piątek, 31 maja 2013

"Intruz" - The Host 2013

Przyszłość. Panowanie na Ziemi przejął niewidzialny wróg. Najeźdźcy opanowali ludzkie ciała umieszczając w nich Dusze, dla których ludzie są jedynie żywicielami. Dusze są z natury dobre, spokojne i łagodne, ale nie potrafią czuć jak my. Melanie - jedna z ostatnich wolnych istot, zostaje schwytana, a w jej ciele umieszczona zostaje Wagabunda. Jest to doświadczona dusza, która zamieszkiwała już na siedmiu planetach. Jej zadaniem jest poznanie wspomnień Melanie i odkrycie, gdzie jeszcze ukrywają się buntownicy czyli wolni ludzie. Zadanie okazuje się jednak o wiele trudniejsze niż można było przypuszczać. Melanie jest wyjątkowo silną osobowością i toczy z Wagabundą walkę o panowanie nad ciałem i umysłem. Co więcej - z czasem - Wagabunda poznaje wspomnienia dziewczyny o ukochanym mężczyźnie i sama zaczyna odczuwać coś dziwnego… Wkrótce Melanie i Wagabudna zawrą swoisty pakt i wyruszą na pustynię w poszukiwaniu mężczyzny bez którego nie potrafią żyć…


 Do najnowszej ekranizacji prozy Meyer podchodziłam jak pies do jeża. Jakkolwiek książka, kiedyś tam mi się podobała, jednak obawiałam się, że ten gatunek dobrze wypadnie na ekranie. Pomijając zwykłe problemy z ekranizacjami, jak na ekran przenieść akcję, która w większości dzieje się w cudzej głowie? Trudne zadanie, już na starcie.
Fabułę każdy zna…  a co z tym zrobili twórcy?
Spartolili po całości? Nie do końca, jakieś fajne momenty są, ale jednak w całości nie zachwyca. Już wybór aktorki, która odgrywa główną rolę. Saoirse Ronan nie pasuje mi do Wagabundy, przede wszystkim jest tak drobna i krucha. Patrząc na nią wydawało mi się, że widzę manekina, od którego zaraz odpadnie noga, albo ręka. Owszem jest to piękna, filigranowa, zjawiskowa, ale za czorta nie pasuje mi do grania Melanie, która dużo przeszła, wiele widziała a ma twarz głupiutkiej słodkiej blondyneczki.
Męskie postacie, ok. nie mam zastrzeżeń, wprawdzie bardziej podoba mi się Jared, ona ma te cechy książkowego pierwowzoru(chociaż ma też i krowi wzrok, takiej łagodnej chrupiącej trawę Mućki), ale może być. Zdecydowanie może być. Ian jest wymoczkowaty, kojarzył mi się raczej z chłopcem niż z mężczyzną.. ale jako rzekłam – kwestia gustu. Tropicielka… również do końca mi nie odpowiadała. Miała odpychać na pierwszy rzut oka,  ta tymczasem jest lodową pięknością i mrozi, ale nie odpycha. Pozostali bohaterowie, pojawiają się rzadko, na chwilę więc nawet nie ma jak wyrobić sobie o nich miejsca.
Zdjęcia, momentami zapierają dech w piersiach, ale już scenografia nie powala na kolana. W zamyślie miało być kosmicznie, super nowocześnie te minimalistyczne wnętrza, te helikoptery jak z kosmosu. Bez rewelacji.

Cały film tak bym podsumowała. Po prostu bez rewelacji. Bez przeżywania, bez wczuwania się w losy bohaterów. Dramat Melanie został obdarty z dramatyzmu, gdyż te przekomarzanki jej i Wagabundy wyglądają jak schizofreniczne zaburzenia. Już Gollumn w LOTRze lepiej odgrywał dwie osoby w jednym ciele. Tutaj wszystko jest bezpłciowe.

czwartek, 30 maja 2013

"Kwiatki Papieża Franciszka" - Kard. Jorge Mario Bergolio


Kwiatki papieża Franciszka nawiązują do bardzo popularnego, powstałego w XIII wieku
utworu Kwiatki świętego Franciszka.
Światowe media każdego dnia informują o niekonwencjonalnych zachowaniach papieża. Doniesienia te są jednak zbyt powierzchowne, czy wręcz sensacyjne, aby na ich podstawie można było poznać prawdziwe oblicze tego Bożego człowieka. 
Ojciec Święty – podobnie jak św. Franciszek – ze swoim umiłowaniem ubóstwa staje się wzorem dla wszystkich wiernych – zarówno dla osób duchownych, jak i świeckich.
Ta książka to rodzaj duchowego portretu skromnego człowieka, który został papieżem. Zawiera niezwykły wybór najpiękniejszych wypowiedzi Jorge Mario Bergoglio jako kardynała oraz wszystkie dotychczasowe jego wystąpienia jako papieża Franciszka.



Po śmierci Jana Pawła II wokół Jego osoby narosło wiele kontrowersji. Jednym z poważniejszych zarzutów było to iż – zaiste ludzie Go uwielbiali, ale nie znali Jego nauk. Patrząc na nas Polaków papieskie kremówki tak, ale kto czytał encykliki. Inaczej, kto czytał encykliki, aby zrozumieć naukę tego Wielkiego Polaka, którym tak się szczycimy, a nie dlatego, że w szkole, czy na studiach kazali. Obawiam się, że z Franciszkiem może być podobnie… Już teraz jest postacią, wybaczcie sformułowanie – kultową.  W przeciwieństwie do powściągliwego Benedykta XVI, który był człowiekiem nauki, jego przemowy były naukami teologa, które nie dla każdego były przyswajalne. Franciszek, w krótkich, żołnierskich słowach mówi to co jest najważniejsze dla naszego życia w wierze. 

Wydawnictwo M krótko po wyborze nowego Następcy św. Piotra wydało książkę „Kwiatki papieża Franciszka”, jest to wybór fragmentów kazań i mów które wygłosił, jeszcze jako kardynał, ale także już jako Papież. Ostatni tekst pochodzi z pierwszego kwietnia a więc z niedzieli Wielkanocnej.

Ta książka nie jest wartościowa tylko dlatego, że zawiera cytaty z homilii papieskich czyli głowy Kościoła Katolickiego, ich walorem nie jest to, że sporo z nich jest autorstwa księcia kościoła, czyli kardynała. Nie kupujcie ich dlatego, że wyszły spod pióra głowy państwa.  Ich walorem jest mądrość, głęboka, piękna chwilami powalająca na kolana. Są to słowa, które bez względu na stan, zawód, sytuację osobistą trafią tam gdzie ich miejsce, do dusz.

 
Papież Franciszek jest niesamowicie mądrym człowiekiem. Ale jego  mądrość, jego słowa nie są jak bicz boży, są wcieloną łagodnością. Z tych tekstów przebija troska dobrego ojca, który wie, że jego dzieci błądzą, upadają, mylą się i gubią drogę, ale on chce łagodnie pokazać nam, że istnieje Prawda, że zawsze można to co się robi, robić lepiej, prawdziwiej, że nieważne jak daleko zabrnęliśmy w swoich pomyłkach, zawsze jest czas na powrót na właściwy szlak.


Teksty Franciszka, a wcześniej kardynała Bergolio porażają autentycznością, chociaż mieszkał i służył na innym kontynencie, to jednak problemy, bez względu na szerokość i długość geograficzną, są aktualne. Rozważania o szacunku do starszych, o upokarzającym braku pracy, teksty o pracy nauczyciela, trafiły do mnie szczególnie mocno. Jak zobaczycie na zdjęciach, książka jest poklejona karteczkami, które znaczą teksty dla mnie ważne. Czasami jest to jedno zdanie, czasami tytuł danego tekstu, a czasami mam pozaznaczane całe stronice.

Na pewno ta książka zostanie przy mnie na dłużej. Nie odkładam jej na wysoką półkę, gdzieś daleko, chcę do niej wracać, tak jak wraca się do listów przyjaciela.

Chciałabym polecić tą książkę, aby papież Franciszek nie kojarzył się nam tylko jako sympatyczny staruszek cytowany na FB, noszący żelazny krzyż i rezygnujący z przepychu nieodłącznego Stolicy Piotrowej  Niech ten człowiek o sympatycznym, pełnym ciepła uśmiechu, kojarzy się jako mądry i dobry człowiek, któremu na sercu leży dobro i szczęście wszystkich ludzi.

"Dziecko pokuty" - Francine Rivers

Była zimna styczniowa noc, kiedy zdarzyła się ta rzecz niewybaczalna, nie do pomyślenia”. Tak zaczyna się opowieść o Dinie Carey, której życie - poukładane i w szczegółach zaplanowane - w krótkiej chwili rozpadło się niczym kryształ na dziesiątki drobnych kawałków.Wracała z pracy... Akurat zepsuł się jej samochód... Co prawda było już późno, ale kampus był blisko... Nim jednak tam dotarła, dopadł ją ten mężczyzna ze starego kombi... W jednym momencie jej przyszłość stała się ciemną plamą, która z każdym dniem zdawała się coraz bardziej przerażać.Potem nadeszły dni, o jakich chciała zapomnieć. Pojawił się Jim. Był lekarzem. Ginekologiem. Spotkała go, kiedy postanowiła zatrzeć wszelkie ślady po tamtym zdarzeniu, po którym jej życie legło w gruzach. Wydawało się, że to jedyna możliwość, by zacząć od nowa. „Trzeba tylko – usłyszała chyba w klinice – pozbyć się tego, co poczęło się w tych przerażających okolicznościach... To niegroźny zabieg…" Czy jednak na pewno? To pytanie formułowane na różne sposoby wracało do niej niczym echo, przynosząc same wątpliwości… Tymczasem wszyscy w napięciu czekali na jej odpowiedź, jakby ta miała uruchomić jakiś niewidzialny ładunek wybuchowy… 


Wczoraj pod recenzją książki Francine Rivers znalazłam anonimowy komentarz(takie merytoryczne anonimy sprawiają, że mimo ton spamu jeszcze nie wyłączyłam tej opcji), polecono mi książkę „Dziecko pokuty”. Pogrzebałam w różnych zasobach i wieczorem pogrążyłam się w lekturze. Akurat dziś święto, więc jak najbardziej pasowała.

Dina jest bardzo wierzącą dziewczyną, chrześcijańskie ideały nie są dla niej dodatkiem, ale treścią jej życia.  Studia, znajomi, wszystko musi być dopasowane do służenia Bogu.  Dina nie jest dewotką, nie jest istotą powierzchowną. Uważa się za kobietę szczęśliwą. Bóg dał jej cudownych rodziców i postawił na jej drodze mężczyznę  prawego i bogobojnego. Wszystko zmienia się przez jeden wieczór gdy wracając z pracy zostaje zgwałcona. Już ten fakt wiele zmienia, jej narzeczony daje jej, być może nieświadomie, do zrozumienia, że skoro przestała być dziewicą nie jest już pierwszej kategorii, że jej wartość zmalała. Jakby tego było mało, okazuje się że dziewczyna jest w ciąży. To już zupełnie rujnuje jej życie. Musi porzucić szkolę, zrywa z narzeczonym i wraca do domu, gdzie ma nadzieję uzyskać wsparcie. Niestety jej ukochany tatuś, również uważa, że powinna ciążę usunąć. Jednak aborcja, dla Diny jest sprzeczna z prawem bożym.  Dziewczyna się miota, nie wie co ma robić. W końcu ucieka z domu.

Kto czytał książki tej autorki, mniej więcej wie, czego się spodziewać. Jej powieści są jedyne w swoim rodzaju, przesiąknięte religią, cytatami z Pisma i bezgranicznym oddaniem swego życia Bogu. Rivers umie bardzo ładnie pisać o uczuciach, ale w tej książce zostało to zminimalizowane. Autorka skupia się na dylematach wokół aborcji i raczej to jest głównym szkieletem książki. Liczba kobiet, ludzi nieszczęśliwych z powodu aborcji przekracza wszelkie normy. Moim zdaniem nieco przesadziła, przez co książka straciła wszelkie  pozory autentyczności. Jest sztuczna, dodatkowo tłumaczenie, które przypomina bardziej opowieść biblijną, bowiem język jest wniosły, rodem z kościelnej ambony.  Tym razem nie mamy nawet złudzeń, że czytamy powieść. To umoralniająca historia, dodatkowo rozciągnięta na ponad czterysta stron, gdy to samo można było zmieścić w połowie.

Jestem nieco zawiedziona „Dzieckiem pokuty” cieszę się, że ją przeczytałam, ale moim zdaniem jest to książka zdecydowanie nie dla każdego. Większość osób wyrzuci ją przez okno po pięćdziesięciu stronach. Wzbudzi w nich tylko irytację. 
Problem usunięcia ciąży pochodzącej z gwałtu nie jest tematem prostym, warto się nad nim pochylić i rozważyć, chociaż wiadomo teoria teorią, a praktyka praktyką. Nikt nie wie jakby się zachował w takiej sytuacji i oby żadna z osób czytających te słowa nie musiała przed takim dylematem stawać. Sama książka daje do myślenia. Znajdziemy tam ciekawe postacie, chociaż musze ostrzec bo Ethan jest tak irytujący, że zęby bolą. To zdecydowanie najczarniejszy charakter w książce. Reszta, w gruncie rzeczy jest bardzo dobra, w większości wręcz idealna.

To jest bardzo specyficzna książka, zdecydowanie nie dla każdego. Bardzo specyficzny styl i język, jednych zachwyci, drudzy uznają go za nawiedzony i przesadzony.  Chociaż jest to moja trzecia książka tej autorki, to z nią miałam największy problem.

środa, 29 maja 2013

Za każdą chmurą jest słońce



Ostatnie kilka dni lało. Gdy wyjeżdżałam w piątek do Lublina, miałam wrażenie, że oto oglądam biblijny potop. Moja wadliwa parasolka i zacinający deszcz sprawiły, że byłam przemoczona, farba z włosów zaczęła mi spływać.
Weekend upłynął pod znakiem miłego towarzystwa, silnych wrażeń i... deszczu. Oraz zimna.

Poniedziałek i wtorek upłynęły pod wpływem nawracających ulew, zimna siedzenia w bluzie polarowej nad kubkiem z gorącą kawą, lub herbatą.

Więc gdy wieczorem ujrzałam takie piękne słońce zamarłam z zachwytu.

I dlatego od lat utwierdzam się w mojej teorii, aby być szczęśliwym, aby docenić dobro należy pierwej cierpieć. Bo przecież gdyby nie kilka dni deszczu  nie doceniłabym takiego, banalnego przecież, landszaftu...

wtorek, 28 maja 2013

"Jak oddech" - Małgorzata Warda

Jasmin i Staszek obiecali sobie jeszcze w dzieciństwie, że kiedyś się pobiorą. Jako nastolatki zostali parą, a po ukończeniu szkoły średniej, postanowili razem zamieszkać. Kilka dni później Staszek znika... 
Pełna ciepła opowieść o miłości i przyjaźni zmienia się w mroczną historię, w której przeczucia i świat pozamaterialny okazują się równie ważne, jak codzienność. Policja, rodzina i Jasmin – wszyscy szukają Staszka na swój własny sposób. Policja porusza się podrzuconym jej tropem: wstrząsającą fotografią chłopaka. Rodzina Staszka szuka odpowiedzi w przeszłości i zdarzeniach mogących mieć wpływ na zniknięcie. Natomiast Jasmin dociera o wiele dalej niż do rozwikłania tajemnicy. Otwiera się przed nią świat, w którym wszystko jest możliwe, gdzie czas można dowolnie naginać, a miłość nie ma końca. 



 Do tej pory znałam Małgorzatę Wardę z jednej książki „Dziewczynki która widziała zbyt wiele”. Gdy zobaczyłam okładkę nowej książki dech mi zaparło. Z zachwytu. Sama ta okładka wzbudzała wiele uczuć, wśród których przeważał niepokój.

„Dziewczynka która widziała zbyt wiele” mnie niezwykle poruszyła. Zanim wzięłam się za lekturę „Jak oddech” czytałam wiele recenzji, które obiecywały wielkie emocje, wielkie wzruszenia. Założyłam, że większość tych tekstów była przesadzona. Nie wierzyłam, że można TAK przeżywać taką książkę. Okazuje się, że stara jestem, ale mało jeszcze wiem.

Jasmin i Staszek od powijaków są nierozłączni. Ich matki się przyjaźnią, obie mają za sobą wspólne doświadczenia, sieroce dzieciństwo i patologię rodzin zastępczych. Tylko, że obie wybrały inny drogę, co widać po dzieciństwie Staszka i Jasminy.  Te różnice nie przeszkadzają dzieciom, wręcz przeciwnie, wszystko zdaje się idealnie uzupełniać. Między dziećmi tworzy się coraz to trwalsza nic przyjaźni. Przyjaźń przekształca się w miłość do tego stopnia, ze Staszek i Jasmina chcą być razem. Już zawsze. Ale Staszek, pewnego dnia wychodzi z domu i ślad po nim znika… nie do końca jednak bo ktoś wysyła, po zniknięciu chłopaka, bardzo niepokojące zdjęcia. Zdjęcia które odbierają sen i każą wymyślać najgorsze scenariusze.
Jasmin rozpoczyna poszukiwania chłopca i nie zawaha się przed szukaniem pomocy u jasnowidzów, aby tylko odnaleźć Staszka.

Małgorzata Warda znowu udowodniła, że jest wirtuozem słowa. Za pomocą obrazów, trafnych retrospekcji potrafi wzbudzić w czytelniku całą gamę uczuć. „Jak oddech” to książka, która po prostu porusza. Nie da się jej odłożyć, a po ostatniej kropce nie jest łatwo się pozbierać. Lubię takie książki, które dosłownie masakrują, chociaż czytanie nie jest łatwe, wręcz obciąża psychikę, męczy, ale w pozytywnym sensie.
Wtedy czuję, że literatura, zwłaszcza ta najlepszego sortu wywiera wpływ na moje życie i na moją dusze. Że nie jest to kolejne miałkie czytadło, o którym za godzinę zapomnę. „Jak oddech” jest książka, której tak łatwo się z głowy nie wyrzuci.
Dlatego jak najgoręcej polecam.

Nie mogę sobie teraz miejsca znaleźć po tej książce… że nie wspomnę o tym, że żadne słowa moich emocji chyba nie oddadzą. Idę upolować jakąś czekoladę

poniedziałek, 27 maja 2013

"Ogród wspomnień" - Amy Hatvany

Słodko-gorzka historia zagubionego we własnym świecie ojca i poszukującej jego miłości i akceptacji córki.
W wieku dziesięciu lat Eden znalazła ojca, Davida, wykrwawiającego się na podłodze łazienki. Nieudana próba samobójcza doprowadziła do rozwodu rodziców, po którym David praktycznie zniknął z życia córki. Eden wie na jego temat tylko tyle, że jest bezdomny i zmaga się z chorobą psychiczną.
Teraz trzydziestoletnia Eden postanawia odnaleźć ojca, by móc mu wreszcie wybaczyć i ostatecznie zamknąć za sobą przeszłość. Kiedy jednak w trakcie poszukiwań odkrywa inne bolesne prawdy – nie tylko tajemnice, które skrywała przed nią matka, ale także dręczące pytanie, czy po tych wszystkich latach David w ogóle chce zostać odnaleziony – musi zdecydować, jak daleko jest się w stanie posunąć w imię miłości








Coraz bardziej zaprzyjaźniam się z ebookami. Lubię w nich to, że mogę czytać czekając te kilka minut na przystanku, gdy tradycyjnej książki „nie opłaca” mi się wyciągać z torby. Tym razem na ekranie telefonu i  tableta gościł „Ogród wspomnień”. Kolejna książka z akcją która toczy się dwutorowo, również tutaj w większości rządzi teraźniejszość, ale pojawiają się liczne retrospekcje.

Lubię książki, które poruszają problemy psychologiczne. Opowieści sprowadzające się tylko do „kocha go, ale z perturbacjami”, są dobre raz na jakiś czas, ale to takie książki jak „Ogród wspomnień” dają do myślenia.
Główna bohaterka Eden, mimo rajskiego imienia dźwiga na barkach wielki ciężar. W dzieciństwie została porzucona przez ukochanego tatę. Ojca, któremu zawdzięcza swoje pasje, ale również traumę dzieciństwa.  Jej ojciec Daniel, robił co mógł, aby być najlepszym ojcem, ale miał wielką przeszkodę – chorobę psychiczną, która najpierw zniszczyła jego małżeństwo a później systematycznie pchała go ku degrengoladzie.  W końcu zdecydował się odejść, raz na zawsze. Zniknął z życia dziewczynki, dla której był całym światem, do tego stopnia, że chociaż była nieświadomym dzieckiem pilnowała, aby brał leki i wzywała karetkę do jego samobójczej próby. Ale on ją porzucił. Wiadomo, że podświadomie szukamy przyczyn porzucenia w nas samych. Gdy zostawia człowiek, którego aż tak  bardzo kochaliśmy, ciężko obwinić go, szukamy wad w sobie, my mamy być powodem jego decyzji. Chociaż nienazwana zadra, tkwi w sercu, jak okruch ze zwierciadła Królowej Śniegu, wciąż jątrzy ranę i nie pozwala zaznać szczęścia.
Taki właśnie problem ma Eden, poznaje niewłaściwych mężczyzn, ma nadopiekuńczą, apodyktyczną  matkę, a całe jej życie koncentruje się na poszukiwaniach ojca. To właśnie odwiedzając jedno ze schronisk dla bezdomnych  w poszukiwaniu taty poznaje mężczyznę, który może coś zmienić w jej życiu. Dzięki temu spotkaniu Eden odkrywa sporo prawd na własny temat, których nie podejrzewała, a może potrzebowała, by bliska osoba powiedziała to głośno? Także poszukiwania ojca nabierają prędkości.

W czerwcu będziemy obchodzili Dzień Ojca, być może ta książka jest dobrą okazją na zastanowieniu się nad tą, często niedocenianą, a przecież jedną z najważniejszych relacji naszego życia. Zwłaszcza dla kobiet. Ta książka pomaga zobaczyć, jak wiele w naszym dorosłym życiu zależy od dobrego kontaktu z ojcem w dzieciństwie. Na zasadzie przyciągania przeciwieństw, to sposób w jaki widzi nas ojciec, w jaki nas wychowuje, jakie jesteśmy w jego oczach wpływa, w ogromny sposób na nasze kompleksy, na nasze fobie i na nasze podświadome obawy. Widać to wyraźnie na przykładzie Eden. Jak ważna jest to więź, widać po tym jak zawzięcie kobieta szuka ojca. Czyni to w kobiecy sposób, czyli absolutnie irracjonalny. Od tylu lat nie miała o Davidzie wieści, a jednak wbrew nadziei, wbrew zdrowemu rozsądkowi nie ustaje w poszukiwaniach.

Jestem zachwycona serią, którą wydaje teraz Prószyński, książki w okładkach w jednym stylu poruszają ważne aspekty, problemy ludzkiego życia. Nie są to dramaty abstrakcyjne, każdy z nas może sobie wyobrazić, że mogła go spotkać taka sytuacja, lub może sobie wyobrazić dramat jaki targa bohaterami.  Ta książka wiele rzeczy mi uświadomiła, bo tak naprawdę to relacja matka-córka jest popularniejsza w literaturze, mamy różne spojrzenia na ten sam temat. A to toksyczna miłość, a to patologia, a to chore uzależnienie, manipulacja. Rzadko kiedy mamy do czynienia z tak ciekawie pokazaną relacją córka – ojciec. Dlatego chciałabym ją polecić każdej kobiecie, nie tylko tym z problemami, ponieważ, chociaż ta książka skupia się na tych problemach, rysach w relacji tata-córka, to jednak może nam uświadomić ważne prawdy.

Polecam z czystym sercem, chociaż uprzedzam, minie kilka stron nim w lekturę się wciągniecie. 

"Szmaragdowa tablica" - Carla Montero

Madryt, początek XXI wieku. Ana pracuje w Muzeum Prado, prowadzi spokojne życie u boku
Konrada, bogatego niemieckiego kolekcjonera dzieł sztuki, aż do chwili, gdy pewien list napisany podczas drugiej wojny światowej naprowadza go na ślad tajemniczego obrazu Astrolog przypisywanego Giorgionemu, malarzowi epoki renesansu. Skuszony wielką wartością tego dzieła, Konrad przekonuje Anę, żeby zajęła się jego poszukiwaniem. Mimo piętrzących się trudności Ana odkrywa nie tylko zawiłe losy rodziny, która od pokoleń strzeże Astrologa, ale i niezwykłą prawdę, która całkowicie zmienia jej życie.
Paryż podczas niemieckiej okupacji. Major SS Georg von Bergheim, żołnierz elity i bohater wojenny, dostaje rozkaz: ma odnaleźć obraz Giorgionego znany jako Astrolog. Hitler jest przekonany, że dzieło kryje wielki sekret – kto go odkryje, będzie rządził światem. Poszukiwania prowadzą majora do Sarah Bauer, francuskiej Żydówki. Rozpoczyna się niebezpieczna gra, której konsekwencje będą zaskakujące dla nich obojga."Szmaragdowa tablica" to nie tylko napisana z rozmachem historia o poszukiwaniu zagadkowego dzieła sztuki, ale i niezwykła opowieść o zakazanej miłości, która zdarzyła się wbrew wszelkim przeciwnościom.

Z Facebooka mogliście się dowiedzieć, że przez kilka ostatnich dni toczyłam bój ze „Szmaragdową tablicą”. Książką ostatnio bardzo głośną, bardzo reklamowaną.  Widziałam pierwej sporo recenzji krytycznych(gdy już książkę nabyłam), takie opinie studziły mój entuzjazm, ale mimo jakiejś dozy sceptycyzmu,  były to jednak teksty, w gruncie rzeczy, zachwalające. Nie przygotowały mnie więc na mękę wielu, wielu stron. Gdy książka mnie mordowała i wystawiała na próbę wszelkie postanowienia.

Jak pewnie już czytaliście we wcześniejszych recenzjach, „Szmaragdowa tablica” to książka tocząca się dwutorowo. Pierwszy, bardzo ważny, najrozleglejszy i katujący-dosyć często nudą- wątek rozgrywający się w teraźniejszości.  Akcja powieści rozpoczyna się odnalezieniem listu pisanego w trakcie II wojny światowej. Niemiecki major pisze do swej małżonki  i między zdaniami wyrażającymi radość z powodu potomka, wspomina o swojej specjalnej misji dla Himmlera. List ten trafia w ręce szalenie bogatego i równie antypatycznego Konrada, niemieckiego kolekcjonera dzieł sztuki i pięknych kobiet. Jego aktualną „zdobyczą” jest Ana, doktor  historii sztuki, pracuje w Prado to jej zleca Konrad, ze względu n a kwalifikacje, odnalezienie legendarnego obrazu „Astrologa”, który oprócz walorów estetycznych ma podobno niezwykłą moc, a kto go posiądzie, będzie rządził światem. Ana wyjeżdża do Paryża i wplątuje się w naznaczoną krwią, cierpieniem i tajemnicą historię „Astrologa”.

Takich książek napisano wiele, chociażby – nieco zbliżoną – „Kod Leonarda Da Vinci”, nawet mniej uważny czytelnik odnajdzie pewne cechy wspólne. Ale nihil novi, sub sole dlatego nie uważam tego za wadę, zwłaszcza że stosunkowo mało książek w tym gatunku czytam, więc nie mam uczucia przesytu. Większą wadą, moim zdaniem, jest to, iż nie czytając tego  gatunku, uważam, że książka jest do bólu przewidywalna.  Od początku właściwie możemy obstawić zakończenie i obserwować jak się realizuje, w moim przypadku,  bez większych emocji.  W pewnym momencie czytelnik wie jak to się skończy, nie ma tej iluminacji, nie ma tego WOW, w gatunku, który reprezentuje ta książka to spora wada.  
Strasznie długo książka mnie nudziła i męczyła, ale gdy musiałam jechać na mroźny Wschód, jakaś wajcha się przestawiła i książka,  zaczęła mnie wciągać jak ruchome piaski, lub jak zwodnicze bagno. Domyślacie się pewnie, CI co czytali, że doszłam do momentu gdy Autorka więcej miejsca poświęca. Gdyby autorka skupiła się, li i jedynie, na wątku wojennym,  nie mogłabym złego słowa powiedzieć,  bo wciągnęłam się bardzo i silnie go przeżywałam. Wątek wojenny to historia żydówki Sarah Bauer i niemieckiego majora(tego z listu, rozpoczynającego książkę) Georga von Bergheima. Ta historia ma wszystko czego brakuje tej współczesnej, ma chemię, motylki, wielkie dramaty, trzyma w napięciu, każe obawiać się o życie bohaterów.
O ile współczesność, nawet w najbardziej dramatycznych momentach spływała po mnie jak woda  po kaczce, tak czasy II wojny światowej grały mi na duszy, jak tylko chciały. Przeżywałam z bohaterami ich strachy i rozterki, czytałam jak zaczarowana, chłonąc i upajając się.
Dlatego mam dylemat! Nie wiem co Wam napisać o tej książce, tak w jednym zdaniu, bo jednak krótkie „polecam” bo moich mękach brzmiałoby nieszczerze, nie mogę też napisać, ze „nie polecam” bo jednak książka ostatecznie mnie kupiła, przekonała. Na pewno nie w całości, widzę niedoróbki. Nie określiłabym jej zbiorczo jako rewelacja i cudo polskiego rynku wydawniczego.  Jest to klasyczny przykład książki  przereklamowanej. Gdyby nie cala machina medialna, przeszłaby bez echa, jak sądzę. Co nie zmienia faktu, że czytając przeżywałam historię Geroga i Sarah, byłam wzruszona. Więc książka spełniła swoją rolę.  Pamiętam jednak jak, momentami i to niekiedy długimi, książka mnie męczyła. Dlatego uważam, ze Wy sami musicie zważyć swoje pragnienia i lęki i dokonać wyboru. Czytać, czy nie.

A po bieżące refleksje zapraszam na FBokowy profil bolga


środa, 22 maja 2013

"Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata" - John Grogan

Historia psa Marleya bawi i wzrusza do łez. Wreszcie poznasz własnego psa i sens własnego życia.
Marley, żółty labrador jest nieznośnym, rozbrykanym, krnąbrnym potworem. Wyleciał ze szkoły tresury za brak postępów. Demoluje dom i wyrywa ozdobne rośliny w ogródku, uwielbia pić wodę z miski klozetowej. A jednocześnie jest wiernym i niezawodnym przyjacielem, kochanym stworzeniem, które uczy swoich właścicieli, jak cieszyć się ulotnymi chwilami i co jest naprawdę ważne.
Ekranizację książki Johna Grogana wyreżyserował David Frankel ("Diabeł ubiera się u Prady"). W rolach głównych wystąpili: Owen Wilson i Jennifer Aniston. 


 Chyba jeszcze nigdy tak długo i tak bardzo nie płakałam na książce. Nigdy książka o ludziach nie była w stanie wycisnąć ze mnie takiego wiadra łez jak ta. Zwykle kończy się na chlipaniu, w najbardziej wzruszającym razie są płynące łzy. Ale baaaaardzo rzadko kończy się na łzach ciurkiem kapiących i odrywających się od policzka i brylantowym blaskiem spadających na rękę/pościel/stół.
Kilka lat temu widziałam film, wtedy była moda na książkę o najgorszym labradorze świata, jako że najpierw widziałam film i uznałam, że książka jest podstępną próbą wyłudzenia ode mnie pieniędzy. Gdyby nie przypadek, gdyby nie to, że książka w bibliotece sama wpadła mi w ręce, nigdy nie przeczytałabym tej historii. Nie byłoby głośnych wybuchów śmiechu i długotrwałego szlochania w chusteczkę.

John i Jenny są po ślubie, uczą się bycia rodziną. Jenny zabija kolejny kwiatek i wtedy wpada na pomysł zaadoptowania psa, aby sprawdzić czy dadzą radę zaopiekować się żywą istotą. To ma być taki wstęp przed decyzja o dziecku. Wybierają się więc na farmę, gdzie akurat przybyło małych, biszkoptowych labradorów. W oko wpada im jeden, który okazuje się być w promocji, jest tańszy niż jego bracia. Ciekawe dlaczego… John i Jenny którzy w dzieciństwie mieli psa, od pierwszego wejrzenia zakochują się w szczeniaku, który sprowadzi na nich całą kupę nieszczęść. I o tym jest ta książka. Podtytuł „Życie, miłość i najgorszy pies świata” doskonale opisuje treść książki.

Autor opisuje swoje życie, życie swojej rodziny do której zalicza również ograniczonego umysłowo ;] psa Marleya. Czytając o przygodach tego psa dławiłam się ze śmiechu, chociaż widziałam film to jednak książka jest bogatsza w te opisy, tak samo o wiele bardziej mnie wzruszyła. Poszła paczka chusteczek, a moja biedna  Mama myślała, że oto dostałam jakiegoś ataku kataru gdy ja, tymczasem chlipałam nad książką.
Ciężko mi wyrazić jak piękna jest ta książka, pełna ciepła. Jest doskonałą kwintesencją życia, które nie bywa ani słodkie, ani zawsze kwaśne. W życiu gorycz porażki, sąsiaduje ze słodyczą sukcesu. Autor opisał wiele, bardzo osobistych momentów.  Dzięki autentyzmowi, możemy na tej książce przeżyć prawdziwe katharsis. Ciągle się nie mogą po tej książce pozbierać, policzki mi płoną, dookoła leżą mokre chusteczki. A ja jako wielbiciel futrzaków wczuwam się w sytuację autora.

Zapewne znajdą się osoby dla których ta książka to będzie kosmos. Uznają, że główny bohater był głupi zajmując się tak niesfornym psem. Że najlepiej było przywiązać Marleya drutem do drzewa gdzieś na pustkowiu, a za pieniądze które poszłyby na naprawę strat i leczenie psa zafundować sobie wycieczkę dookoła świata. Żal mi takich osób, chociaż za robienie krzywdy zwierzęciu mordowałabym z zimną krwią. Jest to dla mnie czyn uwłaczający człowieczeństwu. Jednak rozumiem, że nie wszyscy zwierzęta muszą kochać. Żal mi tych którzy przez całe życie nie nawiązali z czworonogiem, głębokiej, prawdziwej przyjaźni. Chociaż mówi się, że zwierzęta nie umieją kochać, że przyjaźń z psem czy z kotem będzie zawsze namiastką tej ludzkiej relacji, nie do końca się z tym zgadzam. To będą inne relacje, ale nie wartościowałabym tak łatwo. Kto raz patrzył w wierne, pełne miłości oczy zwierzęcia, kto widział  jak intuicyjnie wyczuwa gorsze samopoczucie właściciela i ze wszystkich swoich sił próbuje ulżyć człowiekowi w smutku czy w chorobie tak jak ja popłacze się na tej książce i odbierze ją całym sercem.

 Bo książka „Marley i ja” nie jest do czytania rozumem, bo więź zwierzę-człowiek nie jest więzią racjonalną, to doznanie na płaszczyźnie serca i niezwykłych uczuć. Uczuć, których  nie sposób opisać(chociaż John Grogan nieźle sobie radzi), je trzeba przeżyć.

wtorek, 21 maja 2013

"Siedem minut po północy" - Patrick Ness

Odważna, pełna czarnego humoru, głęboko poruszająca opowieść o chłopcu, jego ciężko
chorej matce i niezapowiedzianym, potwornym gościu.Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór.Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie.Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego.Żąda prawdy.Na podstawie ostatniego pomysłu wielokrotnie nagradzanej pisarki Siobhan Dowd – która zmarła na raka i nie mogła sama napisać tej historii – Patrick Ness stworzył mroczną, przejmującą powieść o nieszczęściu i stracie, a także o potworach: tych realnych i tych wyobrażonych.


Gdy przeczytałam, że jest to książka na podstawie komiksu… złapałam się za głowę! Z tym gatunkiem nie miałam do czynienia od ponad dekady, a nigdy nie byłam wielbicielką gatunku.  Uznałam jednak, że nie warto się uprzedzać.  Książka, ze względu na wydanie była bardzo poręczna, brałam ją do kieszeni polaru i czytywałam gdzie się dało… ale jednak lubię się skupić na lekturze, więc w końcu zaszyłam się z nią w łóżku…


Nastoletni Conor nie ma lekko. Jakby nie wystarczyło ciężkie życia ucznia amerykańskiej szkoły i codzienne spięcia z rówieśnikami, jakby nie wystarczyła ciężka choroba matki. Koszmar na jawie – to za mało.  I dlatego Conor ma koszmary, od początku terapii jakiej jest poddawana matka. Jednak pewnej nocy o godzinie 00:07 coś się zmienia koszmary się zmieniają, jakby ustępowały miejsca czemuś nowemu. Czemuś tak staremu jak świat. Do Conora przychodzi… drzewo i zwraca się do niego po imieniu. Nie przychodzi tylko na pogawędki. Ów Potwór przychodzi opowiedzieć chłopcu trzy historii, w zamian za to Conor jemu opowie jedną – swoją.

„Siedem minut po północy” to z pozoru zwykła bajka z dreszczykiem, jednak według mnie to pełna metafor
historia o odkrywaniu prawdy i radzeniu sobie z samym sobą. Co, jak co, nie jest to książka przegadana, chyba przez lakoniczność nabiera głębi i paradoksalnie lepiej do nas przemawia.
Na pierwszy rzut oka widziałam tylko chłopca, który śni koszmar, przyglądając się uważniej zobaczyłam chłopca, dla którego wszystkie koszmary świata są fraszką, w porównaniu z tym co musi przeżywać na jawie.
To jest książka z której wionie bezgraniczny smutek. Conor jest jeszcze dzieckiem, trzynaście lat – cóż to jest, a przeżył już rozwód rodziców, porzucenie przez ojca – a wszyscy wiemy jak ważna jest dla chłopca osoba ojca. Tymczasem Tatuś ma nową, lepsza rodzinę za oceanem. Conor teraz przechodzi najcięższą próbę, bo choroba matki to nie jest problem, który kończy się w domu – przeciwnie, rozciąga się na wiele aspektów życia chłopca. W jaki sposób trzynastolatek ma sobie poradzić z takim ciężarem? Właśnie w tym celu przybywa do niego Potwór-Drzewo, które sobie wyobrażam, jako coś na kształt tolkienowskiego Enta. Dzięki opowieścią Potwora chłopiec zobaczy, że wszystko ma drugą stronę medalu, że nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Dzięki tym opowieścią, Conor odkryje swój lęk, który nie musi być kosmaty i błyskający ostrymi zębiskami.

Książka mimo swej niewielkiej objętości, niesie ze sobą ważny przekaz, a także wiele silnych emocji. Nie spodziewałam się, naprawdę nie spodziewałam się, że ta niewielka książeczka tak mnie ruszy.
Oczywiście polecam.

poniedziałek, 20 maja 2013

Stos - czyli "przybyły woluminy pod okienko"

Minął miesiąc od poprzedniego stosu. Coś w międzyczasie przybyło.
Niestety nie jestem w stanie pokazać wszystkiego, bo już ktoś coś pożyczył...

Ale i tak jest co pokazać
Stosik w całej okazałości.


Recenzyjny
Tu możecie zerknąć na stosik recenzyjny. Jak widać sporo książek było recenzowanych... może sporo to przesada. Ale kilka na pewno :P
"Utracona córka" - recenzowana jeszcze jako ebook
"Dlaczego nie jestem muzułmaninem" - wczoraj była recenzja.
Czekają na mnie, jak widać "Korzenie niebios", "Ogród Afrodyty", "Gwiazdozbiór psa", "Pieśń o poranku", "Kwiatki Papieża Franciszka", "Chciałbym Kościoła ubogiego, dla ubogich", "Ślady krwi", "Siedem minut po północy"








a to mój prywatny
Ten stos to w większości efekt szalonych promocji
"Życie Pi" i "Szmaragdową tablicę" dostałam od Mamy.
"Poczet papieży" nabyłam, aby rozwijać swoją wiedzę.
"Dom sióstr" (który kupiłam w dzień książki w Matrasie - promocja, wraz z Moccią i "Tygrysimi wzgórzami", był bardzo polecany.
"Wyznania" św. Augustyna, miałam pożyczone, ale bardzo mi się spodobały i kupiłam własny egzemplarz.
W lubelskim Świecie książki były fajne promocje więc nabyłam "Ducha króla Leopolda" i "Ogród letni"(nie wiem czy nie będę żałowała, bo na razie czyta się topoooornie)
"Niebo dla średnio zaawansowanych" kupione z "Wyznaniami" bardzo się opłaciło na stronie Znaku.
"Tysiąc lat dobrych  modlitw" i "Mordercy w Mauzoleach" to zakupy za 9.99 w lubelskim empiku :), skąd przywędrowała recenzowana już "Maria Skłodowska Curie i jej córki"

niedziela, 19 maja 2013

"Dlaczego nie jestem muzułmaninem" Ibn Warraq

Moją ulubioną książką o islamie jest DLACZEGO NIE JESTEM MUZUŁMANINEM, racjonalistyczna krytyka, której autor ukrywa się pod pseudonimem Ibn Warraq i jest byłym wyznawcą, Pakistańczykiem, odnajdującym siebie po tym, jak odrzuciła go od własnej religii sprawa Rushdiego.-Christoper Hitchens, pisarz, felietonista Vanity Fair, autor "Bóg nie jest wielki"
Dobrze udokumentowana i blyskotliwa książka. Akt oskarżenia wobec jednej z wielkich religii świata.-Daniel Pipes, The Weekly Standard
Spośród wszystkich osiągnięć wydawnictwa Prometheus Books w ostatnich 25 latach, najwartościowszym jest sponsorowanie i wydanie DLACZEGO NIE JESTEM MUZUŁMANINEM Ibn Warraqa oraz zbioru esejów pod jego redakcją, "The Origins of Koran"- Anthony Flew, profesor filozofii na University of Reading w Anglii 


 Gdy zobaczyłam w zapowiedziach książkę „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”, bardzo się zapaliłam. Już od jakiegoś czasu szukałam książki, która kompleksowo traktowałaby o islamie. Przeznaczonej dla ludzi, którzy chcą wiedzieć, którzy nie szukają natchnienia przed zmianą religii.  Moja wiedza na temat islamu nie była rozległa. Coś czytałam, coś wiedziałam, coś słyszałam od Biskupa Ordynariusza, który opowiadał nam to i owo i jakiś pogląd sobie wyrobiłam. Zresztą ciężko nie mieć poglądu w obecnych czasach. Wojny z terroryzmem. Terroryzmem, który jest świętą wojną z innowiercami. Wcielaniem w życie Koranu nakazującego rozprawę z tymi którzy nie wierzą.

Szukałam impulsu do zapoznania się z tą religią wokół której narosło wiele stereotypów.  Miałam „koleżankę” która przeszła na islam, ale niestety fakt bycia neofita i związana z tym postawa na „świętsza od papieża” oraz de facto brak znajomości i zrozumienia tej Religi, bo co neofita wie? To co powiedziano mu podczas procesu „nawracania” nie zna tradycji nie wie co się kryje za poszczególnymi ceremoniami, słowami. Potrzebowałam TAKIEJ książki.

Od razu zaznaczam nie traktuję tej książki jako źródła wiedzy wszelakiej, zawsze – a zwłaszcza w przypadku książek poświęconych tak drażliwej sprawie jak religia – trzeba szukać wielu źródeł. Ta książka niech będzie wstępem. Próbą poznania fundamentów islamu,w  sposób bardzo kompleksowy. Autor sięga do historii, do nauki Proroka, do zwyczajów, do kontrowersji, do różnorakich wypaczeń. Podaje fakty, oczywiście możemy założyć, że dokonał bardzo subiektywnej ich selekcji, dlatego bezwzględnie należy sięgnąć jeszcze po jakieś publikacje.

Książkę czytałam z ogromnym zainteresowaniem, poleciłam ją chyba każdemu kogo spotkałam, z kim rozmawiałam w okresie gdy ją czytałam. Co wyróżnia „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”. Wiele rzeczy. Po pierwsze niewiele jest na polskim rynku książek poświęconych islamowi(szukałam – wiem), dwa autor był muzułmaninem, urodził się i wychował w tradycyjnej muzułmańskiej rodzinie. To sprawia, że czuje religię, rozumie ją. Poświęcił wiele czasu na naukę o islamie, czytał, pytał, szukał. A nie jest to łatwe. Ta książka potwierdza to co wiemy z mediów, atak na Koran, na islam jest zdradą, jedną z największych(może nawet największą) zbrodni w muzułmańskim świecie. Każdy negatywny komentarz, lub brak ślepej akceptacji entuzjazmu  ściąga prześladowania, może oznaczać śmierć. Apostazja jest karana śmiercią. A pozycja innowiercy w krajach muzułmańskich, gdzie rozdział państwa i kościoła, jest nieznaną instytucją, jest zaiste nie do pozazdroszczenia. 

O czym pisze Ibn Warraq? O wielu rzeczach. Na początku opisuje jaki los spotyka tych, którzy ośmielają się wystąpić z tego zgodnego chóru piewców islam, który próbują myśleć i nawet nie musi chodzić o zmieszanie religii z błotem, a uczynienie jej bardziej ludzką, o dostosowanie jej do teraźniejszości. Nie ma mowy, Islam ma trwać niezmienny, Koran jest świętą księgą której oryginał jest w niebie.  Chociaż niekiedy udaje się wybrnąć  z sytuacji że coś w Koranie opisane jest tak, a nauka odkrywa że jest inaczej. Są naukowcy, którzy zaraz wynajdą kilka sur pokazując „widzicie, nauka odkryła to teraz, my w Koranie mieliśmy to od wieków”. Z wieloma sprawami nie da się tak postąpić, wtedy się je ignoruje.  Wychodząc właśnie od problemu z ewolucją islamu autor wraca do początku tej religii. Opisuje narodziny islamu. Jest to opis bardzo szczegółowy, mamy drobiazgowo opisane życie Mahometa, jak również krok po kroku opisane jak ta religia się rozwijała, skąd konkretne sury się wzięły, jakie były okoliczności ich powstania.

I tak temat, za tematem zostajemy wprowadzeniu w świat islamu. Nie jest to książka, która wyczerpuje temat.  Wręcz przeciwnie inspiruje do dalszych poszukiwań. Mi osobiście do gustu przypadły, najbardziej – dwa rozdziały. Jeden poświęcony temu czy da się islam pogodzić z prawami człowieka, a drugi poświęcony roli kobiety w islamie. Ale każdy rozdział czytałam z wypiekami na twarzy i często – rosnącym przerażeniem.

Moim zdaniem ta książka jest naprawdę fenomenalna, nie mogę ręczyć za to, że nie jest przekłamana, ale też nie mam  podstaw by taki sąd wydawać. Ja dzięki niej dowiedziałam się bardzo wielu rzeczy. Rzeczy, które mnie zbulwersowały i zastanowiły…

Tak ta książka jest krytyką islamu, ale nie na zasadzie, bo każda wiara jest zła. Nie na zasadzie uprzedzeń czy krzywdzących stereotypów. To krytyczne studium islamu, poparte interpretacją prawa, Koranu, badaniami historycznymi i obserwacjami tego jak islam funkcjonuje w praktyce.

sobota, 18 maja 2013

"Maria Skłodowska-Curie i jej córki" - Shelley Emling

To biografia Marii Skłodowskiej-Curie oraz jej dwóch córek, z których każda była na swój sposób wyjątkowa. Autorka skupia się relacjach matki z córkami, rzucając nowe światło na osobę legendarnej uczonej.
Historia rodziny sięga do trzeciego pokolenia: Emling kreśli portret Hélene Langevin-Joliot, która odziedziczyła po babci zamiłowanie do nauki.
Ta bogato udokumentowana, ale zarazem osobista i nieszablonowa książka to frapująca opowieść ukazująca – często niewidocznego zza pomnikowej postaci naukowca – kobietę z krwi i kości: przyjaciółkę i matkę. Takiej Marii dotychczas nie znaliśmy.


Od wielu, zaiste – wielu lat żywię głęboką fascynację osobą Marii Skłodowskiej Curie. Gdy jako nastolatka przeczytałam jej biografię, która wyszła spod pióra córki Marii – Ewy, interesowałam się polską uczoną. Gdy zobaczyłam książkę poświęconą, jak sugerował tytuł relacji noblistki z córkami – bez chwili wahania zrezygnowałam z dwóch innych książek i kupiłam tą. Niby zakupów książkowych się nie żałuje, tak jak przeczytanych książek, ale żebym zachwycona była – chyba przez gardło mi nie przejdzie.

Wspomniałam, że moja fascynacja Marią nie jest sprawą świeżą, w związku z tym czytałam książki i artykuły na jej temat, z tych tekstów wyłaniał się specyficzny obraz relacji matka-dzieci.  Ale dzieła te skupiały się na Marii-naukowcu, na Marii-nieszczęśliwej kobiecie.  A jedna z nich była książka napisana przez młodszą córkę, jako źródło – absolutnie trzeba brać poprawkę na ewentualnie wygładzenia, czy przemilczenia(Ewa w bardzo zawoalowany sposób i zupełnie niezgodny z prawdą, pomija romans swojej matki).

Ta książka zaczyna się właśnie od historii romansu Marii i Paula. Autorka chce pokazać czytelnikowi dwie ostatnie dekady życia madame Curie. Po przeczytaniu tej książki i przeczytaniu rekomendacji z tylnej okładki, zwłaszcza zdania: „ Życie i dokonania uczonej widziane poprzez jej relacje z córkami”. Po tym tekście mam wrażenie, że czytałam inną książkę, ba! Nawet sprawdziłam jak brzmiał tytuł oryginału, że może tutaj miało miejsce jakieś reklamowe przekłamanie, ale nie. Zaiste tytuł jest wiernie przełożony. Być może moja wina, że dałam się złapać i zmanipulować, spodziewałam się książki o relacjach pomiędzy Marią a jej córkami, a dostajemy co najwyżej osobne historie. Książkę o rodzinie Curie, ale obszerniejsza, bardziej kompleksową już poznałam. Z tej nie dowiedziałam się niczego nowego.

„Maria Skłodowska – Curie i jej córki” nie wnosi niczego nowego. Gdyby autorka wyszła poza schemat, ale ona opisuje życie Marii i Ireny, tak że przez wiele stron czytelnik zapomina o tym, że Maria miała jeszcze jedno dziecko. W książce jest JEDNO zdjęcie Ewy, w książce – no na okładce. Moim zdaniem to o czymś świadczy.  Mam problem z odpowiedzeniem sobie, w jakim celu powstała ta książka? Nie przeczę, że kilka razy się wzruszyłam, ale historia Marii taka po prostu jest. Wzruszyłam się i zdenerwowałam, gdy np. przeczytałam że ojciec Marii zmarł na gruźlicę(z tego co mi było wiadome zmarł na coś innego), ale w innym miejscu zmarł w wyniku komplikacji po operacji. To w końcu jak?

Książkę odkładam na półkę z poczuciem zawodu i rozczarowania. Miałam nadzieję, że zachwyci mnie jak ongiś biografia kobiet Romanowów. A tutaj nie było nic o czym nie przeczytałabym w sieci, czy w innych książkach poświęconych noblistce. Niekiedy nawet w okrojonej wersji. Nie wiem dlaczego autorka wybrała właśnie ostatnie dwie dekady, nie zgadzam się z jej wyjaśnieniem, nie sądzę, że są to białe plamy w życiu uczonej.  Ta książka pomija bardzo wiele ISTOTNYCH faktów z życia Marii, nie tylko ważnych dla jej kariery, ale także takich, które wyjaśniłby dlaczego była taką, a nie inną osobą, co ją ukształtowało, jak starała się wychować córki, jakimi ideałami się kierowała. Wszystko to tutaj jest pominięte, albo spłycone.
Bardzo mi się to nie podoba.

No, ale trudno-darmo.  Wiem, że więcej sceptycyzmu mi trzeba. Książka raczej nie zaspokoi głodu wiedzy.

piątek, 17 maja 2013

"Brzoskwinie dla księdza proboszcza" - Joanne Harris

Kontynuacja bestsellerowej „Czekolady”.

Vianne Rocher, znana czytelnikom bohaterka „Czekolady” i „Rubinowych czółenek”, od lat mieszka z ukochanym Roux i dwiema córkami w Paryżu. Pewnego dnia otrzymuje list, którego autorką jest Armande Voizin, dawno nieżyjąca mieszkanka Lansquenet. Armande prosi w nim swą dawną przyjaciółkę o przyjazd do swego starego domu. Komu potrzebna jest pomoc Vianne? Jak ułożą się jej stosunki z tamtejszą społecznością? Jaką rolę odegra w tym wszystkim proboszcz Reynaud, który kiedyś doprowadził do wyjazdu Vianne z Lansquenet?
 




Dalej cierpię z powodu utraty zęba mądrości(już drugiego).  Niby nie boli(dentysta naprawdę miał rację). Ale jestem strasznie senna i na niczym się nie mogę skupić. Wczoraj usnęłam czytając książkę i oglądając serial. Że przy tylu bodźcach byłam w stanie….
Opiszę książkę, która znowu mi się skojarzy z trauma. Gdy kilka lat temu kupiłam „Czekoladę” było to kilka godzin po oblaniu egzaminu na prawo jazdy. Przyznacie, że nie jest to zbyt miłe skojarzenia. Teraz „Brzoskwinie” będą mi się kojarzyć z traumą po resekcji. Chociaż akurat książkę czytałam z masą pozytywnych emocji. Pożyczyłam z biblioteki „Rubinowe czółenka” ale jeszcze ich nie przeczytałam. Nadrobię. Wiec mam pewne fakty z życia bohaterów poznałam z wyprzedzeniem, trudno, darmo. Nie będę miała niespodzianki.

Od zakończenia akcji „Czekolady” minęło kilka lat. Vianne ze swoją rodziną wiedzie w miarę spokojne życie w Paryżu. Wszystko zmienia list, w którym przyjaciółka prosi ją o przyjazd do miasteczka, które wiele lat wcześniej opuściła, w niezbyt miłych okolicznościach.  Vianne zabiera córki i wraca, do miasteczka, które nie zmieniło się wcale, a jednak zmieniło się zupełnie.

Joanne Harris słynie z książek emanujących magią taką specyficzną, pełną ciepła atmosferą. Moim zdaniem jest nie inaczej w „Brzoskwiniach dla księdza proboszcza”. To książka, która w bardzo ciepły, przyjazny sposób opowiada ważne historie, a  jednocześnie czyta się ją bardzo dobrze.  Nie nazwałabym jej powalającą na kolana, porażająco lepsza niż poprzednie dwie – zdecydowanie nie. Ale wydaje mi się że to po prostu „Czekolada” postawiła poprzeczkę wysoko i ciężko jej dorównać.

Osobiście, polecam tę książkę, porusza problemy coraz aktualniejsze w obecnych czasach . Serie uzależniają, ale powroty do znanych i tak lubianych bohaterów są świetnym doświadczeniem, więc chociaż, zwykle seria nie ma równego poziomu, to jednak łatwo się nie poddaję. Żałuję, że nie zmusiłam się do przeczytania „Rubinowych czółenek”. Więc ze swej strony polecam czytanie „za kolejką” pomoże to być „na bieżąco” i bardziej zżyć się z bohaterami. Chociaż co kto lubi. Ja lubię wszystko po kolei mieć.

Polecam „Brzoskwinie dla księdza proboszcza” jako ucieczkę od codzienności. Powieść magiczną i smakowitą… oj chwyci głód w trakcie lektury : P Możecie być pewnie. Umiejętność autorki w opisywaniu smaków to wirtuozeria. 

środa, 15 maja 2013

"Wojna i miłość" - Birdsong 2012

Adaptacja powieści Sebastiana Faulksa pod tym samym tytułem. Opowieść o angielskim żołnierzu, Stephenie (Eddie Redmayne), walczącym w okopach północnej Francji w czasie I wojny światowej. Prześladuje go wspomnienie jego zakazanego romansu z zamężną Francuzką, Isabelle Azaire (Clémence Poésy), którą poznał i zakochał się w Amiens latem 1910 roku. 


Wiecie już pewnie, ze przepadam za kostiumowymi filmami. Gdy o jakimś usłyszę, nie spocznę póki nie zdobędę i nie oglądnę. Tak właśnie trafiłam na Birdsong(po polski Wojna i miłość). Zapowiadało się nieźle. Naprawdę fajni aktorzy. Ją znałam z Harrego Pottera i z Wojny i pokój. Wiele osób ją krytykowało, uważało, że jest kiepską aktorką. Ja kupiłam jej rolę w ekranizacji epopei Tołstoja. On zaś zasłynął dzięki „Filarom ziemi”

Czasy również były interesujące, tematyka również intrygująca. Pełna najlepszych nadziei zasiadłam do oglądania. Jakoś oglądnęłam te dwa odcinki(taki mini, mini-serial) I mam problem. Nie wiem nawet co powiedzieć, o czym jest ta produkcja. Film jest tak nudny. Chociaż przepiękny wizualnie, muzyka też jest godna uwagi.
Ale fabuła i gra aktorów mogą zamordować nudą.
Akcja obfituje w retrospekcje. Teraźniejszość to I wojna światowa, siedząca wojna we Francji. Młody mężczyzna aby zapomnieć o okropieństwach, które go otaczają wspomina czasy przed wojną i spotkanie z kobietą w której od pierwszego wejrzenia się zakochał. Niestety ona miała męża i to sporo starszego od niej. Więc chociaż przedwojenne wspominki są wizualnie piękne ograniczają się do tęsknych spojrzeń, oczu labradora i zasadniczo do niczego więcej.

Naprawdę, jak rzadko to czynię tak ten film odradzam. Ciężko mi dopatrzeć się jakiejś pozytywnej stronie.
Nie wszystko co kostiumowej jest dobre. Podobno film jest ekranizacją. Nie wiem czy chcę przeczytać książkę :(


Mam nadzieję, że zmobilizuję się i wrzucę stosik. Trzyma mnie znieczulenie, nie wiem co będzie jak zejdzie :/



wtorek, 14 maja 2013

"Niebo dla średnio zaawansowanych" - Szymon Hołownia, Grzegorz Strzelczyk

Jak będzie w niebie? Najlepiej poinformowani uchylają rąbka tajemnicy!
Co zrobić, gdy zobaczysz światełko w tunelu?Dlaczego warto uzbierać sobie czyśćcowych odpustów na zapas?Czy niebo będzie jak wieczny orgazm, a w piekle będzie ciekawsze towarzystwo?
To tylko niektóre z pytań, które zawsze chciałeś zadać swojemu katechecie, ale się bałeś. Teraz jednego z najbardziej błyskotliwych polskich teologów – ks. Grzegorza Strzelczyka – w dogmatyczny kozi róg próbuje zapędzić Szymon Hołownia. 
Efektem starcia tych dwóch godnych siebie rozmówców jest niezwykła książka. Tylko dzięki niej dowiesz się, czy w niebie będą małżeństwa (skoro ślubuje się tylko do śmierci), czy dalej będą dokuczać nam komary i dlaczego jedna z głównych prawd wiary jest głęboko nieprawdziwa.
Lekko, dowcipnie i intrygująco o sprawach bardzo poważnych. Sprawdź, co czeka Cię po drugiej stronie! 


Poprzednia książka Szymona Hołowni mnie zawiodła. I chociaż wtedy kupiłam ją zaraz po premierze, za ostatni grosz, to czytałam ją rekordowo długo. I chociaż ten zawód jest we mnie świeży to jednak gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach kolejna książkę Hołowni, oczywiście zapłonęło we mnie pożądanie. Przy pierwszej dobrej promocji nabyłam. Dosyć szybko zaczęłam czytać(wszak nieco tych recenzyjnych połknęłam, to nieco prywaty) I jestem zachwycona. Stary, dobry Hołownia wrócił.

Najpierw, nie tak dawno przeczytałam polecaną przez Hołownię książkę o niebie. Dlaczego? Chciałam wiedzieć, czy nie kupię dubla. Nieco zmienionego, innym językiem pisanego, ale w gruncie rzeczy o tym samym. Później poczytałam fragmenty na stronie Znaku, zapowiadała się interesująca rozmowa. Chociaż, może faktycznie książka jest reklamowana, bardzo populistycznymi hasłami, bo niebo jako wieczny orgazm i wizja pięknych niewiast z licami i figurą Angeliny J. działa na taką dosyć płytką  publiczność, darujcie – nie chce nikogo obrazić. Moim zdaniem książka – przez wzgląd na renomę S.H się sprzeda, nie trzeba sięgać po takie „tanie chwyty”, chociaż one intrygują, w jakiś sposób wyróżniają książkę. Ale nie do końca kojarzy mi się to ze stylem Hołowni. Pomimo tych drobnych zgrzytów, pełna najlepszych oczekiwań rozpoczęłam lekturę wczoraj i…

Kurczę Hołownia, najlepszy Hołownia największe zalety poprzednich książek łączy tu w jedną, genialną książkę! Książka porusza sprawy ostateczne, poważne, fundamentalne dla naszej wiary i życia, a jednocześnie czyni to w sposób przystępny, niekiedy bardzo zabawny. Mamy wrażenie, że siedzimy z inteligentnymi znajomymi w kawiarni, a nie, że zaplątaliśmy się na jakiś niefortunny teologiczny wykład.
To zaiste ciekawe, porywające dyskusje o tym co czeka nas po śmierci, a także o bytach związanych z niebiosami, a więc i aniołami i demonami, będzie słówko o spirytyzmie i o tym jak Matka Boska pomaga w czyśćcu.
Szymon Hołownia zdecydowanie wciąga!
Tak, ta książka to gdybologia, nie oszukuję się, że wszyscy nagle uwierzą, że oficjalne teorie Kościoła Katolickiego są słuszne i faktycznie tak będzie, że to co Kościół wymyślił, oświadczył się spełni, bo przecież ta nauka  ewoluowała przez wieki, nawet w ostatnich latach coś tam w koncepcji nieba, otchłani się zmieniało. Co będzie „później” – możemy snuć tylko teorie, koślawe, toporne – bo ludzkie. Ułomne. Zapewne Pan Bóg porządnie nas zaskoczy. Więc dlaczego czytać taką „fantastykę” bo fajnie jest się uczyć, o wielu teoriach nie wiedziałam. Ta książka pokazuje jak kompleksowy i dopracowany jest Kościół, ale jednocześnie nawet Kościół musi w niektórych sprawach rozłożyć ręce i powiedzieć „nie wiem”. Jest wiele spraw, na których nie mamy pomysłu, wiele które są hipotezami. Nie wiemy co jest po drugiej stronie, nie wiemy praktycznie nic, bo opowiedzieć nam mogliby umarli, a Ci nie wracają, a te spirytyzmy, wywoływania duchów są powodowane ludzką chciwością, lub wynikiem knowań Szatana.
Dla mnie ta książka była połączeniem nauki ze świetnie spędzonym czasem, skłoniła mnie również, do przemyślenia spraw najważniejszych.
W porównaniu do „Monopolu na zbawienie” i „Kościoła dla średnio zaawansowanych” ta książka jest skupiona li i jedynie na sprawach niebiańskich, ale nie porównałabym jej do biografii Boga. „Niebo” jest książką zdecydowanie ciekawszą, na pewno bardziej przystępną.  Chociaż o wiele bardziej serio niż ta, będąca zapisem rozmowy Hołowni z Prokopem. I jeśli mam być szczera czytało mi się ją zdecydowanie lepiej.

Dla wielbicieli Szymona Holowni to pozycja obowiązkowa i widzę małe szanse, że doznacie zawodu.
Ja ze swej strony polecam : )

poniedziałek, 13 maja 2013

Drożdżówka z kruszonką

Jakiś rok temu kupiłyśmy z Mamą książkę z przepisami Ewy Wachowicz, na słodkości. Moja Matkosia bardzo lubi jej program, ja mniej. W sumie do książki z przepisami mam kilka zastrzeżeń.  Robiłyśmy z niej kilka ciast ale nie ze wszystkich jestem zadowolona.

Tak do końca nie jestem zadowolona z przepisu na tą drożdżówkę, na bieżąco modyfikowałam przepis, a nie wiem czy osoba która nie zna się na pieczeniu dałaby sobie rade. Ja robiłam ją w maszynie do chleba(wyrabianie i rośnięcie)

Ciasto, (ja robiłam z połowy porcji)
700 g mąki tortowej
5 łyżek mąki tortowej(na zaczyn)
3 jajka
2 żółtka
80 g drożdży
opakowanie cukru waniliowego!!!! 
szklanka mleka
1/2 szklanki oleju
160 g cukru, 1/2 łzyeczki soli


Dodałam również(jak zaleca autorka) aromat, za pierwszym razem pomarańczowy, teraz cytrynowy. Ja pominęłam robienie rozczynu, tak naprawdę robię go do wypieków wyjątkowych, na specjalne okazje. Raczej nie w lecie, gdy wszystkie drzwi pootwierane i przeciąg itp.  Zaczyn musi mieć ciepło, aby ruszył, więc stawiam go przy piecu. Gdzie ja w lecie rozpalony piec znajdę.
Wyrabiamy ciasto drożdżowe, składniki muszą mieć temperaturę pokojową!!! Oczywiście mleko powinno być ciepłe(ale nie gorące, bo drożdże nie ruszą, jak będzie mleko za zimne - tez nie ruszą).
Ale jak ktoś chętny aby zrobić zaczyn to - cukier ucieramy z drożdżami na gładką masę, dolewamy mleko, przykrywamy sciereczka(najlepiej lniana) i odstawiamy w cieple, spokojne miejsce. Zaczyn tak jak drożdżowe nie lubi przeciągu, nie lubi jak tupie się, hałasuje. Najlepiej chłopa z domu wygonić.
Następnie zaczyn wyrośnięty dolewamy do mąki, i stopniowo dodajemy składniki wyrabiając ciasto, na gładką masę, która będzie ładnie od rąk odchodziła. Moim zdaniem trzeba podsypywać stopniowo mąką.
Przykrywamy ściereczką i odstawiamy na 40- 60 minut do podwojenia objętości. Ciasto nie może "przerosnąć" bo zerwą się wiązanie glutenowe(bodajże) i ciasto nie wyrośnie.
Po wyrośnięciu uderzamy ciasto aby pozbyć się nagromadzonego gazu, wkładamy do wysmarowanej masłem formy, sypiemy kruszonką. Odstawiamy(pod przykryciem 15 minut) i wkładamy do piekarnika, pieczemy na złoto - do suchego patyczka.

Kruszonka1/4 kostki masła
3 łyżki cukru pudru
opakowanie cukru waniliowego
4 łyżki mąki tortowej.
Zagniatamy ciasto. Wgniatamy w masło sypkie składniki. Ugniatamy kulkę i wkąłdamy do zamrażalnika, na czas rośnięcia ciasta. Następnie trzemy na wiórki na tarce(największe oczka)

Drugi raz w ciągu siedmiu dni ją piekę. Jest przepyszna. Rozpływa się w ustach, kruszonka jest niebiańska. A z gorącą herbatą smakuje niczem ambrozja z nektarem. Musicie zrobić!!!


Smacznego :D



piątek, 10 maja 2013

"Z innej bajki" - Jodi Picoult, Samantha van Leer

Opowieść o pierwszej miłości z baśniowym wątkiem w tle zachwyci czytelnika bez względu na wiek. Jodi Picoult po raz pierwszy w duecie z córką! Prawdziwe bajki nie są dla ludzi o słabych nerwach. Dzieci są ścigane przez wilki i zjadane przez czarownice; kobiety zapadają w śpiączkę i padają ofiarą niegodziwych członków rodziny. Ale cały ten ból i męczarnie wynagradza im zakończenie: długo i szczęśliwie. Nieważne, że na półrocze dostałaś cztery minus z francuskiego i jako jedyna dziewczyna w szkole nie masz pary na bal semestralny. Długo i szczęśliwie to balsam na rozkołatane serce. Piętnastoletnia Delilah McPhee ma pecha. Nielubiana przez rówieśników, najchętniej siedziałaby z nosem w książce. Pewnego razu czyta bajkę o Oliverze, księciu spryciarzu – i ku swemu zdziwieniu nie może się od niej oderwać. Któregoś dnia słyszy głos płynący z kartki i dowiaduje się, że książę planuje ucieczkę. Czy Delilah pomoże Oliverowi wydostać się z bajki? A może… sama się w niej znajdzie? „Z innej bajki” to dwudziesta powieść Jodi Picoult, autorki światowych bestsellerów, a zarazem jej pierwsza książka dla młodzieży. Powstała przy współudziale jej nastoletniej córki Samanthy, według pomysłu tej ostatniej. Urzekająca powieść. Język tchnie autentyzmem, a humor idzie ramię w ramię z pytaniami o samotność i nadzieję. Staroświeckie ilustracje dodają całości niepowtarzalnego uroku. Opowieść o pierwszej miłości z baśniowym wątkiem w tle zachwyci czytelnika bez względu na wiek, a jej krzepiące przesłanie i optymistyczne zakończenie sprawią, że zechce polecić ją każdemu – i jeszcze nieraz po nią sięgnąć. „Booklist” Mądra powieść dla nastolatek o magicznym uczuciu, które rodzi się pomiędzy wyalienowaną dziewczyną i jej fikcyjnym „księciem z bajki”. Nie zabrakło elementów znanych z wcześniej powieści Picoult – pierwszoosobowa narracja głównych bohaterów, urywane zakończenia rozdziałów – a także nawiązań do zjawisk współczesnej popkultury, w rodzaju „Igrzysk śmierci”, Internetu i X-Menów oraz elementów komicznych w postaci konia z kompleksem nadwagi. Gratka dla wszystkich miłośników bajkowych historii miłosnych. „Publishers Weekly” Picoult razem z córką tworzą nowy wymiar tradycyjnej powieści dla nastolatek, w którym zacierają się granice między czytelnikiem i bohaterem książki, prawdą i fikcją… niezapomniana podróż w świat zauroczeń i czarów. „Kirkus Review” Picoult wraz z córką, Samanthą Van Leer, stworzyły wielowymiarowy wszechświat, gdzie rzeczywistość to rzecz względna. „VOYA” Zajmująca powieść… szaleńcza podróż przez świat magii, którą docenią zarówno miłośnicy baśni, jak i młodzieżowych romansów. Shelf Awareness for Readers „Z innej bajki” to opowieść o uczuciu dwojga nastolatków, ale przede wszystkim pean na cześć nierozerwalnej więzi między czytelnikiem a zakurzoną, ukochaną książką… zabawna, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji fabuła… fascynująca rzecz o tym, że życie w bajce nie zawsze bywa bajkowe… „The Washington Post” Powieść oparta na błyskotliwym zamyśle, który ciężko byłoby zrealizować w praktyce gdyby nie głębokie zrozumienie postaci, fabuły oraz tempa akcji ze strony Picoult… Koncepcyjnie „Z innej bajki” przypomina filmy z serii „Toy Story”… Ucieczka od rzeczywistości jako motyw przewodni, stawiający pytanie o wymiar i granice świata, zachwyci wszystkich czytelników skłonnych dobrowolnie poddać się tyranii wyobraźni. „Los Angeles Times” ukryj.



Jodi Picoult jest autorką, której każdą książkę muszę mieć(i mam). Jest to autorka, która nie boi się poruszać tematów trudnych, kontrowersyjnych. Nie osądzą, ale pozwala sobie wyrobić własne zdanie.
Kiedy usłyszałam o najnowszej książce, będę szczera, nieco się zawiodłam. Książka napisana z córką? Bajka? Ja chcę moją Jodi. Podchodziłam do tej książki, jak pies do jeża. Ale gdy otworzyłam ebooka i zaczęłam czytać… wsiąkłam momentalnie.

Deliah, amerykańska nastolatka odstaje od rówieśników, jest przedmiotem kpin i szyderstwa ze strony swoich rówieśników. Ma jedną przyjaciółkę. Jej matka rozstała się z ojcem i teraz ledwo wiążą koniec z końcem. Jedyną ucieczką przed rzeczywistością, która różowa nie jest, stanowi książka „z innej bajki” wyszperana wśród bibliotecznych półek. Dziewczynka, chociaż teoretycznie wyrosła z bajek, zna ją na pamięć i zakochuje się w Oliwierze, księciu z bajki. Infantylne? Być może.
Oliver, tylko gra księcia, bo gdy zamykamy książkę, bohaterowie żyją własnym życiem. Porzucają, wystudiowane pozy, w których zastygli na kartach, porzucają swoje kostiumy, stają się kimś innym. Aby, skoro tylko weźmiesz książkę do ręki znów odgrywać rolę, niczym aktorzy na scenie.
Oliver ma tego dosyć, innym bohaterom to nie przeszkadza. On ma dosyć powtarzania, tysięczny raz tej samej kwesti, ma dosyć umizgiwania do księżniczki, która nie jest taka fajna jak w powieści. Postanawia nadać sygnał do czytelnika. Ale przeciętny czytacz, prześlizguje się wzrokiem po ilustracjach i przegapia te sygnały. Ale nie Deliah… rozpoczyna się znajomość.

To nie jest szalenie ambitna książka, ale mimo pewnych niedociągnięć jest bezdyskusyjnie wartościową opowieścią. Jodi i jej córka przenoszą nas w świat wyobraźni, w świat bajki, ale i brutalnej rzeczywistości amerykańskiej nastolatki. Mimo bajkowej konwencji książka mnie poruszyła i zmusiła do podziękowania Bogu, że nie chodziłam do szkoły w USA.
Jak pisałam na wstępie, porwała mnie ta książka, może dlatego, że potrzebuję takich, nieco lżejszych opowiastek, a może dlatego że matka z córką piszą naprawdę dobrze. Absorbują uwagę czytelnika, każąc mu się skupić na akcji, razem z bohaterami przeżywać ich plan i czekać co z tego wyniknie.
Czekam na kolejną tak dobrą książkę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy