Przedstawiam Wam Klarę.
Dołączyła do Nas pierwszego grudnia, razem czekamy na powrót Meli, a wtedy będzie wesoło.
Ciągle jeszcze się oswaja, wącha kąty, uwielbia być noszona. Ja lubię to trochę mniej bo Klara jest ogrooomna, jak leży, to wygląda jak nowy kontynent nie kot.
Jak długo się nią nie zajmuję, to miauczy. Domaga się uwagi.
Już zawłaszczyła mój szlafrok. Na nim śpi ;)
To nie jest tak, że Klara wypiera Melanię, wciąż na Melę czekam i oddałabym wszystkie skarby Wschodu, żeby moje biało-czarne dziecko wróciło. Żyję nadzieją, że Ona do mnie wraca, gdy wracam do domu, wchodzę w uliczkę i wytężam wzrok, mając nadzieję, że pod płotem zobaczę Melkę... zmęczoną, ale żywą i na wyciągnięcie łapki.
Klara była kotem, który szukał domu. Domu który ja mam. Domu który jest rozpaczliwie pusty bez kota. Nie wiecie jak to jest wrócić do domu w którym nic nie mruczy, nie ociera się o nogi, nie miauczy.. jest pustka. A Klara zasługuje na dom i ciepło i człowieka i kawałek łóżka i jak się okazało mój szlafrok.
Brakuje mi tylko Meli, Mela była moim dzieckiem. Klara jest pokrzywdzonym przez los kotem... Chcę by Mela wróciła, musi wrócić... Pamiętacie ten wiersz Szymborskiej? "Umrzeć - tego się nie robi kotu", to chyba najsmutniejszy wiersz, tak wzruszający... mam nadzieję, że mój Kot tylko na chwilę zapomniał, że "Odejść, tego się nie robi człowiekowi". Melu cóż ja mam począć bez ciebie??
Uciekam, bo Klara domaga się uwagi ;)


