środa, 30 kwietnia 2014

teraz maj dookoła maj :)

Witajcie Kochani, zwykle rezygnuję z takiej familiarności, ale piękny dzień dzisiaj miałam Czuję już maj, radość z życia Skosiłam ogród, podwórko, przystajnię, mało tego sama odpaliłam kosiarkę, sama się domyśliłam, że brakło benzyny, mało tego pojechałam po paliwo i znów zatankowałam. Aby to docenić musicie wiedzieć, że Pan Tata sprowadzał sobie tą kosiarkę ze Stanów i pieści się z nią niesamowicie, sporo czasu musiało minąć nim mnie do niej dopuścił. Teraz wyjechał, więc poszalałam, może pora zabrać auto?


Na podsumowaniu miesiąca w zdjęciach pomyślicie, że mój miesiąc to tylko woski. To prawda, że ostatniego marca dostałam pierwszą dawkę wosków i nie ukrywam, że wpadłam. Palę je i palę, mam już swoich faworytów.

Główna szóśtka ukochańców?

Wybór był trudny ale obiecałam sobie, że się ograniczę... lubię sporo innych zapachów, ale te kocham, bardzo, bardzo.  Zresztą pod TYM linkiem znajdziecie wszystkie recenzje wosków.


Jednak wbrew pozorem kwiecień to nie tylko woski. Miesiąc zaczęłam i skończyłam w Lublinie, obawiam się, że większą część maja spędzę na Wschodzie i to raczej tyrając, niż podziwiając uroki miasta. Dodatkowo maj będzie ostatnim miesiącem przed gorącym okresem przed końcem roku szkolnego w pracy.



A jak było książkowo?
Cudownie!!
Przeczytałam 13 książek, biorąc pod uwagę, ze miałam sporo pracy, bo moje Dzieci zaczęły oddawać prace kontrolne, a ja dodatkowo miałam małe zlecenie, mniej czytałam, więcej pisałam oglądając seriale. Kilka recenzji(w tym recenzję "Sprawy Kramerów", które pod wpływem 1z10 zaczęłam oglądać w poniedziałek wieczorem, a dokończyłam we wtorek rano).

Chciałabym zwrócić Wam uwagę na książki, które moim zdaniem były wspaniałe, genialne, WARTO, przypatrzcie się im, moim zdaniem bardzo warto je przeczytać. Były to:

Obecnie kończę "Wszechświat kontra Alex", pewnie skończę jutro, bo jednak dziś w obejściu nieco pracy było i trzeba korzystać póki nie pada. Już wiem, że będzie entuzjastyczna recenzja. Kilka wosków też czeka na opisanie. Jutro wieczorem może sobie wyjdę na spacerek ze znajomymi, a tak niestety praca, praca i praca. Już mnie głowa boli i doła dostaję jak o tym myślę...


Ale jak się dołować gdy na świecie jest tak pięknie, nawet gdy jest burzowo.


Znowu jestem na odwyku kupowania książek, ale coś tam przybyło, więc na dniach będzie stosik.
Niestety odpuściłam w tym miesiącu Wyzwaniu Filozoficznemu : ( w przyszłym miesiącu mam nadzieję nadrobię!!


A tak wyglądał mój miesiąc w zdjęciach. Po kliknięciu - zdjęcie zrobi się ogromne ;)


poniedziałek, 28 kwietnia 2014

"Kolor jej serca" - Barbara Mutch

Poruszająca powieść o niezwykłej przyjaźni dwóch kobiet pozornie stojących po przeciwnych stronach barykady w czasach apartheidu
W roku 1919 Cathleen Harrington opuszcza rodzinny dom w Irlandii i wyrusza do Afryki Południowej, by poślubić narzeczonego, którego nie widziała od pięciu lat. Wyobcowana i samotna w nowych trudnych warunkach, pociechę znajduje w pisaniu dziennika, a także w przyjaźni z córką swojej czarnoskórej służącej, Adą. Pod troskliwym okiem Cathleen Ada wyrasta na wytrawną pianistkę i miłośniczkę słowa pisanego, która nie potrafi się oprzeć zaglądaniu do dziennika Cathleen i odkrywaniu jej tajemnic.
Kiedy Ada zostaje zhańbiona i odkrywa, że spodziewa się dziecka mieszanej rasy, ucieka z domu. Traktowana z pogardą we własnym środowisku, musi walczyć o godne życie dla siebie, swego dziecka i swojej muzyki. Ale Cathleen nadal wierzy w Adę i usiłuje ją odnaleźć, buntując się przeciw ograniczeniom apartheidu. Czy miłość i nadzieja przezwyciężą okrucieństwo? Czy Cathleen i Ada zaznają odkupienia?
Książka poruszająca, mądra, piękna.


Czytanie książek jest jak wchodzenie na górę. Każda przeczytana książka sprawia, że linia horyzontu się oddala, a pole widzenia się poszerza. Tematy o których nie  mieliśmy pojęcia, problemy, o których nie mieliśmy wyrobionego zdania. Pojawiają się i odmieniają nasze wnętrze.
Ciągnęło mnie do „Koloru jej serca” ale ciągle coś przeszkadzało mi w czytaniu. Może książka musi nabrać mocy urzędowej by zaczęła smakować? Inna sprawa, że w tę książkę ciężko się wkręcić, akcja płynie leniwie jak wody płytkiego spokojnego strumyka, ale w pewnym momencie nie można się wycofać, nie można już dłużej odkładać lektury. A później każdy kto przerywa lekturę jest wrogiem… spokojna książka dobiega końca a po policzkach płyną łzy. Po prostu.

Po doskonałych powieściach takich jak „Służące” czy „Sucha sierpniowa trawa” opowiadających o życiu czarnych w USA, przyszła pora  na pokrewny temat. Temat trudny i bolesny – apartheid. Ada mieszka z matką w domu białych państwa. O ile pan domu zachowuje konieczny dystans, o tyle jego żona przyjaźni się z matką Ady, a ją samą darzy wręcz macierzyńską miłością.  Może dlatego, że jej własna córka jest taka samowolna, egocentryczna i chodzi własnymi ścieżkami, a Ada jest w świecie swojej pani, podziwia fortepian i okazuje się pojętną uczennicą. Dzięki swojej pani Ada wkracza nie tylko do świata liter, ale i do świata nut, Chopina, Mozarta odkrywa nowe doznania i tym samym wybija się ze środowiska z którego pochodzi. Z synem państwa Philipem łączy ją szczególne uczucie, tkliwa przyjaźń. Dopiero świat uczy Adę, że jej kolor skóry ma znaczenie, że bez względu na to co myślą jej państwo, kolor jej skóry stawia ją niżej. Okazuje się, że to dopiero początek problemów. „Kolor jej serca” to kilkupokoleniowa opowieść o przemianach w RPA o walce o swoje prawa, tragedii apartheidu.


Tak jak wcześniej wspomniałam książka jest spokojna, dlatego na początku czytałam ją bardzo powoli, było mi ciężko się w nią wgryźć, ale gdy „przekroczyłam Rubikon” zatraciłam się.  Sprawy opisywane w tej książce dla nas są wprost nie do wyobrażenia. Gdy patrzymy na nie z perspektywy całego społeczeństwa, bledną i rozmywają się, ale gdy – tak jak w tej książce – popatrzymy na nie z perspektywy jednostki nabierają niesamowitej głębi. Nie sposób, nie wzruszyć się losem Ady, utalentowanej pianistki o wrażliwej, nieco naiwnej duszy. Ada jest czysta jak śnieg, jej życie to lojalność, miłość i obowiązki. To czego nie rozumie sprawdza w słowniku, dlatego też sposób jej pojmowania świata jest specyficzny. Z tego powodu też cierpi. Ale to cierpienie spowodowali ludzie, którzy uważali, że z powodu koloru skóry jest gorsza, mniej wartościowa.

Niesamowita jest ta książka, poruszająca, gdy pochylimy się nad życiem Ady, jej najbliższych, nad jej potencjałem, odczuwać możemy smutek, ślepy gniew.  A ta książka jest tak pięknie napisana, jakby każde zdanie było melodią.
Polecam Wam, na długi weekend… naprawdę warto!

sobota, 26 kwietnia 2014

"Harry Potter i Czara Ognia" Joanne Kathleen Rowling



"W tym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart rozegra się Turniej Trójmagiczny, na który przybędą uczniowie z Bułgarii i Francjii. Zgodnie z prastarymi regułami w turnieju uczestniczyć ma trzech uczniów reprezentantów każdej ze szkół, wybranych przez Czarę Ognia. Dziwnym zbiegiem okoliczności wybranych zostaje czterech. Co z tego wynika dla Harry&ego, jego przyjaciół i całego świata czarodziejów, dowiecie się z lektury 767 stron czwartego tomu Harry ego Pottera. Wątkiem przewijającym się przez wszystkie tomy jest walka dobra ze złem. Obawiam się, że będą ofiary!" - powiedziała J.K. Rowling, zapytana o treść tomu czwartego. Czytelników czekają mocne wrażenia! 



Czas gna do przodu, nieubłagany,, nieuchwytny. Dookoła piętrzą się stosy nowych książek, które czekają aż je przeczytam. A przecież ja lubię wracać też do książek które już znam, ale kiedy. Pomyślałam, no nie! To że mam zapasy nowości nie zwalnia mnie z powracania do książek mojego dzieciństwa, czy czasów gdy byłam nastolatką.
Taką książką jest dla mnie „Harry Potter i Czara Ognia” czytałam ją jeszcze w gimnazjum. Długo nie miałam własnego egzemplarza, aż w końcu po bierzmowaniu mogłam sobie sama kupić. I chociaż od ponad dziesięciu lat mam własny egzemplarz, stosunkowo najrzadziej wracam do tej części i książkowej i filmowej. W ubiegłym roku w wersji audio powtórzyłam sobie trzy pierwsze tomy, teraz przyszła pora na najmniej chyba lubianą przeze mnie cześć. Bardzo mroczną, straszną od pierwszej strony, budzącą niepokój. Ta część jest granicą, od „Czary ognia” przygody Pottera nie są już dla dzieci. Mamy tortury, śmierć i zdradę. I wiele przygód.


Tom czwarty, tak jak poprzednie, zaczyna się w wakacje, w świecie jugoli miesza Harry Potter, którego ze snu wyrywa wizja Voldemorta knującego z Glizdogonem, gdzieś…  Spiskują, by zabić wroga Voldemorta, właśnie Harrego Pottera. Harry budzi się ze snu przerażony z bolącą blizna, jednak szybko spycha sen w kąt, bo oto zbliżają się Mistrzostwa Świata w Quiddichu na które zostaje zaproszony przez rodzinę Rona i dzięki temu dwa tygodnie wcześniej może wyrwać się z domu wujostwo.  Niestety Mistrzostwa mają nieoczekiwany finał, czy to przypadek, czy też kolejny ze złych znaków. Tymczasem początek roku szkolnego obfituje w wiele emocji, okazuje się, że po latach wznowiono Turniej Trójmagiczny. Magiczna rywalizacja trzech szkół magii, piekielnie niemożliwa odbędzie się w Hogwarcie. Do szkoły, tradycyjnie, przybywa nowy nauczyciel obrony przed czarną magią. Harry przeżywa pierwsze zauroczenia, ale wszystko to blednie wobec finału czwartego tomu.
 
Kot zawsze pomaga mi w czytaniu ; )
Z powodu nadwyrężonych mięśni miałam sporo czasu do czytania, z drugiej strony to opasłe tomiszcze trenowało mi biceps. Nadal nie jestem fanką „Czary Ognia”, niewątpliwie jest to książka dynamiczna, dzieje się dużo, adrenaliny nie brakuje, ale wciąż nie mogę się zachwycić tą powieścią. Nie ma w niej tego, za co kocham WA, czy ZF. Jeśli chodzi o mroczność, brutalne wydarzenia dorównuje nawet IŚ, ale te ostatnie zdecydowanie bardziej lubię. Moim zdaniem to już nie jest książka dla dzieci. Proponowałabym, żeby rodzicie uważniej sprawdzali co czytają ich dzieci. Chociaż film jest o wiele, wiele bardziej mroczny, ale on miał być hitem, czymś widza trzeba było zaskoczyć. Już filmowa wersja pojedynku ze smokiem jest tak epicka, że to co Rowling opisała w książce wieje nudą. Potter już troszkę dojrzał, nie jest tak infantylny i skupiony na sobie, ale dalej zdarza mu się wzbudzić w czytelniku irytację, ale i cieplejsze uczucia. Snape nadal jest bucem, za co go kochamy : P


Nie potrafię powiedzieć, dlaczego nie potrafię wykrzesać z siebie głębokiej sympatii dla tej książki, jest dobra, a zakończenie po prostu wgniata w fotel. Pora się zabrać za tom piąty. Dziś to najwyżej się na cmentarz wybiorę tak mnie wszystko boli.

rzecz o... plażowych kwiatach

Wczoraj coś mnie podkusiło i poszłam pograć w tenisa. Od ubiegłego roku w mojej wsi mamy orlik wybudowany za pieniądze z Unii. Na tymże Orliku można pograć w piłkę nożną, siatkówkę(grywało się) w kosza( również) i tenisa, sprzęt można pożyczyć na miejscu. Uległam namowom koleżanki i poszłam, przez dwie godziny robiłam z siebie pośmiewisko przednio się bawiąc. Gdy dotarłam do domu ledwo powłócząc nogami. Za to dziś czuję każdy mięsień jaki wczoraj eksploatowałam... Zresztą w nocy też nie mogłam spać bo przewracanie na drugi bok bolało.

Dlatego dziś - korzystając z wolnej soboty - leżę sobie w łóżku i powtarzam "Czarę ognia" i postanowiłam przetestować nowy wosk. Padło na ten kupiony przy mojej pierwszej wizycie w Lublinie. Wpadła tarta za książki i musiałam dobrze poszukać.

kot grzeje nadwyrężone mięśnie
Odkruszyłam kawalątek tarty i odpaliłam świeczkę. Zanurzyłam się w lekturze i chyba mam nowego ulubieńca. Moja Mama przyszła wyrazić zachwyt nad nowym zapachem. Gdy wyszłam na chwilę z domu i wróciłam otulił mnie po prostu przepiękny zapach. Wosk pachnie jak najpiękniejszy odświeżać, czuć delikatne kwiaty i plażę. Sama świeżość, wąchałam już wiele wosków, ale żaden z nich nie był tak świeży. Moim zdaniem w tym wosku czuć najpiękniejsze, prawdziwe dzikie różyczki, zero popeliny, stęchlizny.

Jakbyśmy otworzyli butelkę ze świeżymi kwiatami. Można zamknąć oczy i odpłynąć, zapach ewoluuje, wciąż odkrywa swoje nowe nuty.


Jak widzicie na zdjęciu poniżej, niewiele wosku zużyłam, a zapach jest intensywny, ale tak piękny, że osiągam eudajmonię. Coś absolutnie przepięknego!!!
Na sucho w 1/100 nie pachniał tak ładnie, chociaż to wąchając go postanowiłam go kupić ;)




Ten wosk kupicie na goodies.pl




piątek, 25 kwietnia 2014

rzecz o... dniu ślubu

Wczoraj  miałam dzień drugiej szansy dla wosków. Po rehabilitacji Lawendy sięgnęłam po biały wosk, na który kiedyś się napaliłam a który miał jakąś nutę która mi przeszkadzała. 

Nazwanie tego wosku 'Wedding day" czyli dzień  ślubu, po pierwsze stawia wysoką poprzeczkę, bo jednak każda kobieta ma ogromne oczekiwania, związane z dniem w którym zmieni stan cywilny, po drugie nazwa w połączeniu z etykietką kojarzy się nam z bielą, różami, czystością i uroczystą atmosferą.


Osobiście wolałabym, żeby mój dom pachniał jaśminowym woskiem w ten dzień. Wedding day to zapach bardzo podobny do soft blanket, z jakąś mocniejszą nutą, producent sugeruje, że to może być nuta owocowa, jest czysty, mydlany, otulający. Na pewno nie są to świeże białe róże, 

Odpaliłam sobie go wieczorem i otaczał mnie stopniowo otulająca woń. Moim zdaniem ten wosk świetnie się nada gdy braknie nam kocyka. Bardzo wydajny. Nie dusi, nie dominuje, jest subtelny.


Tradycyjnie ten wosk możecie nabyć na goodies.pl sama muszę się wybrać tam po zakupy

czwartek, 24 kwietnia 2014

rzecz o... lawendzie

Niewiele brakowało, że skrytykowałabym ten zapach po całej linii.

Paliłam ją kilka razy i ciągle jechało mi starą, zatęchłą szafą, nawet zaczęłam się z tego wszystkiego rozglądać za drzwiami do Narnii. To nie miał być straszak na mole, tylko francuska lawenda, miała być wycieczka do Prowansji, spacer wśród nagrzanych słońcem pól lawendy, a tu mam jakąś chałę, jakbym ze strychu zniosła, futro prababci... bałam się, że wosk będzie do wywalenia.


Bardzo żałowałam bo sama lubię lawendę. Mama hoduje lawendę, więc wiem jak pachnie taka świeża, rosnąca, a później zerwana i ususzona. W wielu książkach, jako zakładki mam włożone zasuszone kwiatki.

Dziś tak mnie natchnęło i wyniosłam kominek z świeżo ukruszonym woskiem do dużego pokoju. jest on sporo większy od mojej norki i dodatkowo ma świetny przepływ powietrza. Odpaliłam i... o kurczę. Przede wszystkim pachnie to jak świeża lawenda. Jest to ciężki zapach, męski, zdecydowany, ale bardzo ładny!

Wszyscy daliśmy się uwieść tej woni... cieszę się, że mój pierwszy osąd był błędy. Francuska lawenda okazała się zapachem, który świetnie sprawdza się w dużych pomieszczeniach, rozpływa się i rozkłada bardzo ładnie. W małych pomieszczeniach, po prostu śmierdzi stęchlizną.

Nawet mam myśli czy świecy nie kupić i nie sprezentować Rodzicom. Zwłaszcza, że Francuska lawenda jest zapachem miesiąca i na świece są fajne promocje.


W kwietniu Ten wosk w promocji do nabycia na goodies.pl

rzecz o margaricie

Gdyby ktoś mnie zapytał z czym kojarzy mi się margarita - nie miałabym problemu z odpowiedzią. Z drinkowaniem ze znajomymi. Lubię ten napój... pamiętam jak kiedyś z przyjaciółką, tydzień po tym jak rzuciłyśmy pracę, nabyłyśmy butelkę i poszłyśmy na błonia, nad oczko i wypiłyśmy(nie wypełniłyśmy ustawowych znamion wykroczenia :P ). 
Margarita to świeżość, zabawa, dobry dzień. Nie przepadam za  winem i winopodobnymi trunkami, ale w margaricie nie czuć fermentacji, co sprawia, że mogę ją pić.

Ciekawa byłam jak będzie pachniał wosk o takim zapachu.


Jaki zapach ma margarita, no trunek pachnie alkoholem, niezbyt chciałam, żeby w pokoju zapachniało mi wódą... 

Na szczęście moje obawy były próżne.... ten wosk to świeżość, cytrusy. Spokojnie - wąchając ten wosk - mogę zapomnieć gdzie jestem i mentalnie przenieść się pod palmy, z drineczkiem. 

Paliłam go już kilkukrotnie, lubię go. Lubię zapalić go w środku dnia, żeby dodać rześkości, energii, dobrego humoru. Rano ten wosk zapewnia dobry poranek, rześkiego kopa. Super sprawa.




Świetnie nadaje się na obecny czas, super słoneczny zapach!!


Ten i inne woski kupicie na goodies.pl


"Małe cuda. Rady, jak kochać i żyć" - Cheryl Strayed



Rzadko zdarza się lektura tak nam bliska. Życie potrafi nieźle dać w kość: zdradził cię ukochany, straciłaś kogoś bliskiego, ledwo wiążesz koniec z końcem. Ale bywa też wspaniałe: dostałaś wymarzoną pracę, zakochałaś się, spełniło się twoje marzenie. Codziennie doświadczamy życia w całej jego złożoności i zdarza się, że zwyczajnie potrzebujemy rady albo wsparcia. Dla tysięcy ludzi wsparciem okazała się Cheryl Strayed, autorka bestsellerowej "Dzikiej drogi". Przez wiele lat anonimowo prowadziła internetowy dział z poradami, który stał się prawdziwym fenomenem. Ludzie pisali do niej, bo czuli, że ta nieznajoma naprawdę ich rozumie i odpowiada na każde pytanie z wielką empatią i mądrością. Rzeczywiście, Cheryl poznała wszystkie smaki życia. By pokonać własne demony, wyruszyła w samotny marsz wzdłuż wybrzeża Ameryki. Teraz dzieli się swoim doświadczeniem z nami.
Rzadko zdarza się lektura tak nam bliska. Dotykająca najbardziej ukrytych miejsc w sercu, przynosząca otuchę i ładująca energią.


Skończyłam czytać „Małe cuda” w Poniedziałek Wielkanocy. Przez te kilka dni zbierałam się do napisania, jak odebrałam tę książkę. Moc wrażeń, był i uśmiech i łzy. Z czym się kojarzą kąciki z poradami? Ludziom z mojego pokolenia zapewne z Bravo :P Porady te stały się tematem do kpin, żartów. Gdy byłam nastolatką, kąciki porad były popularną rubryką, czerpaliśmy z nich wiedzę na temat świata, chociaż o wielu sprawach nie mieliśmy pojęcia,  domyślaliśmy się, o wielu rzeczach dowiadywaliśmy się z tych gazet. Do dziś zwrot „Kochane Bravo” jest prześmiewcze. Podchodziłam przeto do tej książki z ogromnym sceptycyzmem, zawsze tak podchodzę do książek ludzi, którzy jakby mówili „ja wiem wszystko, pomogę wam”.

Pomyliłam się. Cheryl Strayed jest pokornym, pełnym ciepła doradcą, a problemy z którymi się mierzy są różnorodne. Od odpowiedzi na to czy powinno się skoczyć w bok, czy powiedzieć o zdradzie, poprzez problem z żałobą, aż po pomoc w poradzeniu sobie z traumą dzieciństwa. Wydaje mi się, że czytając sporo listów możemy odnaleźć siebie, swoje problemy. Wirtualna Przyjaciółka, która odpowie na nasze pytania, rozwieje nasze wątpliwości i doda nam otuchy, bez osądzania, bez niezręcznych spotkań, to chyba coś o czym marzy, czego potrzebuje każdy z nas. Wydaje mi się, że to właśnie stąd ten fenomen kącików z poradami.  Jednakże Cheryl udziela tych porad w niesamowity sposób, jej historie, anegdoty czyta się z przyjemnością i chociaż są łzy, są trudne tematy. To jest sztuka,  trudne zadanie pomagać gdy samemu ma się problemy z którymi się wciąż mierzy, jednak z odpowiedzi Cheryl bije pokora,  ona wie, że nie jest Alfą i Omegą, wie że sama ma problemy, ale czuć  że leży jej na sercu los ludzi, którzy proszą ją o pomoc.

Wcale się nie dziwię, że ta książka stała się hitem, nie dziwię się, że trafiła do biblioteczki Doroty Wellman, z niej – pomimo trudnych tematów – bije optymizm, radość, wiara że jesteśmy w stanie przezwyciężać trudności, pokonywać słabości, że będziemy potrafili realizować siebie.


Uważam, że trafiłam z tą książką świetnie, Święta, czas refleksji, nad sobą, nad życiem. Zachęcam Was do przeczytania tego zbiorku, naprawdę, tekst z okładki o tym, że może stać się ona amuletem, talizmanem to nie czcze przechwałki, ale prawda!!

rzecz o... kwiecie śliwki

Nie przepadam za owocowymi zapachami w wosku jak zauważyłam. Wolę kwiatowe świeże zapachy.
Bałam się czy śliwka przypadnie mi do gustu... zwłaszcza, że w sieci są skrajnie różne opinie. Jedni są zachwyceni, inni... niekoniecznie.


Dokańczałam więc "Zabić Arcyksięcia" i odpaliłam sobie śliweczkę i czekałam....

Zaczytałam się nieco, gdy do moich nozdrzy doszedł słodki, uroczy zapach. Słodziutko, apetyczne. 

Może ten zapach tak mi się spodobał bo to według producenta powinien być zapach kwiatu śliwki?
Nie pamiętam jak pachną śliwki, nie kojarzę ich jako szalenie aromatycznym kwiatem, tymczasem wosk mnie zachwycił.


Jest w pierwszych chwilach, minutach palenia słodki, czy śliwkowy? Na pewno owocowy, później do głosu dochodzą nuty subtelniejsze, świeże, z łatwością możemy uwierzyć, że stoimy w sadzie, a dookoła kwitną drzewa owocowe.
Moja wielka owocowa przyjaźń. I ten kolor - obłędny!!



Ten i inne woski  można nabyć w bardzo zacnym sklepie Goodies.pl

środa, 23 kwietnia 2014

"Zabić arcyksięcia" - Greg King, Sue Woolmans

Romans, o którym mówiła cała Europa. Zamach, który zmienił bieg historii.
Wszystko wskazuje na to, że zakochali się w sobie na wystawnym balu maskowym zorganizowanym w wiedeńskim pałacu w 1894 roku. Arcyksiążę, bratanek panującego cesarza Austrii i piękna dziewczyna ze zubożałej arystokratycznej rodziny. Ich miłość nie mogła zyskać akceptacji cesarskiego rodu, ale para odważnie zdecydowała się walczyć z konwenansami.
Książka Grega Kinga i Sue Woolmans odsłania kulisy jednego z najgłośniejszych romansów Europy przełomu wieków. Pasjonująca opowieść o zakazanej miłości na cesarskim dworze zmienia się jednak w trzymający w napięciu thriller. Atmosfera w Europie zaczyna gęstnieć, dochodzi do serii politycznych zamachów, a groźba wojny staje się coraz bardziej realna.
Zakochani nie wiedzą, jakie niebezpieczeństwo im grozi, gdy latem 1914 roku wybierają się w podróż do Sarajewa.
W 100. rocznicę wybuchu I wojny światowej autorzy odkrywają nowe fakty związane z postaciami, których śmierć przesądziła o rozpoczęciu jednego z największych konfliktów zbrojnych w dziejach.

źródło - Wikipedia
Wielce zaintrygowała mnie nowa powieść wychodząca w Znaku, po bardzo interesującej ubiegłorocznej książce o Królowej Matce, tym razem dana jest nam możliwość zgłębienia wiedzy o… parze którą każdy zna, każdy chociaż raz słyszał ich nazwiska, na lekcji historii, w kronice historycznej. W tym roku powinni częściej gościć w naszej pamięci, to arcyksiążę Franciszek Ferdynand i jego morganatyczna Zofia, de domo Chotek. Pojawiają się najczęściej w kontekście przyczyn wybuchu I wojny światowej. Autorzy niniejszej książki chcą przybliżyć postać Zofii i Franciszka szersze publiczności. Powołują się na wspomnienia dzieci, na wypowiedzi wnucząt i prawnucząt, na opowieści ludzi, którzy znali Franciszka i Zofię i byli świadkami ich upory, miłości i walki.

Interesowałam się schyłkiem dynastii Habsburgów, ale zwykle moje zainteresowania skupialam na Franciszku Józefie i Elżbiecie, jak się okazało moja wiedza o Franciszku Ferdynandzie była żałosna.

W chwili urodzenia  oboje mieli grać drugorzędne role w swoich szeregach. Gdy urodził się Franciszek Ferdynand, panujący Franciszek Józef miał już następcę, a jego małżeństwo, chociaż problematyczne, wciąż mogło zapewnić „awaryjnych dziedziców”. Zofia urodziła się w poważanej, czeskiej i arystokratycznej rodzinie, jej ojciec pełnił dyplomatyczne funkcje, ale nie śmierdział groszek, a rodzina Choteków nie była uznana za jedną z równych dynastii panującej. W skutek wielu niepomyślnych zbiegów okoliczności Franciszek Ferdynand został następcą tronu, nielubianym i przez stryja i przez poddanych, a Zofia będąc panienką bez posagu, mogła liczyć tylko na cud dobrego męża, albo pójść do klasztoru. Spotkali się, chociaż ona była damą dworu arcyksiężnej Izabeli a on przyszłym cesarzem. Izabela upatrzyła sobie Ferdynanda jako męża dla najstarszej  córki, gdy spostrzegła się, że Franzi tak często bywa w jej domu, nie dla adorowania córki, lecz jej damy dworu było już za późno. Role zostały rozdane. Nie można powiedzieć, że Franciszek Ferdynand był lubiany, porywczy o najwyżej przeciętnym wyglądzie. Bardzo wierzący, uduchowiony, skryty, co było chyba jego największą wadą, elity rządzące nie mogły rozgryźć jakie porządki przyniosą jego rządu. Miał pecha zakochać się w nieodpowiedniej panience, niższej stanem, aby móc ją poślubić musiał podpisac akt, oficjalnie stwierdzający, że żona stoi niżej od niego, a ich dzieci nie będą rościć sobie pretensji do habsburskiego dziedzictwa. Akt miał obowiązywać – po wsze czasy.
zdjęcie - w moim podręczniku opowiadało o zamachu
źródło - stąd

Wielu cofnęłoby się przed taką decyzją, jednak i Franzi i Zofia mieli trudne dzieciństwo, połączyli się i stworzyli kochającą się pare, pomimo plotek, oszczerstw i mieszania ich z błotem. Gdy patrzymy na ich ślubne zdjęcie widzimy piękną, chociaż już niemłodą kobietę i wpatrzonego w nią niesamowicie męża. Po ślubie nie nastąpiło wcale „żyli długo i szczęśliwie”, Zofia była upokarzana, pomijana a Franciszka doprowadzało to do szału. Zofia jednak nie potrzebowałą zaszczytów, marzyła o spokoju u boku męża, o dużej rodzinie. Mogli być kochającą się parą i żyć jeszcze długo, gdyby nie feralna wyprawa do Sarajewa.

Niesamowicie przygnębienie i smutek ogarnia czytelnika gdy czyta się relację z tej podróży, każda minuta zbliża do strasznego końca, a gdzieś tam… trójka dzieci ćwiczy scenkę na powitanie Mamusi i Tatusia. Po śmierci rodziców powiedzą:
„Bóg chciał, żeby Mami i Papi dołączyli do Niego Jednocześnie. To lepiej, że zginęli razem, bo Papi nie mógłby żyć bez Mami, a Mami nie mogłaby żyć bez Papi.”
I o to własnie chodzi w historii tej pary. Zapomnianej, przemilczanej, spycha się ich do roli „pretekstu wybuchu wojny”, przez czternaście lat swojego małżeństwa dawali świadectwo miłości i prawdy, bezgranicznego oddania, po śmierci jeszcze jak się dało ich poniżono. Poniżono i prześladowano ich dzieci.
Połknęłam dosłownie tę książkę, jest napisana barwnie, zajmująco ani jedna strona nas nie znudzi. Miałam zastrzeżenia do przełożenia tytułu austriackich następców tronu, tak przywykłam do oryginalnej wersji kronprinzm, że przez pierwsze strony gdy czytałam o „księciu koronnym” nie wiedziałam o kogo chodzi.
Książka jest napisana przy współpracy z zstępnymi zabitej pary i moim zdaniem w tej książce mamy do czynienia, po trosze z tym co zarzucałam książce o Królowej Matce, gdy autor tłumaczy motywy postępowań wrogów „bohaterów” przypisuje im(nawet niemożliwe do sprawdzenia) najgorsze pobudki, zaś bohaterowie ex deifinitione zawsze są szlachetni. To mi zgrzyta. Drugi zgrzyt to powoływanie się na opinie wnucząt i prawnucząt… biorąc pod uwagę wiek dzieci Ferdynanda i jego żony niezbyt możemy i powinniśmy się opierać na ich świadectwach, a co dopiero dalsi zstępni. To tylko pogłoski.

Niemniej jednak książka niesamowicie wciąga i porusza, autorzy budują klimat i zabierają nas w podróż do Wiednia i Austrii z początku wieku, nim wojna i nazizm zmieniły oblicza Europy. Eleganckie sale balowe, ociekające złotem pałace. Piękne, wystawne i niezwykle okrutne.

Napisana prosto, ale nie prymitywnie. Moim zdaniem książka trzyma poziom. Nie upłynęło 24 godziny od kiedy ją dostałam a już przeczytałam. Nie sposób się oderwać!!

Polecam Wam tę książkę, dziś teraz! W roku który jest jubileuszowym, to sto lat temu wybuchła I wojna światowa, wojna która zmieniła oblicze świata. Zastanówmy się przez chwilę jak wyglądałby świat gdyby inaczej zaplanowano 28 czerwca 1914 roku

wtorek, 22 kwietnia 2014

rzecz o... dzikich owocach

WILD PASSION FRUIT  yankee
Dzikie owoce... co myślicie gdy ktoś Wam rzuci takie hasło? Poziomki, dzikie jabłka, jagody, wszystko to rośnie u nas dziko i smak ma specyficzny. Nieskażony ludzką hodowlą. 

Cytrusy nie rosną u nas dziko. W doniczce diabelstwa nie chcą rosnąć, a tym bardziej owocować. Ale są gdzieś kraje w których cytrusy w lasach sobie rosną i można iść na takie mandarynki jak na jagody.




Ten wosk nabyłam ostatnio w Lublinie, spodobała mi się jego świeżość i intensywność, na tyle, że po przybyciu do pokoju w akademiku, który jest przesympatyczny i superaśny, ale jednak pachnie jak pokój obcy, nie moj zadecydowałam, że użyję tego wosku. Pokruszyłam i odpłynęłam w lekturę "Był sobie książę".

Roznoszący się zapach nasunął mi skojarzenia z wakacjami. Ongiś pojechałam z przyjaciółmi na wakacje do Krynicy Górskiej, jechaliśmy, jak to studenci bez rezerwowanych noclegów, na tak zwanego głupa. Na szczęście był koniec września więc udało nam się znaleźć fajne pokoje. Do kontaktów były wsadzone odświeżacze brise czy jakieś inne, elektriki, które pachniały owocami cytrusowymi. Spędziłam w Krynicy świetne chwile, bawiłam się przednio, toteż z tym zapachem mam niesamowicie fajne skojarzenia. Nadal.

WILD PASSION FRUIT  yankee

Bardzo mi się podoba ten wosk. Jest cytrusowy, świeży i intensywny. Mandarynki, pomarańcze, cytryny, melony, marakuja, koktajl z tych owoców czujemy. Bardzo szybko opanowuje pokój, jest dobrze wyczuwalny... świetnie się nadaje do wygonienia zapachu, np. po wosku który nam nie spasował.


Nie trzeba dać go dużo. Wydajny, dzięki temu mam go jeszcze troszkę, ale wiem że kupię go ponownie
WILD PASSION FRUIT  yankee


Ten i inne Woski Yankee Candle możecie kupić w sklepie Goodies.pl

rzecz o... tureckim niebie

Wizualnie pięknym, intensywnym kolorze, który po roztopieniu wygląda w białym kominku jak zupa ze smerfów.

Yankee candle uważa, że zapachy kojarzące się z plażą i morzem mają mniej lub bardziej intensywną, męską nutę. Wprawdzie Oaza o północy, nijak się ma do morza, no może bardzo luźnymi skojarzeniami,  a pachnie zdecydowanie, jak dobrę męskie perfumy.

Tureckie niebo zdecydowanie kojarzy mi się z niebem, z plażą w okolicach Istambułu, z kopułą Hagia Sofia opromienioną słońcem. Gwar miasta, zapach miasta, intensywny, męski.




Jak widzicie(Oprócz tego, że kolorem paznokci na Wielkanoc była czerwień), użyłam niewiele wosku, a przez całe święta cieszyłam się pięknym zapachem. Ma zbliżoną do Oazy o północy nutę zapachową, ale zdecydowanie delikatniejszą. Powiedzmy, jakby ładnie wyperfumowany mężczyzna, wyszedł jakiś czas temu z pokoju. 

Będzie idealny na katowanie się deprechą po zerwaniu, lub większej kłótni.

Zdecydowany i świeży, piżmo i morska trawa i świeża bryza.

Jako, że w pełni dnia lubię się zawąchiwać, tymi  zdecydowanymi zapachami. Tureckie niebo jest pięknym zapachem. Zapas - niezbędny 



Ten i inne woski YC można nabyć na goodies.pl

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

rzecz o... liliach

Jak już wspomniała - uwielbiam białe kwiaty. Białe lilie uwielbiałam od maleńkości, gdy rosły w najpiękniejszym ogrodzie mojej Babci. Białe, czyste, wysmukłe, ze środkami barwiącymi nos na żółto. Pachniały pięknie.

Do dziś te lilie uwielbiam, chociaż są bardziej pogrzebowe, wszak najczęściej w wiązankach ślubnych obok gerberów występują właśnie lilie.

Zapach lilii jest silny, ale niesamowicie świeży, mnie nie dusi - mnie zniewala.

Z wielką ciekawością zapaliłam w Wielką Sobotę ten wosk. I....


No cóż, ciężko mi znaleźć w nim świeżość lilii, bardziej kojarzy mi się ze skrzyżowaniem wosków soft blanket i wedding day. Ma najlepsze cechy tych wosków, co sprawia, że wącha mi się go bardzo dobrze. jest kojący, ciepły i świeży. To, że się zawiodłam bo jednakowoż szukałam zapachu lilii, jest sprawą drugorzędną, bo ten wosk pachnie naprawdę bardzo, bardzo dobrze i nasza znajomość trwa w najlepsze. 

Zapach jest dyskretny, nie pcha się uparcie w nos, ale roznosi się szybko po domu i niewiele czasu minęło, jak przyszła Mama zapytać co tak ładnie pachnie. 

Mogłabym się rozpisywać, ale powiem Wam, że jeśli lubicie SB lub WD to jest to wosk dla Was, idealny na dzień gdy potrzebujecie ukojenia.


Ten i inne woski YC można nabyć na stronie Goodies.pl

"Sekret"Credo"" - Robert J. Woźniak

Jak przekroczyć czas i przestrzeń? Stać się chorym z miłości? Przeżywać w zachwycie cielesność i intymność? Dotknąć szczytu i dna? Poczuć drżenie ziemi pod stopami?
W Kościele to możliwe: wystarczy na nowo odkryć tajemnice, które niesie w sobie wyznanie wiary w Trójjedynego Boga…
Ksiądz Robert Woźniak, ceniony teolog, laureat Nagrody im. księdza Józefa Tischnera, na podstawie tekstu „Credo” przypomina pasjonujące sekrety, które kryją się w istocie naszej wiary. Duchowny pokazuje, że nie jest ona tylko pustą formułą, ale dynamiczną siecią relacji, z których najważniejsza jest Miłość – podstawa wspólnoty Kościoła.


Dzisiaj Wigilia Paschalna. Dzień w którym cień śmierci przechodzi w światło życia. Święto dwóch żywiołów, na placu kościelnym zapłonie ogień, odpali się Paschał, a ksiądz wniesie Światło do kościoła, trzykrotnie się zatrzymując. Później odśpiewa radosne Exultet, sławiące tajemnicę Paschalną, to orędzie mówiące i o wyjściu z Egiptu i o zbawieniu. Liturgia Ognia, przejdzie w Liturgię Słowa, czeka nas jeszcze Liturgia Wody, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Z całą wspólnotą wyznamy jaka „jaka jest wiara Kościoła, której wyznawanie jest naszą chlubą”. Na niedzielnych Mszach zaś regularnie modlimy się słowami Credo czyli wyznania wiary. Czy jednak modlimy się ze zrozumienie. Czy wiemy, właściwie w co wierzymy?

Robert J. Woźniak rozkłada na czynniki pierwsze zdania modlitwy, cytując Pismo Święte, Ojców Kościoła, doktrynę tłumaczy nam wiarę w co deklarujemy wypowiadając słowa „Wierzę w Boga”, w jakiego Boga wierzymy, dlaczego nie da się wierzyć bez uwierzenia w miłość Bożą, ojcowską, bezgraniczną.

Książka jest podzielona na trzy rozdziały, każdy poświęcony kolejnym Osobom trójcy Świętej, autor przytacza frazy i wnikliwie je analizuje. Nigdy nie patrzyłam na Credo od tej strony. Szkoda, ze na katechezach, na kazaniach księża ładują nam różną wiedzę do głowy a nikomu nie wpadnie do Głowy pomysł(mówię z własnego doświadczenia), aby omówić podstawę naszej wiary, wyznanie które w całym swoim życiu powtarzamy setki razy, tak bardzo nieświadomie.

Ks. Woźniak pisze tak przekonywująco i przejmująco, że podczas lektury miałam łzy w oczach. Gdy uświadamiałam sobie kolejne rzeczy, które do tej pory były przede mną zakryte, doświadczałam cudu iluminacji. To było mocne, mocne i prawdziwe. Nie da się tej książki streścić, nie podjęłabym się też sparafrazowania jej. Moim zdaniem ją TRZEBA przeczytać, jeśli jest się wierzącym człowiekiem i chce być się świadomym swojej wiary.
Wiem, że Święta się kończą, ale może dożyjemy kolejnych, dowiedzmy się co to znaczy, że Bóg jest wszechmocny, dlaczego Jezus stał się człowiekiem i skąd się wziął Duch Święty a także dlaczego jest nam potrzebny Kościół.

Książka wymykająca się ocenie, piękna, mądra i oświecająca.
Polecam!!


niedziela, 20 kwietnia 2014

rzecz o... ciętych różach

Kolejny wosk z pierwszej paczki. Odkładałam jego testowanie bo po wosku kupionym w Jysk z kominkiem musiałam odpocząć od wosków różanych.

Wychowałam się na wsi, w czasach mojego dzieciństwa nie było ogródka w których nie hodowano by tradycyjnych róż. Znam zapach róż na krzaczku i dopiero ściętych... może dlatego nie przepadam za różami z kwiaciarni i wolę dostać bukiet innych kwiatów, niż okazałe, ale bez zapachu róże. Zresztą czerwone są przereklamowane... najpiękniej pachną białe, herbaciane, żółte, ewentualnie dzikie róże.


Zwykle kosmetyki, czy inne produkty o zapachu róży bardziej przypominają zapach różańców z drzewa różanego, a nie prawdziwych róż, które zapach mają słodki i uwodzicielski.

O ile mogłam zaakceptować taki stan rzeczy w wosku Jysku, o tyle po YC miałam prawo spodziewać się czegoś lepszego.

Ukruszyłam, tyle ile widzicie i czekałam na pełnię lata. Bo przecież róże to lato, to słońce.
Powoli mój pokój zapełnił się... kościołem w październiku, pachnącym różańcami, które swego czasu były hitem. Pachnącym suszoną różą. A miała być świeża. Nie da się zaprzeczyć, że wosk pachnie różami, ale dla mnie nie są to świeże róże. Na pewno nie.


Jednak w małych dawkach pachnie przyjemnie, bardzo charakterystycznie. Ten wosk i ja to spokojna znajomość... bez fajerwerków, ale całkiem sympatycznie.

Paliłam ten wosk w Wielki Piątek, gdy słodkie, smakowite zapachy odpadały w przedbiegach. Gdy wróciłam do domu po kościele, po czuwaniach, czyli około godziny 23, wciąż w pokoju czuć było różami, a jak widzicie dużo go nie dałam. Wydajny.

Ten wosk, ale  nie tylko można kupić w sklepie Goodies.pl


A jak spędzacie Wielkanoc... Ja wciąż trwam w zachwycie Wielką Sobotą i nawet dwugodzinna rezurekcja o szóstej rano(a wstać musiałam o piątej) nie zważyła humoru. Piękna jest Liturgia Triduum Paschalnego, chociaż dziś klimat nie ten sam, to jednak jest w tym coś wyjątkowego. Wprawdzie mnie chwyta głęboka fascynacja Judaizmem i zaraz wezmę się za książkę, którą ongi kupiłam Tacie, aby lepiej poznać to wyznanie. Coś rozdzierająco smutnego jest w Świętach Narodu, który co roku w Paschę życzy sobie "za rok w Jeruzalem". Chyba o to chodzi w Świętach o odrodzenie nadziei, o wiarę... i zawierzenie.


Spędźcie ten czas owocnie!

piątek, 18 kwietnia 2014

"Szepty lasu" - Charles Frazier

Szepty lasu to pełna napięcia i niepokoju historia o miłości, rozgrywająca się w niewielkim miasteczku w Appalachach w latach sześćdziesiątych XX wieku. Na odludziu, w skromnej chacie na skraju lasu Luce opiekuje się cierpiącymi na mutyzm bliźniętami swojej zamordowanej siostry. W życiu tej silnej, niepokornej, ale od lat samotnej i spragnionej bliskości kobiety pojawia się niejaki Stubblefield, który zaczyna zabiegać o jej względy. Tymczasem rodzącemu się uczuciu oraz bliźniętom zagraża nieobliczalny mężczyzna z przeszłości.
Szepty lasu to wciągająca, nastrojowa, pięknie napisana opowieść. Charles Frazier po raz kolejny udowadnia, że jest pisarzem najwyższej próby.

 Jeszcze trochę, a Kaszmirowa seria będzie marką samą w sobie. „Szepty lasu”, to trzecia książka, obok „Czasu motyli” i „Suchej sierpniowej trawy” z tej serii, którą czytałam i z każdą książką mam ochotę na więcej. Więcej wrażeń, więcej takich książek. Każda z tych powieści w polskiej blogsferze wzbudziła sporo emocji, wywołała dyskusję. Moim zdaniem to dobrze. Jednakowe opinie są nudne, moim zdaniem bardziej zachęcają opinie zróżnicowane. Budzą we mnie pragnienie sięgnięcia po taką książkę, sama chcę sprawdzić, jak będzie ze mną. Jakie emocje, dana książka, we mnie wzbudzi.

„Szepty lasu”, tak jak poprzednie książki z tej serii to powieść której akcja rozgrywa się w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Mamy do czynienia z historią złożoną, wzbudzającą niepokój i wiele przemyśleń. Luce dostaje pod opiekę bliźnięta swojej zamordowanej siostry. Już sama historia tej siostry jest burzliwa i pełna niepokoju. Wyszła dobrze za mąż, maż zmarł zostawiając ją z dziećmi i z jakimś tam majątkiem, który uczynił ją łakomym kąskiem dla Buda,  mężczyzny z przeszłością. Przeszłością mroczną i jeszcze ciemniejszym charakterem, który ostatecznie zabił swoją żonę na  oczach małych dzieci. Po takiej traumie, nie ma co się dziwić, w dzieciach został ślad… trafiają pod opiekę Luce, która mieszka w miejscu zapomnianym przez Boga i ludzi, dodatkowo sama kobieta nie radzi sobie ze sobą. Jej dzieciństwo i młodość, również nie były usłane różami. Teraz ma się zająć dziećmi z problemami, które objawiają się sadystycznymi skłonnościami. Gdy dodamy do tego mężczyznę który zabiega o względy Luce i Buda, który jest przekonany, że bliźnięta mogą wiedzieć gdzie są pieniądze, które ongiś zrabował, a jego żona przed śmiercią gdzieś ukryła mamy same problemy. Odludzie, psychopata, szaleństwo, już King udowodnił, ze jest to materiał  na powieść pełną grozy.

Niepokojąca. Taka jest ta książka. Nie łudźcie się, że przeczytacie ją w biegu, pomiędzy mieleniem sera a wycieraniem podłogi. Nie da się. Ja nosiłam ją ze sobą długie tygodnie. Odkładałam i zaczynałam od nowa. Moim zdaniem ta powieść jest jak jej okładka. Intrygująca, niepokojąca i mglista. Kojarzyła mi się z „Lśnieniem” czytając ją czułam strach, silne emocje. Chociaż jest ona nieporównywalnie wolniejsza niż powieść Kinga. Rozkręca się powoli, a nawet w szczytowych momentach jest powolna. Dlatego na tym cała historia nieco traci. Bardzo ciężko się w nią wciągnąć. Gdyby było inaczej, przeczytałabym ją, tak jak poprzednie powieści, w jeden wieczór.

Warto po nią sięgnąć, przez wzgląd na wiele wątków jakie porusza, problemy które są zasygnalizowane wymagają przemyślenia, toteż po skończeniu czytania, nie kończy się przygoda z powieścią. Jest to jedna z książek, które czyta się ciężko i ciężko jej  nie czytać.  Jeszcze wiele przemyśleń przede mną… sporo roztrząsania… akurat zagniatanie ciasta będzie jak znalazł.

Czy polecam. Tak, ale nie bezwarunkowo, na nią musicie mieć czas i spokój.

Czekam na kolejne powieści z tej serii.

czwartek, 17 kwietnia 2014

rzecz o... czerwonym aksamicie

Kolejna inspiracja z FB. Nowa paczka, nowe woski...

Byłam zaintrygowana, robiłam muffiny red velvet. Jak to muffiny ciasto jest mokre, intensywne i kr wiście czerwone. Takie jak ten wosk.


Gdy wąchałam przez folię czułam korzenne, waniliowe ciasto. Ciekawie się zapowiadało.
W domu, ja to przed świętami czuć, przyprawami, pieczonym ciastem, słodyczą. No aż chce się jeść.


Red velvet cake to klasyka. występuje zarówno jako ciasto, tort, ale również jako ciasto - muffinka. Amerykanie kochają red velvet cake, a jak wiadomo co kraj to obyczaj, jak również co kraj to smak.





Producent obiecuje nam wanilię, kakao, cukier trzcinowy i kremowe ciastko. Przy wąchaniu folii czuć korzenny zapach. Taka piernikowa muffinka. Lubię piernik, ale nie przepadam za cynamonem. Właściwe cynamon toleruję pod trzema postaciami: w szarlotce, na ryżu(taka potrawa z dzieciństwa ryż z masłem, cukrem i cynamonem, jak bachory nie chciały już nic jeść a nie zjedliśmy z zupą ryżu to Babcia nam serwowała taki ryż), sporadycznie chętnie jadam migdały w czekoladzie obtoczone w czekoladzie(ale sporadycznie).  Cynamon jest mocny, nieźle daje w nos. Mnie osobiści dusi i przypala receptory węchu. Kilka wosków dosłownie odrzuciło mi od nosa bo tak dawały cynamonem. Ale tutaj.. ten cynamon na pierwszy niuch nie był bardzo intensywny. Czuć było dobre ciastko, słodkiego muffina, prosto z piekarnika.


W momencie odpalenia kominka, gdy wosk zaczął uwalniać zapach pierwsze co rzuca się mi w nos to cynamon.  Nie spodziewałam się, że ten cynamon będzie AŻ tak wyczuwalny, bo producent o nim nie wspomina. Gdybym wiedziała, że jest - może bym się zastanowiła. Nie wiem czy nie zrobiłabym głupio bo ten cynamon nie przyprawia o mdłości, to nie jest taki duszący cynamon. to ciasteczko, ale mimo wszystko za sprawą tego cynamonu nie mogłam palić tego wosku zbyt długo. 

Jak widzicie, niewiele wosku użyłam, a cały mój pokój pachnie ciastem. Kojarzy mi się z moimi pierwszymi muffinami. Cynamonowymi. Nomen, omen : P

Już jakiś czas temu zgasiłam świeczkę, wosk zastygł a zapach się utrzymuje. Dla miłośników cynamonu, zapachów ciepłych, zdecydowanie kulinarnych - wielkie TAK. Przeciwnicy cynamon u, niech zbyt prędko się nie zniechęcają. Zapach fajny, smaczny, aczkolwiek bez rewelacji. Wydaje mi się, że w suchej formie pachnie lepiej.



Ten wosk, ale  nie tylko można kupić w sklepie Goodies.pl

rzecz o... piankach

Pod wpływem fejsbukowych Yankeemaniaczek odpaliłam wosk piankowy. Dlaczego je kupiłam? Chyba ze względu na urocze bałwanki z tejże pianki na etykietce. Zapaloną fanką marshmallow nie jestem. Ot od czasu do czasu zjem, ale raczej raz na rok, niż paczkę dziennie ;)

Pianki są słodkie, tak słodkie, że po zjedzeniu kilku mam ochotę otwierać słoik korniszonów. Zauważyłam, że zdecydowanie preferuję zapachy kwiatowe, te spożywcze, słodkie wolę sama sobie stworzyć w kuchni.


A jednak, w samym środku rozgardiaszu kuchennego, po przemieleniu kilograma sera i 1/2 kilograma maku, odpaliłam sobie wosk, z definicji deserowy.


Siedzę i wącham go i czuję słodycz, ale nie muląco-mdlącą słodycz pianki marshmallow, ale słodki smak cukierni i ciepła. Znacie to uczucie gdy w mroźny poranek wybiegacie w śnieżycę bez śniadania, na swojej drodze spotykacie piekarnio-cukiernie i wchodzicie kupić sobie coś do jedzenia? A w środku jest cieplutko, a zapach sprawia, że żołądek zaczyna krzyczeć ludzkim głosem.

Moja Mama przyszła zapytać co tak ładnie pachnie karmelem. Co jest dziwne, bo solony karmel pachniał Jej palonym papierem skropionym maggą :|


Bałam się tego wosku, bałam się że spożywczy zapach wyprodukowany w fabryce przegra z aromatami mojej kuchni. Absolutnie były to obawy na wyrost. Wosk pachnie słodką wanilią, słodką bułeczką. Teraz tylko muszę sobie kawy zaparzyć :)

Pytanie, czy przez tę intensywną słodycz długo będę mogła go palić. Dosyć prędko zapachnia pokój i dom :) i to ta odrobina z powyższego zdjęcia.

Ten i inne Woski Yankee Candle możecie kupić w sklepie Goodies.pl 


"Kręte ścieżki" - Richard Paul Evans

Co może zrobić człowiek, który wszystko stracił? Alan postanowił wybrać się na wędrówkę, bez szczególnego planu i celu. Nie wiedział, co go czeka i dokąd dojdzie. Nie spodziewał się, że po drodze spotka ludzi, którzy odmienią go na zawsze i staną się dla niego nauczycielami życia. „Kręte ścieżki” to opowieść, która dowodzi, że aby być prawdziwie wolnym, należy wybaczyć. Tego nauczył Alana Leszek – Polak, który okazał nieznajomemu wędrowcowi serce i przyjął go pod swój dach. Jego historia stała się dla Alana drogowskazem – czy podobny wpływ będą miały na niego panie ze Stowarzyszenia Czerwonych Kapeluszy? Czy uda im się wzbudzić w nim radość życia i czy ich wskazówki okażą się pomocne w obliczu nowej, przykrej dla Alana wiadomości?


Czy okres przedświąteczny determinuje wybór naszej lektury? Pewnie tak. Ja w okolicach świąt celuję w książki bardziej refleksyjne, korespondujące z moim nastrojem, pełnym przemyśleń, jakichś kryzysów.  W tę atmosferę wpisuje się Evans. Jego „Dzienniki pisane w drodze” to świadectwo miłości, to poszukiwanie sensu życia i odnajdywanie wskazówek w spotykanych ludziach.

Znany nam z poprzednich części Alan, który po śmierci żony przeżył kryzys i zgubił cel idzie na drugi koniec Ameryki. Tak jak wspomniałam, nie miałam tomu drugiego, więc po pierwszym od razu zaczęłam czytać tom trzeci. Nie sądzę by nieznajomość tomu drugiego spłyciła moje odczucia. Tom trzeci czytało mi się jeszcze lepiej niż pierwszy. Moim zdaniem jest o wiele bardziej zajmujący, porusza czytelnika. Alan w swojej drodze spotyka ludzi, którzy wnoszą coś do jego życia… mnie poruszyło zwłaszcza spotkanie z teściową Alana – matką jego ukochanej żony, która porzuciła swoją rodzinę gdy córka była mała, czym złamała jej serce. Drugą niezwykłą – według mnie – osobą jest Leszek, polski emigrant, który przeżył obóz w Sobiborze, a jednak zachował swoje człowieczeństwo. Te dwa spotkania są wystarczającym powodem, chociaż nie jedynym, aby sięgnąć po tę książkę. Sroga jest długa a każdy kilometr zdaje się wnosić coś do życia Alana.

Kolejny raz Evans snuje opowieść o życiu, wplata w nią, niezwykle umiejętnie opowieści innych ludzi, dzięki czemu mamy  szeroki wachlarz przeżyć i emocji. Różni ludzie, różne historie, wiele tragedii.  Autor oryginalnie zakończył tę powieść, wydaje mi się, ze w czytelniku wzbudził zainteresowanie i głód dalszych części, po które na pewno sięgnę.

Naprawdę zachęcam Was kolektury najnowszej książki Evansa… to poruszająca opowieść, skłaniająca do refleksji, napisana dobrze, wciągająca. Idealna na ciepłe popołudnie…

Wyczekujcie premiery bo naprawdę warto. Chociażby przez wzgląd na polski akcent.


Polska premiera już 30 kwietnia!!

rzecz o... zachodzie słońca

Kocham zachody słońca. Najlepiej odpoczywam gapiąc się w tęczę barw rozlewającą się na niebie. Spacery w świetle zachodzącego Słońca. to coś pięknego. Woda to moja kolejna wielka miłość. Już sama nazwa. Zachód Słonca nad jeziorem, brzmi pięknie. W związku z nazwą postanowiłam wosk odpalić wieczorem.


Jeśli wypalicie już kilka zapachów ułożycie sobie pewne grupy wosków na poszczególne pory dnia. Do chwili, gdy odpaliłam Lake sunset moim wieczornym faworytem był Soft blanket.  Ale Misiek się kurczył, z zapasów wygrzebałam ten pastelowo-różowy krążek.

Odpaliłam i zabrałam się do pracy - czekając na zapach

Nim się spostrzegłam otoczył mnie zapach tak zniewalający, lekki, świeży i relaksujący.
Tak pachną spokojne chwile, gdy słońce chowa się w wodach jeziora, odpoczywamy, łapiemy oddech. Według producenta to zapach słodkiego piżma i rześkiego powietrza. 

Ten wosk pachnie tak świeżo, że oszałamia tym zapachem, kolejny wieczór z rzędu spędzam wąchając zachód słońca i wiem, że jeśli świeca to też ta.  Usypia mi się z tym zapachem genialnie, nie dusi a orzeźwia.


Jeden z moich absolutnych faworytów. Polecam Wam w ciemno, jeden z uniwersalnych, przepięknie subtelnych, delikatnych, ale dobrze wyczuwalnych zapachów. Mogłabym mieć taką perfumę. Bezdyskusyjnie!



Ten i inne Woski Yankee Candle możecie kupić w sklepie Goodies.pl 



rzecz o... miodowym kwieciu

Jeden z ostatnich testowanych wosków z mojego pierwszego zamówienia. dlaczego go kupiłam, bo uwielbiam kwiatki z etykietki. Chociaż dla mnie one nie pachną. Dużo dobrych opinii o tym wosku czytałam i zaryzykowałam. "Kto nie ryzykuje - ten nie pije szampana", jak mawia klasyk


Wosk ma na sucho mocny zapach. Wybijała się jego woń, gdy tylko otworzyłam paczkę. A mimo to, zapomniałam o nim na ponad dwa tygodnie. Aż w końcu, deszczowego dnia wyjęłam.



Znalazłam dla niego kominek i odpaliłam tealighta.



Producent obiecuje nam zapach miodu, frezji, drewna. Cuda na kiju.  Zachwalać łatwo, ale zwykle takie głośne, reklamowane zapachy okazują się bublem.


jednak z tym liliowym woskiem tak nie było. Prędko otula nas zapach słodki, ale lekki, emanujący świeżością. Kojarzy mi się z woskiem groszkowym. Letni ogród, spacer, odpoczynek, przebywanie na łonie natury. Pachnie tak niesamowicie, że z miejsca trafił do czołówki. To jeden z moich ulubieńców.  Poprawia humor, momentalne zapominamy o słocie za oknem.

Piękny, piękny zapach!!!!

Musicie go wypróbować. zachwycicie się a jeśli chcecie mnie ucieszyć. Świeca - będzie dobrym pomysłem :)


Ten i inne Woski Yankee Candle możecie kupić w sklepie Goodies.pl który z czystym sumieniem polecam.

środa, 16 kwietnia 2014

co na ekranie śmiga

Dawno nie było posta o tym co oglądam.
źródło - filmweb
24/52 – w myśl zasady: jeden sezon – liczy się za jeden film :P
Po pierwsze 4 całe sezony The GoodWife. Od pierwszego sezonu jestem wierną fanką tego serialu.  Nie tylko dlatego, że to serial branżowy, uwielbiam procesy w systemach common law piękne spektakle. Pokochałam od pierwszego wejrzenia wielu bohaterów. Zakochałam się w Willu. Toteż obecnie moje serce jest roztrzaskane w drobny mak, a ja nie mogę się pozbierać. Mimo wszystko polecam. Wciąga, wzrusza, intryguje.

źródło filmweb
31/52
Wszystkie wyemitowane odcinki serialu Ranczo. Jeden z nielicznych, jeśli nie jedyny, polski serial który oglądam. Bardzo na czasie. Jeden z moich wykładowców też jest fanem, więc obgadujemy sobie bieżące odcinki przed zajęciami. Byłam w Lublinie, Przyjaciółka rzuciła luźno, że może rzucimy okiem i wpadłam. Tęsknię za seksownym i mrocznym prokuratorem, ale bawię się i tak. Wróciłam do domu i zaczęłam powtarzać WSZYSTKO. Moim zdaniem nie trzeba rekomendować, produkcja sama się broni. Dobry poziom Polski rodzynek.

Ciężko się pisze o serialach, zwłaszcza o kilku sezonach. Te dwa powyższe seriale naprawdę polecam.

W tym tygodniu znowu wróciłam do regularnego oglądania filmów. Nie oszukuję się, że będę oglądała jedno bolly dziennie, bo to oznacza ponad dwie godziny dziennie przed telewizorem, a to są filmy, które powinno się oglądać, podziwiać, chłonąc barwy. Super sprawa. Dlatego do pracy w tle, puszczam to co już znam. Nowe filmy oglądać mogę przy okazji pieczenia, toteż sądzę że sporo oglądnę do Wielkanocy.

źródło - filmweb
32/52 Coctail
To Bollywoodzki film. Oglądnęłam go, bo jedną z moich aktorskich miłości z Indii jest Saif Ali Khan. Aktor, którego szersza publiczność poznała w filmie „Gdyby jutra nie było” w swoim dorobku ma naprawdę wiele dobrych, wartościowych filmów. Jest nie tylko ciasteczkiem, ale aktorem, który potrafi w widzu wzbudzać emocje.
„Coctail” to film o mało oryginalnej fabule. Nieśmiała, bardzo tradycyjna dziewczyna przyjeżdża do Londynu do swojego męża. Na miejscu okazuje się, że mąż ją wystawił. Zostaje na lodzie. Meerę ratuje z opresji Veronica, Hinduska, ale bardzo nowoczesna, spędza noce na imprezach, alkohol, seks. Szaleje. Sprawia wrażenie czerpiącej z życia garściami a w głębi duszy jest zalęknioną, cierpiącą z porzucenia dziewczynką. Meera i Veronica  nawiązują znajomość z Gautamem, niesamowitym dziwkarzem i lekkoduchem, który wyrywa dziewczyny i w każdym porcie ma pannę. Wiadomo, że w takim wypadku będziemy mieli poskromienie flirciarza. Tylko która tego dokona?

Powiecie, że nie jest to odkrywcze, nie jest to coś nowego i zaskakującego. Faktycznie. Schemat jest dosyć popularny, ale moim zdaniem w wykonaniu Bollywoodzkim jest to warte oglądnięcia. Mamy pięknych aktorów z potencjałem aktorskim. Do mnie zwłaszcza przemawia Saif, który spojrzeniem, potrafi zagrać na duszy. Jego namiętne, powłóczyste spojrzenia budziły moje motylki.
Piosenki wpadają w ucho, zdjęcia zapierają dech w piersiach.

Jest to poruszający film, na pewno. Dla tych którzy lubią kino bolly na pewno fajny pomysł na wieczór. Tym którzy tego kina nie znają, niekoniecznie polecam na pierwszy raz. Bo i długie, i takie jednak mało indyjskie, tej indyjskiej kultury – niewiele.

wtorek, 15 kwietnia 2014

rzecz o... bzach

Nie samymi zachwytami usłane jest życie yankeemaniaka. Kupiłam wosk o tym zapachu bo uwielbiam bzy. Bzy białe rosły na podwórku u mojej Babci, rozłożysty bez, w którym mieszkały szerszenie. Mnie nic się stało, bo wciąż żyję : P ale zapach bzu to maj, wiosna, majówki, spacery. Całe bukiety znoszone do domu. Fioletowy bez też pachnie pięknie. Kto z Was nie szukał pięciolistnego kwiatka na szczęście. Ba! Był okres i przesąd, że się pożerało te kwiatki. Pomna tego bajecznego zapachu wrzuciłam do koszyka ten wosk.




Wkruszyłam do kominka i… bez rewelki. Niby fioletowe zapachy są, ale była jakaś dziwna nuta, która mnie intrygowała, ale nie zachwycała… Próbowałam wszystkiego, wyniosłam do większych pomieszczeń, ani w kuchni, ani w salonie ten zapach nie dał rady.
Wiele po tym wosku oczekiwałam. Oczekiwałam lekkiego, wiosennego zapachu a dostałam ciężką woń. Przygniata ten zapach, pachnie skrzyżowaniem lawendy ze starej szafy i gdzieś tam nuty bzu. Nie chcę skreślać tego zapachu, chociaż już kilka razy paliłam i wciąż nie.

Może miałam wadliwy wosk, nie wiem… jeśli wąchałyście ten zapach dajcie znak, bo nie chciałabym pochopnie go skreślić. 

Ten zawód nie skreśla, ani nie poddaje nawet w wątpliwość mojej fascynacji tymi woskami... Pocieszam się tym, że nie utopiłam pieniędzy, bo mojej Mamie się podoba, więc wyląduje u Niej. Jej akurat karmel nie pasuje, więc będziemy sobie palić na złość :P Ale po Świętach, obie byłyśmy u spowiedzi i jesteśmy lepszymi człowiekami :P

Wyczekujcie następnej recenzji, bo dziś paliłam dwa woski tak cudowne… wprawdzie jeden dopiero odpaliłam, ale już go kocham.

Dajta spokój z tymi moimi nałogami :P



Ten i inne Woski Yankee Candle możecie kupić w sklepie Goodies.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy