
Tyle osób życzyło mi czasu na czytanie, z okazji Świąt, że spieszę donieść, ze się spełniło. Dopadła mnie grypa. tatuś zrobił córeczce przepyszną kawę, leżę sobie w łóżku opatulona kocykiem, pierzynką z termoforem gorącym(kot oczywiście fałszywa jędza przychodzi tylko jak chce jeść i ani myśli grzać chorej mamusi - ale to mnie pociesza, czyli nie jest ze mną tak źle). A ja pochłonięta jestem lekturą "Dallas `63", recenzja niebawem, chociaż cegła, to a nie książka, ale wciąga tak niesamowicie, że mimo że ręce mi od ciężaru odpadają dzielnie czytam.
Wszystkim życzę tak miłego spędzania czasu, no może bez konieczności łykania polopiryn, ibupromów i innego syfu który rozwali mi wątrobę nim zdążę oślepnąć - mam nadzieję.
I powiem Wam szczerze, że jak obserwuję to co się dzieje na świecie i ze Świętami czuję się już bardzo starym człowiekiem, przede wszystkim za czasów mojej "młodości" Święta bez śniegu - owszem, ale w Australii, choinki nie świeciły się w oknach od początku listopada, a ubierane chwilę przed 24 grudnia i dozwolona była tylko jedna próba światełek, premiera choinki w pełnej krasie była w Wigilię po ukazaniu się pierwszej gwiazdki. Ach! pamiętam tą magię i jak tylko to wspominam czuję się znowu dzieckiem, beztroskim i zapatrzonym w to misterium....
A! i co bezpośrednio skloniło mnie do tej smutnej refleksji, godnej klasycznej dysputy młodości ze szkiełkiem i okiem :P Kolędnicy, jako dziewcze mlode ze znajomymi regularnie dorabialiśmy w tej szarj strefie, jako służba liturgiczna z kościoła braliśmy ornat dla króla, i ta która była aniołem brała swoją albę, od zespołu ludowego(w którym oczywiście się udzielałam) mieliśmy gwiazdę i strój śmierci a hitem sezonu był diabeł(oj często nim bywałam) kluczowym elementem tego kostiumu była twarz obwicie wysmarowana tłustym kremem nivea i posypana kakaem marki decomoreno. I zaczynało się chodzenie po domach(z profesjonalnym przedstawieniem a nie samymi kolędami) 26 grudnia a nie... wczoraj przyszli do nas kolędnicy i jakiś Mikołaj się z nimi plątał. No hańba
Chce się zakrzyknąć za bodajże Cyceronem O tempora! o mores! a zaraz potem złożyć ręce, rzec, "czas umierać" i zrobić co się powiedziało ;)
A i układając puzzle w tygodniu poprzedzającym Święta(dlatego taki recenzyjny zastój) oglądałam ze dwa razy reżyserską wersję Władcy Pierścieni i zauważyłam, że jestem wręcz niezdrowo zafascynowana postacią Czarnoksiężnika z Angmaru, czy ktoś ma tak jak ja, czy tylko ja jestem takim Nazgulofilem?
Władcę Pierścieni też oglądam co jakiś czas, zauroczona jestem raczej światem przedstawionym niż konkretną postacią :)
OdpowiedzUsuńChoroba faktycznie ma swoje plusy, ja podczas ostatniej grypy nadrobiłam zaległości w pisaniu recenzji. Wątroba Ci nie siądzie i nie oślepniesz- uwierz na słowo :)
Po kocie się niczego innego nie spodziewałam, mój miał dokładnie tak samo. Z lektury Dallas będziesz zadowodolna, ja czytałam w wannie i mało nie utopiłam Kinga z powodu ciężaru.
Życzę dużo weny i powrotu do zdrowia po przeczytaniu Dallas :)
No cóż wszystko się zmienia i przeżywanie Świąt Bożego Narodzenia także. Ludzie biegają po sklepach, gotują, pieką, potem jedzą to co przygotowali, a na refleksje brakuje już czasu i siły. Ja złapanie w sidła komercjalizacji mam za sobą. Parę lat temu zachwycały mnie wszystkie sklepowe dekoracje świąteczne i prezenty te kupione. Teraz wolę te własnoręcznie zrobione. Plus z tego jest też taki, że dłubiąc stroiki głowa jest niezaangażowana i można sobie przemyśleć parę spraw, a i po sklepach nie ma kiedy biegać.
OdpowiedzUsuńZdrówka życzę i pomyślności w nowym, 2012 roku :))
Ty jesteś Nazgulofilem, a ja mam za Gollumem wszystkim mogę ,,wyłupać oczka" :D
OdpowiedzUsuńChoroba ma swoje plusy, sam dopiero można rzec, że wyszedłem prawie z kataru (świąteczne jedzenie i przerywy w nieczuciu smaku).
Mam podobne wrażenia odnośnie tego całego ,,postępu". Ja w szkole podstawowej to byłem jeszcze ciemny jak patelnia od spodu, ganiało się z kijem koło bloku i fascynowało Pokemonami. Teraz to jakoś to szybciej się kończy i dzieciaki rodzą się prawie, że dorosłe.
Zdrowiej szybko i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
dp
Zdrówka życzę i niesamowicie zazdroszczę czasu, który w Święta znalazłaś na czytanie. U mnie jak zwykle maraton jedzeniowy i odwiedzinowy. Dopiero teraz mam czas siąść z książką...
OdpowiedzUsuńCieszę się, że to miejsce odwiedza tylu fanów Tolkiena, radam za całego serca :)
OdpowiedzUsuńI za życzenia dziękuję, macie magiczną mocną, najpierw mialam czas na czytanie, teraz zdrowieję!