Drugi trup z marca jaki mi się wylosował to cieniuchna książka: Lato, gdy mama miała zielone oczy pamiętam że ta książka robiła furorę, ale zdziwiło mnie, że ta książka jest taka niepozorna. Nie ma nawet 200 stron. O co chodzi? Trochę się bałam tych wszystkich zachwytów, bo naprawdę swego czasu ta książka była wszędzie wynoszona niemalże na ołtarze. Dlatego trafiła na stos wstydu i tam cicho sobie leżała, bo bynajmniej nie rzucała się w oczy swoimi gabarytami. Aż zbierając swoje trupy na kolejny rok udało mi się ją wpisać.
