Ódinn zamieszkał sam z jedenastoletnią córką Rún po śmierci byłej żony, która wypadła z okna. Ale ojciec i córka nie są ze sobą zżyci…Pewnego dnia otrzymuje w pracy nowe zadanie: ma ustalić, co działo się wiele lat temu w Krókur, położonym na odludziu i zamkniętym domu wychowawczym dla chłopców. Bada między innymi sprawę śmierci dwóch z nich – chłopcy w tajemniczych okolicznościach udusili się spalinami w samochodzie.Im bardziej Ódinn zagłębia się w tę sprawę, tym częściej wydaje mu się, że dopadają go upiory z przeszłości. Czy przedwczesna śmierć jego żony ma z tym coś wspólnego? Ódinn rozpaczliwie poszukuje odpowiedzi na to pytanie i czuje, że atmosfera grozy narasta…
Trzeba być geniuszem mojego
pokroju, aby do czytania na nocnej zmianie zabrać skandynawski thriller i to
pióra Yrsy… pierwszy raz czytałam jej książkę, tuż przed obroną, sam czerwiec,
południe a mimo to się bałam. A teraz – słota, szybko robi się ciemno, ja idę
do pracy w nocy i siedzę sama… ale od czego jest ta nuta niepewności, dostanę
zawału, czy nie dostanę? Ponieważ czytacie te słowa, macie prawo przypuszczać,
że serce mam jak dzwon, bo nie wysiadło podczas lektury. No właśnie czy miało
prawo wysiąść? W końcu Yrsa umie przestraszyć… ale czytałam też słabsze jej
książki… No cóż… sprawdźmy.
Jak to bywa u Yrsy, mamy dwutorową
akcję. Współczesność to historia Ódinna, mężczyzny po rozwodzie, którego była
żona wypadła z okna, z weekendowego tatusia musiał zmienić się w
odpowiedzialnego ojca i właśnie w związku z tym podjął pracę w państwowym urzędzie.
W pracy przejął sprawę po kobiecie, która zmarła, w dość niecodziennych, a na
pewno mrożących krew w żyłach okolicznościach. Sprawa dotyczy wypadku z lat
siedemdziesiątych, gdy w jednym z domów resocjalizacyjnych zginęło dwóch
chłopców. Ponieważ przez kraj przetacza się afera dotycząca wadliwości systemu
opieki nad dziećmi sprzed lat, postanowiono również zbadać jak było z tym
domem, gdzie dzieci zginęły. Odinna angażuje się w sprawę, ale jest w niej coś
nieuchwytnego, groźnego, intrygującego i mrożącego krew w żyłach…
Lata siedemdziesiąte, przenosimy
się do w/w domu, oglądamy sytuację w nim oczami sprzątaczki, pokojówki, która
uciekła z domu i wzięła pracę, bo nie miała innego wyjścia. My, napompowani
ideałami o bezstresowym wychowaniu odbierzemy to co się tam działo, jako
dramatyczną patologię. Metody wychowawcze, faktycznie bardziej przypominają te,
które opisywał Dickens, jednak polemizowałabym, czy były to pojedyncze przypadki,
jednak lata `70 to były trochę inne zasady wychowawcze. Chociaż nie chcę
twierdzić, że „ach to były czasy”. Dom wychowawczy prowadzi małżeństwo, bigoci
pełni hipokryzji. Ponieważ chłopcy trafiający do ośrodka, trafiają tam za karę,
małżeństwo uważa, że dzieciakom należy się żelazny dryl, wzorowany na metodach
z GUŁAGów. Małżeństwo ma również swoją mroczną tajemnicę, o której wie więcej
osób, niż można się tego spodziewać. Dodatkowe kłopoty przybywają, wraz z
pojawieniem się w ośrodku Einara, chłopca przystojnego, odstającego od grupy.
Nagle zaczynają się dziać dziwne rzeczy.
Yrsa znowu pokazuje, że umie
budować napięcie, tworzy atmosferę grozy, tajemnicy, gdzieś tam przewija się
moc nadprzyrodzona i czytelnik się boi. Czyta, czyta daje się porwać w pułapkę,
zaczyna wierzyć w duchy, zemstę zza grobu. Przeszłość zazębia się z teraźniejszością, co
potęguje nasz strach i czyta się książkę, dosłownie z zaryglowanymi drzwiami(u
mnie w pracy – fotel podstawiony pod drzwi).
A jednak… moim zdaniem,
jakkolwiek książka trzymała mnie w napięciu(uprzedzam – ja jestem strachliwa),
ale brakowało mi takiego kopa, mocnego akcentu, który przyprawiłby nas, no
chociażby o tachykardię. Zauważyłam, że od „Statku śmierci”, brakuje tego ostatniego,
finalnego akordu, tego jednego wyraźnego BUM, dzięki którym Yrsa zyskała takie
rzesze fanów.
Naprawdę nie jest źle… czyta się
szybko i z napięciem, z autentyczną ciekawością co ona wymyśliła, ale jest
niedosyt. Chociaż po kolejną jej książkę sięgnę i tak, zbyt lubię bać się na
jej powieściach. No i zakończenie – absolutnie zaskakujące. Kopara opada!
Bo pomysł i wykonanie, naprawdę
bardzo dobre, na 5 z minusem… że się wczuję w nauczycielską mą profesję, no
albo 4 z plusem.




.jpg)
.jpg)
