Zapis chwil, kilkanaście zdjęć z życia, z umierania, z pokory, cierpienia i nadziei oraz miłości
W hospicjum życie przecina się ze śmiercią. To miejsce rządzi się swoimi prawami i ma jasno określone zasady. Wchodzi się tu tylko raz. Zazwyczaj.
Agnieszka wchodzi tam od czterech lat. Jest wolontariuszką. Spędza czas z tymi, którzy potrzebują kilku ciepłych słów, pomocy przy jedzeniu, napisaniu ostatniego listu, spojrzenia, uśmiechu.
Niewiele, zaledwie bycie z drugim człowiekiem tu i teraz.
Być może dlatego to właśnie tutaj dając siebie, zyskuje się znacznie więcej.
"Zorkownia" to zapis chwil, kilkanaście zdjęć z życia, z umierania, z pokory, cierpienia i nadziei, z miłości tak wielkiej, że nie da się jej zamknąć w słowie.
To przepiękna, wzruszająca opowieść o życiu.
Agnieszka Kaluga bloga zaczęła pisać w roku 2010, żeby zrzucić z siebie ciężar życiowych doświadczeń w hospicjum, gdzie jest wolontariuszką.
Jej jest przede wszystkim zapisem nieustającej walki o życie, o jego sens i najważniejsze wartości.
Znowu bym to zrobiła. Gdyby nie
Aga, znowu bym oceniła książkę po okładce. Byłam przekonana, że „Zorkownia” to kolejna radosna i
świetlista książka dla bab, na gorszy dzień. Gdy pół świata i cała Polska
zachwyca się „Oskarem i Panią Różą”, jest ryzyko, że polska perełka, książka
prawdziwa jak codzienność może przejść niezauważona.
Miłość i śmierć są nierozerwalnie
związanie z życiem. Każdy kocha i każdy musi umrzeć. W obliczu śmierci ta
miłość nabiera wyrazu, okazuje się, że „pozostanie po nas wszystko to, co
uczyniliśmy z miłości”.
Agnieszka Kaluga pisze bloga. Nie
słitaśniego blogaska, pisze – jak sama tytułuje – hospicyjną myśloodsiewnię.
Autorka w swoim życiu przeżyła wiele, przeżyła to co kobiety załamuje, wpycha
je w katatonię, Ona obiecała swojej umierającej córeczce, że się nie podda.
Swoje siły poświęciła pomocy innym. Rozpoczęła pracę w hospicjum i opowiada o
ludziach, których tam spotyka, o uczuciach, które nią targają.
Opowieść prawdziwa i piękna w
swej normalności. Tak o śmierci i umieraniu potrafią pisać ludzie mądrzy.
Agnieszka Kaluga nie popada w patos, nie kłóci się z Bogiem, nie dyskutuje o
zasadności śmierci, nie szuka też w niej sztucznego sensu na siłę. Opisuje
spotkania, rozmowy, gesty, drobne, ale jednocześnie takie, które zatykają
gardło i wyciskają łzy.
Każda notatka napisana przez trzy
lata(Autorka zaczęła pisać w 2010 roku) to osobna historia. To nie wirtualne
byty, to realni ludzie, Marek, Ola, Gosia, Kazimierz… z szacunku dla Ich
pamięci powinnam wymienić wszystkich, ale może lepiej gdy poznacie ich
osobiście. Nie mogłam zostawić tej książki, a jednocześnie lektura była tak
ciężka… tak ciężko było czytać przez łzy…
Do hospicjum trafiają młodzi i
starzy, dzieci i dorośli, samotni i tacy, którzy mają zorganizowane życie
rodzinne. Tyle ich dzieli, łączy jedno… nie wiem czy to dotyczy tylko mnie, ale
po lekturze tej książki poczułam taki lęk o tych, których kocham a jednocześnie
ogromną wdzięczność że ich mam.
Ta książka jest tak mądra,
mądrością życiową, bo pokazuje realizm,
owszem sączy się z niej smutek, ale to chyba od nas zależy czy damy się
mu pokonać, a może powinna zatryumfować miłość i nadzieja.
Polecam! Trzeba przeczytać!
To książka z gatunku tych, które nie tylko trzeba przeczytać, ale również z tych po lekturze których ma się książkowego kaca, problem z wyborem kolejnej lektury. Ten natłok myśli... ale to dobre myślenie




















.jpg)