niedziela, 29 września 2013

"Przemilczenia" - Sue Eckstein

Wstrząsające losy pięciu pokoleń, na których wojna odcisnęła niezatarte piętno.
Julia Rosenthal wraca po latach do rodzinnego domu. Wycieczka po nim przywołuje wspomnienia z dzieciństwa spędzonego w pozornie zwyczajnej rodzinie, które jednak obfitowało w niepokojące zdarzenia, takie jak pobyty matki Julii w szpitalu psychiatrycznym, jej tajemnicze zniknięcia czy ukrywanie wszystkiego, co związane z przeszłością. Julia usiłuje odnaleźć sens w rodzinnych sekretach i półprawdach, zastanawiając się, jak wpłynęły one na wychowanie jej córki, Susanny. Tymczasem brat Julii, Max, woli zostawić przeszłość w spokoju i żyć teraźniejszością.
W zupełnie innym czasie i miejscu pewna kobieta przywołuje wspomnienia swoich wczesnych lat spędzonych w Niemczech w latach 30., stopniowo ujawniając bolesne tajemnice, którymi do tej pory z nikim się nie dzieliła.


 Ponura niedziela. Niebo zapamulone ołowianymi chmurami. Niskie ciśnienie. Ogólny ziąb. Oglądnęłam Poirota i kolejny odcinek Top Cheffa wytrwale dziergając szalik, ale grzechem byłoby nie położyć się do łóżka z termoforem i dobrą książką. Z jaką? Ano dawno ebooka nie było na tapecie. Wyjęłam więc tablet i przeglądnęłam co na nim mam. Tytuł: „Przemilczenia”. Objętość – niewielka niewiele ponad dwieście stron. Okładka, wcale klimatyczna,   dziewczynka, a w tle swastyki.  Objętość książki wyraźnie wskazywała, że wspólna przygoda będzie krótka, ale okładka obiecywała emocje.

Julia po wielu latach odwiedza dom w którym spędziła dzieciństwo. Kobieta miała bardzo ciekawe, intensywne życie, podróże, interesujące studia, ale to wszystko usuwa się w cień, w chwili gdy przekracza próg rodzinnego domu. Gdy życzliwa, obecna właścicielka zostawia ją samą, kobietę obsiadają wspomnienia – jak stada wron. Dzieciństwo… dla każdego czas sielski, pełen bezpieczeństwa i beztroski. Dla Julii, ale również dla jej matki takim nie był. Julia odbywa podróż w czasie, wiecznie nieobecny mąż, brat zamknięty w świecie swoich pasji i matka, owładnięta demonami. Wraz ze wspomnieniami Julii, która stara się zrozumieć co ją spotkało, dlaczego jej dzieciństwo było tak odmienne od tego, które obserwowała u koleżanek, snuje opowieść jej matka. Najprawdopodobniej u terapeuty, opowiada o tym, jak będąc małą dziewczynką wyjechała wraz z matką z Holandii, udały się do Berlina, gdzie mieszkał jej ojciec, którego nigdy nie znała. Jest sam początek lat trzydziestych. Ojciec był surowym, bezwzględnym człowiekiem, wymagającym całkowitego posłuszeństwa, za każde niewłaściwe wykonanie rozkazu karał… bił także bez przyczyny. Robił wszystko by uprzykrzyć życie córce i żonie. Kobiety z którymi zdradzał żonę, paradoksalnie darzyły sympatią zdradzaną kobietę. Dziewczynka… obca w Berlinie, nie miała prawa mieć odrobiny radości w życiu. Do czasu przejęcia władzy przez Hitlera, którego ojciec nie popierał, ale nie mógł tylu rzeczy zabraniać córce. Zbliża się wojna, a dorastająca dziewczyna w dalszym ciągu najbardziej nienawidzi ojca, wierzy w Hitlera nie rozumie jednocześnie tego co się dookoła niej dzieje. A przed nią najkrwawsze epizody wojny. Momenty, które wrosną w jej dusze, zniszczą spokój. Dodatkowo sytuacja rodzinna sprawi, że stanie się po prostu okaleczonym człowiekiem.

Jak każda książka która chociaż zahacza o Niemcy przełomu lat trzydziestych i czterdziestych, ta książka porusza. Wzbudza refleksję nad losami człowieka wciągniętego w wir machiny wojennej. Tylko, że ta książka skupia się jednak na czymś innym. Na inny aspekt kładzie główny nacisk. Mniej polityki, wojna tylko muśnięta. Tak naprawdę autorka skupia się na psychologii, na problemie przenoszenia, dziedziczenia pewnych zachowań. Matka Julii nie zaznała w domu  miłości, inaczej została poważnie skrzywdzona przez ojca i babkę. Zasiano w niej ziarno niepewności, utwierdzono ją w przekonaniu, że jest tak beznadziejna, że nie może być obiektem pozytywnych uczuć. Dlatego stroni od bliskości. Trzyma swoja rodzinę na dystans i w ten sposób również ich okalecza. Dzięki temu iż spora część książki to wspomnienia Julii widzimy jakie skutki wywarła postawa matki. Możemy się zastanawiać czy gdyby wcześniej „wyspowiadała się” ze swoich przeżyć, podjęła leczenie, to może wszystko inaczej by wyglądało.

Bardzo to wszystko wzrusza, wydaje mi się że to pierwsza książka która w ten sposób porusza tematykę II wojny światowej. Zapewne jeśli chodzi o takie zjawisko w psychologii nie jest to nic odkrywczego, ale wydaje mi się, że przeciętny czytelnik, nieznający tajników psychologii powinien sobie uświadomić, że nie tylko nasze czyny mają skutki, także nasze milczenie, skrywane tajemnice mogą wyrządzić krzywdę. Może jest coś w biblijnym „prawda was wyzwoli” a przynajmniej warto poddać je refleksji.

Mimo niewielkiej objętości, a może właśnie dzięki temu książka porusza. Nie ma w niej zbędnej gadaniny. W prostocie, w lakoniczności jest siła tej książki. Zdania są przemyślane. Wzbudzają emocje. Absolutnie zero nudy. Bez wątpienia interesująca pozycja. Coś nowego!

"Chuliganka" - Izabela Jung

Przeżywająca małżeński kryzys trzydziestoletnia kobieta pewnego dnia poznaje czeczeńskiego uchodźcę, który wraz z grupą robotników przeprowadza u niej remont poddasza. Kobieta czuje do Czeczena silne przyciąganie. Zaciekawiona swoimi uczuciami, postanawia zaryzykować i poddać się im. On, 10 lat młodszy, głęboko wierzący muzułmanin, próbuje się bronić, nie chcąc naruszać świętych granic rodziny, ostatecznie jednak wdaje się w pełen namiętności romans z kobietą. Doświadczenie tak silnego emocjonalnego związku wywiera na bohaterce głębokie piętno. Wyzwala w niej tytułową „chuligankę”, która nie waha się postawić całego swojego życia na głowie, aby podążać za głosem serca.

 Po przeczytaniu wielu stron książek mądrych, głębokich. Takich przy których skupiałam się raczej na pytaniach egzystencjalnych zatęskniłam za książką, w której moją uwagę przykują bohaterowie. Książkę lekką, ale z sensem. Zabawną, ale i wzruszającą. Ech! Babom nie dogodzisz. A złapałam „Chuligankę”. Nie spodziewałam się na pewno takiej historii. Myślałam, że to będzie naprawdę lekka książka.

Ewa – dojrzała kobieta. Ma męża, dwóch synów. Rozkręca własny, wymarzony biznes. Właśnie remontuje dom.  W ekipie robotników przeważają Czeczeni. Jeden z nich zapada jej w umysł, zaczyna mieć na jego punkcie obsesję, zakochanie, fascynacja, ślepe pożądanie. Jak zwał, tak zwał. Postanawia zaryzykować i zbliżyć się do faceta, do którego ciągnie ją jakiś nienazwany zew.

Trudno mi ocenić tę książkę, Trudno ocenić mi postępowanie Ewy. Zakochuje się w mężczyźnie o dekadę młodszym, ale jednocześnie takim, który uciekał ze swojego kraju owładniętego wojną. Dużo widział i przeżył, szybko musiał dorosnąć. Dodatkowo jest muzułmaninem, wiele zachowań dla nas oczywistych, dla niego jest nie do pomyślenia. Ciężko przychodzi mu akceptować sytuację w której się znalazł. Fakt, że to on jest biedniejszy, że spotyka się z mężatką. Mnie uderzyła zwłaszcza jedna sytuacja, gdy zachował się nieładnie, bo palił trawę, słowem i swoim zachowaniem zranił Ewę, ale słowo – przepraszam – nie chce przejść mu przez usta. Kobiety się nie przeprasza.
To jest dosyć trudna książka, wywołująca skrajnie różne uczucia. Z drugiej strony jestem zła na Ewę, że ładuje się w taka kabałę, depcze swoją godność i ugania się za facetem, z drugiej strony, robi coś, co zwykle jest chwalone, walczy o swoje szczęście, za wszelką cenę. Ja po prostu Ewy nie rozumiem. Nie wiem dlaczego niszczy rodzinę, bo o ile faktycznie później  mogła wykiełkować miłość, to początkowo jest to tylko chuć. Nic więcej.  I Ewa zaczyna zachowywać się tak, jak zwykle mówimy o mężczyznach, zaczyna myśleć złą częścią ciała.

Chuliganka to debiut. Debiut moim zdaniem bardzo udany. Czyta się dobrze, napisana jest dobrym stylem. Wzbudza emocje, a jednocześnie nie jest to romans różowy i słodki. Wydaje mi się, że to romans dla współczesnej kobiety, która ma dosyć opowieści o księciu  na białym koniu, szuka historii z pazurem. I taka jest „Chuliganka”.  Będę czekała na kolejną powieść Izabeli Jung, zaciekawiła mnie sobą. Ciekawa jestem jej kolejnych pomysłów.

sobota, 28 września 2013

"Wigilia Wszystkich Świętych" - Agata Christie

W jakimś szalonym umyśle mogła zrodzić się myśl, że zamordowanie kogoś na przyjęciu w wieczór Hallowe&en to wspaniały pomysł, zupełnie jak z powieści. I to wszystko, od czego może pan zacząć. To po prostu ktoś, kto był na przyjęciu. Pod krzaczastymi brwiami para oczu błysnęła w stronę Poirota. Ja też tam byłem powiedział. Przyszedłem później, żeby popatrzeć, co się dzieje. Energicznie kiwnął głową . Tak, to dopiero problem, prawda? Jak ogłoszenie w gazetowej rubryce towarzyskiej: Wśród obecnych był morderca . 


Nie chciałam aby wrzesień był miesiącem w którym tylko oglądam Poirota. Zostało mi już tak mało książek z jego udziałem. Powoli, ale systematycznie trzeba iść do przodu. Ponieważ „Zagadka gwiazdkowego puddingu” mnie nie zachwyciła i nie wciągnęła, miesiąc przed Halloween sięgnęłam po książkę, której akcja rozpoczyna się właśnie w wigilię Wszystkich Świętych.  Napisana u schyłku lat sześćdziesiątych, jest specyficzną książką… 

Na przyjęciu dla dzieci, które odbywa się ostatniego października jest tłum osób. Wśród zaproszonych osób, gości również pani Olivere, słynna autorka kryminałów i przyjaciółka Herkulesa Poirota. Przyjęcie jak to przyjęcie dla dzieci, dużo hałasu. Jedna z dziewczynek, chcąc wywrzeć na Ariadnie wrażenie opowiada, iż był ongiś świadkiem morderstwa. Wszyscy znają jednak charakter dziewczynki, która często koloryzuje, nikt nie zwraca na to zdanie uwagi – pozornie. Przed końcem przyjęcia dziewczynka zostaje zamordowana. Ktoś wepchnął jej głowę do wiadra z wodą, z którego dzieci wyławiały ulubione owoce pani Olivere – jabłka. Tak zaczyna się ta historia. Mroczna, dramatyczna. Jest to pierwsza książka autorstwa Christie – o ile pamięć mnie nie myli – w której ta czyni dziecko główną ofiarą.

Ariadna zwraca się z prośbą o pomoc do Poirota, który uważa,, że Joyce zginęła z powodu zdania, które wypowiedziała, że kiedyś widziała morderstwo. Ugodziła w ten sposób w czyjeś poczucie bezpieczeństwa. Zaniepokoiła kogoś kto już raz splamił swoje dłonie krwią i nie zawahał się przed kolejnym morderstwem. Byle jego sekret się nie wydał.

Herkules Poirot będąc już nobliwym starszym panem, który nie jest wolny od chorób i oznak starości wkracza na niebezpieczną drogę, a jego przeciwnikiem jest ktoś bezwzględny, niczym obudzony bazyliszek, któremu zakłócono spokój.

Mam bardzo mieszane uczucia jeśli chodzi o tę książkę. Z jednej strony początek jest porywający, budzi niepokój, grozę, trzyma w napięciu, ale wraz z rozwojem akcji wszystko opada. Przestaje intrygować. Wiadomo to Christie i jej Poirot więc chciałam poznać rozwiązanie, ale ani nie bawiłam się w śledztwo, ani nie byłam jakoś zaangażowana. Wczoraj podczas czytania usnęłam. Na Christie!! Gdzieś w trakcie książki znikło napięcie, znikła groza… wszystko oklapło, jak nieudany biszkopt. I chociaż chwila gdy Poirot wyjaśnia jest jak zwykle dobra, to nawet, ta „korona książki” jest jakaś oklapła.

Zdecydowanie, pomimo świetnego początku nie zaliczę tej książki do najulubieńszych. Ciekawe czy film mnie zawiedzie…

piątek, 27 września 2013

torebka, tymi rencami robiona ;)

Ostatnio w Polsce pojawiła się włóczka Hoooked zpagetti. Chorowałam na nią, ale nie mogłam zmacać, a mieszkam na prowincji :/ liczyłam że za którąś wizytą wybiorę się do Lublina i tam poszukam, żeby kosztów przesyłki nie mnożyć.

Dziś weszłam do pasmanterii, bo Mama będzie mi obraz Muchy haftować. A tam bach!! Jest zapagetti. Zmacałam, zmiętosiłam, chwilę się zastanawiałam, bo jednak cena i szydełko musiałam grube dokupić, bo owszem miałam dziewiarskie, ale za cienkie na to cudo.
Kupiłam w kolorze malinowym - będzie ładnie i ciepło na zimną zimę.

Wracałam do domu z myślą. Będzie torebka!! Taka mała, na krótkie wyjazdy, żeby wszedł portfel, telefon i książka ; )

Szukałam wzoru na internecie i nic! Albo na stronie firmowej, po niderlandzku  - good luck. Albo odesłania do jakiegoś magazynu. Wkurzyłam się i myślę, a co ja ofiara losu jestem? Tzn jestem, ale chyba umiem zrobić prostokąt. A jak coś to spruję, a strzelać z tego nie będę :P
Prułam trzy razy, ale tylko dlatego, że dopasowywałam szerokość torebki :P

Jak robiłam? Ano innowacyjne jak na mnie ; ) Sposób wykonania takiej torebki jest naprawdę prosty!!
Zrobiłam łańcuszek i trzy rzędy półsłupków i mamy taki brzeg. Później dwa rzędy słupków, a później zaczęło mi się nudzić i przełożyłam robótkę na druty. I robiłam na pożądana długość, nie robiłam specjalnego dna, tylko złożyłam na pół i robiłam żeby przyzwoitą głębokość miała torebka. Później na szydełko i kończyłam jak zaczynałam. Boki połączyłam szydełkiem, chociaż myślałam, żeby wrobić jakieś boki. Ale zamiaruję dobrać zamek i wszyć(jak dobiorę kolor odpowiedni) i nie chciałam kombinować.
Uszy to łańcuszek i rząd półsłupków.
Et włala : ) : )

Jestem zachwycona tą włóczką. Robi się bajecznie szybko, chociaż na drutach ciężko to idzie, ręka się męczy. Ciekawe, czy będę miała zakwasy ; ] 
Mam nadzieję, że to nie moja ostatnia przygoda z tą włóczka. Trochę mi zostało, ale nie wiem czy na kolejną torebkę starczy bo Mama chce. A tą moją ozdobię książkowymi przypinkami ; P którymi do tej pory zbierałam kurz, przypinałam na egzaminowanie(Czarny charakter) lub spinałam chustę. A na torebce zagrzeją miejsce : )


czwartek, 26 września 2013

"Papusza" - Angelika Kuźniak

Bronisława Wajs. Po cygańsku Papusza, czyli lalka. Poetka odkryta przez Jerzego Ficowskiego i wynoszona na piedestał przez Juliana Tuwima. Jej wiersze, proste piosenki pełne tęsknoty za przyrodą, są do dzisiaj chlubą cygańskiego dziedzictwa.
Popularność, która przyniosła jej rozgłos, szybko okazała się przekleństwem. Posądzenie o zdradę plemiennego kodeksu złamało Papuszy życie. Latami żyła w odosobnieniu i pogardzie. Ostracyzm odbił się głęboko na jej zdrowiu, również psychicznym. Gdy w 1987 roku umarła, pochowano ją z dala od cygańskich mogił.
Angelika Kuźniak dotarła do bezcennych materiałów archiwalnych, które rzucają nowe światło na los legendy cygańskiej poezji. Pamiętnik Papuszy, jej listy do Jerzego Ficowskiego czy korespondencja z Julianem Tuwimem to także nieocenione źródło informacji dotyczących realiów życia polskich Cyganów. Wędrówki z taborami, rzeź na Wołyniu, przymusowe osiedlanie, nieufność Polaków, a nade wszystko przywiązanie do przyrody i wolności.Papusza to znakomita opowieść reporterska o świecie, którego już nie ma. I cenie, jaką płaci się za inność.



Nie pamiętam czasów gdy Cyganie wędrowali taborami. Mama mi o tym opowiadała, pokazywała gdzie obozowali, jak chodzili po wsi, jak Mamy zakazywały biegać pod las. Gdy ja byłam dzieckiem pozostał stereotyp Cygana-złodzieja i oszusta. Do dziś mówimy, że ktoś, kogoś ocyganił. Historie o Cyganach były opowieściami o podstępnych cygankach chodzących od domu do domu i kradnących. A ja się Cyganów bałam, bo gdy jeździłam z Rodzicami na rynek, krzyczeli za Nimi, żeby oddali im ich dziecko. Tak jako pacholę byłam śniada i czarniutka, mała Cyganka ; )

O Papuszy usłyszałam pierwszy raz w gimnazjum. Nasza polonistka opowiedziała nam tragiczna historię Bronisławy Wajs, pokazała jej wiersze. Utkwiła  mi w pamięci jej historia. Urodziła się aby cierpieć. Była piękna, chciała od życia CZEGOŚ więcej. To zawsze jest niezawodna recepta na odrzucenie i cierpienie.

O książce było głośno, jako jedna z nielicznych wydana przez Czarne miała naprawdę mocną kampanię reklamową. Mówiło się o niej. Ja przeczytałam, Mama usłyszała w radio. I bach, raz na jakiś czas mamy ochotę na tę sama książkę. Ja czytam, Mamie zwykle na ochocie się zatrzymuje… książka poleży na stosie koło fotela, aż ja się wkurzę i znajdę dla niej miejsce na półce. Jako się rzekło, mi wystarczył dzień… kilka chwil wieczorem, a następnie po przebudzeniu – czytałam. Teraz jestem przejęta, przed oczami mam piękną, promieniującą dumą, natchnieniem, twarz Papuszy, taką zwykłą, cygańską, ale jednak niespotykaną… Przed oczami mam wymowna okładka. Doskonała. Jedna z najlepszych jakie widziałam. Dająca do myślenia, taka do interpretowania, na rożne sposoby.

Każdy kto kiedyś próbował napisać opinię o książce, wie, że najtrudniej się pisze o książkach najlepszych. Zawsze brakuje słów. Tak mi brakuje slow, żeby opisać uczucia towarzyszące mi podczas lektury. Boże jakie ta kobieta miała życie. Nie znamy daty jej urodzenia, bo czy w cygańskim taborze nie było ważniejszych spraw, tylko pamiętanie o tym kiedy urodziła się jakaś dziewczyna? Przecież jej życie miało nakreślony plan, tak jak tysięcy przed nią i tysięcy kobiet po niej. Miała nauczyć się wróżyć i kraść, wyjść za mąż, rodzić dzieci i na  cygański sposób zarabiać. Ale Papusza chciała więcej, chciała czytać i pisać, była głodna wiedzy. Ten kompleks analfabetki, później samouka i osoby, która nie chodziła do szkoły będzie towarzyszył jej do końca życia. W listach będzie traktowała to jako dowód, że nie jest poetką, że nie zasługuje na nagrody, wieczory autorskie. Dlatego jak mogła wspierała osiedlanie Cyganów, bo wierzyła, że dzięki temu jej syn pójdzie do szkoły. Będzie mógł więcej.

Przeszła cygańską ścieżkę życia, aranżowane małżeństwo, rozwód, nowy mąż, który ją porwał a ona nic do gadania nie miała. Przywiązała się do Dyźka, ale miłości nie było. Później przyszła wojna i okropieństwa o jakich boję się myśleć. Wciąż prześladują mnie obrazy, opisy z tej książki. A wyzwolenie, koniec wojny dla Cyganów miał być końcem wolności. PRL chciał ich osiedlić, zabrać im wolność, zabrać im świat. 

Dla Papuszy okres powojenny to odrzucenie, wprawdzie nawiązała wtedy kontakt z twórcami, poznała Tuwima, ale to dla jej pobratymców oznaczało, koniec – końców zdradę i skazało ją na ostracyzm. 
Serce mi się kraje gdy myślę o tej książce, gdy myślę o tej nieszczęśliwej kobiecie, którą duszą obejmowała świat, a została tak okrutnie potraktowana.  Rozwodzimy się nad okrucieństwami jakich Indianie doświadczyli od napływowej ludności w Stanach, a nie myślimy o tym, że porównywalnej krzywdy doświadczyli u nas Cyganie. Oni też byli u siebie, ukochali ziemię, wolność, wiatr a państwo okrutnie powsadzało ich w betonowe klatki w nowym budownictwie.

A Papusza, jest kolejnym przykładem, że nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Doceniana była, ale nie przez Cyganów, dla nich była zdrajczynią, odszczepieńcem, sprzedała swój naród i dlatego skazano ją na duchową banicję.

Moim zdaniem książka jest naprawdę świetna i ze wszech miar godna polecenia. Bardzo autentyczna, autorka nie ocenia, nie sili się na zbędne komentarze. W reporterski sposób relacjonuje nam życie Papuszy, przedstawia jej listy, jej wypowiedzi w sposób prawie niezmieniony, z ortografią utrudniającą niekiedy właściwe zrozumienie, specyficzną wymową. Ta książka jest prawdziwa. Dzięki temu staje się naprawdę perełką na polskim rynku wydawniczym. Gorąco polecam!

Dziękuję Kasi, za to że mnie natchnęła!!

wtorek, 24 września 2013

"Smutek" - Clive Staples Lewis

"Smutek" C.S. Lewisa jest uznawany za najlepszą książkę dla ludzi przeżywających utratę bliskiej osoby, żałobę i cierpienie. Słynny pisarz, autor cyklu "Opowieści z Narnii", napisał ją po śmierci ukochanej żony, Joy Gresham, która odeszła po dwóch i pół roku walki z rakiem. "Smutek" jest książką do bólu szczerą i poruszającą. Pisany w formie dziennika bez dat jest relacją z kolejnych tygodni po odejściu ukochanej kobiety, pożegnaniem z nią, opowieścią o wyobcowaniu w środowisku przyjaciół, przygotowaniem na własną śmierć, rozpaczliwą próbą zaakceptowania Boskich wyroków. Autor stawia czytelnika przed najważniejszymi pytaniami w życiu: konfrontuje go z cierpieniem po utracie ukochanej osoby, z doświadczeniem śmierci, zwątpieniem. Jest to jednocześnie książka, która unika prostych odpowiedzi i potrafi w nadzwyczajny, empatyczny sposób przeżywać smutek i żałobę wraz z czytelnikiem. Nie popada w banały, lecz subtelnie kieruje w stronę nadziei i pocieszenia.
Na podstawie książki i wydarzeń z życia Lewisa, które ją zainspirowały, powstał wzruszający, wielokrotnie nagradzany film Richarda Attenborough "Cienista dolina" z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger.

"Trudno o cierpliwość w stosunku do ludzi, którzy mówią: Śmierci nie ma albo Śmierć nie ma znaczenia. Śmierć istnieje. I jakakolwiek by była, ma znaczenie. Wszystko, co się wydarza ma jakieś następstwa, i zarówno to, jak i te następstwa to rzeczy nieodwracalne i nieodwołalne. Tak samo można by powiedzieć, że nie mają znaczenia narodziny. Podnoszę wzrok i patrzę w nocne niebo".
Clive Staples Lewis, "Smutek"

"Smutek" jest niezwykłą książką. Jej siła zniewala czytelnika, nie pozwala się oderwać, nie daje się zlekceważyć. "Smutek" to także dyskusja z Bogiem – Lewis podejmuje temat sprzeczności pomiędzy miłosiernym, opiekuńczym Bogiem a niedoskonałym, przepełnionym bólem światem. Stara się pogodzić cierpienie (także cierpienie Chrystusa) z Boską dobrocią, nie zgadza się jednak na łatwe kompromisy. Odpowiedź nie przekreśla bólu, nie podważa istoty pytań – świat, w którym żyjemy jest światem sprzeczności.


Kto nie zna Lewisa? Czy można nie znać twórczości tego, który spisał dzieje Narnii? Cykl „Opowieści z Narnii” jest już klasyką, nie wypada nie znać. Jednak twórczość Lewisa to nie tylko opowieści dla młodzieży. Pisarz ten, którego żywot był już kanwą  historii filmowej, przechodził różne koleje losu. Urodzony w anglikańskiej rodzinie, był przez pewien czas ateistą, po to by w końcu odkryć wiarę na nową i na niej budować swoje życie i swoją miłość.

Miłość… miłość Lewisa i amerykańskiej pisarki posłużyła za inspirację do pięknego filmu, który widziałam lata temu pod tytułem „Cienista dolina”. Joy Gresham, gdy poznała Lewisa była już bardzo chora. Oczywiście, zaraza naszych czasów – nowotwór. Jednak Bóg jakby dawał im szansę i razem z nią Lewis stworzył piękny związek, pełen pokrewieństwa dusz. Joy umiera, co jest dla Lewisa ciosem, pomimo iż miał świadomość jej stanu. Tylko, że człowiek, zwłaszcza kochający – żyje nadzieją. Gdy Bóg zabiera do siebie jego ukochaną H(jak nazywa ją w tej książce), Lewis nie może sobie poradzić, zapisuje swoje myśli, wątpliwości, żale w notatnikach. Na papier przenosi krzyk swego serca i skowyt duszy. Powstaje przejmująca opowieść o różnych stadiach żałoby, będąca jednocześnie świadectwem przepięknego uczucia.

Cztery części, cztery notesy, różne fazy żałoby. Różne sposoby okazywania, przeżywania tego samego, rozdzierającego żalu. Być może powiecie, że to nic nowego, że na dobrą sprawę już Kochanowski w Trenach opisał żałobę w sposób wyczerpujący. Bo i rozważania Lewisa są przesiąknięte tym samym smutkiem, tymi samymi wątpliwościami. I Kochanowski i Lewis to wierzący ludzie, których wiara została zachwiania. Oboje są przepełnieni pełnym wyrzutu smutkiem. Odebrano im centralny punkt ich życia. Miłość, siłę napędową ich istnienia. U Kochanowskiego poczytamy o stracie ojca. Lewis zaś pokazuje nam jak zdruzgotane jest życie mężczyzny, któremu odebrano żonę, przyjaciela, kochankę, w jednej osobie. Oboje wykrzyczą owo bolesne Gdzieśkolwiek jest, jesliś jest,  będące wyrazem zwątpienia i bezsilności.  Oboje w końcu dojdą do etapu rezygnacji i swoistego pogodzenia się ze stratą.

W opisach i recenzjach kładzie się nacisk na zalecanie tej książki osobom pogrążonym w żałobie. Wszystkim tym, którzy borykają się ze smutkiem po stracie kogoś kogo się kochało, a kto odszedł do lepszego świata. Ja jednak patrzę na tę książkę inaczej. Być może dlatego, że nie straciłam męża, narzeczonego, osoby z którą wiązałabym wszystkie swoje marzenia, plany. Dlatego mnie poruszyła ta książka tym iż, w moim odczuciu jest przepięknym świadectwem miłości. Ślubujemy: „...dopóki śmierć nas nie rozłączy.” Zaś w tej książce mamy wyraźnie powiedziane, miłość trwa, nie kończy się. A sposób w jaki Lewis pisze o zmarłej żonie… rzadko mam  przyjemność czytania tak pięknego, mądrego i dojrzałego tekstu. Cała ta książka jest wyznaniem. Tak pięknym, że wyciska łzy z oczu, jak zachód słońca, panorama gór, tęcza, coś tak pięknego że wszystko inne usuwa się w cień, nie ma miejsca na inne uczucia, jest tylko zachwyt, trwanie i kontemplacja.

Wcale się nie dziwię, że po tę książkę sięgają ludzie powaleni przez żałobę, którzy wątpią i szukają odpowiedzi. Rozpaczliwie tęsknią. Ta książka pokazuje, że nie jesteśmy sami, ani jedyni w swoim cierpieniu.

Napisana pięknym językiem, niezwykle mądra i poruszająca. Według mnie po prostu genialna!!  Za samą, tą jedną książkę, cieniutka i niepozorną Lewis ma swoje miejsce w moim Panteonie. Narnia to przy tym pikuś!!

Kilka cytatów, które zrobiły wrażenie na mnie. Cała książka jest wypełniona mądrymi, celnymi uwagami!!(wszystkie cytaty pochodzą z książki: "Smutek" - naturlich; ] )

"A smutek nadal przypomina strach. A może raczej uczucie niepewności. Lub oczekiwania – oczekiwania, że coś się wydarzy. Nadaje to życiu stałe piętno tymczasowości."
"Częścią każdego cierpienia jest, że tak powiem, cień lub odbicie tego cierpienia; fakt, że nie tylko cierpisz, ale także musisz wciąż o tym myśleć."

"Musiałem się jeszcze nauczyć, że wszystkie relacje międzyludzkie kończą się cierpieniem – oto cena, jakiej nasza niedoskonałość pozwoliła Szatanowi zażądać za nasze prawo do miłości."

"Trudno o cierpliwość w stosunku do ludzi, którzy mówią: „Śmierci nie ma” albo „Śmierć nie ma znaczenia”. Śmierć istnieje. I jakakolwiek by była, ma znaczenie. Wszystko, co się wydarza, ma jakieś następstwa, i zarówno to, jak i te następstwa to rzeczy nieodwracalne i nieodwołalne. Tak samo można by powiedzieć, że nie mają znaczenia narodziny."

"Próbowałem dziś po południu podzielić się tymi myślami z C. Przypomniał mi, że to samo spotkało Chrystusa. „Czemuś mnie opuścił?”. Wiem. Ale czy dzięki temu łatwiej to zrozumieć?”
"A gdzie tym czasem jest Bóg? Oto jeden z najbardziej niepokojących symptomów. Kiedy jesteś szczęśliwy, że nie odczuwasz żadnej potrzeby Boga i skłonny byłbyś uważać Jego żądania w stosunku do ciebie zbyteczne, a dopiero w chwili opamiętania kierujesz myśl ku Niemu, sławiąc Go z wdzięcznością, zostajesz- lub tak ci się przynajmniej wydaje przyjęty z otwartymi ramionami. Ale zwróć się do Niego w rozpaczliwej potrzebie, kiedy wszelka inna pomoc zawodzi- z czym się spotkasz? Z drzwiami zatrzaśniętymi przed nosem, zaryglowanymi od wewnątrz .”

„Częścią każdego cierpienia jest, że tak powiem, cień lub odbicie tego cierpienia; fakt, że nie tylko cierpisz, ale także musisz wciąż o tym myśleć.” 

"Smutek przypomina długą, krętą dolinę, gdzie za każdym zakrętem może ukazać się zupełnie inny krajobraz"

"Australijczyk w Italii" - Marc Llewellyn

Sama wiara to zbyt mało, by zacząć nowe życie w cieniu wulkanu…
Niemniej jednak obawa, że za dwadzieścia lat bardziej się będzie żałowało tego, czego się nie zrobiło, niż rzeczy, których się dokonało, sprawia, że człowiek wierzy, iż może wszystko.
Oto opowieść Australijczyka sfrustrowanego wyścigiem szczurów, który porzuca pracę i wraz z żoną i dzieckiem przeprowadza się na Lipami, jedną z przepięknych Wysp Wichrów, położoną niedaleko Sycylii.
Zostawienie za sobą wszystkiego co znane i rozpoczęcie nowego życia na drugim końcu świata jest oczywiście niełatwe, ale okazuje się znacznie trudniejsze, niż można by sądzić.
Rok spędzony na uprawie oliwek i pomidorów, wśród lokalnej społeczności, blisko natury i z dala od zgiełku sprawia, że po powrocie do Australii Nino postanawia na stałe odmienić swoje życie.
Australijczyk w Italii jest opowieścią o spełnianiu marzeń i uczeniu się o tym, co w życiu naprawdę się liczy, od kogoś, kto zna jego sekrety.


 Właściwie nie wiem co mnie skusiło do przeczytania tej książki. Wielokrotnie zarzekałam się, że mówię dosyć książkom o ucieczce ze starego życia na prowincję, lub/i do obcego kraju. Ani nie jestem Italio-filką, ani nie nosze się z zamiarem ucieczki do Toskanii, lub innego słonecznego rejonu  Włoch. Zapewne przemówiła do mnie okładka i opis. Uznajcie to za szczęśliwy zbieg okoliczności. Przeprowadzki do innych krajów niż Hiszpania też są zabawne, warte uwagi!

Odwiedziny u córki znajomego, która kilka lat temu wybrała się na wycieczkę do Włoch, zakochała się i zmieniła miejsce zamieszkania i styl życia. Z australijskiego na włoski. Ta wizyta jaką składa tytułowy Australijczyk z małżonką, nie miała być przełomowa. Bo dla jakiej przyczyny. Ale odpowiednio dobrane wyrazy sprawiają, że ziarno pada na dobry grunt. Kto nie chciałby porzucić życia w jakimkolwiek kraju, na rzecz spokojnego bytowania w Italii. Szafirowe morze, turkusowe niebo, pogodni ludzie, inne życie. Raj! Oczywiście żona bohatera jest sceptyczna, ale gdy zachodzi w ciąże okazuje się, że wyjazd do Włoch z antypodów nie jest takim głupim pomysłem. Przeciwnie, jest to pomysł świetny!

Cieszę się, że  się przełamałam, pomimo obietnic, że nie, że już nigdy to jednak  warto było przełamać uprzedzenia. Dlaczego? Otóż ta książka w sumie nie odbiega od innych.

To opowieść o dorosłych, ukształtowanych ludziach, którzy w przełomowym momencie swojego życia, gdy spodziewają się dziecka, postanawiają na rok przeprowadzić się na małą włoską wysepkę, tam taniej i spokojniej chcą wychowywać swojego synka, przez ten najważniejszy, pierwszy rok jego życia. Oczywiście zmiana będzie ogromna. Styl życia na wyspie, w Italii jest inny niż ten do którego przywykli. Trzeba się, więc przestawić. Książka będzie obfitowała zarówno w filozoficzne przemyślenia o życiu i śmierci, nad szklanką wina, jak i w zabawne sytuacje, które rozbawią czytelnika do łez.
Co mi się w tej książce podobało, to, to iż ta książka nie pokazuje przeprowadzki jako wielkiej wymarzonej przygody w którą się skacze na główkę z wzajemną aprobatą i hura optymizmem. Autor nie przekonuje nas na siłę, że taka sytuacja ma same plusy, że wystarczy się spakować i wskoczyć w samolot. Bywa ciężko, bywa beznadziejnie.

Podobała mi się ta książka. Bawiła mnie. Cieszę się, że kolejny raz się złamałam i wybrałam się w klimat śródziemnomorski, gdy za oknem wichura i słota. Takie książki są idealne na jesień i zimę. W tym roku też skompletuję sobie biblioteczkę na ponure dni. I do tej będę wracała gdy będę chciała poczuć słone, morskie powietrze na twarzy i odwiedzić starych, sympatycznych znajomych.
Polecam!!

piątek, 20 września 2013

"Miłość zwycięża wszystko. Z Ojcem Józefem Witko OFM rozmawia Grzegorz Sokołowski" - Józef Witko OFM, Grzegorz Sokołowski

Ojciec Józef Witko o powołaniu, Mszach św. z intencją o uzdrowienie i uwolnienie, śmierci, miłości, przebaczeniu i swojej drodze do osobistej relacji z Chrystusem. 

Czy można zaprzyjaźnić się ze swoim Aniołem Stróżem? Jaki sens ma odmawianie nowenny? Dlaczego Jezus każe nam kochać naszych nieprzyjaciół? Na czym polega prawdziwe uzdrowienie? Dlaczego wierni nie doświadczają spoczynku w Duchu Świętym na każdej Mszy świętej?Na te i wiele innych niebanalnych pytań odpowiada Ojciec Witko OFM w niezwykłej rozmowie z Grzegorzem Sokołowskim. Jest to pierwszy wywiad, w którym znany kaznodzieja i charyzmatyk opowiada o początkach swojego powołania, o tym, jak narodził się pomysł odprawiania Mszy św. o uzdrowienie i uwolnienie, i o swojej ulubionej modlitwie.Poruszając tematy wszystkich najważniejszych prawd naszej wiary, Ojciec Witko przedstawia prostą i poruszającą katechezę o Bożej miłości i sile ludzkiej nadziei – Miłość zwycięża wszystko!


Wcale nie tak dawno miałam okazję przeczytać książkę „Pan jest z Tobą dzielny wojowniku”, autorstwa Franciszkanina ojca Józefa Witko. Książka bardzo silnie na mnie zadziałała. Sprawiła, że inaczej spojrzałam na swoje życie.  Czy książka „Miłość zwycięża wszystko” mogła być lepsza? Zwłaszcza, że to nie będę rozważania o. Witko, ale rozmowa  z Grzegorzem Sokołowskim. Nie znam tego pana, jeśli wierzyć LC jest autorem książek o tematyce religijnej, zdaje się być szczególnie zafascynowany aniołami. Co łączy tytułową  miłość i anioły, wyobrażane jako pulchne dzieciaczki, oprócz święta zakochanych, jeśli w ogóle coś ich łączy?

Faktycznie o aniołach też będzie, ale będzie przede wszystkim o miłości. O miłości i o wierze, na nowo, ale wydaje mi się, że znów o. Witko zaskoczy, wstrząśnie, dotknie naszej duszy. Jak zobaczycie na zdjęciach ilustrujących ten wpis książkę obkleiłam naklejkami, które mają ułatwiać mi znalezienie fragmentów, ważnych, pięknych, ubogacających!
Jeden z takich fragmentów:
„Brak miłości to największe cierpienie jakiego możemy doświadczyć i przyczyna wszystkich nieszczęść, jakie spotykają człowieka. Musimy zrozumieć, że zostaliśmy stworzeni z miłości i do miłości. Miłość jest najlepszym lekarstwem na wszelkie problemy.”

To właśnie miłość jest punktem wyjścia i finałem tych rozmów, bo wiara z miłości wypływa, miłością winna
się tez objawiać.  Ta książka będzie poruszała wiele tematów, zarówno tych, które jawią się nam jako fundamentalne, czyli na przykład dlaczego cierpimy, jak miłosierny, kochający Bóg może pozwalać na to, że dzieje nam się krzywda, ale o. Witko opowie też o sprawach, których bądź nie doceniamy, lub źle pojmujemy. W ten sposób dowiedziałam się sporo o głośnych ostatnio Mszach o uzdrowienie. O aniołach, o śmierci, o modlitwie i o wielu innych tematach też będzie. Gdybym mogła w jednym zdaniu opisać tę książkę napisałabym, że jest UBOGACAJĄCA. Czytając, miałam wrażenie, namacalne, jak materialna rzecz, wpływa na najbardziej niematerialny element mojego jestestwa – duszę. To doznanie było tak pobudzające, ożywiające i bardzo wyczuwalne. Niezwykłe!

Ta książka jest niezwykła. Ojciec Witko jawi mi się jako bardzo mądry człowiek, zakochany w swojej wierze, nie taką szaloną pierwszą miłością, ale silnym trwałym, dojrzałym i mądrym uczuciem. Uczuciem na poziomie zaawansowanym, jaki osiąga się bo latach bycia z kochaną osobą, gdy mamy świadomość, że ktoś nas tak kocha, gdy codziennie patrzy się na cuda jakich dokonuje ta miłość, potrafi się tą wiedzą dzielić z innymi w sposób niesamowicie autentyczny.

Moim zdaniem ta książka tak jak „Pan jest z Tobą dzielny wojowniku” pozwala inaczej spojrzeć na temat wiary.  Dodaje otuchy i nadziei. Nie jest to książka łatwa, niektóre zdania początkowo budziły mój sprzeciw, ale jednak gdy się wszystko gruntownie przemyśli, doczyta to ma sens, jako całość. Naprawdę świetna jest ta książka. Nie tylko dla tych, którzy są niezadowoleni z kazań w kościele. Uważam, że to takie literackie rekolekcje, nie tylko dla osób bardzo wierzących, którzy każdą okazję wykorzystują na pogłębianie wiary. To książka przede wszystkim dla tych, którzy w swojej wierze mają gorsze, słabsze momenty, wątpią, pytają i szukają. Gubią się.


Naprawdę świetna!! Polecam całym sercem!! Oby jak najwięcej tak mądrych, ubogacających książek : )




Naprawdę najprostsze ciastka

Nie spotkałam chyba mniej wymagającego przepisu.
W zasadzie trzy składniki, praktycznie zero pracy, a efekt - królewski.


Ciastka maślane, na które przepis mam z blogu mojewypieki.com

Jakoś nigdy nie było mi po drodze. inna sprawa, że wolę bardziej zawiłe przepisy, dające się wykazać. A tutaj, co jest dla wielu zaletą, nie ma na czym się wykazać, ale nie ma i czego spaprać.

trzy łyżki cukru pudru,
150 g mąki pszennej
120 g masła
aromat do smaku. Wczoraj dałam migdałowy, dziś śmietankowy.

Wszystko wrzuciłam do malaksera(ale można zagnieść), zmiksowałam i formowałam kulki, spłaszczając  je widelcem. Włożyłam do rozgrzanego piekarnika i piekłam na złoty kolor.
Wczoraj rozeszły się błyskawicznie. Dziś jeszcze są, bo Tata z miasta nie wrócił.

Tych ciastek nie da się zepsuć. Owszem trzeba pilnować aby ciastka miały podobną wielkość, bo gdy będzie duża różnica te mniejsze się spieką, pilnować trzeba czy się nie zarumieniły, ja raz przegapiłam, więc niektóre mi się przyrumieniły zanadto, jak widzicie na zdjęciu.


Musiałam je upiec dziś. Jutro i w niedzielę idę do pracy, a dom w weekend bez zapachu ciasta jest... bo ja wiem, niepełny. :))

Naprawdę pyszne ciasteczka, rozpływają się w ustach, smakują pysznie i z kawą i z herbatą i same w sobie ;)
I dom tak pięknie pachnie. Aczkolwiek gdy piekłam z aromatem migdałowym, pachniało, jakbym przeprowadzał reakcję łączenia cyjanku potasu z H2O ; - )

środa, 18 września 2013

"Mali książęta" - Conor Grennan

„Mali książęta” to niezwykła i prawdziwa opowieść o przebudzeniu, wielkich życiowych zmianach i małych gestach, które zmieniają świat...
29-letni Conor Grennan daleki jest od pomysłu ustatkowania się i założenia rodziny. Pragnie przeżyć przygodę życia. Rzuca więc pracę i wyrusza w podróż dookoła świata. Chcąc zaimponować znajomym, zwłaszcza kobietom, rozpoczyna swoją wyprawę od trzymiesięcznej pracy w charakterze wolontariusza w nepalskim domu dziecka. Nie ma pojęcia o opiece nad dziećmi, a informacje o trwającej w Nepalu wojnie domowej traktuje z przymrużeniem oka – jak się szybko przekonuje – niesłusznie. Trzy miesiące spędzone z najmłodszymi jej ofiarami wywierają na Conorze ogromne wrażenie i zaczynają zmieniać jego spojrzenie na życie...
Po zakończeniu swojej wyprawy dookoła świata wraca do Nepalu, by raz jeszcze odwiedzić swoich byłych podopiecznych. Przypadkiem odkrywa, że większość z nich nie jest sierotami, ale padła ofiarą handlu, a ich rodziny żyją w odciętych od świata himalajskich wioskach. Odnajduje też grupę dzieci, którymi nie zaopiekowała się dotychczas żadna instytucja. Próbuje zorganizować dla nich tymczasowy dom, lecz zmuszony do ucieczki wraca do Stanów Zjednoczonych, gdzie zamierza rozpocząć normalne życie i cieszyć się dobrobytem zachodniej cywilizacji. Dostaje jednak wiadomość, która przewraca jego świat do góry nogami...
„Mali książęta” – mimo wagi poruszanych w niej problemów – to książka pełną optymizmu, humoru i nadziei. Nie jest ckliwą historią o ludzkiej dobroczynności, a prostą i szczerą opowieścią człowieka, który nie pozostał obojętnym...


Czytam setkę książek rocznie, dziesiątki tysięcy stron, miliony zdań, miliardy zdań i biliony wyrazów, a gdy przeczytam świetna książkę, brakuje mi języka w gębie. Co kierowało mną w wyborze tej książki? Nie wiem, ale słuszniejszym pytaniem wydaje się: „co u licha sprawiło, że tyle czasu ta książka leżała obok mojego łóżka nieczytana.”

Conor, w gruncie rzeczy beztroski młody mężczyzna, mieszkający w USA chce objechać świat dookoła,

aby zobaczyć, co tam ciekawego jest na niebieskiej planecie. Tylko, że taka zachcianka sprawia, że nawet najbardziej „lajtowi” znajomi uważać go zaczynają za egoistę. Conor postanawia więc zostać wolontariuszem w domu dziecka w Nepalu. Gdy poświęci swój czas wolny na pomoc sierotom nikt nie posądzi go przecież o egocentryzm. To, że nie miewał do czynienia z dziećmi, nie rozumie ich nie przeszkadza. Idzie „nieść dobro” a inni niech podziwiają, nie trzeba wspominać, że będzie mógł wyrywać panienki na haczyk „pomagałem w sierocińcu”. Krótkie szkolenie, adaptacja na  miejscu i Conor zostaje wrzucony na głęboką wodę. Dom „Małego księcia” założony przez Francuzkę, sprawuje opiekę nad sierotami. Nieokiełznanymi dziećmi, pełnymi szaleńczej radości życia,, pomimo tego co przeszły. Nepal, bowiem nie jest wymarzonym miejscem do zwiedzania, do życia. Górzysty, ocieniany pełnymi groźnej potęgi Himalajami, w chwili gdy nasz bohater do niego przybywa, niszczony jest przez wojnę domową. Konflikt pomiędzy królem a maoistami przybiera na sile, strajki, pobicia, terror.  Na prowincji jest jeszcze gorzej. Do kraju o kiepskim poziomie urbanizacji trafia współczesny, przyzwyczajony do zbytku i wygód Amerykanin.  Gdy pojawia się w sierocińcu zostaje dosłownie powalony… przez gromadę tryskających energią dzieci. Conor musi stopniowo przełamywać swoje uprzedzenia, opory, aby oddać serce tym dzieciom, odpowiedzieć przyjaźnią na przyjaźń, dać im siebie. Chyba nigdy nie przypuszczał, że zaleje go taka fala uczucia do obcych dzieci, że zacznie ich traktować jak własną rodzinę. Pewnego dnia na drodze prowadzącej do sierocińca pojawia się kobiet, okazuje się iż jest ona matka chłopców przebywających w sierocińcu. Conor jest skonsternowany, jak to? Przecież to sierociniec. Dzieci mieszkające tutaj nie mają rodziców. Prawda okazuje się o wiele bardziej skomplikowana, ponura, dramatyczna. Okazuje się, że dzieci te zostały oddane handlarzowi, który wykorzystał fakt iż zdesperowani rodzice zrobią wszystko, aby dzieci nie padły ofiarą poboru do armii rebeliantów. Handlarz obiecywał rodzicom lepsze życie dla dzieci, żądał astronomicznych sum, rodzicie się zapożyczali, wysupływali ostatnie grosze i oddawali wraz z dziećmi człowiekowi, który gdy tylko dorośli zniknęli za zakrętem uczynił z dzieci niewolników. Zmuszał ich do żebrania, żerował na litości turystów z Zachodu i z USA, którzy wzruszeni losem dzieci dawali jałmużnę. Tymczasem handlarz – Golkka przywłaszczał pieniądze a dzieci głodził i przetrzymywał w nieludzkich warunkach. Niestety, Nepal jest państwem bezprawia, dodatkowo wtedy trwała wojna domowa, a ów człowiek miał wysoko postawionych krewnych. Nie jemu coś groziło, ale każdemu kto wszedł mu w paradę.


Conor, dla którego ten sierociniec miał być rozgrzeszeniem za pragnienie objechania świata, niespodziewania przywiązuje się do tych dzieci, pragnie zmienić ich życie, pomóc odnaleźć im krewnych… zresztą, MUSICIE przeczytać tę książkę, dlatego fabuły nie będę Wam opowiadała, ale zapewniam Was, że jest to książka emocjonująca jak najlepsza powieść sensacyjna. Dramaty, zwroty akcji, czarne charaktery.  Ale chyba nie za to ją pokochałam.
Czytałam ją w pociągu, przypadek, a raczej prognoza pogody zapowiadająca ulewy sprawiła, że nie miałam makijażu, na szczęście, bo inaczej już do Lublina bym przyjechała, ze śladami czarnych łez.

Stosunkowo często zdarza mi się płakać podczas czytania książki, ale czytając „Małych książąt” czułam ból
czytanie w pociągu
serca, z wzruszenia dławiło mnie w gardle i brakowało mi tchu. Przerywałam lekturę i przez okno oglądałam pagórki i nierówności terenu, sercem będąc w kotlinie, pomiędzy najwyższymi szczytami świata. Potęga przyrody i marność ludzkiego życia, bogactwo przestrzeni i ubóstwo ludzi. Nepal to kraj pełen skrajności i od kontrastów roi się w tej książce, mamy niewątpliwie ludzi którzy są czarnymi charakterami, ale mamy też tych którzy rzucają wszystko i bezinteresownie niosą pomoc. Mamy podłość, ale widzimy, że dopóki są ludzie którzy walczą o sprawiedliwość, ten mrok nigdy nie ogarnie ziemi. Tak, ta książka jest zmienna, jak pogoda w górach, czasami chichotałam w kułak, po to   aby po przeczytaniu następnego zdania odwracać twarz do okna i kryć łzy.

Ta książka jest tak prawdziwa i intensywna, wywołuje kaca książkowego i takiego… życiowego. W porównaniu z tym co przeszły te dzieci moje problemy skarlały. „Mali książęta” pokazuje do jakich czynów może być zdolny człowiek, który pokocha, który zrezygnuje z obojętności.  Nie ma wtedy przeszkód, których nie zdoła pokonać. To nie jest książka o życzeniach, które się spełniają, na końcu nie ma słodkiego happy endu, adopcji przez bogatych Amerykanów i Disneylandu który się zmaterializował. Nie! To zwykła, niezwykła opowieść o sile człowieka, miłości, pięknie i dobru które gdy damy mu na to szanse – zwycięża.

Tak! Śmiałam się i płakałam na tej książce, wiem że czeka mnie wiele godzin poświęconych myśleniu o ludziach, których poznałam za sprawą tej opowieści. Conor Grennan zapewne dzięki prostemu językowi, opowiada historię, która zmieniła jego życie. Bez patosu, szczerze, prostymi zdaniami uderza w sedno i porusza serca.

„Ostatni raz byłem w kościele mając dziesięć lat, a nawet wtedy strasznie mi się w nim nudziło. Lecz tej wilgotnej wrześniowej nocy, leżałem w łóżku i modliłem się na głos. Prosiłem Boga, by zwrócił uwagę na ten daleki kraj, a zwłaszcza na siedmioro dzieci zagubionych gdzieś w nim – siedem małych ludzkich punkcików na tle ogromnego świata. Prosiłem, by choć ochraniał je, dopóki ich nie odnajdę. Przyznałem po cichu i to tylko dlatego, że podejrzewałem, że On i tak wie, że robiłem to w równej mierze dla dzieci, jak i dla samego siebie. Chciałem zadośćuczynić im za to, że je zawiodłem i ukoić swoje poczucie winy.”

Szczerze i poruszająco. Naprawdę! Sięgnijcie po tę książkę, zapłaczcie, zawstydźcie się, wybuchnijcie śmiechem. Poznajcie tę historię!! Warto! Będziecie żałować, że tak późno ją poznaliście!

Strona Autora na FB
Strona Fundacji Next Generation Nepal 







poniedziałek, 16 września 2013

"Pałac" - Wiesław Myśliwski

Wznowienie drugiej powieści Wiesława Myśliwskiego.

Świt drugiej wojny światowej. Do wioski zbliża się front. Jakub, pasterz, jest świadkiem ucieczki państwa z miejscowego dworu. Kiedy kierowany ciekawością, przekracza próg pałacu, zagłębia się w świat arystokracji - na poły realny, na poły utkany z fantazji. Przemierza puste korytarze i zasiada w fotelach, wcielając się w rolę arystokraty. Wizje przodków i wyobrażenia o innym życiu przenikają go zwolna, zmieniając jego świadomość. Jakub staje się swoim własnym panem.
Wiesław Myśliwski za pomocą żywego monologu bohatera ukazuje pełną napięć dynamikę ludzkiej świadomości. Jakub wciela się w role, zakłada maski wybierane z rekwizytorium rzeczywistości, w której żyje. Myśl i język pozbawione barier, świat bez granic społecznych - oto pełna wewnętrznej siły pisarska wizja na miarę epoki.


 Nie spodziewałam się, że w Lublinie w pewnej urokliwej księgarni uda mi się zdobyć „Pałac” książkę niewznawianą już od jakiegoś czasu, której zdobycie nie jest łatwe. Ale udało się!! Nie wahałam się ani sekundy. I od razu humor, który i tak miałam wspaniały, poprawił się jeszcze bardziej. Zaczęłam sobie czytać. W bardzo urokliwym miejscu… Przerwałam jednak lekturę. Bo Myśliwski wymaga uwagi. Nie można go czytać w podróży, będąc myślami gdzie indziej, trzeba się skupić, smakować słowo. Więc gorąca kawa, niedzielne popołudnie i święty spokój.

Wrzesień 1939 roku, nad parkiem, nad pałacem, gdzieś w Polsce pełnia lata, sielanka, sielskość. Nagle gruchnęła wieść, że wojna! Trwoga, ogień, Jeźdźcy Apokalipsy nadciągają. Ucieczką salwuje się więc Jaśnie Pan z małżonką. Uciekają w popłochu, porzucając majątek. Służba z pałacu też się rozbiegła. Z park obserwuje panikę pastuch, Jakub. Zadziwiony i zauroczony ciszą, jaka zapadła nad zawsze gwarnym pałacem, zbliża się przekracza próg pałacu, jakby to było najświętsze ze świętych miejsc, krok po kroku przemierza niezliczone komnaty. Podziwia bogactwo spływające ze ścian, ogląda portrety przodków, kosztowne meble i bibeloty.  W końcu popróbowawszy trunku z pańskiego stołu, rozsiada się w fotelu Jaśnie Pana i w półśnie toczy wewnętrzny monolog. Wcielając się w postać Jaśnie Pana, z wyimaginowanym Interlokutorem, coraz to innym, wspomina przedwojenny czas, opowiadając pałacową rzeczywistość. Jaśnie Pan uciekł, niech żyje nowy Jaśnie Pan.

„Pałac” nie  jest książką lekką, ale jest mądrą, genialną, świetnie pokazującą jednostkę. Zachowanie Jakuba może być odczytywane na wiele sposobów. Ja, zapewne za sprawą oglądnięcia tuż przed lekturą kolejnego odcinku serialu „Dom”, w którym był świetny monolog profesora Politechniki na temat nowego ustroju, widziałam w książce metaforę przewrotu jaki dokonał się po wojnie. Oto ludzie z nizin, dla których ongiś spełnieniem marzeń było przestąpienie progu, kuchennych drzwi  pałacu, wdzierają się na salony, uzurpują sobie nową władzę, jednocześnie drwiąc z poprzedniego systemu rządów arystokracji, ganiąc za rozpustę, wystawny tryb życia. Oskarżając o brak kompetencji oraz fakt iż znajdują się na „szczycie” tylko dzięki urodzeniu się w tej a nie innej rodzinie, prędko nabierają takich samych manier.  Bezmyślnie niszczą to czego nie rozumieją, dostrzegają jedynie otoczkę, bez rozumienia sensu.

Powiem Wam, że ta książka jest mądra, pełna trafnych, aktualnych stwierdzeń. Może czasy się zmieniają, ale człowiek i jego życie, reakcje, marzenia, wady i aspiracje są takie same.  Ta książka jest mądra, głęboka. Swoją treścią przeczy tym, którzy bija na alarm, ze polska  literatura wyższych lotów się skończyła. Bo nie skończyła się. Myśliwski wciąż czuwa!
Czytając „Pałac”  uderzała mnie własna płytkość i głupota. Własna małość. Myśliwski jest wirtuozem słowa. Buduje zdania tak piękne, melodyjne, pełne treści, że tego aż nie da się opisać. Trzeba przeczytać.  Jestem Jego fanką od kilku lat i z każdą przeczytaną książką, z każdym zdaniem, które wstrząsa, zachwyca zakochuję się coraz bardziej i bardziej.
Mam ochotę na powtórkę książek, które znam i czuję przymus poznania tych, których nie czytałam.
Nawet nie napiszę, że polecam. Polecanie Myśliwskiego jest jakieś takie…  Po prostu TRZEBA przeczytać.

sobota, 14 września 2013

"Dopóki cię nie zdobędę" - Samantha Hayes

Jesteś sama. Bezbronna. Masz coś, na czym komuś bardzo zależy. Ktoś gotów jest odebrać ci to za wszelką cenę…Życie Claudii wydaje się idealne. Spodziewa się upragnionego pierwszego dziecka, ma dwóch przybranych synów, kochającego męża i piękny dom. Ale ma też zajęcie, które bardzo ją absorbuje: pracuje w opiece społecznej. Dlatego zatrudnienie Zoe zdaje się rozwiązaniem wszystkich problemów. Lecz… czy aby na pewno? Mimo świetnych referencji Zoe ma sobie coś, co nie budzi zaufania, więc gdy Claudia przyłapuje ją w swoim pokoju, początkowa rezerwa przeradza się w strach. Na kogo Claudia może liczyć pod nieobecność męża? I czego tak naprawdę chce od niej Zoe?


Kobiety są stworzone by rodzić, by wydawać na świat potomstwo. W mniejszym, lub większym stopniu, każda kobieta jest powołana do tego, by pod sercem nosić dziecko. W skutek własnych wyborów, problemów zdrowotnych, czy też zwykłego pecha, nie każdej kobiecie jest dane zajść w ciążę, donosić i urodzić, a później wychować. Prawdopodobnie nie ma większej determinacji, niż ta z którą kobieta, która chce zostać matką zmierza do celu.

„Dopóki cię nie zdobędę” to książka o instynkcie, instynkcie posiadania potomstwa. To ślepe pragnienie, które musi zostać spełnione bez względu na okoliczności. Claudia prowadzi idealne życie, ma męża i dwóch przybranych synów. Mąż Claudii- marynarz owdowiał, niemalże śpi na pieniądzach. Teraz spodziewają się kolejnego dziecka. Pierwszego, wymarzonego, wyśnionego dziecka Claudii – córeczki. Niestety James musi wracać na morze, więc postanawiają zatrudnić opiekunkę, pojawia się Zoe. Zoe sprawia wrażenie idealnej niani, kocha dzieci, ma kwalifikacje wręcz perfekcyjne. Spełnienie marzeń, ale Claudia czuje się nieswojo. A przecież nie powinno się lekceważyć intuicji kobiety w ciąży. Tymczasem, w okolicy, mają miejsce kolejne morderstwa, których ofiarami padają kobiety w zaawansowanej ciąży. Okoliczności zabójstwa, wskazują iż zgon nastąpił w wyniku próby domowego cesarskiego cięcia. O co w tym wszystkim chodzi?

Opis z okładki już mnie zaintrygował, liczyłam na powiesc w stylu Picoult. Nie dostałam jej, nie doczytałam, że to thriller. A jednak się nie zawiodłam! Ba! Byłam powieścią zachwycona. Bowiem zrobiono mnie w konia, jak robić umiała tylko Christie. Zgłupiałam całkowicie i dałam się omamić i wciągać w zgadywankę, w iluzję, w mylenie tropów. Gdy odpowiedź była tak oczywista.
‘Dopóki cię nie zdobędę”, tytuł doskonale odzwierciedlający, motywy kierujące sprawcą. Jednocześnie, dający do myślenia. Jest różnica, pomiędzy dążeniem do realizacji marzeń, a próbą realizowania ich po trupach, za wszelką cenę. Zwykle w tej różnicy zawiera się fanatyzm, a wynikiem działania jest czyjeś życie. Ponieważ temat książki dotyczy kobiet w ciąży, chcąc nie chcąc musimy się postawić w sytuacji niewiasty przy nadziei, która nosząc pod sercem drugiego człowieka jest jednocześnie słabsza fizycznie, gdyż ciąża jest ogromnym obciążeniem dla organizmu, a jednocześnie dysponuje niezwykłą siłą, wymykającą się logicznym definicją.
Gdy zechcemy wczuć się w skórę bohaterek tej książki, nie sposób nie dostać gęsiej skórki. To wszystko jest… przerażające, przenika do szpiku kości. Jest tak plastyczne, że widzimy obrazy, jak z dobrego horroru. Boimy się, czujemy oddech psychopaty na karku. Brrr

Świetna, trzymająca w napięciu książka. Zaskakująca i wstrząsająca. To nie Jodi Picoult, ale nie wszystko co nie jest Jodi jest złe. Ta książka jest sama w sobie po prostu interesująca!!

piątek, 13 września 2013

"Krew" - Jean-Paul Roux

Krew, ten „sok bardzo szczególny”, jak mówił Goethe, zajmuje we wszystkich religiach i kulturach niezwykle ważne miejsce. Być może jest to jedyna rzecz materialna tak naocznie i przemożnie kojarząca się z tajemnicą sacrum; jej widok budzi zawsze emocje głębokie i najżywsze. Krew rozlana jest symbolem śmierci i zniszczenia, ale też oczyszcza i zmywa hańbę. Ściąga przekleństwo na tego, kto rozlał ją niewinnie, ale również stanowi cenę odkupienia za grzechy.

Te wszystkie aspekty krwi rozważa J.-P. Roux, analizując miejsce, rolę i symbolikę krwi w wierzeniach i obrzędach wszystkich właściwie ważniejszych ludów i cywilizacji – od Azteków po Chińczyków, od australijskich Dierisów i afrykańskich Dogonów oraz Bambarów po Eskimosów i amerykańskich Odżibwejów.


Uwielbiam się uczyć, dowiadywać się nowych rzeczy. Prawdopodobnie dlatego tyle czytam. Kocham to uczucie, gdy jakaś dziedzina wiedzy staje się dla mnie zrozumiała, gdy znikają białe plamy.  Kiedyś jeden z bliskich mi mężczyzn, który liczył, że jednak zmieni moje poglądy i narzuci na me barki pewne społeczne jarzmo wyraził zdziwienie: „jak można ciągle się uczyć i siedzieć w książkach”, to zdanie sprawiło, że wciąż jestem panną o swoim nazwisku. I nikt mi nad uchem głupich pytań nie zadaje. 
Chciałabym Wam opowiedzieć o jednej z najlepszych książek jakie wyszyły w roku 2013, książce którą czytałam ponad miesiąc.  Delektowałam się, wydłużałam te spotkania.

Od momentu gdy ujrzałam tę książkę w zapowiedziach wiedziałam, że będzie to wartościowa lektura. I nie zawiodłam się. Autor zabiera nas w podróż dookoła świata i jeszcze na dodatek będziemy przenosić się w czasie. Różne miejsca, różne kultury, wierzenia i lęki. Wszystko na temat krwi.  Każdego jej rodzaju.

Krew towarzyszy nam na każdym kroku. Obecna jest w kulturze od pradawnych czasów, związki frazeologiczne po prostu są. Krew z mojej krwi. Do krwi ostatniej kropli z żył.  Krew brata twojego woła do mnie. Przelać krew, napsuć krwi.  Dlaczego? Dlaczego ta budząca grozę, często obrzydzenie ciecz budzi aż takie emocje. Tyle osób mdleje na sam widok krwi. Nawet najtwardszy macho, bez zażenowania odwróci oczy, by nie patrzeć jak pobierają mu krew? Dlaczego? Dlaczego święte księgi wielu religii zakazują spożywania krwi, nakazują miesiączkującej kobiecie oddalenie się od gromady w której żyje? Dlaczego poród odbywa się w odosobnieniu a położnica przez wyznaczony okres ma pozostawać w oddaleniu od rodziny? Odpowiedź jest prosta, krew budzi grozę, wypływająca krew przeczy porządkowi naturalnemu, otwarte rany są zagrożeniem.
Nieodłącznym elementem kultury jest krew, wierzenia, mity, święte księgi, wszędzie znajdziemy odniesienia do krwi, zakazy, nakazy. Tylko pobieżnie, jak się dowiedziałam, znałam temat. Oczywiście kultową jest Księga Kapłańska, którą zaczytywałyśmy się z koleżankami przed spotkaniami oazy, starotestamentalne podejście do miesiączkującej kobiety, fascynowało nas gdy w okresie dojrzewania temat stał się aktualny, w tajemnicy przed wikarym i animatorkami zaczytywałyśmy się i dyskutowałyśmy o tym. Okazuje się, że to tylko wierzchołek góry lodowej. Jakkolwiek cała książka jest bardzo równa i jednako ciekawa, tak przyznam się, że ze szczególną uwagą zgłębiałam rozdziały poświęcone krwawiącym, z różnych przyczyn kobietom. Nie zdawałam sobie sprawy, że naturalny, biologiczny proces budzi takie przerażenie u mężczyzn, że bez względu na historyczny okres, czy na miejsce wydarzeń, od równika, po biegun, od centrum Europy, po Antypody, mężczyźni wychodzili wprost ze skóry, aby nie mieć najmniejszego kontaktu czy to z kobietą miesiączkującą, czy położnicą. Jak wielki kulturowe znaczenie, właśnie z racji na upływ krwi ma defloracja. To po prostu coś niezwykłego.

Autor wykonał tytaniczną pracę, aby zbadać, taką mnogość wierzeń, podań i zachowań różnych narodów. Dzięki temu dostajemy do ręku książkę, która bardzo przekrojowo i dokładnie porusza  temat obecności krwi w kulturze. Jestem zachwycona tą książką. Dawno nie spotkałam, która pomimo iż nosi znamiona publikacji naukowej, jest tak przystępna w odbiorze. Zaciekawia, fascynuje, otwiera oczy na wiele spraw, których do tej pory nie byliśmy świadomi. Lub nie wiedzieliśmy dlaczego jest tak, a nie inaczej.  Według mnie doskonały pomysł na prezent dla człowieka, który rości sobie pretensje do bycia wykształconym, obytym i świadomym świata, w którym żyje!


Książka jest tak doskonała, że wymyka się wszelkim ocenom!

czwartek, 12 września 2013

"Młyn nad Czarnym Potokiem" - Anna J. Szepielak

Wiecznie nieobecny mąż, chorowite dziecko, codzienna rutyna – dla Marty to aż nadto. Monotonne i w gruncie rzeczy samotne życie w stolicy coraz bardziej ją przygnębia. Kiedy dowiaduje się, że musi zorganizować zjazd familijny, na którym pojawią się także goście z Ameryki, początkowo nie jest zachwycona. Wkrótce jednak zrozumie, że właśnie tego potrzebuje. Powrót do rodzinnego miasteczka, spotkania z dawnymi przyjaciółmi i zwariowanymi krewnymi, przeglądanie pamiątek pozostawionych w starym młynie, a przede wszystkim magia wspólnego gotowania pomogą jej odetchnąć pełną piersią. Przy okazji Marta odkryje pewną skrzętnie skrywaną tajemnicę rodzinną…

Anna J. Szepielak snuje swoją opowieść niespiesznie, pozwalając czytelnikowi rozsmakować się w historii serwowanej niczym najlepsze danie według domowej receptury swoich bohaterek. A z wielbicielami gotowania dzieli się kilkoma przepisami na potrawy codzienne i świąteczne!


Wyczekiwałam książki Anny Szepielak od czerwca 2012 roku, czyli od momentu gdy przeczytałam „Dworek pod lipami”. Wczoraj przekraczałam próg Empiku z sercem na ramieniu: dzień premiery, może jeszcze nie być, a ja potrzebowałam czegoś na odstresowanie. Jest! Kupiłam. Za przedostatnie pieniądze. Już czekając na spotkanie zaczęłam czytać. Później dworzec, pociąg. Wspaniały klimat do czytania, na gładkiej, szklanej tafli błyszczały krople deszczu, za oknem przemykał pofalowany krajobraz Lubelszczyzny, a ja wracałam do domu z książką. Domniemywałam, że dobrą.

Marta jest po trzydziestce, mieszka w stolicy z zapracowanym mężem i ciekawską córeczką, niemalże po sąsiedzku mieszka jej młodsza siostra, Grażyna, robiąca błyskotliwą karierę. Tego samego nie można powiedzieć o Marcie, która z wykształcenia jest konserwatorem dzieł sztuki, jednak szybka ciąża i konieczność opieki nad wiecznie chorą córką uniemożliwiło jej zawodowe spełnienie. Teraz siedzi w domu i ma wieczne pretensje o wszystko, cały czas narzeka, czepia się męża, gotuje z siostrą i wylewa swoje żale na blogu. Mąż Marty – Adam jest archeologiem, każdą chwilę spędza w pracy, szczerze – nie dziwię mu się, skoro w domu czeka wiecznie niezadowolona z życia Marta, która ma pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. Adam dostaje propozycję pracy za granicą,  kilka burzliwych dni i stawia na swoim. Marta jest jeszcze bardziej niezadowolona – tak to jest możliwe, chociaż ciężko mi to sobie wyobrazić. W końcu wszyscy, Adam, Grażyna i Rodzice Marty namawiają ją, aby z córką pojechała do rodzinnego miasteczka odpocząć, zmienić otoczenie córce i przede wszystkim przygotować wielki rodzinny zjazd, bo z Ameryki ma przyjechać córka siostry babci Marty, ze swoją córką.  Jako, że wizyta zbiega się z katolicką Wielkanocą, będzie zamieszanie większe, niźli miasteczko mieli najechać Hunowie. Marta z oporami zgadza się, jedzie z córką do rodziców, zaczyna drążyć rodzinne sekrety, nie przestaje narzekać i gotować.

Tak w skrócie mogę opisać zarys fabuły książki. Z trudem, bowiem moim zdaniem jest to jedna z nielicznych książek o niczym. Nie wiem czy to z powodu Masterchefa, czy skąd się wzięła  ta moda na gotowanie, jest to kolejna książka, która ma przekonać nas jaka to radość płynie z gotowania. Ok. przyznam, że byłam kilkakrotnie głodna podczas lektury, ale dlatego że cały dzień nie jadłam nic. Później  mi przeszło.  Na końcu mamy kilka przepisów, dosłownie – kilka. Kto chce skorzysta. Taka formuła to już nic nowego. Albo ktoś lubi akapity, które opisują co jest na stole, następujące po długich opisach wałkowania, mielenia, wycinania, albo nie. Kiedyś były opisy przyrody, teraz gotowania.  Signum temporis? Nie wiem.

Jak rzadko kiedy żałuję pieniędzy wydanych na tę książkę. Trzeba było słuchać Oli i kupić „Solo”. Podczas lektury dusza mi krzyczała „nihil novi” i tak mogłabym podsumować tę książkę. Nic nowego. Odkrywanie tajemnic rodzinnych z gotowaniem w tle, wystarczy wspomnieć „Cukiernię pod Amorem”, żeby zobaczyć jak można to zrobić tak, żeby zaangażować czytelnika. Tutaj tego nie ma, mamy jakąś rodzinną tajemnicę,  skrzętnie skrywaną. No tak, jest takowa, aczkolwiek gdy dojdzie się do finału opowieści to człowiek dochodzi do wniosku, że to po prostu wiele hałasu o nic.

Cała ta książka to wiele hałasu o nic. Wizyta krewnych,  tak wyczekiwana i budząca tyle emocji tak naprawdę niczego nie wnosi,  kończy się popijawką i tyle. Nie poznaliśmy w sumie Amerykanów bo są rzadko dopuszczani do głosu.
To jest mój główny zarzut książę zaliczyłabym do powieści obyczajowych, ale w sumie nic tam się nie dzieje. NIC! Mamy irytującą Martę, jej rozkapryszoną córkę, której dialogi i pomysły miały być chyba bardzo zabawne ale mnie usypiały, lub tylko irytowały.  Nuda i irytacja tak mogłabym streścić uczucia, które towarzyszyły mi podczas lektury. Żałuję wydanych na tę książkę pieniędzy. Po prostu.  Gdybym nie przeczytała tej książki nic by się w moim życiu nie zmieniło. Nic nie wnosi, nie porusza, nawet nie intryguje swoją treścią.
Szkoda… wielka szkoda. Moje domniemanie okazało się całkowicie do obalenia.  No nic! Życie książkowego mola to także książkowe zawody.

wtorek, 10 września 2013

"Suknia ślubna" - Rachel Hauck

Charlotte jest właścicielką eleganckiego salonu mody ślubnej w Birmingham. Wyszukiwanie niezwykłych sukien dla panien młodych to jej pasja. I dar. Ale gdy sama zostaje narzeczoną, nie potrafi znaleźć dla siebie sukni. Nie potrafi czy nie chce? A może rzecz w tym, że zamierza poślubić niewłaściwego mężczyznę?
Szukając odpowiedzi na te pytania, Charlotte nieoczekiwanie dla nie samej kupuje na aukcji charytatywnej stuletni zniszczony kufer. Wewnątrz znajduje suknię ślubną. Skąd się tam wzięła? Dla kogo została uszyta?
Charlotte próbuje zbadać historię sukni. Odnajduje kobiety z nią związane. A to nie pozostaje bez wpływu na jej życie. Emily w 1912 roku. Mary Grace w 1939. Hillary w 1968. I Charlotte w 2012. Cztery kobiety i jedna suknia. Historia każdej z nich mówi o miłości, wierze, odwadze. O zaufaniu i przeznaczeniu.




Przypadek rządzi światem. Gdybym nie weszła do katolickiej księgarni szukając Myśliwskiego, pewnie nie natknęłabym się na dwie dobre książki. Jedną przeczytałam tydzień temu. „Pan jest z tobą dzielny wojowniku”, trafiła  mi prosto w duszę, zastanawiałam się, czy tak samo będzie z „Suknią ślubną” opis z okładki był obiecujący, ale już recenzje na LC studziły emocje. Zaczęłam ją więc czytać z kiełkującym przeziębieniem. Zagrzebana w bezpiecznym łóżku, otulona ciepłem z termoforu. Chciałam się dać porwać dobrej opowieści.

Charlotte stoi u bram spełnienia marzeń. Za dwa miesiące ma wyjść za mężczyznę swoich marzeń, wprawdzie od zapoznania nie minęło wiele czasu i chwilami prędkość z jaką to wszystko się dzieje zastanawia ją, to jednak kocha i jest po prostu szczęśliwa. Jej życie zawodowe również układa się bardzo dobrze. Spełniła swoje marzenia również  na niwie zawodowej, prowadzi salon z sukniami ślubnymi. Bóg dał jej talent do odgadywania marzeń przyszłych panien młodych w dziedzinie tej idealnej sukni. Podobno dla kobiet, a zwłaszcza dla kobiet mających wyjść za mąż jest to sprawa priorytetowa. Tymczasem chociaż jej własny ślub już za dwa miesiące Charlotte nie ma swojej sukni. Ba! Nawet niespecjalnie jej szuka. Pewnego pogodnego dnia idzie do ogrodu otaczającego posiadłość należącą niegdyś do Ludllowów, aby przemyśleć swoje życie. Chce wsłuchać się w głos Boga, zamiast tego bierze udział w licytacji i za bagatela tysiąc dolarów kupuje kufer z zaspawanym zamkiem. Gdy tajemnicza zawartość staje się jej własnością komplikuje się jej życie, narzeczony dochodzi do wniosku, że jednak ślub za dwa miesiące, to za szybko, nie jest gotowy… Na ironię, w kufrze jest bajeczna suknia ślubna, magiczna z duszą. Suknia jest przepiękna, Charlotte zaczyna drążyć i odkrywa, że suknia ma historię, wraz z historią suknie odkrywa siebie.

Nie wiem co Wam powiedzieć o tej książce. Jest niespieszna, w stylu amerykańskiego niespiesznego filmu o wierze, miłości, życiu. Z przenikającymi się różnymi historiami trzech panien młodych, które nosiły tę suknię. Wydaje się że ta suknia wybiera sobie pannę młodą i dokonując wyboru daje jej siłę, miłość i odwagę. Niekoniecznie szczęście, ale siłę, aby znieść to co przyniesie życie. 

Doskonale dobrano okładkę, właśnie taka jest ta książka, pastelowa, spokojna, dla wielbicieli mocnych wrażeń i nagłych zwrotów akcji niewskazanym jest sięganie po nią. Nie mogę powiedzieć, że jest to romans, taki zwykły, on kocha ją, a ona jego nie i co dalej. Wydaje mi się, że ta książka sięga dalej, opowiada o dojrzewaniu do miłości, do związku.

Padały zarzuty jeśli chodzi o tłumaczenie i redakcję. Faktycznie niektóre wyrazy zdawały się być niewłaściwie dobrane, niektóre zdania chrzęściły w uszach, a nie porównywałam tłumaczenia do oryginału. Moim zdaniem tłumacz mógł wykonać lepszą robotę. Postarać się nadać zdaniom melodię a odstąpić od przekładu słowo w słowo. Tak mi się wydaje.

Nie jest to książka idealna, nie jest to opowieść, którą MUSICIE przeczytać, ale gdy już wpadnie w wasze ręce i będziecie obezwładnieni stresem i początkiem przeziębienia, na pewno nie pożałujecie, że macie ją pod ręką.

Bardzo fajna, lektura z głębią. W sam raz na jesienne popołudnie.

niedziela, 8 września 2013

"Studium w szkarłacie" - Arthur Conan Doyle

Sherlock Holmes i doktor Watson prowadzą śledztwo dotyczące dwóch niezwykłych zbrodni w Londynie. Odkrywają tajemnicze napisy krwią na ścianie. Ślady prowadzą wiele lat w przeszłość do Ameryki, sekty mormonów i zemsty za zło sprzed wielu lat. Prowadzone śledztwo kończy się zaskakującym zakończeniem


Działo się dwa lata temu, pierwsza poważna praca, regularne wpływy zwane wypłatą i promocja w empiku. To tam pierwszy raz zobaczyłam opasłe tomisko ze wszystkimi przygodami słynnego Holmesa. A co tam! Kupiłam. Specjalnie rowerem jechałam do miasta po odbiór. A później książkę odłożyłam na półkę. Nad łóżkiem. Gdyby półka się zarwała, co stałoby się dawno, gdyby nie stare, mocne mury i solidna półka, robiona i mocno zawieszona przez Tatusia(tfu, tfu), ta książka by mnie zabiła. Strzaskała czaszkę jak orzecha włoskiego. Nim to się stało, Mama weszła mi na ambicję, że „JAK to?? JESZCZE nie czytałaś?” No to zdjęłam z półki, opasłe tomisko, formatu małego pustaka. Lektura idealna do łóżka, bo do torebki może nie wejść. I zaczęłam czytać. Pierwsze opowiadanie – „Studium w szkarłacie”.


Ten kryminał, a raczej opowiadanko kryminalne wprowadza nas w świat Holmesa i Watsona, dowiadujemy się kim są owi jegomoście, jak się poznali. Jak zaczęła się ich wspólna ścieżka.  Razem z Watsonem możemy obserwować jak Sherlock rozwiązuje sprawę tajemniczej śmierci. W opuszczonym domu znaleziono zwłoki mężczyzny, nie ma śladów walki, denat nie zginął od sztyletu, broni palnej, ani uderzenia. Więc jak? Pozornie w pokoju nie ma śladów, oprócz inskrypcji na ścianie – wypisanej krwią. Jednak Sherlock odnajduje wiele śladów. Z nikąd odczytuje wygląd mordercy, wzrost, wiek i nie tylko.  Okazuje się, że rzut oka na miejsce zbrodni dostarcza mu praktycznie wszystkich informacji. Jakim cudem? Ano takim, że Sherlock z pozoru obibok, błękitny ptaszek, wieczny student jest wybitnym obserwatorem i błyskawicznie wyciąga trafne wnioski z detali przez innych lekceważonych. Udaje mu się rozwiązać sprawę.

Nie mogę powiedzieć, żeby „Studium w szkarłacie” mnie zachwyciło, mam raczej mieszane odczucia.
Holmes i Watson dają się lubić. To pewne, jestem ciekawa kolejnych historii, mam nadzieję, że będą bardziej emocjonujące. Jestem zainteresowana. Wydaje mi się, że „Studium w szkarłacie” jest napisane w większości w sposób, który nie pozwolił mi się zaangażować, być może to wina objętości. Nigdy – od szkoły podstawowej – nie lubiłam opowiadań i nowelek, uważałam, że autor nie daje mi się wczytać, rozsmakować w opowieści. Dla tak krótkiej historii nie opłaca się parzyć kawy.  Bo przecież zaangażowałam się uczuciowo w historię Watsona, z zaciekawieniem słuchałam jak opowiada o Sherlocku, niemalże z zachwytem słuchałam wyjaśnień Holmesa, ale w opowiadaniu, jako w całości brakło mi głębi. Cała ta historia sprawia wrażenie obrazka na szkle, jest płaska, powierzchowna… pozostawiła mnie z niedosytem.

Jeśli świat dzieli się na miłośników Sherlocka Holmesa i tych co kochają Herkulesa Poirota, zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Nie mogę odmówić świetności serialowi BBC, czyli uwspółcześnionej historii Holmesa i Watsona, ale gdyby ktoś postawił mnie pod ścianą i powiedział: WYBIERAJ, na pewno opowiedziałabym się po stronie Poirota – książkowego i filmowego. Nie znaczy to jednak, że oto kończę przygodę z Holmesem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (21) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy