W mojej okolicy i w mojej rodzinie tradycje kolejarskie są bardzo silne. Spora część mojej rodziny była kiedyś związana z PKP i doskonale pamiętam katastrofę pod Szczekocinami. Pamiętałam skalę tej tragedii, a same Szczekociny kojarzyłam, bo było to spore miasteczko na trasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, a że za każdym razem miałam tam kryzys to i nazwa wryła mi się w pamięć. A i ja dosyć często jeździłam wtedy pociągami, na szczęście wtedy niewiele czytałam na temat katastrof kolejowych, ponieważ inaczej solidnie wjechałoby mi to na psychikę. Teraz nie wiem czy tak beztrosko udam się w podróż koleją.





