piątek, 31 sierpnia 2012

sierpniowy stos


Od ostatniego stosu minął miesiąc i dwa dni toteż pora zaprezentować ubiegłomiesięczne zdobycze.
Nie muszę z nimi czekać do emerytury(której i tak nie dożyję), wystarczy, że dziś skończyłam staż. Już wiecie co będę robić od dziś do… znając nasze państwo do śmierci…

Tak nie ukrywam, że dziwnie mi z powodu tego, że skończyło się ważne pół roku w moim życiu. I z tej okazji dostałam od Mamy „Opowieści z Niebezpiecznego Królestwa” :P


Stosy są dwa – mniejszy  - recenzyjny, po powiększeniu zdjęcia dojrzycie Wydawnictwa i tytuły. Podpowiem Wam, że Cherezińska jest czytana intensywnie :P

Drugi – większy nabyty. Kolejne tomy Wielkich Biografii, które to zraziły mnie do prenumerat skutecznie. Ale ciągnę skoro zaczęłam. Nie ukrywam, że najbardziej z zakupów cieszą mnie Listy Tolkiena i Autobiografia Christie(obie pozycje allegro).
„Agatha Raisin i Ciasto śmierci” to prezent od Leny za co jeszcze raz buziak :* dwa kolejne tomy to zakup w kiosku we Wrocławiu.
Znalazł się kolejny kryminał z Poirotem.
Coś na chłodniejsze dni, czyli przeprowadzka do Hiszpanii : )
Książka Szejnert, zaintrygowała mnie opisem, razem z „Więźniem nieba” nabyłam ją, za sierpniową wypłatę.

W sumie z tych stosów recenzowałam „Sprawiedliwość w Dachau”, „Więźnia nieba”, „44 ScotlandStreet”i „Agatha Raisin i Ciasto śmierci”.

A mam jeszcze zaległości z recenzji sierpniowych. Teraz będę miała na wszystko czas, więc w górę serca!!


czwartek, 30 sierpnia 2012

"Agatha Raisin i ciasto śmierci" - M. C. Beaton

Zmęczona miejską gonitwą Agatha Raisin zamyka dochodową firmę w Londynie i przechodzi na wcześniejszą emeryturę, żeby zasmakować spokojnego życia w cichej wiosce Carsely. Znudzona, samotna, przyzwyczajona do sukcesów i uznania, przystępuje do miejscowego konkursu na najlepszy wypiek. Przynosi nań nadziewane ciasto francuskie zakupione po kryjomu w znakomitej londyńskiej piekarni. Jednak ten sposób na awans społeczny zawodzi. Nie dość, że sędzia odrzuca jej kandydaturę, to jeszcze pada martwy po skosztowaniu smakołyku.


 Naprawdę nie potrafię wyjechać i wrócić bez książki,  wracając już z wesela w kiosku wypatrzyłam dwa tomy nowej serii kryminalnej, jakoś tak impulsywnie nabyłam. Niestety tom 2 i 3. Zaczęłam intensywne poszukiwania tomu I, ale łatwiej znaleźć mi męża chyba by było. Na szczęście LENA poratowała mnie i trybie ekspresowym I tom serii o przygodach Agaty Raisin zapukała do moich drzwi. Lenie bardzo, bardzo dziękuję, bo książkę przeczytałam w swej chorobie ekspresowo i chociaż spodziewałam się literatury nie za wysokich lotów, dostałam naprawdę sympatyczną książkę. Nic dziwnego, że przegapiłam ją gdy bywała w kioskach, ten wściekle różowy kolor z czarnymi elementami sugerował raczej kolejną wampirzastą powieść dla młodych, gniewnych nastolatek, które jeszcze nie zapomniały, Hannę Montanę Kochały. Agatha jest mianowana na następczynię Panny Marple z powieści Agaty Christie, tej serii jeszcze nie czytałam, więc naprawdę byłam wolna od oczekiwań, chociaż nawet się nie łudziłam, ze będzie to książka na miarę Królowej Kryminału.

Agathę poznajemy w momencie gdy postanawia porzucić życie biznesłumen i przenieść się na jedną z urokliwych angielskich wsi. Marzy jej się spokojne życie w otoczeniu przyjaźnie nastawionych sąsiadów. Taaak wiele osób wieś widzi wyłącznie w różowych barwach, cieszę się że nie jest to tylko polski problem. Tymczasem gorszego sposobu na tak zwane mocne wejście Agatha nie mogła sobie wybrać. Wszystko zaczęło się od tego, ze ludzie w jej nowej Arkadii nie są tak otwarci jak jej się wydawało. Naiwnie sądziła, że na wejściu stanie się ulubienicą wsi, bo przecież przyjechała z miasta, ma za sobą wiele sukcesów, no jak można jej nie uwielbiać. Ponieważ Agatha Lubie dostawać to czego chce, wiec podkupuje pomoc domową sąsiadce, to już nie przysparza jej sympatii, na dodatek gdy postanawia oszukać komisję na konkursie wypieku ciasta francuskiego i zamawia ciasto w Londynie, po zjedzeniu którego popularny we wsi i w okolicy  juror umiera… no cóż znam wiele lepszych sposobów na pozyskanie sympatii współosadników, niż podejrzenie o morderstwo na samym początku.

Agatha, która korzystając z wolnego czasu zaczytuje się kryminałami swojej słynnej imienniczki postanawia, wbrew radom sympatycznego policjanta, przeprowadzić własne śledztwo i rozwikłać tajemniczy zgon, który wydaje się tylko przypadkiem, ale nie zaspojleruję Wam bardzo, jeśli napiszę, że wydaje się jednak nie być zbiegiem okoliczności, bo w przeciwnym wypadku czy byłby to kryminał?

Nie oszukujmy się nie jest to proza na miarę Christie, ale bez wątpienia jest to sympatyczna powieść na wieczór z gorączką. Pomimo, że sprawia płytkie wrażenie w ciekawy sposób ukazuje angielską wieś i jest pobieżnym studium różnych charakterów, ciekawa jestem w jaki sposób autorka rozbuduje bohaterów. Raduje się me serce(że o duszy nie wspomnę) ponieważ mam jeszcze w domu dwa tomy a w poniedziałek wychodzi trzeci. Szkoda tylko, że recenzyjny stos każe mi nieco wstrzymać się z lekturą, ale co się odwlecze…

środa, 29 sierpnia 2012

"44 Scotland Street" - Alexander McCall Smith

Pierwszy tom cyklu wprowadza w atmosferę kamienicy w eleganckiej części Edynburga, zamieszkałej przez bogatych burżujów i nieco zblazowanych artystów, studentów i poetów. Każde mieszkanie zajmuje interesujące postaci: Pat to młoda wieczna studentka w związku z Brucem - superprzystojnym, nieprzewidywalnym i narcystycznym fanem rugby, Irena - pełna pretensji elegantka, matka pięcioletniego Bertiego, dziecka geniusza, który podpalił gazetę czytającemu ją ojcu i poddany jest terapii u znanego edynburskiego psychoanalityka. Wszystko zaś obserwuje i komentuje bystra i tajemnicza Domenica MacDonald. Przyjaźni się ona z wieloma lokalnymi osobistościami. Wraz z bohaterami odwiedzamy okoliczne bary i puby. Spotykamy barwną klientelę - znanego pisarza Iana Rankina czy głośnego polityka Toma Dallyella.


 Był czas gdy ta książka gościła na niemalże każdym blogu, mnie jakoś odrzuciła okładka. Popełniłam częsty błąd, ponieważ nie podobała mi się okładka, uznałam, że cała książka nie trafi w mój gust i nawet nie czytywałam recenzji. Aż będąc dwa tygodnie temu w Lublinie w Bardzo-Ważnej-Sprawie, tradycyjnie wpadłam do Empiku i szukając „Łuku tryumfalnego” znalazłam tą książkę, pomyślałam „dlaczego nie”. Zaintrygował mnie zwłaszcza opis książki porównanej do gorącego kakao. I po tym jak musiałam poczytać coś lekkiego po sprawiedliwości w Dachau, wybór padł na „44 Scotland Street”.

Książka ta pierwotnie była powieścią w odcinkach drukowaną w gazecie, we wstępie autor tłumaczy się z takiej a nie innej wizji, z tej konkretnej konstrukcji poszczególnych opowiadań. Jak wiecie, pewnie nie przepadam za opowiadaniami, myślałam że za powieściami w odcinkach też nie. Jednak ta książka jest tak pozytywna, że moje wszystkie uprzedzenia poszły w kąt.

„44 Scotland Street” to opowieść o kamienicy w Edynburgu, która znajduje się przy tytułowej ulicy. Oczywiście, mam na myśli opowieść o mieszkańcach kamienicy, nie lękajcie się, autor nie zanudzi nas wewnętrznym życiem cegieł z których składa się dom, ani nie uświadczymy tam, bez wątpienia zajmujących dialogów schodków z dajmy na to poręczą.

Tytułową kamienicę poznajemy z sympatyczną Pat, która robi sobie drugi rok przerwy przed studiami, znajduje pracę w Galerii Sztuki, która nie jest popularnym miejscem. Pat szuka mieszkania, aby się uniezależnić od rodziców i wprowadza się pod numer 44 od teraz sąsiadować będzie z chyba najbardziej antypatycznym męskim typem Bruce`m od którego Narcyz mógłby wiele się nauczyć. Bruce jest obrzydliwym, zapatrzonym w siebie typem, rozsiewającym wokół siebie woń goździkowego żelu do włosów oraz niezwykłą pewność, że każda kobieta marzy by wskoczyć mu do łóżka.

W kamienicy mieszka jeszcze szereg równie ciekawych postaci z którymi Pat zawiera znajomość, lubn tylko dowiaduje się o ich „oryginalności”.
Najbliższą przyjaźń  połączy ją z Domenicą, która jest antropologiem, ale dzięki udanemu małżeństwu doszła do sporej fortunki i teraz może żyć, jak to się mówi z procentów i nie martwić się o byt. To od Domenici dowiemy się sporo o mieszkańcach kamienicy, zwłaszcza dużo ma do powiedzenia o rodzicach genialnego Bertiego. Jego matka Irene jest tak wkurzającą postacią, typowo nadambitną mamusią, która własne niespełnione marzenia i ambicje pompuje w swoje dziecko. W czytelniku wzbudza irytację, bo Bertie wzbudza czystą sympatię, nawet gdy brzydko wyzywa swoją przedszkolankę, tworząc na ścianie przedszkolnej łazienki dwuznaczne graffiti po włosku.

Moją największą sympatię zdobył pracodawca Pat pocieszny Matthew, któremu bogaty ojciec kupił Galerię, ale biedny chłopaczyna nie ma za grosz drygu do interesów i zanosi się, że również handel dziełami sztuki tego nie zmieni, może jednak zmieni coś w życiu prywatnym?

To tylko kilkoro bohaterów a książka jest świadectwem, że Autor ma talent do opisywania różnych ludzkich typów osobowości. Każde opowiadanie jest w swoim rodzaju, z jakimś mniej, lub bardziej elektryzującym wydarzeniem, co utrudnia nam odłożenie książki w celu, chociażby tak prozaicznym jak udanie się w  ramiona Morfeusza, dlatego lepiej czytać, gdy tak jak ja ma się wolne.

Nie spodziewałam się, że ta książka tak przypadnie mi do gustu i bardzo żałuje, że jeszcze nie mam na półce tomu drugiego. Bez zbędnej zwłoki go nabędę. Będzie jak znalazł na coraz chłodniejsze dni, które mnie przyprawiły o przeziębienie….

niedziela, 26 sierpnia 2012

Niedzielne gledzenie : P


Powtarzam często i z dumą, że jestem starą panną, zwykle ktoś ripostuje, że co najwyżej jestem panną na wydaniu, bo jeszcze młoda, bo nie czuć mnie katafalkiem etc.

Nie mówię tego z kokieterii, nie liczę, że ktoś na te słowa podbiegnie zarzuci mi na rozczochrany łeb jakąś białą szmatkę i krzyknie „Moja CI ona”. Nie! Ja chcę być szczera.

Bo jestem starą, zdziwaczałą już panną. Z kotem i z kotami na wielu punktach. Dodatkowo jestem aspołeczna.

Moje dziwactwo sięgnęło już tego stopnia, że nie lubię do ludzi wychodzić. Ostatnio każdy kto przerywa mi lekturę jest wrogiem niemalże.

Zwłaszcza niemile widziani są znajomi(wiem to brzmi strasznie aspołecznie) z którymi mam sporadyczny kontakt, a którzy w autobusie, na ten przykład dosiadają się, pytają co czytam, lub w czym się tak zaczytałam, nie reagują na książkę ostentacyjnie trzymaną na kolanach i czekającą aż do niej wrócę i rozpoczynają konwersację…

A przecież droga z pracy do domu trwająca pół godziny to piękna okazja do czytania w świętym, idealnym spokoju.

A czy aż tak bardzo może dziwić to, że wolę towarzystwo książek i kota niż osób rozmawiających o aktualnych trendach mody, imprezach czy aktualnych plotach z powiatu stalowowolskiego?
Kiedy próbuję rozmowę pchnąć na tory książkowe widzę te pełne politowania spojrzenia i czuję się jak dziwak. Nie moja wina, że na dyskoteki nie chodzę i średnio interesuje mnie to kto się upił ostatnio i kto z kim wpadł.

Nie umiem już rozmawiać z ludźmi, coraz częściej szkoda mi czasu na gadanie o niczym, na gadanie dla gadaniu.

Nie twierdzę bynajmniej, że jestem tak świetna, wspaniała i że siedzę tak wysoko na piedestaliku, że nie mi zniżać się do poziomu przeciętności. Przeciwnie, podziwiam ludzi którzy orientują się we współczesności. Umieją sobie radzić.

Ja jestem z ludzi, których rewolucja zjada w pierwszej kolejności. Jestem przedstawicielem idealistycznej cywilizacji, która nie przyjęła jeszcze do wiadomości istnienia wyścigu szczurów. Obwiniam za to moich Rodziców, którzy zdecydowali się na mnie w wieku prawie czterdziestu lat, a też(zwłaszcza Mama) nie są przystosowani do swoich czasów, więc co najmniej trzy pokolenia jestem do tyłu.

Czy można mi się więc dziwić że wybrałam samotnicze życie wśród ksiąg?

Ale żeby nie było potrafię wyjść i się bawić, kocham grać w karty : )

Raz na jakiś czas mogę wyjść do świata i ludzi ; )

O to dowód – z zeszłotygodniowych poprawin : )

Teraz bede miala wiecej okazji do zaszycia sie w swojej norze, aby odchorowac ta nadaktywnosc spoleczna :P

piątek, 24 sierpnia 2012

"Sprawiedliwość w Dachau. Opowieść o procesach nazistów" - Joshua M. Greene

Świat pamięta Norymbergę, gdzie nazistowscy dygnitarze zostali pociągnięci do odpowiedzialności, ale prawie zapomniał o procesach w Dachau, gdzie setki strażników, oficerów i lekarzy stanęły przed sądem za osobisty udział w torturowaniu i mordowaniu więźniów w obozach koncentracyjnych Dachau, Mauthausen, Flossenbürg i Buchenwald. Joshua M. Greene opowiada dramatyczną historię Williama Densona, młodego prawnika z Alabamy, wykładowcy prawa w West Point, którego wysłano do Niemiec, by pokierował zespołem oskarżenia w największej serii procesów nazistowskich zbrodniarzy w dziejach. Wśród oskarżonych znajdował się doktor Klaus Schilling, odpowiedzialny za śmierć setek więźniów w swoich „poszukiwaniach” lekarstwa na malarię, Edwin Katzen-Ellenbogen, psycholog z Harvardu, który został później konfidentem Gestapo, i jedna z najsłynniejszych zbrodniarek wojennych w historii, Ilse Koch, „Wiedźma z Buchenwaldu”, której upodobanie do lamp z tatuowanych ludzkich skór opisywały gazety na całym świecie. Greene uzyskał dostęp do osobistego archiwum Densona, gdzie znajdowały się stenogramy z procesów, wycinki prasowe oraz stosy fotografii i listów. Dzięki nim udało mu się zrekonstruować procesy w Dachau i nadać swojej relacji atmosferę i napięcie prawniczego thrillera.



 Oto mam wyzwanie! Kolejny raz sprawdza się, że o książkach fenomenalnych pisze się diabelnie trudno. Ciężko też je się czyta… Gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach – wahałam się. Wprawdzie byłam świeżo po lekturze „Dziennika norymberskiego” a książka ta również wywarła na mnie ogromne wrażenie, ale bałam się że proces „grubych ryb” będzie pestką w obliczu procesu odpowiedzialnych za fabryki śmierci członków SS. Bałam się, że moja słaba psychika nie udźwignie masy tego okropieństwa…. Ale jako prawnik z zacięciem historycznym chyba nie miałam wyjścia. Wprawdzie prawnik ze mnie żaden, ale dzięki tej książce możemy zobaczyć procesy o których w szkole nikt nas nie uczył a które były, miały być tryumfem sprawiedliwości nad bezprawiem, demonstracją poszanowania godności przyrodzonej każdej ludzkiej istocie, bez względu na czyny których dokonała, areną tego „teatru Temidy” miało być piekło na ziemi, tereny obozu koncentracyjnego  Dachau, miejsce w którym przez lata zaprzeczano temu co nazywamy godnością, człowieczeństwem. Tutaj miały rozstrzygnąć się losy tych, którzy uczynili z siebie bogów, których jedno słowo, gest, spojrzenie decydowały o życiu i śmierci setek, tysięcy, milionów.
Głównym przedstawicielem ludzkiej, ziemskiej sprawiedliwości był William Denson, absolwent Harvardu, mężczyzna z rodziny prawników, tradycyjnej, miłującej prawo i porządek.

Książka jest niesamowitym opisem trzech procesów dotyczących kolejno obozu w Dachau, Mauthausen i Buchenwaldzie. Nie epatuje się tutaj mnogością opisów okrucieństw jakich dopuszczano się wobec więźniów, jest to tylko kropla w morzu, a i tak porusza i wstrząsa, tak że trzeba momentami przerwać lekturę, popatrzeć w okno i odpocząć psychicznie.
Każdy proces poprzedzony jest krótkim, zajmującym opisem stanu faktycznego i te opisy, zawierające wybrane przypadki wynaturzeń, zwłaszcza gdy zestawi się je później z potwierdzającymi zeznaniami świadków i żarliwymi zaprzeczeniami oskarżonych niesamowicie działają na wyobraźnię. Chociaż ofiszkowałam pół książki to po głębszym namyśle dochodzę do wniosku, że parafrazowanie, opisywanie nie zastąpi niezwykle celnie dobranych sformułowań użytych w książce i kontekstu. Musiałabym przepisać pół książki, a to nie byłoby legalne.

A propo legalizmu, książka to nie tylko gratka dla historyków, to obowiązkowa pozycja dla prawników1), jedna z nielicznych pozycji, która tak szczegółowo opisuje proces, szczegółowo a jednocześnie nie powieje tam nudy, nawet zefirek. Przyznam się szczerze, że nie czytałam aktów prawnych które były podstawą do przeprowadzenia tego procesu, nie orientuję się również zbytnio w podstawach prawnych i funkcjonowaniu procesu w systemie prawa common law, który jednak znacznie różni się od procesu kontynentalnego. Ta książka mam nadzieję będzie bodźcem do poszukiwań i drążenia, bowiem poczułam się silnie zaintrygowana.

Ciężko mi opisać wrażenie jakie ta książka na mnie wywarła, czytałam ją za długo i za krótko jednocześnie. Za długo, tylko i wyłącznie przez pracę i przez to, że musiałam robić przerwy aby odpocząć od tego co czytam, zebrać myśli, ułożyć w głowie przemyślenia, myśli, które tak zbiorowo się kłębiły. Za krótko, bo to rzadkość aby książka o tej tematyce była tak dobrze napisana, każde zdanie jest wyważone, potrzebne, nie ma takiego strzępienia języka po próżnicy.

Książka zawiera dodatkowo dwie wklejki ze zdjęciami, nie lękajcie się są to głównie zdjęcia uczestników procesu, zdjęć obozów jest niewiele, więc wrażliwi nawet mogą oglądać. Dodatkowo książka zawiera indeks pozwalający w razie potrzeby szybko odnaleźć np. konkretnego podejrzanego. Jako poważna historyczna publikacja książka na końcu, i to moim zdaniem jest wada tej książki, ma solidne przypisy. Wada, że są na końcu, w takie książki się wsiąka, naprawdę często tych przypisów nie dostrzegałam, tak byłam zaczytana, a nawet jak je widziałam to nie chciało mi się wertować stron, aby odpowiedni przypis znaleźć.

W książce znajdziemy również informacje o konsekwencjach procesów, opis afery z weryfikacją wyroku tzw. „Suki z Buchenwaldu”, a także dalsze(niezwykle romantyczne) losy głównego prokuratora co pozwala nam zbudować sobie pełny obraz człowieka, który tak zaciekle walczył o sprawiedliwość.


Naprawdę ze szczerego serca polecam!

wtorek, 21 sierpnia 2012

"Smak hiszpańskich pomarańczy" - Kim Lawrence, Kathryn Ross, Chantelle Shaw

Lapas, chłodna sangria, hiszpańskie pomarańcze. Spróbuj, jak smakują w Barcelonie, Madrycie czy w Andaluzji... Wino, słońce, Barcelona Carrie pracuje w agencji reklamowej w Barcelonie. Właśnie dostała zadanie przygotowania kampanii promującej słynne wina Santos. To dla niej szansa, by zaistnieć w branży. Przypadkiem w samolocie poznaje przystojnego prawnika. Tak dobrze im się rozmawia, że Carrie nieopatrznie zdradza mu szczegóły projektu. Gdy przyjeżdża do winnicy, by zaprezentować swoje propozycje, okazuje się, że jej klientem jest poznany wcześniej prawnik, Maks Santos. Zaskoczona sądzi, że z powodu swej niedyskrecji już straciła zlecenie. Jednak Maks od razu akceptuje projekt, ale stawia warunki… Wakacje w Andaluzji Lily spędza wakacje na południu Hiszpanii. Chce zapomnieć o zdradach i kłamstwach męża. W śródziemnomorskich miasteczkach odzyskuje spokój i radość. Czuje, że może zacząć wszystko od nowa. Gdy poznaje Santiaga, postanawia zaryzykować. Przystojny Hiszpan odkrywa przed nią nieznane smaki życia. Może wreszcie los się do niej uśmiechnął? Jednak romans niespodziewanie się kończy, a Lily musi stawić czoło zaskakującym wydarzeniom… Tylko w Madrycie Tylko dwa miesiące zostały Javierowi Herrera, żeby się ożenić. W przeciwnym razie, według zapisu testamentu dziadka, straci rodzinny bank. Tylko kto zgodzi się na ślub w tak krótkim czasie? Niespodziewanie w jego posiadłości pojawia się Grace Beresford, o której słyszał, że jest kapryśna i rozpieszczona. Prosi go o prolongatę spłaty długu ojca. Javier wpada na pomysł, jak rozwiązać swój problem. Proponuje jej fikcyjny ślub w zamian za anulowanie długów. Już kilka godzin po tym jak umilkły dźwięki weselnego przyjęcia, Javier przekonuje się, że Grace jest zupełnie inna, niż się spodziewał…

Wiecie, że ja hiszpanofilka, mało tego z ogromną słabością do Hiszpanów. Jasne uważam, że nie tylko Hiszpanie są idealnymi kandydatami na mężczyznę życia, ale trudno zaprzeczyć, że mają coś w sobie.  Chociaż też nie wszyscy. Oj bo się zaraz zamotam. Siebie i Was. Wiecie, że lubię Hiszpanów. Lubię też pomarańcze, słodkie, pachnące słońcem, wyborne zwłaszcza pod koniec stycznia. Niestety obecnie ani hiszpańskiego chłopa, ani hiszpańskich pomarańczy pod ręką nie mam. Pocieszam się hiszpańskim winem szabrowanym na weselu i książką o romansie w pięknych hiszpańskich plenerach….

Książka to trzy osobne historie, różne miejsca, różni bohaterowie, łączy je słoneczna Hiszpania i poprowadzony ze smakiem wątek miłosny.
Streszczenie wątków mamy na okładce. Owszem, możemy się dopatrzyć pewnego schematu, chociaż jest to w pewnym sensie bez sensu, ponieważ książka to klasyczny romans, jesteśmy przekonani od początku o tym, że nastąpi happy end, że para bohaterów zejdzie się ze sobą, pytanie tylko w jakich okolicznościach przyrody i po jakich perturbacjach.

Zdaję sobie sprawę, że ten gatunek jest przez wiele osób lekceważony, sama kiedyś rugałam Mamę regularnie za czytanie taki, pustych, jak mniemałam romansideł, doszłam jednak do tego etapu, gdy potrzebuję odpoczynku umysłowego, relaksu, takiego słodkiego  happy endu z opisami, które poruszają moją, mimo wszystko romantyczną duszę. Chyba romantyczną.

Z braku własnego, jako takiego życia uczuciowego, miło jest zastępczo poradować się czyimiś. Chociaż absolutnie nie uważam, że to lektura tylko dla takich starych panien jak ja. Wydaje mi się, że spora ilość kobiet nie będzie zawiedziona lekturą, która idealna jest na te leniwe, upalne dni…

okładka jest tak klimatycznawakacyjna i zachęcająca

"Więzień Nieba" - Carlos Ruiz Zafón

Rok 1957. Interesy rodzinnej księgarni Sempere i Synowie idą tak marnie jak nigdy dotąd. Daniel Sempere, bohater Cienia wiatru, wiedzie stateczny żywot jako mąż pięknej Bei i ojciec małego Juliana. Następny w kolejce do porzucenia stanu kawalerskiego jest przyjaciel Daniela, Fermín Romero de Torres, osobnik tyleż barwny, co zagadkowy: jego dawne losy wciąż pozostają owiane mgłą tajemnicy. Ni stąd, ni zowąd przeszłość Fermina puka do drzwi księgarni pod postacią pewnego odrażającego starucha. Daniel od dawna podejrzewał, że skoro przyjaciel nie chce mu opowiedzieć swej historii, to musi mieć ważny powód. Ale gdy Fermín wreszcie zdecyduje się wyjawić mroczne fakty, Daniel dowie się "rzeczy, o których Barcelona wolałaby zapomnieć". Jednak niepogrzebane upiory przeszłości nie dadzą się tak łatwo wymazać z pamięci. Daniel coraz lepiej rozumie, że będzie musiał się z nimi zmierzyć. I choć zakończenie powieści wydaje się ze wszech miar pomyślne, to Ruiz Zafón mówi nam wprost, że "prawdziwa Historia jeszcze się nie skończyła. Dopiero się zaczęła".


Zafona zna chyba każdy mól książkowy. Wielu wielbi ziemię po której stąpa, są tacy czytelnicy, którzy uważają, ze facet jest przereklamowany, że jego książki to nic specjalnego. Wiadomo – o gustach się nie dyskutuje. Na obecną chwilę, mam wszystkie książki Zafona wydane po polsku, przeczytane… Jasne, zdarzają się mu książki słabsze,  takie które wciągają mnie, mniej angażują uwagę, ale moim skromnym zdaniem, nie można się podczas lektury nudzić. Nawet jeśli dopiero co wróciło się z wesela, spało się trzy godziny to jednak lektura książki autorstwa Zafona, wciąż sprawia autentyczną przyjemność, jest świetnym sposobem na ucieczkę od rzeczywistości…

Na „Więźnia nieba” czekałam długo, chyba za długo. Niefortunnie wybrałam moment do czytania, bo książka towarzyszyła mi na wyjazdach ostatnio.

Książka razem z genialnym „Cieniem wiatru”, dobrą „Grą anioła” tworzy trylogię, ale taką która nie wymaga znajomości pozostałych części, aby zrozumieć i docenić poszczególne części. Chociaż onegdaj zachwycałam się „Cieniem wiatru” dziś nie pamiętam za bardzo tej książki i już wiem, że muszę ją sobie przypomnieć.

Akcja kolejny raz dzieje się w Barcelonie, bohaterem jest Daniem Sempre, jego przyjaciel Fermin, planuje zmienić stan cywilny, jednak wcale nie jest to takie proste, Hiszpania czasów generała Franco sprawia wrażenie bagna z unoszącą się nad zgubną tonią złowrogą mgiełką. Ludzie z dnia na dzień mogą stracić wszystko, majątek, pochodzenie, nawet imię. Jednak Daniel w imię przyjaźni jaką żywi do Hermina postanawia pomóc odzyskać mu tożsamość, aby mógł poślubić kobietę którą kocha. Nie zdaje sobie sprawy, że dowie się również wielu rzeczy o sobie, o swojej rodzinie, informacje te zasieją  w duszy chłopaka niepokój który z powodzeniem będzie mógł zrujnować mu życie..

Tak genialne książki jak „Cień wiatru” nie zdarzają się często, jednak za każdym razem mam nadzieję, że kolejna książka Zafona dorówna tej największej. Niestety i w tym przypadku się nie udało, ale nie znaczy to, że książka jest zła. Nie jest tak wspaniała jak „Cień wiatru” ale czyta się ją niesamowicie szybko, wciąga, intryguje, pobudza do pytań, do snucia różnych wersji, potencjalnych wydarzeń.
I chociaż oczekiwałam wiele nie mogę powiedzieć, by mój zawód miał gorzki smak… Naprawdę polecam.



Ps. Wrocilam....

piątek, 17 sierpnia 2012

Jadę!!!




Dam Wam trochę spokoju ode mnie, bo jadę na Zachód, laptopa nie biorę, chociaż kilka książek przemycam, jakaś okazja do czytania się przecież na pewno znajdzie…


Jadę ożenić tego mojego brata.
Może nie odpocznę – bo kiedy
Raczej nie potańczę, albowiem uważam, że w tańcu wyglądam jak debil. Tzn jeszcze bardziej niż zwykle…
Poczytać też nie poczytam.
Może Remarqua upoluję bo w Lublinie nie dostałam :P

Rycerza na białym koniu też nie wyrwę, bo żadna ze mnie księżniczka ze bajki….


Ale może zintegruję się z ludźmi, na moment przestanę być aspołeczna.
Odwiedzę Wrocław.
Zmienię krajobraz, aby wrócić do Was pełna energii, optymizmu raczej nie – w aż takie cuda nie wierzę…. :P


Ogólnie – trzeba jechać to jadę :P
Z recenzją Zafona Wrócę na pewno :P

Woda dla słoni (2011) - Water for Elephants film

Jacob Jankowski (Robert Pattinson) to student weterynarii, który pod wpływem dramatycznych przeżyć jest zmuszony porzucić studia tuż przez ich ukończeniem. Dzięki zbiegowi okoliczności przyłącza się do wędrownego cyrku, gdzie rozpoczyna pracę jako weterynarz. Poznaje tu piękną Marlenę (Reese Witherspoon), która ujeżdża konie i jest żoną charyzmatycznego tresera Augusta (Christoph Waltz). Zaprzyjaźnia się też ze słonicą Rosie, inteligentnym zwierzęciem o ukrytych możliwościach. "Woda dla słoni" jest historią o miłości niemożliwej, osadzoną w świecie cyrkowych spektakli w czasach Wielkiego Kryzysu lat 30-tych XX wieku


 Byłam przekonana, że książka „Woda dla słoni” przeniesiona na ekran będzie pięknym widowiskiem. Kamera kocha cyrk. Te kolory, uczta dla oka. Jednak jeśli mam być szczera to bałam się czy książka która mnie nie porwała, a przecież ksiązki są lepsze niż film, to jakim cudem mam się zachwycić obrazem?


Kiedy zaczęłam oglądać, byłam świeżo po lekturze, wolałam pójść spać i dokończyć oglądanie w innym terminie. Wczoraj po powrocie z Lublina, byłam tak padnięta, że nawet Zafon nie przekonał mnie do dalszej lektury. Więc włączyłam film, do czynności która zmusza mnie do siedzenia w miejscu, musiałam zmyć lakier ze stóp i rąk i pomalować paznokcie.

W tak zwanym międzyczasie dokończyłam seans.

Fabuła jest tylko nieznacznie zmieniona w stosunku do książki, zmieniono za to wygląd bohaterki, która nie była wg. Książki platynową blondynką oraz wyobrażałam sobie ją zupełnie inaczej. W filmie miała przygłupi wygląd i tępotę malującą się wyraźnie na obliczu. Sprawiała wrażenie takiej blondynki-blondynki,  i wysiłki twórców aby pokazać nam jaka jest wrażliwa i kochana w moim przypadku nie odniosły skutku. Zmieniono również i tu moim zdaniem na niekorzyść historię Marleny. Szkoda. Bo książkowa, oryginalna wersja podobała mi się bardziej.

I tyle wad…. Bo o ile książka nie była w stanie mnie wzruszyć, tak przy końcu filmu uroniłam łezkę, ogólnie roztkliwiłam się okrutnie… chociaż scena w której ta biedna słonica jest bita mną wstrząsnęły, ale ogólnie uważam, że wrażliwość Jacoba widać lepiej w filmie…

A miałam nie krytykować, ale strasznie mnie wkurza, że to marginalnych ról Polaków Amerykanie zatrudniają swoich. Kurczę „polski” język w ich ustach brzmi groteskowo…

"Woda dla słoni" - Sara Gruen

Porywająca opowieść o niezwykłej miłości i wielkiej przygodzie, która na zawsze odmieniła życie wszystkich bohaterów. Jacob Jankowski to żywiołowy student weterynarii, jego świat przewartościowuje wiadomość o śmierci rodziców. Pod wpływem impulsu rzuca studia i przyłącza się do wędrownego cyrku, który staje się dla niego zarówno zbawieniem, jak i piekłem na ziemi. Z determinacją próbuje odnaleźć się w tym pełnym skrajnych emocji świecie, sytuację komplikuje jednak uczucie do pięknej Marleny, żony charyzmatycznego tresera Augusta. Woda dla słoni to mądra, wzruszająca i zabawna powieść, barwni bohaterowie i porywająca narracja wciągają bez reszty.

 „Woda dla słoni” to mój ubiegłoroczny wyrzut sumienia. Kupiłam w czerwcu, bo podobno takie świetnie, genialne i film taki cacuś glancuś, no miód malina. Więc dorwałam się do jakiejś luźnej kasy i miałam mieć masę czasu, bo dopiero studia skończyłam, wiec miałam tylko czytać i czytać, ale poszłam do pracy, na te książki zarabiać. Później książkę planowałam w styczniu przeczytać. Leżała koło łóżka jak wyrzut sumienia.. Dopiero 15 sierpnia się na nią skusiłam i dzięki ustawowo wolnemu od pracy dniu mogłam ją połknąć w całości podsypiającw międzyczasie.

Cyrk. Magiczne widowisko, skrzące się cekinami i urzekające iluzją. Kto z nas w dzieciństwie nie był zafascynowany wielkim namiotem i nie chodził odurzony zapachem waty cukrowej i popcornu?

Jacob Jankowski, syn polskich emigrantów w samym środku egzaminów końcowych na weterynarii dowiaduje się, że jego rodzice mieli wypadek,  zginęli a on zostaje bez dachu nad głową bo bank na poczet długów zajmuje dom i praktykę weterynaryjną ojca. Jacob został wysadzony z siodła. Nie ma nic. Nie ma gdzie pójść. Przypadkiem wskakuje do pociągu wiozącego cyrk, udaje mu się znaleźć tam pracę, w czym pomaga mu że jest weterynarzem, no tyle że bez dyplomu. W tym cyrku poznaje również miłość swojego życia…

Historię Jacoba i Marleny poznajemy z opowieści samego Jacoba który ma 90 lat, albo 93. Jest w domu starców, bo żadne z jego dzieci nie ma dla niego miejsca, ani siły. Mężczyzna z jednej strony to rozumie, z drugiej jest mu przykro. Tęskni za żoną, tęskni za młodością za tym okresem gdy jako młody chłopak, przed którym świat  stał otworem, chociaż świat cyrku jest światem brutalnym, pełnym bezwzględnego okrucieństwa.

Autorka jednak nie epatuje zbędnymi brutalnymi opisami, raczej sygnalizuje problemy. Aczkolwiek nawet zasygnalizowanie przemocy wobec zwierząt było dla mnie bolesne… Nie mogę na to patrzeć, słuchać o tym i czytać też nie mogę.

Będę jedną z nielicznych osób, których książka nie zachwyciła. Owszem przeczytałam ją jednego dnia, owszem nie wynudziłam się, ale nie miała tego czegoś co porywa, co sprawia, że nie chcesz książki odłożyć, ja ją odkładałam kilkakrotnie, aby się przespać, wypić kawę czy popatrzeć w sufit. Planuję po powrocie oglądnąć film, który już zaczęłam, ale z powodu chronicznego niedospania nie mogłam w całości oglądnąć.

Niby książka ma wszystko co powinna mieć książka aby porwać, aby pretendować do miana genialnej, u mnie nie zadziałała chemia, owszem ubawiły mnie niektóre zdania, ale nie było wzruszenia, adrenaliny… Przeczytałam, tak o, bez większych emocji.

środa, 15 sierpnia 2012

"Pamiętam cię" - Yrsa Sigurdardóttir

"Pamiętam cię" to dwie równoległe historie, opowiadane naprzemiennie. O ile wątek drugi zaczyna się zgodnie z regułami kryminału, o tyle pierwsza historia od początku przypomina horror. Obie opowieści w pewnym momencie łączą się odkrywając zaskakującą pointę i powikłane zależności międzyludzkie. Na początku powieści czytelnik poznaje trójkę bohaterów, którzy w środku zimy przybywają na północne rubieże Islandii do opuszczonej osady by wyremontować stary dom. Na miejscu zastają ciemność, ziąb, pustkę, a na domiar złego zaczynają odnosić wrażenie, że cały czas ktoś kręci się w ich pobliżu. Punktem wyjścia dla drugiej historii jest włamanie do przedszkola w niedużym miasteczku. Ktoś zakradł się do środka i dokonał aktu wandalizmu, bazgrząc po ścianach. Na miejscu pojawia się psychiatra, zatrudniony od niedawna w miejscowym szpitalu. Sprowadził się do miasteczka uciekając przed koszmarem wspomnień - kilka lat wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął jego synek. Jeden z pacjentów doktora wspomina o podobnym akcie wandalizmu, który miał miejsce wiele lat wcześniej. Wówczas włamanie poprzedziło znikniecie małego chłopca.

 Nie czytam horrorów. W zamierzchłych Licealnych czasach wzięłam się za „Lśnienie” i nie mogłam, bałam się spać. Strachliwa okrutnie jestem. Ale onegdaj czytałam, genialną książkę Yrsy – „Spójrz na mnie” pochłonęła mnie ona bez reszty, toteż gdy zobaczyłam zapowiedź nowej książki jej autorstwa, nie myślałam i nie czytałam wiele…

Ale gdy książka wylądowała w moim prywatnym pokoju i zaczęłam czytać ostrzeżenia, wstrzymałam się z lekturą, później zaczęły się pojawiać recenzję, że strach się bać, ja zaczęłam pluć sobie w twarz, że znowu będę miała problemy z zasypianiem i na co mi to.

Postanowiłam się zabezpieczyć i zabrać książkę do pracy, gdy wypadnie mi dyżur w biurze przepustek. Ciężko wyobrazić sobie miejsce bardziej bezpieczne niż to gdzie pracuję… w dłoń chwyciłam śmiercionośną broń – wieczne pióro uzbrojona w nie i w świadomość, że obok mnie krążą mężczyźni, którzy w razie czego będą mnie bronić – rozpoczęłam  lekturę. Powiem Wam jedno, dobrze, że czytałam w pracy. Bo po pracy, w domu, wieczorem – to chyba bym na zawał padła. Zresztą zawału i tak byłam bliska.
Majstersztyk grozy!!

Mamy akcję prowadzoną równolegle. Po pierwsze problemy psychiatra który współpracuje z policją zostaje wezwany do skonsultowania wybryku chuligańskiego dokonanego w miejscowym przedszkolu. Mężczyzna jest sceptyczny, co do swojej przydatności w rozwiązaniu tej sprawy, przypadkiem odwiedzając jednego ze swych starszych pacjentów dowiaduje się, że już kiedyś, przed dekadami był podobno wybryk, którego ofiarą padła szkoła, pomazane zostało wówczas również pewne zdjęcie klasowe, co dziwniejsze losy dzieci uwiecznionych na tej fotografii są zaiste interesujące, cała historia splata się w jedną makabryczną, wymykającą się logice całość. A dodatkowo jaki związek z tymi wydarzeniami ma zaginiony, uznany już za martwego syn psychiatry?

Równolegle trójka przyjaciół wybiera się na totalne odludzie, remontować stary dom, który ma przemienić się docelowo w pensjonat.. Położy to kres kłopotom finansowym spowodowanym przez kryzys. Już reakcja szypra na opowieść o tym, który dom wybrali daje do myślenia i niepokoi, im dalej w las, tym gorzej, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, dookoła jakby ktoś się plątał. Ale przecież niemożliwe, że mały chłopiec znalazł się na takim odludziu… A to tylko jedna z tajemnic do rozwikłania.


Kurczę pisząc tą recenzję boję się tak, jak bałam się podczas lektury… bałam się tak, że prawie serce wyplułam, gdy ktoś niespodziewanie(no dobra – zaczytałam się i przegapiłam pipczenie otwieranych drzwi) oddał mi długopis.

Nie jestem jednostką miarodajną bo naprawdę łatwo mnie przestraszyć, ale ta książka… porywa, wciąga, mimo nasilającej się grozy nie da się jej tak, o odłożyć.
Przypomniałam sobie o autorce, bo to druga książka, którą połknęłam w przeciągu jednego dnia i mam ochotę na więcej…

Nie wiem jakie miejsce poradzić Wam do czytania, na pewno nie czytajcie w nocy i wieczorem!!

A ze swej strony polecam bardzo!!

wtorek, 14 sierpnia 2012

"Wieczór panieński" - Izabela Pietrzyk

Facetów, którzy chętnie „wpadną na kawę”, nie brakuje. Ale potrzebny jest ktoś na stałe! Renata, Izabela i Dorota, czyli nie całkiem poważne przyjaciółki, które są w całkiem poważnym wieku, jadą do Krakowa, gdzie ma się odbyć tytułowa impreza – wieczór panieński. Organizuje go mieszkająca tam koleżanka, która właśnie odkryła, że życie zaczyna się po czterdziestce, bo tyle mniej więcej lat potrzebuje kobieta na odnalezienie normalnego i godnego siebie partnera. Pełne beztroskiej radości „dziewczynki” wsiadają do pociągu, nie podejrzewając, że podróż będzie brzemienna w skutki. Już na miejscu okazuje się, że Renia zgubiła w podróży portfel wraz z dokumentami. Szczęśliwie, niedługo potem, znalazł go nieznajomy, który wracał do domu nocnym pociągiem. Dostarczył zgubę znajomej Renaty, która twierdzi, że facet jest przystojny, a ponad to deklaruje chęć bliższego zapoznania się z Renią. Jej ładne zdjęcie w dowodzie ponoć go zauroczyło... Cała sprawa wydaje się podejrzana, ale ciekawość randki w ciemno przeważa szalę. Co z tego wyniknie?


 Tak to już jest na weselach byłam wielu, wybieram się na kolejne a na żadnym panieńskim wieczorze nie byłam. Pomyślałam przeto, że skoro to wesele które przeżywam bardziej niż to byłby mój ślub z takim Ikerem, lub np. Severusem, to może wypadałoby sobie samej jakiś wieczór panieński urządzić. Zwłaszcza, że okazja sama wlazła do domu i czekała przy łóżku. Toteż skoro miałam cały boży dzień siedzieć na przepustkach to musiałam w obfitą lekturę zaopatrzyć się. Wybór padł na „Wieczór panieński”. Wyboru nie żałowałam, a swoje obśmiałam.

Książka opowiada o przyjaciółkach, głownie szkolnych, żyjących sobie w Szczecinie, pędzą one szalone życie w tym urokliwym mieście, utrzymują stały kontakt, za pomocą forum internetowego i spotkań w Realu. Grunt, że trzymają się razem, mimo przeciwności losu, niekorzystnych wiatrów, odchodzących mężów, przejściowych kryzysów. Udowadniają, że mimo, niekiedy skrajnych, charakterów, jeśli się chce można utrzymywać stare przyjaźnie, a brak czasu to tylko wymówka, bo jak się chce, to się może.

Dziewczynki, jak siebie wzajemnie nazywają,  w większości są przetrącone przez życie nieudanymi związkami. Są już w wieku, kiedy wie się w miarę dokładnie czego oczekuje się od życia, wie się,  że nie jesteśmy tu by zbierać ochłapy. Tylko gdzie spotkać pełnowartościowego, ale nie takiego modyfikowanego genetycznie chłopa?

Nasze bohaterki jadą do Krakowa na wieczór panieński, swojej nabytej przyjaciółki, która miłość swojego życia poznała w samolocie i dwie godziny wystarczyły, aby chemia zadziałała, żeby wiedziała, że chce spędzić z nim resztę życia.

Jadą, ale nie spodziewają się jakie to będzie miało dla nich konsekwencje.

Jak jestem wielbicielką romansu tak miłosna historia z tej książki mnie nie uwiodła, ruszyła, ale nie uwiodła, za to – co rzadkie i ważniejsze ubawiłam się podczas lektury jak norka. Kilkakrotnie pisałam Wam, że chamsko i głośno śmieję się w życiu, ciężko pobudzić mnie do śmiechu książką, z płakaniem jest odwrotnie, ciężko mi się rozpłakać w życiu, za to nade książkami zużywam tony chusteczek.

Ta książka sprawiła, że się śmiałam, odzywki dziewczyn, ich rozmowy, metafory, aluzje do trochę mniej współczesnej popkultury, sprawiały, że będąc w domu i czytając – turlałam się po łóżku ze śmiechu, a w pracy śmiechem parskałam(dzięki Eru, że dyżurka jest dźwiękoszczelna), lub wciskałam pięść do gęby i gulgotałam.

Nie wiem jaka pogoda jest u Was u mnie jest zimno i deszczowo z powodu niedoboru dobrych wieści i światełek w tunelu cierpię na permanentną depresję, a ta książka przeniosła mnie do Krakowa i sprawiła, że dostałam zakwasów z najszczerszego śmiechu…

Czy mogłabym nie polecić?

I na pewno sięgnę po drugą książkę Autorki

niedziela, 12 sierpnia 2012

"Do następnych mistrzostw" - Eshkol Nevo

Eshkol Nevo - obiecujący izraelski pisarz młodego pokolenia. Piłka, piwko i... prawdziwa przyjaźń. To była prawdziwa przyjaźń. Wszyscy czterej chodzili razem do szkoły w Hajfie, wszyscy przeprowadzili się do Tel Awiwu. Nie wyobrażali sobie życia bez siebie. A najbardziej ze wszystkiego kochali wspólnie oglądać mecze piłki nożnej. Podczas finału Pucharu Świata w 1998 roku każdy zapisał swoje marzenia na karteczkach, które przeleżały w ukryciu cztery lata, do następnych mistrzostw. Przez ten czas zmieniło się właściwie wszystko. Marzenia się spełniły, ale w najprzewrotniejszy z możliwych sposobów. Kumple oglądający mecz i popijający piwko na kanapie? Już nigdy nie będzie to dla was banalny stereotyp.


 Nie Miała Baba kłopotu sprawiła sobie znajomych.

Powiem Wam jestem zła, zaplanowałam sobie miłą, leniwą niedzielę i znowu nic z tego nie wyszło. Owszem od początku wiedziałam, że będę chciała spędzić ją we fragmencie z bratem, który przyjechał z moją bratową(jeszcze wciąż In spe), ale później oczyma wyobraźni widziałam siebie z kawą, książką i łóżkiem. Niestety. Kolejna niedziela, która nie pomogła mi nadgonić zaległości recenzyjnych.
Naprawdę ustalę dni i godziny kiedy przyjmuję na widzenia, bo po prostu mam cholera jasna swoje zajęcia, mam obowiązki, a nie umiem nikogo wyprosić z domu. A po głowie mi się kołacze żydowskie powiedzenie. Gość w dom, Bóg wie po co…


Ale nie chcę Wam wylewać frustracji…. Skądże. Wręcz przeciwnie, chcę się podzielić z Wami refleksją z lektury książki, która była mi lekturą podróżną w drodze z pracy do domu. Aż wreszcie w piątek, późnym wieczorem – czekając na brata i w sobotę w wolnych chwilach doczytałam. O przyjaciołach, niekoniecznie z boiska, ale w ten deseń.

Okładka kojarzy mi się z ogórkami kiszonymi, nic na to nie poradzę, całkiem prawdopodobne, że chrupałam małosolnego, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam. Czterech facetów w słoiku. Bardzo urodziwi są… Nie pasują do tej historii, pasują do słitaśnego serialu o pięknych i bogatych. Tymczasem…

Książka jest bardzo, bardzo tematyczna, właśnie zakończyliśmy Mistrzostwa, wprawdzie Europy, nie świata, ale zawsze Mistrzostwa, być może ktoś się zastanawia gdzie będzie za cztery lata, lub nawet za dwa, gdy zacznie się Mundial. Ja osobiście przestałam snuć takie wizje, gdyż rodzony mój Tatuś onegdaj, podczas ceremonii otwarcia Zimowych IO gdy byłam w LO usilnie namawiał mnie do oglądania, bo może podczas następnego otwarcia będę mężatką…  zniechęciło mnie to do snucia planów, układania listy do odfajkowania.

Ale na pomysł spisania planów, celów do osiągnięcia wpadają czterej przyjaciele z Hajfy, których los rzucił do Tel Awiwu. Cztery osoby, zupełnie różne – podkreśłmy to, być może  będziecie się zastanawiać co ich trzyma w kupie, wciąż i mimo wszystko. Wtedy spójrzcie po swoich przyjaciołach i na trzeźwo rozważcie, czy Wasza przyjaźń nie ma elementów „wbrew zdrowemu rozsądkowi”.

To książka o takiej właśnie przyjaźni, wbrew przeciwnościom losu, czasami wbrew sobie. Dziwiłam się poszczególnym bohaterom, dlaczego nie wzięli nie spakowali walizek i nie wynieśli się z tej piaskownicy, gdy przyjaciele, nie zawsze zachowywali się jak przyjaciele, gdy zamiast pomagać, kopali poniżej pasa, rujnowali, lub psuli. Dlaczego?

Dla mnie ta książka to poruszająca opowieść o przyjaźni, takie przypomnienie co trzyma nas przy zdrowych zmysłach.

Wbrew pozorom nie jest to książka poświęcona piłce nożnej, autor wykorzystuje motyw spotkania przy meczach, jako element będący punktem wyjścia opowieści. To pretekst do opowiedzenia historii z dosyć zawiłą fabułą, bo tu dygresja, tam retrospekcja, nie zdążamy po fragmencie prostej, od punktu A do punktu B, zdążamy tam drogą z licznymi odgałęzieniami, zakrętami, czasami mkniemy jak po górskiej serpentynie.

Pewnie nie każdemu taki styl będzie odpowiadał. Mi odpowiadał bardzo, powroty mijały mi błyskawicznie… i ucieszyłam się, że nadszedł weekend i mogłam poświęcić tej książce cały swój czas. Niestety jest też minus. Już ją skończyłam. A szkoda…. Ruszyła mnie. Naprawdę mnie ruszyła…

sobota, 11 sierpnia 2012

"Fanaberie" - Jolanta Wrońska

Klara Werner, piękna właścicielka świetnie prosperującej sieci cukierni, ma kłopoty. Obiecujący adorator właśnie okazał się nieporozumieniem, udziałowcy przestają jej ufać, a na dodatek na firmę ostrzy sobie zęby bezwzględny rekin biznesu Arnold Lejman. Klara kiedyś odrzuciła jego względy – teraz musi za to zapłacić. Ale od czego są przyjaciele oraz dorastające dzieci Klary, których sprytu i samodzielności chyba nie doceniała. Czy uda jej się uratować firmę, ujść cało z finansowych tarapatów i nie popaść w inne, tym razem miłosne? Emocjonujące rozgrywki biznesowo-uczuciowe, żywy język i barwne tło obyczajowe współczesnej Polski –debiut Jolanty Wrońskiej to znakomita powieść nie tylko dla bizneswoman


 Powoli wracam do życia. Chwilowy zastój na blogu spowodowany jest kilkoma czynnikami, które łączy ślub mojego ukochanego brata, za równy tydzień. W związku z tym ważnym, rodzinnym wydarzeniem biorę urlop. Roboty po pachy, więc po godzinach zostaję i staram się obrobić jak mogę. Staram się również zamaskować wygląd nieprzystosowanego do życia dziobaka, przeto w ubiegłym tygodniu nawiedzałam okulistę, optyka oraz koleżankę, która zrobiła mi śliczne paznokcie. Efekt tego pracowitego tygodnia, to permanentne niewyspanie i brak czasu na wszystko. Z jedzeniem i pisaniem włącznie. Na czytanie czas jeszcze znajduję. Nie jem czytam. Bo żyję miłością. Do literatury.

A czytam dwie naprawdę dobre książki. Dzisiejszego sobotniego, deszczowego ranka jedną skończyłam. Przedpremierowe „Fanaberie” już za mną. Niestety.

Patrząc na okładkę spodziewałam się, bądźmy szczerzy, kolejnej książki ze słodkościami w tle. Zakładania jakiejś cukierni, sklepiku. Początek książki utwierdził mnie w tym oczekiwaniu, już widziałam, oczyma wyobraźni, poszukiwanie nowego celu, miejsca i jakąś miejscowość, oczywiście Pipidówkę, która oczaruje bohaterkę w jednej sekundzie, otworzy tam jakąś działalność gospodarczą, znajdzie nowych przyjaciół, miłość, a na końcu będą się sypały płatki róż, konfetti itp. Tymczasem dostałam książkę, która wymaga myślenia… biorąc pod uwagę współczesny trend w czytadłach, których akapity poświęcone są opisom erotycznych uniesień i zwykle płytkie są jak staw w środku upalnego lata, mam zagwozdkę. Jak zaszufladkować „Fanaberie”. Książka dla kobiet, które umieją myśleć? Bzdura, w pracy non stop słyszę, że takich nie ma :P Więc książka dla kogo?  Przekonajcie się sami. Dajcie się porwać.

Jeśli ktoś powie, ze ta książka jest lekka, narazi się na gnie licznej rzeszy studentów borykających się z prawem handlowym. Kodeks spółek handlowych odgrywa sporą rolę, bowiem Klara, główna bohaterka jest właścicielką spółki „Fanaberie”, postanowiła zaryzykować sytuację spółki i w swoich rodzinnych Szombierkach, dzielnicy Bytomia stworzyć pewną inicjatywę społeczną, mimo że celebryci lubią bawić się w dobroczynność to jednak akcjonariusze „Fanaberii” nie patrzą na ten krok przychylnym okiem. Niejaki Lejman, postanawia wykorzystać te nastroje i przejąć spółkę, pozbawić Klarę wszystkiego na co w pocie czoła pracowała.  Puścić ją z torbami. Nie przewiduje jednak, ze Klara jest silna, jako dziecko została porzucona kolejno przez ojca i matkę, zajęli się nią dziadkowie(też nie do końca biologiczni) po mieczu. Twarde, zahartowane przez życie i wojnę śląskie małżeństwo, ten projekt w Szombierkach ma być w pewnym sensie hołdem dla dziadków, którym zawdzięcza to kim jest. A jest, tak jak głosi okładka, twardą babką, na której zęby połamie, lub przynajmniej zetrze taki rekin biznesu jak Lejman.
Ale nie obejdzie się bez zwrotów akcji, napiętych jak postronki nerwów i dla niektórych zagmatwanych wykładów o spółkach.
Osobiście książka była dla mnie synonimem mile spędzonego czasu, gdy po wielu godzinach absencji wracałam do domu i siadałam z kubkiem gorącej herbaty i plikiem kartek, któ®e zabierały mnie w sam środek biznesowej intrygi. Nie tylko biznesowej, bo sympatyczny, aczkolwiek, mimo wszystko poboczny wątek miłosny też jest. I to nie jeden.

Wprawdzie na początku miałam problem z odnalezieniem się w tłumie nowych twarzy, nowych miejsc, ale dosyć szybko idzie się połapać who is who. A Ci „dobrzy” bohaterowi zyskują sympatię.

Nic nie jest idealne, ta książka też nie. Moim zdaniem akcja jest prowadzona nierówno, czasami przez kilka stron jesteśmy świadkami rozmowy i nic się nie dzieje, a później mamy nagły zwrot akcji, mocny akcent w liczbie mnogiej. Zresztą moim zdaniem kilka sytuacji zostało przez autorkę potraktowane powierzchownie, po niektórych zostały pytania „Dlaczego”. Kilka takich niedosytów było.

Ale całość książki oceniam jak najbardziej In plus.
Polecam Wam tą jesienną już premierę, naszykujcie kubek pysznej gorącej herbaty(ja rekomendują np. Mandarynkową) i skupcie uwagę oraz dajcie się porwać.

sobota, 4 sierpnia 2012

"Ostrożnie z marzeniami" - Maja Kotarska

Zaczęło się całkiem niewinnie, od przejęcia spadku po zmarłym wujku. Agnieszka przez krótką chwilę uważała, że uśmiechnęła się do niej Fortuna… Zmieniła zdanie, kiedy w krótkim czasie odszedł od niej narzeczony, weszła w drogę szajce przestępców, a starsza pani, z którą dzieliła dom, wstąpiła na ścieżkę wojenną. Sabina Boszko miała swoje powody, żeby nie lubić Agnieszki i robiła wszystko, by uprzykrzyć dziewczynie życie. A pomysłów jej nie brakowało. Po kilku miesiącach nieustannej wojny podjazdowej Agnieszka była skłonna podejrzewać staruszkę nawet o spowodowanie wybuchów na Słońcu. A jakby tego było mało, nastąpiła na odcisk bandytom. Na szczęście z przeciwnościami losu nie musiała się zmagać samotnie. Nie zawiedli przyjaciele, a na horyzoncie pojawiła się nowa miłość…



Mówi się, że należy uważać o czym się marz, bo marzenia lubią się spełniać. Niekoniecznie jednak dokładnie tak i z takimi konsekwencjami jakie zakładaliśmy. Czy tytuł „Ostrożnie z marzeniami” każe nam marzyć mniej? Czy ostrożne, zapobiegawcze marzenia wciąż będą tym co wielokrotnie trzyma nas przy życiu? Według mnie chodzi raczej, aby zachowawczo podchodzić do  spełnionych marzeń, nie rzucać się na główkę  do basenu przy willi kupionej za miliony wygrane w totka, może najpierw zaglądnąć i sprawdzić czy jest tam woda…

Potrzebowałam lekkiej lektury, żeby szybko przeczytać, nieźle się bawić. Dostałam to czego chciałam, nic więcej i raczej nie mniej.

Agnieszka, źle na świecie jej nie jest, ma narzeczonego, pracę, wymagającą czasami zawieszenia życia prywatnego, ale nieźle płatną, ma przyjaciółkę wierną i oddaną. Czego chcieć więcej? Ano przydałby się domek na przedmieściach z ogródkiem, może z kotem. W którym mogliby z narzeczonym uwić gniazdko we dwójkę. No właśnie we dwójkę, nie we trójkę, a na pewno nie z szatanem przyobleczonym w niepozorne ciałko staruszki Sabiny. Agnieszka dostaje spadek po przyrodnim bracie swojej matki, który nie darzył sympatią swojej siostry, aby spłatać brzydki żart po śmierci zapisuje dom nieznanej siostrzenicy, wie że zmieni egzystencję na ziemi w piekło dwóm osobom, zrobi na złość zarówno swojej teściowej Sabinie, jak i niczego nieświadomej siostrzenicy.

Agnieszka wprowadza się na parter uroczego domku z ogródkiem, opiekuje się kotem, którego w  testamencie zapisał jej wuj i obserwuje jak jej poukładane życie zmienia się w piekło za sprawą nieprawdopodobnych zbiegów okoliczności. Powoli, powoli zaczyna wszystko łączyć z osobą staruszki mieszkającej na piętrze. Tylko jaki interes mogłaby mieć nobliwa babcia po siedemdziesiątce, żeby rujnować życie współlokatorce?

Niektóre historie będą się Wam wydawały nieprawdopodobne, uwierzcie mi, jest niewiele rzeczy bardziej nieograniczony, przepełnionych zabójczą fantazją niż pomysłowość człowieka chcącego uprzykrzyć życie sąsiadowi. Policja, substancje smrodliwe, uporczywe hałasy, donosy, po prostu wojna totalna… co tam!! Wojna totalna to pikuś w porównaniu z sąsiedzkimi podjazdowymi wojnami. Mniej więcej 75 % książki czytało mi się szybko i  bardzo dobrze, późniejsze konszachty pani Sabiny z przestępczym światem zaczęły mnie nudzić, chociaż może to była to wina tego, że czytałam tuż po drzemce i byłam mało tomna oraz ugotowana z gorąco.

Uważam tą książkę za naprawdę dobry pierwszy kontakt z autorką… która umie pisać z niewymuszonym humorem, trzymając w tym równy poziom o czym świadczy zakończenie książki…

Polecam, na takie leniwe, wykańczające upalne dni… i pamiętajcie, naprawdę ostrożnie z marzeniami

czwartek, 2 sierpnia 2012

"Dziennik norymberski" - Gustave Mark Gilbert

Oryginalne wypowiedzi i osobiste zwierzenia zbrodniarzy wojennych sądzonych w procesie norymberskim. Zapis ich reakcji na przebieg samego procesu, zeznania współoskarżonych, przedstawiane dowody i wreszcie ogłoszone wyroki. Pompatyczne pozerstwo Goringa, amnezja zastępcy Hitlera, Hessa, otwarte wyznanie winy Speera oraz barbarzyńskie obsesje Streichera, wydawcy pisma Der Sturmer, antysemickiej tuby propagandowej nazistów. Ich deklaracje, wzajemne pretensje i desperackie manewry w celu zdystansowania się od klęski III Rzeszy i jej win. Mając nieograniczony dostęp do oskarżonych, Gilbert, psycholog więzienny, stworzył niezwykłe studium dopełniające historię.



 Ależ jestem zła, najpierw ucięłam sobie drzemkę, a później gdy napisałam już recenzję na sekundę brakło prądu… to wystarczyło, żeby wpis poleciał sobie w przestworza… ehhh moje głupie szczęście. A tak męczyłam tą opinię, bo książka jest fenomenalna, a o takich źle się pisze. Każde słowo jest zbyt blade. No nic, chociaż podobno nic dwa razy się nie zdarza, postaram się jeszcze raz opowiedzieć Was o książce roku, chyba. Ale ma ogromne szanse, ciężko mi wyobrazić sobie lepszą pozycję, taką która tak by wciągnęła, poruszyła niż ta.

Potrzebowałam tej książki, potrzebowałam pocieszacza a tym miał się okazać Proces w Norymberdze, mój konik, moja pasja…

Książka to zapiski psychologa więziennego, który miał okazję obserwować z bardzo bliskiej odległości prace Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Norymberdze. Osobiście gdybym miała się urodzić kiedyś w innym ciele, bez ograniczeń czasowych chciałabym urodzić się jako prokurator Jackson, być wtedy w Norymberdze, podróże w czasie nie są możliwe, ale dzięki tej książce będziemy mogli poczuć się jakbyśmy przez chwilę tam byli. Wystarczy odchylić twardą okładkę z twarzą Marszałka Goringa.

O samym procesie czytałam już sporo, różne, sprzeczne opinie, jedni uważają go za farsę, inni sądzą, że to była strata czasu, zbyt wielka wyrozumiałość w stosunku do ludzi, którzy stosowali zupełnie inną filozofię prawa, taką, bardziej uznaniową. Ale to pierwsza książka która taki nacisk kładzie na czynnik ludzki, skupia się na reakcjach oskarżonych, pokazuje jak reagowali na postawione zarzuty, jaka byłą ich reakcja na stosunkowo bogaty(dzięki niemieckiej skrupulatności) materiał dowodowy.
Pokazuje tych ludzi, którzy wcześniej tak strasznie się omylili, ulegli pokusie i przeszli na stronę zła, stali się potworami, ludźmi niosącymi śmierć, jeźdźcami Apokalipsy. Czy żałowali wyboru swojej kariery? Czy byli wierni Adolfowi Hitlerowi do końca?

Na ławie obrońców  brakowało dyrygenta orkiestry Śmierci – Adolfa Hitlera i kilku wytrwałych wirtuozów, najbardziej rzucał się w oczy brak Himmlera, którego jeszcze niedawni „przyjaciele” oskarżali o chorobę psychiczną i obarczali całą winą za ludobójstwo(tutaj polski akcent, termin ludobójstwo – genocide wprowadził polski prawnik Lemkin, co ciekawe w większości języków nazwa tej zbrodni brzmi podobnie do pierwotnego genocidum a u nas – ludobójstwo). Brakowało Bormana, marionetki Hitlera, człowieka w cieniu, który nie był uznany za martwego, miał wyznaczonego – jak inni – obrońcę, któremu nie w smak była obron zbrodniarza In absentia, ale sąd nie przyjął rezygnacji z obrony. Borman zostanie skazany zaocznie na karę śmierci przez powieszenie, dopiero w latach 70 znajdą się jego zwłoki, na ulicy Berlina, opodal bunkra w którym dogorywała III Rzesza, genetyka i lata 90 pozwolą stwierdzić z całą stanowczością, że zwłoki te należały do Martina Bormana. Brakowało ministra propagandy, który wolał zabić całą swoją rodzinę niż odpowiadać za swoje zbrodnie.


Tak. Kilku brakowało, ale proces zaszczyciły i tak grube ryby, Herman Goring, marszałek Rzeszy, dowódca Lufftwaffe, Hess, Robentropp, Jodl, wielki admirał Donitz. Ta książka to okazja by przyglądnąć się jakimi byli ludźmi, bo mimo wszystko wciąż byli istotami ludzkimi, chociaż czytając o okropieństwach wojny, doprawdy trudno w to uwierzyć. Trudno będzie uwierzyć w człowieczeństwo komendanta Auschwitz, opowiadającego o szczegółach technicznych, wydolności oświęcimskiej machiny mordu. Rudolf Hoss nie siedział na ławie oskarżonych w Norymberdze. Został osądzony przez Najwyższy Trybunał Wojskowy w Polsce, ten samo trybunał skazał również Amona Gotha o którym biografie czytałam rok temu i również byłam nieźle ruszona.

Niesamowicie czyta się o tych zbrodniach sprzed lat, o reakcjach ludzi, którzy zgotowali na Ziemi największe piekło XX wieku.

Polecam!! Nie jest to lekka i przyjemna lektura, ale poruszająca, wstrząsająca relacja o tym, co nigdy nie powinno być zapomniane.

Cieszę się że ktoś wydaje jeszcze takie książki

środa, 1 sierpnia 2012

lipcowe podsumowanie


Dla szkolnej młodzieży – półmetek wakacji.
Dla tych do gotują się do wrześniowej kampanii czas najwyższy, aby brać się do roboty i uczyć. Dla studentów – dziobaków wakacje pełnym ryjcem.


Dla proletariatu – normalny miesiąc jak miesiąc, a nawet lepszy  miesiąc, bo zapominamy o półrocznych sprawozdaniach i wracamy do normalności.

No! Lipiec już za nami, teraz wypadałoby podsumować miesiąc pełen sportowych wrażeń, dla mnie zwłaszcza początku, miesiąc wielkiej radości, która wciąż grzeje mi serce jak sobie wspomnę tylko pamiętny finał :D

Ale to w końcu blog o książkach, których w miesiącu lipcu przeczytałam 15. Sądzę że to przyzwoicie, jedna książka na dwa dni…średnio bo są dni że połykam jedną dziennie, ale są dni które absorbują, wyganiają na rower, lub ksiażka grubsza jest, lub wymaga skupienia, spokojnego odłożenia na półkę i przemyślenia.
W sierpniu raczej średniej nie utrzymam w pracy bowiem kilka rzutów na taśmę się szykuje, szykuje się wprawdzie też urlop, ale związany z wyjazdem na wesele, chociaż ponieważ idę tam sama, w zupełnie obce towarzystwo najprawdopodobniej ku wstydowi rodziny wyjmę knigu i budu czytać.
Oby nie zejść poniżej 12.

Najsłabsza książka – „Zgubieni”. Naprawdę zawód tego miesiąca, książka rozczarowała mnie sromotnie. No bo „Córka Magdy” to grubsza sprawa…

Mam problem z wyborem książki najlepszej… Bo i „Zapach drzewa sandałowego” i „Dom w  Riverton” i biografie CR7 oraz Messiego zasługują na wyróżnienie. Ale nie tylko.

Książek przybyło mi wiele… z powodu wesela, zabukowanej wizyty u okulisty nie planuję wielkich książkowych zakupów. Ostatnio skusiłam się i już doszła „Autobiografia” Królowej Kryminału.

Teraz muszę się wygrzebać ze stosiku recenzenckiego.

Moje podłe samopoczucie sprzyja spędzaniu czasu na lekturze, albowiem naprawdę ostatnio kontakty z ludźmi tylko pogłębiają moją depresję. Nie nadaję się do życia w społeczeństwie… Czytanie poprawia mi nastrój, nauka poprawia mi nastrój, a połączenie – to już ekstaza.
Jutro – bo dziś się chyba nie zbiorę, możecie spodziewać się refleksji z lektury, moim zadaniem jednej z najlepszej książki roku „Dziennika norymberskiego” Coś fenomenalnego.

Idę sobie czytać „Francuskiego ogrodnika” a później dawkowany serial „Suits” w garniturach. Serialowe odkrycie lipca(i ostatnie serialowe odkrycie zresztą) polecam : )

Niech litery będą z Wami ;]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy