Nie jestem wierną słuchaczką podkastów, ani nie śledzę tego co się dzieje w świecie celebrytów. Walczę w ten sposób ze stereotypem, że jak się mieszka na wsi, to wie się wszystko o wszystkich. Walczę z genami. Dlatego, gdy migała mi kiedyś książka Marcina Mellera to zupełnie to zlekceważyłam, czy te felietony, czy książka o Gruzji, wreszcie powieść. Jednak w mojej bibliotece, z ramienia mojego ukochanego Dyskusyjnego Klubu Książki, ma się odbyć spotkanie autorskie i dosłownie kilka dni po ogłoszeniu tego spotkania, widziałam w popularnym dyskoncie przecenioną tę powieść. Uznałam to za znak. Spotkanie już w środę, a ja zabrałam się za lekturę. Przenosimy się do 2020 roku, gdy jeszcze nie było pandemii, życie było proste i niegroźne… a przynajmniej takie udawało.
