Kiedy pod koniec roku 2013 brałam
sobie na cel filozofów nie wiedziałam, że ci mędrcy tak mi zakryżyszą początek
losu. Miałam przed oczami biografię Sokratesa, opracowanie Tatarkiewicza, pracy
na źródłach, prawie zero. I chwyciłam za „Myśli” Pascala, dlaczego? Ano
wracając ze spaceru POCZUŁAM, że absolutnie MUSZĘ to zacząć czytać.
Na przykładzie tego filozofa
widzę, jak wiele zabrała mi szkoła. Z czym Wam się kojarzy Pascal, pewnie z
zakładem i z myślącą trzciną. I tyle idziemy dalej, analizujemy obraz,
interpretujemy wiersz. A chodziłam do prestiżowego liceum, na humanistyczno-dziennikarski(?)
profil. Powinno nas się nauczyć myśleć. Zresztą podobno o to chodziło w tej
reformie. Czy Wy też macie wrażenie, że Was oszukano?
Pascal jest przygnębiający,
chociaż nie stworzył swojego systemu filozoficznego, chociaż tyle zaczerpnął od
Kartezjusza, jego przemyślenia są ciężkim, surowym tekstem. Pascal, który
nawrócił się i stał się gorliwym obrońcą wiary, był od młodości wybitnym
matematykiem, a więc umysłem ścisłym, co uświadamia mi, że wbrew pozorom
matematyka i filozofia nie leżą na przeciwległych biegunach. Obie dążą do
uporządkowania, do znalezienia reguł rządzących światem. O ile matematyka
opisuje materię, tak filozofia ma skupić się na duszy.
Nie sposób w pełni zrozumieć Pascala,
bez zgłębienia się jansenizm, ruch religijny. Oczywiście w szkole mnie nikt o
tym nie uczył. Na szczęście w moim wydaniu „Myśli” we wstępie pokrótce omówiono
to zagadnienie. Omówiono skrótowo, gdyż jest to materia rozległą i
skomplikowana, ze względu na historię – również problematyczna.
Gdy wiemy, z jakim ruchem Pascal
sympatyzował, w jakich warunkach rodziła się jego religijność, w jakich czasach
żył, widzimy lepiej jego zamysł, te zapiski miały być obroną chrześcijaństwa. I
to widać, , broni chrześcijaństwa, afirmuje zwłaszcza katolicyzm. Jego poglądy
nierozerwalnie są związane z chrześcijańską etyką i sposobem patrzenia na świat.
Wydaje mi się, że nastrój „Myśli” jest taki, jak u św. Augustyna, co biorąc pod
uwagę jansenizm i jego wpływ, jest naturalnie zrozumiałe. To rozważania pełne
sceptycyzmu, rozczarowania światem, upatrujące jedynej nadziei i światła w tym
co boskie.
Przeczytałam, ale będę musiała
się przegryzać jeszcze z jego wnioskami. Wam przyklejam cytat, który mną
wstrząsnął, słynny cytat o trzcinie, ale w całości.
Człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. Nie potrzeba iżby cały wszechświat uzbroił się aby go zmiażdżyć: mgła, kropla wody wystarczy aby go zabić. Ale, gdyby nawet wszechświat go zmiażdżył, człowiek byłby i tak czemś szlachetniejszem, niż to co go zabija, ponieważ wie że umiera, i zna przemoc, którą wszechświat ma nad nim. Wszechświat nie wie nic.
Cała nasza godność spoczywa tedy w myśli. Stamtąd trzeba nam się wywodzić, a nie z przestrzeni i czasu, których nie umielibyśmy zapełnić. Silmy się tedy dobrze myśleć: oto zasada moralności.
Ach, cała ta książka to zbiór mądrych słów, zapisanych często bez związku z poprzednim akapitem, z grubsza pogrupowanych w tematyczne działy. Bliska jest to filozofia, człowiekowi przeciętnemu, bo Pascal dotyka codzienności, cierpienia, zagadnienia sprawiedliwości, próbuje też obalić tezy poprzedzających go filozofów. To interesujące czytać co ludzie myśleli o życiu o bytowaniu o sensie tego wszystkiego tyle wieków przed nami.
Z drugiej strony tchnęło to czytanie na mnie ducha pesymizmu. Pytanie o istotę szczęśliwego życia, odwieczne wciąż bez odpowiedzi. Kolejne pokolenia umierają szukając.
Nie wspomniałam też, że czytałam Pascala w przekładzie Tadeysza Boya-Żeleńskiego, co oczywiście skierowało me myśli w stronę Wzgórz Wuleckich i wojny i ludzi, którzy razem z nim stracili tam życie. I rozmyślam, jakie to wszystko jest marne. Może w tym sceptycyzmie Pascala była jakaś racja?
W domu, gdyby wiedzieli dlaczego się tak snuję, swoje bym usłyszała, jedyny filozof, tzn. absolwent filozofii, naprawdę inteligentny facet, był sąsiadem Babci, a co za tym idzie, panieńskiego domu mojej Mamy. Teraz jest rozpity i stoczył się okrutnie. W mniemaniu mojej wsi, na filozofii nikt dobrze nie wychodzi. Jedyne co może spotkać "filozofów" to degrengolada.
Może kiedyś się skuszę na to dzieło : )
OdpowiedzUsuńPozdrawiam : >
Jak kogoś kręci filozofia, to must read
UsuńNie wolno popadać w taki marazm, Katarzyno [jeżu, napisałam najpierw 'Klaudyno' i aż się zbeształam w myśli za ten odruch...]. Ale teraz już wiem, że jak będę się chciała podobijać w swych nędznych, mrocznych rozważaniach, muszę sięgnąć na półkę po Pascala. Akurat mam u siebie to samo wydanie.
OdpowiedzUsuńTo chyba Nowy Rok mnie tak nastraja, całe to przemijanie i Pascal świetnie się w to wpasował...
UsuńU mnie w liceum nawet miałam w której klasie filozofie, ale żebym jakoś specjalnie dużo z niej wyniosła - wątpliwe. Zresztą myśleć musimy nauczyć się sami - szkoła to w dużej mierze lecenie według klucza i schematów. Oczywiście zdarzają się nauczyciele, którzy rozwijają w uczniach coś więcej niż szybką naukę na pamięc regułek - i oby takich pasjonatów było jak najwięcej. Ciekawa jestem co też w książce jest napisane o jansenizmie - ostatnio trochę liznęłam ten temat przy okazji przygotowywania się na religie świata :)
OdpowiedzUsuńPisał to Boy-Żeleński, tylko, żeby mniej więcej przybliżyć czytelnikowi realia. :)
UsuńNauczyciele to jedno, dwa, że niestety program i to co trzeba przekazać, istnieję, pozostaje niewiele czasu, żeby powiedzieć coś ponad. Niestety :/
"Powinno nas się nauczyć myśleć. Zresztą podobno o to chodziło w tej reformie. Czy Wy też macie wrażenie, że Was oszukano?"- trochę tak, raczej nauczono wpasowywać się w klucz...
OdpowiedzUsuńMoralność jako myślenie? Ciekawe podejście... Niestety filozofia jest mało rozumiana.
czyli nie nauczono nas a wytresowano.
UsuńCo masz na myśli pisząc o moralności jako myśleniu? i ciekawym podejściu. Co do nierozumienia filozofii, wydaje mi się, ze wynika to li i jedynie niewystarczającej wiedzy.