
Teoretycznie historia, stara jak świat.
Ktoś wyśmiewa się z miłości, która później spada na niego jak grom z nieba. Jasnego!
Ale w klimacie bolly.
Mamy więc świat filmów, będących dla wielu symbolem najczystszego kiczu, skoro już nawet Hindusi się z tego nabijają coś w tym musi być(tak jak w hiszpańskim por la manana). I dwójka ludzi. Kobieta, która(hm… czyżby norma) uwielbia wszystkie te cukierkowe historie, oraz facet, babiarz, który pracując przy tych filmach szczerze nienawidzi historii miłosnych. Jest przy okazji lekkoduchem… brzmi znajomo?
No właśnie.
Ale jest to opowiedziane w inny dla mnie nawet ciekawy sposób. Bo nawet kiedy Ona orientuje się, że jej związek(nota bene ona Simran, on Raj to filmowa para z niezrównanym SRK i genialną Kajol z filmu, już legendy Pt: „Żona dla zuchwałych”) jest przebrzmiały i więcej w nim udawania, niż tych emocji, których szuka, on nadal jest sobą, odrzuca jej miłość aby później się zorientować, że popełnił błąd.
Zaczyna się wyścig z czasem, walka z samym sobą.
Mi film się podobał.
Ale nadal I hale luv stories :P
A ta piosenka mnie zaczarowała
Podziwiam ludzi lubiących Bollywood! Zwłaszcza w dobie istniejącej dzisiaj mody na to kino:)
OdpowiedzUsuńDla mnie jednak to wszystko jest zbyt przesłodzone. Na muzykę tego typu też jestem uczulona...:P
Ja w Bolly wsiąkłam od jakichś 4 lat....
OdpowiedzUsuńI z mniejszym lub większym natężeniem oglądam. Bo lubię :D
A, ogromnie mi się ten film podobał :) :)
OdpowiedzUsuń