Ryan Christensen po prostu chciał być aktorem. Nigdy nie przypuszczał, że będą go ścigać wielbicielki, paparazzi zaczną zatruwać mu życie, a hollywoodzkie wytwórnie będą na wyścigi zabiegać o jego względy, zechcą go mieć na własność. Podczas kręcenia kolejnego filmu, Ryan ucieka do pubu przed tabunem rozhisteryzowanych fanek, znajduje tam znacznie więcej, niż się spodziewał…Taryn Mitchell leczy rany po niedawnym zawodzie miłosnym i trzyma mężczyzn na dystans. Kiedy jednak do jej pubu niespodziewanie wpada boski Ryan Christensen, daje się zauroczyć temu sympatycznemu, dowcipnemu i nieziemsko przystojnemu mężczyźnie. Szybko stwierdza, że zakochała się w Ryanie. Czy jednak ich uczucie okaże się wystarczająco mocne, by przetrwać natręctwo paparazzi, sensacyjne publikacje w bulwarówkach nagłówki gazet i zazdrość niezliczonych wielbicielek?
Prosto z urlopu poszłam do pracy,
dlatego na razie nowych książek do opisania brak, ale za to mam jeszcze w
zapasie urlopowe czytadła… Dziś będzie o książce z którą spędziłam najwięcej
czasu, objętościowo była spora i nie czytało jej się tak szybko, jak mogłaby
sugerować tematyka.
Być może rzuciła Wam się w oczy
okładka, bo książka jest teraz popularna. Czy słusznie… hmmm posłuchajcie:
Taryn prowadzi bar, jest kobietą
zamożną z grupą szalonych przyjaciół. Pracę utrudnia jej kręcony w okolicy film
z Ciachem-nad-Ciachai, którego to obecność przyciąga masy fanek i blokuje
miasto. Pewnego dnia, uciekając przed fankami, owo Ciacho, czyli Ryan wpada do
jej baru. Ona oczywiście zna jego twarz, ale nie ekscytuje się samym faktem
przebywania w jego towarzystwie. On jest jej wdzięczny, zaczynają rozmawiać, on
upaja się jej normalnością… ona ma nadzieję, że nie zakocha się w człowieku,
który nie może z nią być. Tymczasem życie płata figle, ale życie to nie bajka i
związek nie jest udany tylko dlatego, że obie strony tego chcą.
Jak widzicie fabuła jest prosta
jak konstrukcja cepa, to bardziej rozbudowana komedia romantyczna, książka
byłaby fajnym pierwowzorem serialu. Tylko nie mogę się zdecydować kogo
obsadziłabym w roli ciacha nad ciachami.
W pewnym momencie zaczęłam się
obawiać, skoro zasadniczy problem się rozwiązał o czym będzie dalsza część
książki? Czy to będzie stwarzanie problemów na siłę, próba rozdzielenia
bohaterów czy co?
„Miłość bez scenariusza” to
współczesna wersja bajki o Kopciuszku, bo i teraz skoro książęta na wymarciu
ich rolę przejęli celebryci. Faktycznie tabuny niewiast rzucają bielizną w
gwiazdy oraz skłonne są wiele uczynić by znaleźć się w pobliżu swoich idoli.
Tymczasem Taryn nie jest z tego świata, nie gości na pierwszych stronach brukowców,
Ryan jest dla niej Ryanem, a nie Ryanem-Aktorem, to wydaje się być niezbędne by
ta historia zaistniała, kluczowe jest że Taryn zakochuje się w człowieku z krwi
i kości a nie celebrycie. Tymczasem Ryan traci dla niej głowę bez reszty. To
też wpisuje się w kanon, my kobiety chcemy by zwrócił na nas uwagę facet, który
mógłby mieć każdą. Lekceważymy idący zaraz za taką popularnością problem,
mianowicie kwestię zaufania… ale w tej pierwszej fazie, życie zwykle jest
usłane różami i problemów się nie widzi.

Nie będę Was przekonywać o
niezwykłej głębi tej książki, o dylematach moralnych, bo to jest książka na
wakacje. Czytadło, dobre, ale gdy mamy ochotę odpocząć.
To co napisano na okładce,
chociaż w celach reklamowych jest prawdą, ta historia jest piękna i
wzruszająca, czy realistyczna – darujcie nie znam aż tak wysokich sfer. Za
nauczycielami nie biegają paparazzi, a jeśli już to nie w takim celu co za
Ryanem.
Czytałam tę książkę z autentyczną
przyjemnością i ciekawością. Książką na pewno przyciąga wzrok intrygującą okładką,
okazuje się, że wnętrze też jest bardzo przyjemne i motylkowe.
Zaczyna się weekend – pomyślcie czy
nie macie ochoty na relaks z taką sympatyczną książką.