. Obie są przykładem złego wyboru, gdzieś w przeszłości, za który przyjdzie im zapłacić. Każdy z nas płaci za takie błędy.

I On i Ona mają charakterek, łączy ich uczucie, ale wbrew temu co chcą nam wmówić producenci płytkich filmików, uczucie to nie wszystko, uczucie to liryka, która często przegrywa z prozą. Często, ale nie zawsze… I to daje, może dawać nadzieję.


Książka mnie zwiodła swoją cukierkową szatą graficzną, a zachwyciła mnie treścią, ładunkiem emocjonalnym, który nie przybija, nie wkłada w betonowe buty, ale po prostu skłania do refleksji. Świetna powieść obyczajowa napisana ze smakiem, z emocjami, z subtelnym – doskonałym – humorem. Taka, którą się czyta szybko, ale nieprędko zapomina. Jestem pod wrażeniem. Naprawdę gorąco polecam. Niby tytuł sugeruje płytką książkę, a okazuje się że to naprawdę warta uwagi lektura… 

środa, 22 stycznia 2014

Drożdżowa chałka na śnieżne dni.

Nie mogę sobie wyobrazić chłodnych dni bez zapachu ciasta drożdżowego w moim domu. To jakoś się łączy. Ciepło domowego ogniska i zapach ciasta. Ponieważ w domu  awansowałam na mistrza od drożdżowego, Mama już się nie pali do wypieków, a zwłaszcza długiego wyrabiania ciasta, czego zresztą nigdy nie lubiła. Ona też uwielbia wszelkie drożdżówki, babki, ale nie lubi paprać się w tej kleistej masie. To Kasia z pieśnią na ustach kiełta ciasta nawet i z ponad kilograma mąki. I nigdy nie ma dosyć. Więc czego nie skorzystać.


Ostatnio zaplotłam chałkę z mojego, wielokrotnie sprawdzonego przepisu od Ewy Wachowicz na drożdżówkę z kruszonką. Ale monotonnie piekło się, gdy przepis znam na pamięć, zero skupienia. A u nas w domu bardzo lubi się tradycyjne chałki. Więc zerknęłam na mojewypieki.com, chociaż z tamtejszych przepisów zrezygnowałam już jakiś czas temu. Zbyt wymyślne, składniki ciężko znaleźć. Za dużo udziwnień. No ale chałka, proste drożdżowe ciasto.




Składniki:
3 i 1/4 szklanki mąki chlebowej
1 duże jajko
60 g drobnego cukru
4 łyżki roztopionego masła
pół łyżeczki soli
1 szklanka ciepłego mleka (nie gorącego, by nie sparzyć drożdży)
1 opakowanie cukru waniliowego (16 g) (zamiast cukru można użyć ziarenek z laski wanilii i zagotować je z mlekiem, ostudzić)
10 g suchych drożdży lub 20 g świeżychPonadto:
1 roztrzepane jajko
2 łyżki mleka
mak lub kruszonka
Mąkę przesiać, wymieszać z drożdżami (ze świeżymi wcześniej zrobić rozczyn). Wypać do miski, zrobić dołek. Do dołka wbić jajko roztrzepane z mlekiem i masłem, dodać soli i cukru. Wyrabiać ciasto przez kilka minut (można mikserem z hakiem do ciasta drożdżowego), by było gładkie (będzie się kleić). Przykryć ściereczką i pozostawić w cieple do podwojenia objętości.

Podzieliłam na trzy kawałki i zaplotłam warkocz


Włożyłam do foremki i odstawiłam do wyrośnięcia. Następnie posypałam kruszonką.

Przepis na kruszonkę z bułki drożdżowej czyli
1/4 masłą
3 łyżki cukru pudru
4 łyżki mąki
cukier waniliowy

Robię zaraz po zrobieniu ciasta i wkładam do zamrażalki a później trę na tarce z dużymi oczkami..

Posypuję bułkę i do piekarnika.
Piekę na oko, bo jak może wiecie mój stary piekarnik nic nie ustawia ;)




CO mogę  Wam o tej bułce powiedzieć, bardzo waniliowa.
U mnie nie wywołała jakiegoś mega-entuzjazmu. 
Jej siostrę, z wcześniejszego przepisu, konsumowaliśmy błyskawicznie. Ta owszem, jest zjadliwa, ale szału nie ma.
To była drożdżowa, więc jestem spokojna, na pewno się ją zje... ale raczej drugi raz z tego przepisu nie skorzystam. Wrócę do przepisu na drożdżówkę. 


Bułka jednak nie jest skomplikowana w przygotowaniu, a jak doda się jeszcze do tego maszynę do wyrabiania ciasta to już, w ogóle "Bułka z masłem"


Aż się dziwnie czuję, dawno drożdżowa bułka nie wytrzymała 24 godzin na stole... zwykle 12 to już rekord :P

wtorek, 21 stycznia 2014

"Jane Austen żałuje" - Miss Austen Regrets 2008

Film, oparty na listach Jane Austen, przedstawia ostatnie lata życia pisarki. Jane, pytana przez bratanicę Fanny o radę w sprawie wyboru przyszłego męża, wspomina własne życie uczuciowe. Po osiągnięciu 40. roku życia, Jane wydaje się być szczęśliwie niezamężna i dla siostrzenicy jest ekspertem w sprawach miłosnych. Chroniona przez poczucie humoru, opowiada o swoich przeżyciach, i choć były one równie ciekawe jak przeżycia bohaterek jej powieści, sprawiły, że nie potrafiła dobrze myśleć o miłości i małżeństwie. Przypadkowe odnowienie znajomości z dawnym zalotnikiem oraz spotkanie z młodym lekarzem jej brata sprawia, że jej spokój zostaje zburzony. Wtedy, gdy rodzina popada w finansową ruinę, staje się jasne, że wszystko mogłoby wyglądać inaczej, gdyby Jane przyjęła ofertę małżeństwa od majętnego właściciela ziemskiego...


Bardzo lubię filmy kostiumowe. Zaczytuję się też powieściami Jane Austen, dlatego po długich poszukiwaniach, gdy tylko miałam wolny telewizor zafundowałam sobie i Mamie interpretację białych plam z księgo życia autorki „Dumy i uprzedzenia”. Nieco wcześniej na ekranach kin gościł słodki i cukierkowy film o tytule, dość niefortunnie, przełożonym jako „Zakochana Jane”.  Tamten film opowiadał o miłości pisarki i Toma Lefroya, wydawało się, że powiedziane zostało już wszystko. Czy aby na pewno?

Jane Austen dobiega czterdziestki, święci sukcesy jako poczytna pisarka. Wśród jej wielbicieli są najważniejsze osoby w państwie. Cięty język, ironia, inteligencja, żywo nie licują z tym jaka powinna być kobieta w tamtych czasach. Dlatego Jane Austen żyje niezależna, z matką i siostrą. Pisze powieści i prowadzi poukładane życie. Do czasu gdy z prośbą o radę zwraca się do niej młoda bratanica, która oto zyskała pierwszego poważnego absztyfikanta. Radzi się ciotki Jane, dla niej uosobienia mądrości, wiedzy, inteligencji i humoru, ale także autorki powieści romantycznych, która o miłości powinna wiedzieć wszystko. To pytanie, a także spotkanie z byłym absztyfikantem, który pomimo upływu czasu i posiadania rodziny, boleje nad odrzuceniem przez Jane, oraz poznanie młodego przystojnego lekarza sprawiają że Jane Austen poczyna snuć rozważania o tym co minęło, o tym co być może straciła zostając panną.
Ten film obala mit Toma Lefroya, Jane Austen wyraźnie mówi, że bolała po nim bardzo krótko. Na mnie o wiele większe wrażenie zrobił pastor Bridges, w tej roli, jak zwykle świetny Hugh  Bonneville, jestem niezmiennie zachwycona każdą z jego kreacji. Gdy mówi Jane o tym że wielbiłby ją do śmierci i nie zabroniłby jej pisać, jest w jego słowach żar, miłość. Wyraźnie widać że byłby wsparciem przez całe życie. Czy Jane żałuje pastora, czy żałuje że zmieniła zdanie gdy oświadczył się jej zamożny posiadacz ziemski? Wydaje się, że Jane faktycznie nigdy nie była prawdziwie zakochana, nie było w jej życiu dramatycznej miłosnej historii, która okryłaby resztkę jej dni kirem niespełnienia. Jedyne czego Jane żałuje to biedy, tego że gdy jej rodzina popada w biedę ona nie może w żaden sposób pomóc, a gdyby w swoim czasie wyszła za zamożnego kawalera nie tylko nie byłaby ciężarem, ale mogłaby służyć pomocą.

Na pewno na tym filmie się nie nudziłam. Mama też była bardzo zadowolona. Chociaż oczekiwałyśmy raczej historii wielkiej miłości Jane Austen, tymczasem mamy raczej rozważania psychologiczne, wspominki. Jednak oglądało się bardzo przyjemnie. Film powstał na kanwie zachowanych listów Austen i na wątkach jej powieści, więc to, że było właśnie tak jak wyobraża sobie to reżyser, jest niewielka, ale to bardzo nie przeszkadza. Nieźle się ogląda. Może bez fajerwerków, ale po prostu dobrze.


9/52

niedziela, 19 stycznia 2014

"Zgorzkniała pizda" - Maria Sveland

Powieść, która odważnie stawia najtrudniejsze pytania o tożsamość, równouprawnienie i rodzicielstwo.
Sara ma trzydzieści lat i już jest zgorzkniała. Jest prawdziwą zgorzkniałą pizdą. Pewnego styczniowego dnia, kiedy wszystko staje się nie do zniesienia, zostawia męża i dziecko, i chcąc spokojnie pomyśleć wyjeżdża na tydzień na Teneryfę.
Do czytania w podróży zabiera klasyk z lat siedemdziesiątych – Strach przed lataniem Eriki Jong. Podczas lektury zastanawia się, jak doszło do tego, że bardziej niż za przygodnym numerkiem tęskni za tym, by przespać całą noc.
Myśląc o wszystkich znanych jej kobietach, które podobnie jak ona w domowym więzieniu pozbawiane są energii, Sara czuje się oszukana i rozgoryczona. Czy wszystkie dziedziczą to w linii prostej – a ona ze swym neurotycznym perfekcjonizmem jest nieodrodną córką nerwowej matki, zmywającej naczynia pokrytymi egzemą dłońmi?
Zgorzkniała pizda to bezkompromisowa rozprawa z mitem miłości. Powieść, która odważnie stawia najtrudniejsze pytania o tożsamość, równouprawnienie i rodzicielstwo.


Często mówi się o ocenianiu po okładce. Ja tym razem padłam ofiarą oceniania książki po tytule. No prawie padłam. Po książce o tytule „Zgorzkniała pizda” spodziewałam się płytkiego raczej czytadła o zbuntowanej singielce, którą życie wpędziło w zgorzknienie i permanentnie podły nastrój. Książka przez pomyłkę wylądowała na samym spodzie sterty, przywalona rozkładami materiału, cudzymi referatami, później pracami do sprawdzenia i całym tałatajstwem, które wala się po mieszkaniu nauczyciela, który stara się zapanować nad chaosem. Tenże nauczyciel, powalony przez zapalenie oskrzeli łaknie rozrywki, więc szykując się na dwa dni gadania non stop wyciąga książkę w celu zażycia lekkiej rozrywki i całe szczęście, że leży w łóżku bo zostaje powalony. I bardzo miło zaskoczony.

Książka to zapiski Sary, kobiety, której biologiczny zegar ma wybić trzydziestkę. Sara jest kobietą z pozoru wygraną, ma kochającego męża cudowne dziecko, ale to dla niej za mało. Leci na Teneryfę, aby odpocząć od rodziny, spotyka ją, nawet w tak liberalnej i postępowej Skandynawii potępienie. No bo jak to? Urlop od dziecka? Urlop od rodziny? Sara zaczytuje się książką „Strach przed lataniem” często odwołuje się do bohaterki do jej dylematów, problemów, które pomimo upływu lat, wciąż pozostają w gruncie niezmienne. Ta książka to podróż przez życie, wspomnienia, rozmyślania o losie kobiety, o feminizmie, równości i o pragnieniach. Książka głęboka i niesamowita. Nie dajcie się zwieść tytułowi.
Kiedyś zwróciłaby naszą uwagę okładka, świetnie zrobiona, ale obecnie w takiej grafice ukazują się wszystkie erotyczne powieścidła, wiec nie wiem czy książka rzucając się w oczy wpadnie nam w ręce. A moim zdaniem warto. Rzadko, czytając książkę mam takie wszechogarniające uczucie „wow, jakby o mnie”, oczywiście w pewnych fragmentach. Ta książka jest bardzo mądra i prawdziwa. Ktoś może poddać w wątpliwość czy wulgarny, kontrowersyjny tytuł, jest dobrym pomysłem, czy nie odrzuci potencjalnego czytelnika. Sama spędziłam długie chwile nad tym zagadnieniem. Zastanawiałam się czy wypada mi wyjąć książkę w przerwie i poczytać. Chłopcy z mojej klasy byliby zachwyceni i mniemam, że nie zapanowałabym nad dyskusją jaka by się wywiązała. Z drugiej jednak strony, tytuł koresponduje z bohaterką wyłaniającą się z książki. Kobietą, która chce wyzwolenia, robi rozrachunek ze swoimi przeżyciami i pragnieniami, czy to taka duża różnica gdy nazwie się pizdą, niż gdyby nazwała się suką? Słowa, definicje, nazwy. Ta książka nie jest tak powierzchowna. Ona wcale nie jest powierzchowna, nie muska pobieżnie tematów, jak grzeczna rozmowa u terapeuty. Sara rozmawia z samą sobą, odważnie.
Opowiada o swoim dzieciństwie, które z pozoru szczęśliwe, bo w pełnej rodzinie, było samotnością, smutkiem i niekochaniem. Obraz rodziców skłóconych i niekochających się, dziecko proszące Boga o rozwód, błaganie o uwagę. Później nadchodzi okres bycia nastolatką, pierwsze zauroczenia, próba nawiązania relacji damsko-męskich, pomyłki i kolejna lekcja o nierówności kobiety i mężczyzny. Wcale nie jest lepiej, gdy dorasta, gdy staje się matką, wydaje się, że problem narasta. Przeczytajcie i zastanówcie się czy to o czym ona pisze nie jest przerażającą prawdą.

Na mnie ta książka zrobiła ogromne wrażenie. Swoją mądrością, szczerością, tym w jaki sposób kobieta pisze o życiu i o kobiecej duszy. Cieszę się, że siódmy zmysł przemówił, że nie dałam zwieść się tytułowi. Odkryłam świetną, mądrą książkę, która mnie urzekła i wiem, że będę do niej wracać.
Polecam wszystkim kobietom, moim zdaniem pozycja obowiązkowa!

czwartek, 16 stycznia 2014

"Anioł w kapeluszu" - Monika Szwaja

Czy anioły noszą kapelusze? Owszem, zdarza się. To te same anioły, które nie cierpią sztywnych mundurków. Są z natury bardzo pracowite, często zdarza im się ratować ludzi, których własny anioł stróż wybrał się właśnie na długie wakacje, a oni, pozostawieni sami sobie, popadają w depresje, zdarza im się próbować samobójstwa, uciekać z domu, tracić wolę życia.
Spotkamy w tej książce grono własnie takich osób, którym "rzeczywistość zwaliła się na głowę". Starszawa pani profesor, niezbyt młody biznesmen, studentka, dziecko... Niektórych bohaterów znamy z poprzednich powieści Moniki Szwai.
Czy ktoś z nich chadza w kapeluszu? Dowiemy się, czytając tę opowieść.



Przeziębienie, choroba od czasu do czasu są fajne. Oczwyiście nie będą fajne jutro, pojutrze i w niedzielę kiedy z chorym gardłem i charczącycmi płucami będę pracowała, ale dziś było cudownie. Ciepło w domu, gorąca herbata w kubku, a ja wreszcie dostałam wygraną książkę. „Anioła w kapeluszu” przyniósł mój ulubiony listonosz, a ja rzuciłam się na książkę zachłannie, ciekawa co Monika Szwaja wymyśliła nowego. Tym bardziej, że moje przygody z autorką to taka trochę sinusoida, ostatnio byliśmy na górze, więc czy czas na jazdę w dół?

Z dotychczas wydanych powieści Autorki nie znam jednej: „Powtórki z morderstwa”, czytałam wszystkie powieści i to w takiej kolejności w jakiej zostały wydane. Pozwalam sobie zauważyć, że Monika Szwaja odchodzi od książek romansowych, w stronę obyczajówek poruszających różne problemy społeczne do których wplata wątek romansowy.

Najnowsza powieść „Anioł w kapeluszu” to książka, która zaczyna się od przedstawienia nam bohaterów, którzy są na rozdrożu. Profesor Jaśmina Taranek, właśnie straciła męża. Co z tego, że jest profesorem psychologii, jak wiadomo szewc bez butów chodzi i Jaśmina nie umie poradzić sobie z nową rzeczywistością Jej życie pustoszeje, dzieci wyfruwają z gniazda, egzystencja staje się jałowa. Wraca wiec do rodzinnego Szczecina, przechodzi na emeryturę i chce po prostu trwać.

Jonasz, jest ofiarą wyścigu szczurów, jego rodzice – dorobkiewicze – zapełniają mu każdą sekudnę życia. Mamusia pieczołowicie dba o każdy szczegół jego życia, przyjaźnić chłopiec się może również tylko z tymi których mamusia zaaprobuje, a Rodzicielka ma wysokie wymagania. Chłopiec ma dwanaście lat a jest wyprany jak pracoholik po kilku latach w korporacji.

Miranda Wiesiołek, znana nam z przedostatniej książki Autorki, studentka polonistyki chcąca nieść kaganek oświaty, ale życie ją też kopnęło, depresja, utrata mężczyzny, który miał być miłością jej życia. Depresja, marazm. Nawet studia, kiedyś będące spełnieniem marzeń już jej nie cieszą. A mężczyzna, który ją kocha, dla niej nie jest nawet rozpatrywany jako ewentualny kandydat.

Mam gigantyczny problem z oceną tej książki. Bo Monika Szwaja wykorzystała chyba całe zapasy bajkowatości i wlała ją w tę powieść. Książka jest słodka, schematyczna, bohaterowie jednowymiarowi albo wspaniali – ziemskie anioły – albo źli do szpiku kości, najlepiej o wydumanych imionach.  Wszystkie chwyty, które Szwaja stosowała w poprzednich książkach znajdziecie i tu.

A z drugiej strony książka jest poruszająca, kilka razy oczy miałam mokre, nie wykluczam, że to dlatego, iż podczas choroby wzruszam się jeszcze łatwej. „Anioł w kapeluszu” dotyka problemów ważnych współcześnie. Przepracowanych dzieci, które nie mają oparcia w domu. Rodziców, którzy po odchowaniu dziecka, schodzą na boczny tor i stają się nikomu niepotrzebni. Młodych ludzi szukających miejsca w świecie, szukających sensu i miłości.

Człowiek bez drugiego człowieka nie istnieje, potrzebne nam jest ciepło, czyjejś obecności, świadomość, że mamy na kogo czekać, za kim tęsknić, o kogo się martwić. To o czym pisze Autorka jest, bezdyskusyjnie problemem, na który przymykamy oczy, lekceważymy go. Odbieramy dzieciom dzieciństwo, starszym godność i uważamy ze wszystko jest ok, bo jesteśmy młodzi, jesteśmy królami świata. Boże mój, czytając o Jaśminie myślałam o moich P.T. Rodzicach, jak wiele mi dali i jak wiele wciąż mi dają, dali mi wspaniałe dzieciństwo, a teraz dają mi swoją mądrość, wsparcie i nieustannie miłość. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, żeby z tego zrezygnować. Nie rezygnuje się z miłości!

„Anioł w kapeluszu” to nie jest książka pozbawiona wad, jest przesłodzona, naiwna, może pensjonarska, czy zabawna – kwestia gustu, ale jest jak kubek gorącej herbaty z sokiem z malin, po tym jak zmarzliśmy i przemokło nam do butów, rozgrzewa i koi, przenosi nas do dobrego świata,  gdzie pachnie kurczakiem i gdy nadciągają czarne chmury można się przytulić do cudownego psa.  To enklawa dobra, z życzliwymi ludźmi, naiwna, nierealna ale – nie powiem – przyjemna.

wtorek, 14 stycznia 2014

Libsterek :D

TotallBookNerd nominowała mnie do LIEBSTER BLOG AWARD.
Bardzo dziękuję!
A że od czasu do czasu lubię się pobawić w łańcuszki, to powiedziałąm sobie: czemu nie :)\\



1. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z blogowaniem? 

Pierwszy blog założyłam w maturalnej klasie. Ten zaś powstał w 2009 roku. Dokładnie pamiętam ten moment. Sesja zimowa :P 

2. Co zainspirowało Cię do założenia własnego bloga? 

Nuda. Banalne, ale prawdziwe. Byłą niedziela, wieczór, ja rano miałam egzamin z KPA i wszystko było dobre, byle odwlec naukę :P Egzamin zdałąm i to bardzo dobrze. 

3. Jakie książki, które przeczytałeś/aś w 2013 roku możesz polecić wszystkim swoim czytelnikom? 

Ciężko mi polecić książkę wszystkim, bo gusta są tak różne. W TYM podsumowaniu można wybierać i przebierać w książkach, które uznałam, za najważniejsze. 

4. Ulubiona okładka? ;) 

Nie mam. Jestem strasznie niezdecydowanym człowiekiem. Nie umiem wybrać czegoś jednego ulubionego. No może lody. I Ukochanego Tatę i Mamę i Brata i Siostrę :P (a to tylko dlatego, że wszyscy są w liczbie pojedynczej) 

5. Gdybyś dostał/a 200 zł do wydania na książki, jakie pozycje byś kupił/a? 

Brakłoby mi na komplet wykładów Feynmana :P A jak nie Wykłady to: "Czarodziejska góra", "Doktor Faustus", "Pył z landrynek", "Kamerdyner" "Ostatni świadkowie" i może starczyłoby mi jeszcze "Miliony zbuntowanych". Co ja gadam z moim instynktem starczyłoby :P 

6. Oprócz książek, jakie są Twoje inne zainteresowania? Co lubisz robić w wolnym czasie? 

Co to jest wolny czas? ;) Piekę, jestem w tym naprawdę dobra. Robię na drutach, bo ostatnio odrzuciło mnie od krzyżyków. Powiedzmy, że rekreuuję się, czyli chodzę z kijami, w lecie jeżdżę rowerem. Spotykam się z przyjaciółmi, oglądam filmy. Z braku czasu zwykle wiele z tych rzeczy łączę. Np. wypad na rower z koleżanką Pieczenie dla rodziny. Pieczenie dla rodziny podczas oglądania filmów. Robienie na drutach przy filmie, rozmawiając z rodziną :P 

7. Ulubiony bohater/ka? 

Patrz pkt. 4, ale chyba Melania Hamilton WIlkes 

8. Czy w 2014 jest jakaś ekranizacją książki, na którą już nie możesz się doczekać? 

Złodziejka książek 

9. Czy zawsze musisz przeczytać książkę, zanim obejrzysz film na jej podstawie? 

O ironio często o książce dowiaduję się dzięki filmowi :P 

10. No i na koniec trochę nie w temacie ;P Twoje odkrycie roku 2013? 

Ale ksiażkowe? ;) Nie wiem :P odsyłam do linka z pkt 3 :P


Ejjjjj ja nikogo nie nominuję, bo kto się chciał bawić to już brał udział, a ja nie miałam czasu pisać wcześniej :P

poniedziałek, 13 stycznia 2014

"Czekolada" - Chocolat 2000

Rok 1960, małe miasteczko we Francji. Vianne Rocher z córką przenoszą się do miasteczka i otwierają sklep z czekoladą. Burmistrz miasta nie może pogodzić się z pozycją przybyszki i robi wszystko, by jej zaszkodzić, ale jej ciepła osobowość i umiejętność zarządzania sklepem, zyskują Vianne przychylność mieszkańców. Wiele się zmienia, kiedy grupa żeglarzy pod wodzą Roux, zatrzymuje się w mieście.


 Bajka o zapachu i smaku czekolady. Można utyć od samego oglądania. A jednak ma w sobie coś, co sprawia, że tysiące kobiet na całym świecie zachwycają się tym filmem.  Wiernie oglądają i wzdychają, tęskniąc za magią i za zmianami.

Lata sześćdziesiąte, francuska prowincja.  W pewnym sennym miasteczku pojawia się tajemnicza kobieta z córeczką. Wynajmuje lokal i w samym środku postu otwiera… cukiernię. Sklep z czekoladą,  lub po prostu chockolatiere. Burmistrz, bardzo konserwatywny, czujący nałożone przez pokolenia brzmię odpowiedzialności za mieszkańców. Jak pan feudalny, obrońca wiary i moralności z niepokojem spogląda na wyemancypowaną, piękną kobietę, która nie dość, że jest panną z dzieckiem, to jeszcze się tego nie wstydzi i nie uważa, aby mężczyzna był jej do szczęścia potrzebny. Vianne to kobieta tajemnicza, pojawia się znikąd, jakby czymś gnana. Zwykłą też niepostrzeżenie znikać. Nim zniknie, zmieni życie niejednego człowieka.

Ten film to historie kilku osób spięte w jedną całość, wszystkie one zbiegają się w szklepie z czekoladą, gdzie Vianne odgaduje ulubiony gatunek czekolady klientów, zawiera przyjaźnie i stara się pchnąć życie mieszkańców miasteczka na nowe tory. Opowieść o potrzebie miłości, przebaczeniu a także o przesądach o tym, jak w istocie jesteśmy bierni i zbyt przestraszeni by wziąć los we własne ręce i pójść do przodu, po marzenia.
Burmistrz, bigot, świętszy od papieża, bardziej liczy się dla niego zewnętrzne praktykowanie religii, aby każdy mógł sławić jego bogobojność, niż to aby być w sercu dobrym chrześcijaninem. Zataja przed miasteczkiem, że żona go porzuciła i z Włoch raczej już nie wróci(co jak sądzę jest tajemnicą poliszynela).
Caroline Claimont, pracuje z burmistrzem i wychowuje samotnie synka. Jest nadopiekuńczą matką, zamęcza chłopaczka swoją troską. Skonfliktowana ze swoją matką. Kobieta śliczna, ale oziębła jak Królowa Śniegu.
Armande Voizin, matka Caroline, oryginalna, ekscentryczna starsza pani, o pozornie surowym obejściu Kocha swojego wnuka i cierpi, że nie może się z nim widywać.
Josephine, kleptomanka zahukana przez męża i bita przez niego. Wylękniona i niepewna siebie.
Yvette, która jest rozczarowana małżeństwem, nie czuje się kochaną i pożądaną przez męża.
I mój ulubiony wątek. Pan z pieskiem i Wdowa.

Świetnie napisane wątki i genialnie odtwórcy. Jak nigdy nie podzielałam tego zachwytu kobiet do Johnego Deepa, tak w „Czekoladzie” ma to coś : D No i muzyka. Cudowna, radosna, refleksyjna, francuska i niesamowicie klimatyczna. Uwielbiam. Jeden z moich ukochanych soundtracków.

Aż mam ochotę do książki wrócić. Taka jestem zaczekoladowana. Wzrusza mnie ten film i bawi, a co najważniejsze ogrzewa. To jeden z tych filmów które wnoszą ciepło i światło.


Podoba mi się bardzo ta seria "Zakochanej Jedynki" w TVP 


8/52

"Pan raczy żartować, panie Feynman!". Przypadki ciekawego człowieka - Richard Phillips Feynman

Ta pełna anegdot i błyskotliwego humoru książka opowiada nie tylko o pracach nad budową
bomby atomowej i tajemnicami materii, ale pokazuje też fizyka jako speca od otwierania zamków szyfrowych i niezłego perkusistę. Feynman opisuje spotkanie z Einsteinem, walki z rządową biurokracją, próby reformy brazylijskiej edukacji, codzienne życie w ośrodku badawczym w Los Alamos, wreszcie flirty z tancerkami w Las Vegas. Wyjaśnia jak to się stało, że nie spełnił marzenia o kochance oraz jak za jednego - z trudem zdobytego - dolara oddał amerykańskiemu rządowi pomysł na elektrownię jądrową.


Właśnie skończyłam wspaniałą książkę. Zastanawiam się jak ją opisać. Jak zacząć, czy opowiedzieć Wam o moich trzech nauczycielach fizyki, którzy – być może – byli doskonałymi specjalistami z tej dziedziny, ale przez w sumie – policzmy – pięć lat, osiągnęli tyle że znam – mniej więcej- zasady dynamiki? O tym, że jestem tak cienka z fizyki, a mimo to w maturalnej klasie miałam okres, gdy uparłam się iść na fizykę i zajmować się fizyką jądrową?  I że żyłam z poczuciem niedouczenia w ważnej dziedzinie? A może zacząć od tego, że pracuję we wspaniałym miejscu i pod ręką mam świetnych specjalistów i przełamałam się w końcu i zapytałam profesor od fizyki(postrach w jednym z Liceów) o to czy warto zaczynać czytać „Feynmana wykłady z fizyki” będąc kompletną nogą?
Nieważne od czego zacznę, nie zmieni to faktu, że przeczytałam książkę niezwykłą. Jak na nią trafiłam? Chciałam ją kupić, gdy zaczęłam czytać wspomniane wykłady, pokochałam autora. Tak mam świadomość tego, że nie żyje. Okres życia mój i Feynmana, noblisty, twórcy elektrodynamiki kwantowej, na tym świecie trwał dwa miesiące i 17 dni. Tylko, że wtedy raczej nie interesowałam się wielkimi fizykami. Nieistotne!  Ja jestem zakochana. W „Wykładach” i w postaci, która wyłoniła się z „Pan raczy żartować, panie Feydman!”
znalezione w sieci.
R.P. Feydman - Moja wielka miłość
Zachęcam Was, w tym miejscu do sięgnięcia po „Wykłady”, ja czytając czuję się jak intelektualny pustak, dno i nizina, ale doświadczam przy tym umysłowej ekstazy, dziecięcego zachwytu, ciekawości i wspaniałych iluminacji. Bo Feydman jest, był cudownym wykładowcą. Człowiekiem zakochanym w swojej dziedzinie, dla którego fizyka byłą radością, radością i cudem, którym chciał się dzielić. A w swojej autobiografii opowiada nam o swoim ciekawym życiu. Był oryginałem, dla nas, którzy mają zakodowany obraz naukowca, noblisty a`la Maria Skłodowska-Curie, poważna starsza pani, w czerni, żyjąca swoją dziedziną, surowa, uważna – wzór ascetki, mniszki w zakonie wiedzy, możemy poczuć się – zdziwieni tym naukowcem, który wyłania się z kart książki o Feynmanie.

Richard Pillips Feynman, urodził się w żydowskiej rodzinie w Nowym Yorku w 1918 roku, jak opowiada w książce – od dzieciństwa uwielbiał eksperymenty. Jego pierwszymi chałturami były naprawy radioodbiorników. Skąd to się wzięło? Z ciekawości. Jego interesowało wszystko. Uwielbiał zgadywanki, zagadki, szarady. Wszystko mogło go zaintrygować, bukmacher na wyścigach konnych, facet żyjący z hazardu, problemy z „wyrwaniem panienki”. I poważny naukowiec o tym pisze? Tak, bo cała ta „afera z Noblem” zaczęła się od obserwacji tego w jaki sposób facet rzucił talerzem, od próby znalezienia wzoru na regularność obrotu.  Nie od wielkiego pragnienia zmiany porządku świata, nie od chęci zapisania się złotymi zgłoskami na kartach fizyki. Feydman tak kochał fizykę, że takie myślenie go wypalało, wpędzało w niemoc badawczą, on chciał zajmować się tym co go ciekawi, bawić się nauką i… uczyć.

Nie wyobrażał sobie życia bez uczenia studentów, a Ci go uwielbiali. Bo czy można nie lubić człowieka ogarniętego pasją? Miłością do pracy, a jednocześnie wielkiego oryginała, który pracując nad bombą atomową, zabawiał się w otwieranie sejfów i zamków szyfrowych, aż zyskał sobie miano I klasy włamywacza? Który przyjeżdżając pracować na uniwersytecie był tak zmęczony, a nie było wolnych hoteli, że uprosił portiera i przespał się na sofie gdzieś w kątku? Który wytknął błędy w teorii samego Bohra? Tak tego od atomu, króla fizyki tamtych czasów? Który dopominał się „symbolicznego dolara od rządu”. I tego, który gościa dzwoniącego z wiadomością, że przyznano Feynmanowi Nobla, zjechał, że go budzi. A żona byłą przekonana, że ją wkręca.
Chciałabym poznać Richarda P. Feynmana, dopisuję Go do listy ludzi z którymi w zaświatach będę musiała porozmawiać. Ta książka była tylko namiastką. Niestety. Obawiałam się, że będzie ona napisana w sposób nieprzystępny dla laika, że pojęcia, obliczenia mnie zniszczą i wyeliminują. Nie ukrywam, były ciężkie momenty, ale całość książki doskonale to wynagradza.

Ta książka emanuje taką pasją, humorem i radością. Inteligentny humor. Barwna postać Feynmana czynią z tej książki, obowiązkową pozycję dla tych, którzy zaczytują się biografiami, lub/i lubią ciekawe dobrze napisane książki.

Polecam szczerze i z całego serca!

sobota, 11 stycznia 2014

"Kamerdyner" - The Butler 2013

W 1926 roku młody Cecil opuszcza skonfliktowane na tle rasowym południe USA, szukając szansy na lepsze życie. Wkrótce otrzyma niezwykły dar od losu. Zostanie kamerdynerem w Białym Domu, stając się naocznym świadkiem wydarzeń, które na zawsze zmienią oblicze współczesnego świata. Gdy kolejni prezydenci USA zmagają się ze skutkami zabójstwa Johna F. Kennedy'ego, Martina Luthera Kinga i kontrowersjami narosłymi wokół wojny w Wietnamie i afery Watergate, Cecil – wpierany przez kochającą żonę Glorię (Oprah Winfrey) – musi podjąć trudną walkę o dobro i szczęście rodziny, któremu na drodze stanie jego własne, bezgraniczne oddanie pracy


 Miałam się przygotowywać do jutrzejszych zajęć, ale zarwę noc i przeżyję. Mama wspomniała, że dobre recenzje zbiera książka „Kamerdyner”. Chociaż podobno film słaby. A że staram się oglądać więcej filmów, to przy pierwszej okazji włączyłam film. Świat nie zawaliłby się, gdybym oglądnęła jutro po pracy, ale mój charakter podły wziął górę.

Film opowiada historię czarnoskórego chłopca, który dorasta na farmie bawełny, jego matka jest wykorzystywana seksualnie przez właściciela posiadłości. Ojciec, gdy ośmiela się sprzeciwić właścicielowi dostaje kulkę, prawie w sam środek czoła. Biała kobieta – domyślam się, że matka właściciela – bierze chłopca na służbę do domu i uczy go jak być idealnym służącym. Pomaga mu również odejść z domu, aby znaleźć swoje miejsce. Czasy są ciężkie, Murzyn może zostać zabity i jest jakby wyjęty spod prawa. Cecilowi udaje się jednak znaleźć dobrą pracę w hotelu w D.C tam zostaje zauważony i trafia do Białego Domu, gdzie będzie usługiwał prezydentom. Równolegle z jego życiem, toczy się wielka historia USA, a zwłaszcza walka o zniesienie segregacji rasowej, w którą żywo angażuje się pierworodny syn Cecila.


Zieeeewam. Film okazał się tak amerykański i przewidywalny, że nie wiem dlaczego w połowie go nie wyłączyłam. Ach tak, Alan Rickman pojawia się dopiero na końcu(gra prezydenta Regana). Ten film może zrobić widzom wodę z mózgu. Ci którym Ameryka jawi się jako ziemia obiecana, kraj wolności, który przecież w XIX wieku zniósł niewolnictwo i propagował równość i wszelkie wolności jest pokazany, jak hmmmm zacofana miedzywojenna Polska, gdzie prześladuje się tych innych. A nie chcę umniejszać antysemityzmu czy tragedii holocaustu, sceny z „Kamerdynera” momentami paraliżują. Połowa XX wieku a zachowanie białych, prawych Amerykanów, mrozi krew w żyłach. Poddaje w wątpliwość człowieczeństwo niektórych.

Nancy i Ronald Regan
Najlepsza, prezydencka kreacja
Martin Luther King jest postacią ważną dla, mniej więcej, środka filmu bowiem syn naszego kamerdynera, angażuje się w walkę o równość. Ląduje w więzieniu jakieś 16 razy w ciągu dwóch lat, wpędzając matkę w alkoholizm, a ojca przyprawiając o stres i wstyd. Bo prezydenci wiedzą o tym, że Cecil ma syna, wiedzą co syn porabia. Cecil jest wierny swej służbie. Oddaje całego siebie, swojej pracy, tak że brakuje mu energii na dom. Co jest kolejnym klasycznym zagraniem. Zapracowany mąż, widzący sens tylko w pracy. Gloryfikujący zajęcia, za marne grosze, a zaniedbujący dom. W domu zaś dzieci się buntują, żona ma pretensje. Zwykle pojawia się nałóg, zdrady.  Wątek prywatnego życia Kamerdynera jest schematyczny, przewidywalny. Takie jest moje zdanie.

CO z prezydentami? Mamy maraton. Amerykanie, najwyraźniej żyją w przekonaniu że znamy biografie każdego z ich prezydentów. I tak ukłon w stronę widza mniej „wykształconego” to podpisy, za czasów którego prezydenta rozgrywa się akurat akcja. Nie tylko dlatego, że kocham Rickmana, najlepiej go zapamiętałąm. Przypomina Regana, a więc jako jedyny z prezydentów przemykających po ekranie przypomniał mi pierwowzór(np. JFK to jakiś żart, tak jak i jego żona), jego żonę gra J. Fonda, świetna i również podobna. On zapadł mi w pamięć, chociaż najwięcej scen nie miał. Pierwszego prezydenta grał Williams, jeszcze jego zapamiętałam. Reszta… niewyraźna, miałka, jak film.
Twórcy próbowali zmieścić dużo treści w krótkim czasie, w efekcie przekaz jest zubożony, a widz ma wrażenie, że jest przegoniony  po salach muzeum i może tylko omieść wzrokiem wnętrza.
Dodatkowo poprawność polityczna i dbanie o bezpieczeństwo(byle nie dotknąć drażliwego tematu) wali po oczach więc film jest po prostu bez wyrazu.

Bronią go aktorzy, Cecil, jego żona Gabriele, grają świetnie, zachowują swoje człowieczeństwo, do końca mają ludzkie rysy. Ich losy są w stanie wzruszyć. Dla nich i dla wszystkich czarnoskórych odtwórców warto zobaczyć ten film. Można też wzruszyć się(lekko) i porozmyślać o kolejach jakimi błądzą prawa człowieka.

Film naprawdę bardzo zwyczajny


6/52


źródło okładki i plakatu - filmweb

piątek, 10 stycznia 2014

Czas na Biblię

Z pełnym przekonaniem udostępniam!


CZAS NA BIBLIĘ!
Nowy portal biblijny: www.czasnabiblie.pl
  Idea nawiązuje do rosnącego coraz bardziej – zwłaszcza wśród młodych ludzi ­ zainteresowaniaBiblią.  czasnabiblie.pl  to  przestrzeń  dla  rzetelnego  i  przystępnego  poznania  Słowa  Bożego,miejsce  dla  dyskusji  i  modlitwy,  ponieważ  jesteśmy  przekonani,  że  właśnie  nadszedł  Czas  naBiblię!   Portal powstał jako odpowiedź na zachętę Jana Pawła II do rodzinnego czytania Pisma Świętego.Obejmuje  różne  środowiska  i  łączy  je  wokół  Biblii  oraz  osoby  i  nauczania  Papieża,  który  27kwietnia 2014 roku zostanie ogłoszony świętym.   Przygotujmy  się  na  to  wielkie  wydarzenie,  czytając  w  naszych  domach  Słowo  Boże  wrazkomentarzami autorów, a przede wszystkim bł. Papieża.   Będzie to doskonałe wypełnienie jego życzenia i przyjęcie błogosławieństwa, którego udzielił nadwa tygodnie przed swoją śmiercią:   Z  serca błogosławię rodzinom, które wspólnie czytają słowo Boże ­ Jan Paweł II, 19 marca 2005r.

Lubie czytać Pismo Święte, kiedyś kilka ksiąg znałam, nawet bardzo dobrze. Wiem, że moja znajomość Biblii jest żenująca i na pewno czas to zmienić.

Moim życiowym mottem jest:
"Nadzieja zawieść nie może" (Rz 5,5)

Mam nadzieję, że komuś się przyda :D

czwartek, 9 stycznia 2014

"Obietnica gwiezdnego pyłu" - Priscille Sibley

Niezapomniana historia o miłości i poświęceniu, konflikcie i nadziei, osnuta wokół jednego z najbardziej złożonych dylematów moralnych naszych czasów.
„Przeczytałam tę powieść dwukrotnie. Za pierwszym razem byłam zaintrygowana. Za drugim czułam się zaszczycona, że dane mi jest obcować z tak niesamowitą historią.” Jacquelyn Mitchard, autorka Smaków miłości
Matt Beaulieu miał dwa lata, kiedy po raz pierwszy wziął w ramiona Elle McClure, siedemnaście, kiedy pierwszy raz pocałował ją pod niebem usianym spadającymi gwiazdami, i trzydzieści trzy, kiedy się pobrali. Teraz, zbliżając się do czterdziestki, bez reszty oddana sobie para ma wszystko prócz upragnionego dziecka.
Gdy w wyniku tragicznego wypadku Elle popada w stan śmierci mózgowej, Matt jest zdruzgotany. Choć nie może znieść myśli o utracie ukochanej, wie że Elle bała się tylko jednego – długiego, powolnego umierania. Matt jest bliski wyrażenia zgody na odłączenie żony od aparatury podtrzymującej życie, kiedy okazuje się, że Elle jest w ciąży. Matt zmienia zdanie. Wie, ile to dziecko znaczyłoby dla Elle i jest przekonany, że chciałaby dać mu szansę nawet za cenę własnego życia. Matka Matta uparcie twierdzi, że synowa nie chciałaby być sztucznie utrzymywana przy życiu, bez względu na okoliczności. Ich konflikt znajduje finał w sądzie. Cała rodzina – i nie tylko ona – toczy niemożliwy do rozstrzygnięcia spór o prawo do śmierci i o szansę na życie.


 Właściwie miałam nie wchodzić do Weltbildu. Zostało mi troszkę czasu do pociągu, na bibliotekę – za mało. Stwierdziłam, że coś zjem, bo na pustym żołądku i wracam na Zachód. Wchodzę, bach! Promocja 3za2. Błyskawicznie wypatrzyłam książki dwie, które, no fajnie… ale rozsądek tryumfował, że byłam już w Empiku, że w matrasie wytrzymałam itp.  Do czasu, aż do księgarni weszła Starsza Pani i zaczęła rozmawiać ze sprzedawczynią. Włączyłam się w rozmowę i tak „Gołębiarki” i „Obietnica Gwiezdnego pyłu” trafiły w łapki.
Czytać zaczęłam już na dworcu i targana zimnym wiatrem, ściskałam w grabiejących dłoniach książkę i po prostu nie mogłam się oderwać. Nie musiałam już jeść, ani pić. Chciałam tylko czytać. I mieć chwilę spokoju, żeby sobie popłakać. Apogeum przypadło na dziś, czas gdy siedziałam w komisji egzaminującej. Egzamin był pisemny, więc mogłam czytać popatrując. Na szczęście oddawanie prac wypadło na ten etap książki, gdy łzy płynęły mi strumieniami, a tylko odpowiednia fryzura mnie ocaliła. Niezwykła i wciągająca, wyciskająca łzy w oczy, poruszająca do głębi. Po prostu świetna książka! Nie jest ona jednak łatwa.

Elle i Matt są małżeństwem, od lat starają się o dziecko. Jednak przez to, że Elle ma chorobę autoimmunologiczną, dwa razy poroniła. Ostatnia ciąża zakończyła się urodzeniem martwego dziecka i niemalże doprowadziła do śmierci Elle. Matt też pragnie dzieci, ale bardziej kocha żonę i boi się ryzykować kolejny raz. Oboje są bardzo świadomymi, mądrymi ludźmi. Elle pracowała w NASA, była w kosmosie, teraz wykłada na miejscowym uniwersytecie. Matt jest neurochirurgiem. Znają się i kochają od dzieciństwa. Mimo przeszkód, życiowych zawirowań, znaleźli wspólną drogę. A jednak, jeden nieostrożny ruch, głupi przypadek i Ella ląduje w szpitalu z koszmarnymi obrażeniami mózgu. Matt wie, że odeszła, decyduje się aby odłączyć żonę od aparatury. Wie, że Ella tego by chciała, wielokrotnie o tym mówiła, bo jako nastolatka patrzyła jak jej matka konała w męczarniach. Matt nie ma wątpliwości, do czasu, aż okazuje się, że Elle jest w ciąży, postanawia zawalczyć o dziecko. Wszyscy mają go za faceta, który oszalał i nie chce zaakceptować odejścia żony, ale Matta znał Elle jak nikt, wie że za wszelką cenę chciałaby donosić ciąże. Niestety są osoby, które mają inne zdanie. W tym matka Matta, to ona idzie do sądu, aby walczyć o godną śmierć dla synowej. Dwa życia na szali. Bez względu na wynik będzie tragedia i łzy.

Rzadko można wierzyć opisom z okładek, zwłaszcza rekomendacją, porównującą powieść do książki poczytnych autorów. Tutaj, nie ma cienia kłamstwa. Takiej książki Jodi Picoult by się nie powstydziła. Napisałam, że nie jest to książka  łatwa, faktycznie tak jest. Nie jest to przyjemne, radosne czytadło. Ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, że czytamy bez angażowania się w akcję. Ja jak czytam od razu stawiam się w położeniu skonfliktowanego bohatera. A wczucie się w to co przeżywa Matt jest bolesne, traumatyczne. Opisana w tej książka, jest straszna, według mnie jednak nie tyle przez konflikt etyczny, ale przez stratę jakiej doznaje Matt. Bo oprócz  pozakulisowej dyskusji o życiu, jego początku i końcu oraz o tym czy człowiek ma prawo ingerować w te naturalne procesy, ta książka jest opowieścią o niesamowitej miłości. Pięknej, romantycznej, najeżonej kolcami, dawnymi ranami, zawodami i tragediami, ale jest to opowieść o dwóch połówkach, które jakby na złość wszechświatowi dążą do połączenia.  Im bardziej zagłębiamy się w książkę, tym więcej faktów znamy, autorka sprawnie posługuje się retrospekcją, oczami Matta oglądami ich wspólne życie, przeżywamy kłótnie, wzloty i upadki. Zżywamy się z bohaterami, zaczynamy traktować Elle jak byt realny i za każdym razem uświadamiamy sobie prawdę.

Wiecie co… tak na dobrą sprawę brak mi słów, żeby opisać tę książkę. Panie w Księgarni miały rację, ona wciąga i jest po prostu niesamowita. Bardzo, bardzo polecam.

A teraz idę pochłąturzyć, jutro praca, jeszcze kolęda, a dziś miałam chyba sądny dzień.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy