piątek, 13 stycznia 2012

Biscotti vel cantucci z midałami, morelami i pomarańczą



Wiele niewiast gdy ma zły nastrój zajada się czekolada, wbrew pozorom nie praktykuję tego zwyczaju, ja piekę, wtedy najlepiej się odstresowuję i do anegdot należy już historia kiedy wróciwszy zła z Biura o godzinie 20 rozpoczęłam żmudny proces pieczenia. Wtedy to chyba były jakieś muffiny.
Dziś postanowiłam wypróbować przepis na włoskie podwójnie pieczone ciastka. Biscotti. Bazą byl dla mnie przepis z moichwypieków

Składniki:
1 duże jajko
90 g drobnego cukru
1 szklanka mąki pszennej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub z migdałów, jak wolicie)
100 g całych, obranych migdałów
70 g drobno posiekanej suszonej moreli

Jajko ubić mikserem razem z cukrem (bez rozdzielania na białko i żółtko). Dodać ekstrakt, mąkę wymieszaną z proszkiem, wsypać migdały, morelę, wymieszać.
Obsypując dłonie mąką uformować w podłużny chlebek o długości około 20 cm. Ułożyć na blaszce oprószonej mąką (ciasto będzie lepiące). Piec w temperaturze 175ºC przez 25 minut, aż będzie złotobrązowe i twardsze. Wyjąć, ostudzić.
Po wystudzeniu pokroić go nożem z piłką na 1 cm kromeczki, na ukos. Ułożyć je na blaszce (poziomo) i podpiekać, aż wyschną i zrobią się chrupiące (odwaracając w połowie pieczenia na drugą stronę), przez około 15 minut w temperaturze 180ºC.


Ja przepis przerobiłam. Odrobinkę, albowiem miałam tylko chyba 4dag moreli suszonych, więc resztę uzupełniłam skórką pomarańczową, którą staramy się zawsze mieć w lodówce, bo przydaje się do wielu wypieków a i w chwili głodu na coś pysznego i słodkiego jest jak znalazł. Dodałam chyba zamiast ekstraktu, aromat migdałowy i powiem Wam, że połączenie pomarańczy i migdałów jest oszałamiające. Coś tak pysznego, że aż ślinka cieknie.


Do kawy wprost idealne. Podobno cantucci spożywa się właśnie z kawą lub winem. U mnie wina niet. Ale kawa musi być :D


I powiedzcie mi czy wszyscy Mężczyźni mają taki małorozwinięty system rozumienia i przetwarzania tego na działanie? czy tylko moi poproszeni o zakup nowej kuchenki z porządnym piekarnikiem kupią blender?!

środa, 11 stycznia 2012

"Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami" - Wojciech Mann, Krzysztof Materna


Wojciech Mann i Krzysztof Materna w podróży. Opowiadają o przygodach mrożących krew w żyłach, tragicznych i śmiesznych - jednym tchem.

Na przykład o tym, jak zostali potraktowani przez sycylijską mafię, albo o tym, jak otrzymali za przemycone trzy paczki papierosów zawrotną sumę pieniędzy. O psie przyklejonym do podłogi w ramach usług firmy European Decorating, o cłach nałożonych przez nich na holenderskie dywany... Opowiadają tak, że słyszymy absurdalną nutę cyklu Za chwilę dalszy ciąg programu, a także odzywa się w nas nostalgia za czasami, gdy postawienie stopy na pokładzie statku oznaczało otwarcie bram wielkiego świata. Ale PRL-u nie wymazywało z mentalności pasażerów: i płynął „Stefan Batory” w świat, a Polskę w sobie niósł... więc dumał o pokątnym handlu.

Nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że obydwaj autorzy potrafią opowiadać. Że rozśmieszają bez specjalnego wysiłku - także nie. Proszę uwierzyć jeszcze w to, że nie od najmłodszych lat byli światowcami. Zostali nimi nie wiadomo dokładnie kiedy, ale na pewno w trakcie przygód opisanych w książce.

Kolejna książka Wojciecha Manna w Znaku po bestsellerowym RockMannie sprzedanym w 145 tys. egzemplarzy!

Książka znakomitego duetu, który współtworzył m.in. cykle Za chwilę dalszy ciąg programu, MdM, M kwadrat, a teraz znów pojawił się na ekranie telewizyjnym. Tym razem w pewnej szeroko komentowanej serii reklam.


Jakoś mniej więcej rok temu recenzowałam książkę p. Wojciecha Manna o tym jak nie został saksofonistą. Dziś historia zatoczyła koło. Dziś skończyłam czytać o tym jak panowie Materna i Mann zostali światowcami. Wspomnę, że jako dziecko uwielbiałam ich oglądać i już wtedy mnie bawili.

Wspominałam kilkukrotnie, że bardzo trudno rozbawić mnie słowem pisanym, zwykle potrzebuję mimiki, tonu głosy, kontekstu, żeby zaśmiewać się do łez. Płakać – bardzo proszę, nad książką mogę niemalże na zawołanie, ale roześmiać się… to już trudniejsza sprawa. Nie oczekiwałam, wiec wybuchów śmiechu podczas lektury, chociaż przecież nie nastawiłam się na traktat filozoficzny.
Patrząc na opakowanie mamy książkę, która jest pogodna, obiecuje dobrą zabawę, wszak Krzysztof Materna uśmiecha się z okładki w rozbrajający sposób, ale z drugiej strony towarzyszy mu lico Wojciecha Manna, pełne sceptycyzmu, rezygnacji, a może politowania? Tylna okładka dostarcza nam lakonicznych informacji, retoryczne pytania, rozbudzają ciekawość, ale bądźmy szczerzy w sposób umiarkowany. Krótka notka i pogodne barwy(lubię bardzo taki seledyn). Okładka zrobiona ze smakiem, nie przeładowana, zachowany złoty środek. Zacnie, ale nie kupujemy książki dla okładki(generalnie).

Otwieram książkę, przekręcam kartkę. Czytam pierwszy akapit, wybucham śmiechem, szczerym i radosnym i wiem, że chwile, które spędzę na lekturze tej książki będą warte każdej zarwanej nocy i zawalonej roboty.
Książka tak jak sugeruje tytuł opisuje podróże Male i dużo duetu M&M chociaż niekoniecznie razem, gdyż panowie, wbrew pozorom ślubu nie wzięli czasami wypuszczają się za Polską granicę bez połówki duetu.

Czytając o ich przeciekawych przygodach, człowiek może ubawić się do łez, nie jest to książka podróżnicza, Malo tam informacji o krajach, które odwiedzają, to mocno subiektywne przeżycia z wypraw do Stanów, Meksyku. Opowiedziane z perspektywy człowieka żyjącego w głębokim PRL-u, który musi zaufał PLL LOT i ich Iłom, a każdy w owych czasach znał powiedzenie „Chcesz być pyłem, lataj Iłem”, znając kontekst, warunki już historyczne, lepiej można te podróże przezywać, chociażby zrozumieć lęk Krzysztofa Materny przed podróżami podniebnymi.
Spędziłam bardzo wesołe chwile czytają o wojażach, naprawdę imponujących, nie tylko jak na owe czasy. Książka jest napisana w ciekawy sposób, czasami opowiada jeden Pan, czasami mówią na przemian, a czasami opowiada głównie jeden, ale drugi dopowiada jakieś drobiazgi.

Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki, ale przerosła moje najśmielsze oczekiwania. In plus oczywiście.
Polecam, gwarantuję, że ta paskudna pogoda za oknem przestanie się liczyć, gdy zanurzycie się w morzu zabawnych anegdotek, upstrzonych wysepkami ciekawych i opatrzonych żartobliwymi komentarzami zdjęć!

Bezsprzeczny hit!

poniedziałek, 9 stycznia 2012

"Oblężenie" - Arturo Perez-Reverte


Kadyks, czas wojen napoleońskich. Hiszpania walczy o niepodległość, a równocześnie jej południowoamerykańskie kolonie walczą o swoją wolność. Na ulicach najbardziej liberalnego miasta Europy toczy się walka zupełnie innego rodzaju. Pojawiają się zwłoki młodych kobiet, zakatowanych knutem. W każdym z miejsc, gdzie znajdowane są zwłoki, wcześniej lub później spada francuska bomba. Wyznacza to złowrogi plan, nakładający się na mapę Kadyksu. Pod powierzchnią gwaru i zgiełku wielkiego miasta splatają się wątki sensacyjne, miłosne, łotrzykowskie, a nawet… botaniczne.

"Oblężenie" to smutna refleksją autora nad tym, co Hiszpania mogła mieć, a czego nigdy nie miała, i to z własnej winy. Kadyks uchwycony w powieści to miasto w momencie swojej świetności, to symbol doskonale prosperującej koniunktury; to nowoczesne miasto, mieszkańcami którego są ludzie obrotni, wykształceni, czytający gazety i książki, znający języki, podróżujący po świecie i umiejący zachować się w towarzystwie. I na własne życzenie Hiszpania się od tego kosmopolitycznego tłumu odcina w myśl idei, że obcy to wróg, a wroga należy zniszczyć.

Pérezowi-Reverte udało się to, co jest najważniejszym zadaniem autora powieści historycznej: opowieść o dawnych wiekach mówi nam coś o nas samych i o naszych czasach.


· Pérez-Reverte znów w swojej ulubionej formule - powieści historycznej
· każda opowieść musi trwać tyle, ile potrzebuje na to, by dać się opowiedzieć, a tej historii nie dałoby się zmieścić w krótkiej książce ukryj.


Po kilku latach przerwy miałam okazje wrócić do prozy Arturo Pereza-Reverte. Tym razem sięgnęłam po nowość, która mimo krótkiego stażu na polskim rynku już zdobyła wiele pozytywnych recenzji. Postanowiłam odciąć się od opinii na temat tej książki, aby nie mieć wygórowanych oczekiwań. Nie czytałam nic!

Zabrałam się za lekturę tej, pokaźnych rozmiarów, bardzo dobrze wydanej książki, twarda oprawa, szyte strony, okładka przykuwająca wzrok, ale nie monopolizująca uwagi. Opakowanie oceniłam bardzo pozytywnie i zostałam zachęcona do sięgnięcia do środka.

Autor przenosi nas do Kadyksu, w czasy gdy Hiszpania zmaga się z Napoleonem, który z Półwyspu Iberyjskiego pragnie uczynić kolejną francuską prowincję. Hiszpanie nie odnoszą spektakularnych sukcesów, ale oblężony przez Francuzów Kadyks, psuje krew Napoleonowi. A oblężone miasto? W zasadzie życie toczy się bez zmian, spokój mieszkańców od czasu do czasu zakłócają spadające tu i ówdzie bomby. Jednak to dopiero początek problemów, w mieście zaczyna grasować dziwny morderca, który w nietypowy sposób zabija młoda kobiety w miejscu gdzie spadła, lub ma spaść francuska bomba, co zaczyna robić z tego sprawę wagi państwowej. Bo skąd u licha ktoś w Kadyksie mógłby wiedzieć gdzie spadną bomby?!

Rzadko zdarza mi się to pisać, ale jeśli książka zainteresowała Was opisem z okładki to znajdziecie tam dokładnie to co napisano. Naprawdę przeniesiecie się do Kadyksu z początku XIX wieku, będziecie oddychać tym powietrzem, będziecie słyszeli szum morza i wiatr hulający między żaglami.

To nie tylko kryminalna zagadka osadzona w realiach innej epoki, to taki mix gatunkowy, aczkolwiek bardzo wyważony, wątki się uzupełniają, przeplatają, żaden nie dominuje w sposób który mógłby czytelnika znudzić.

Książka to również korowód ciekawych postaci, do moich faworytów należy inspektor policji, który jest dla czytelnika zgryzem, ja mam problem jak ocenić tego bohatera, bo niby policjant, walczy o sprawiedliwość, oddany swemu zawodowi, a z drugiej strony okrutny osobnik, relatywista moralny, uważający się za miarę wszechrzeczy. Zresztą zobaczycie, ze Autorowi daleko do idealizowania którejkolwiek z postaci, to są niemalże żywe osoby, nie przerysowane karykatury, ale bohaterowie mający zarówno wady i zalety, ciekawią, intrygują, bawią, czasami irytują.

To kolejna hiszpańska powieść historyczna, która mnie zachwyca dbałością o szczegóły, hiszpańscy autorzy niczym benedyktyńscy mnisi tkwią najwyraźniej w bibliotekach i przeprowadzają badania, aby jak najlepiej oddać nam realia czasów o których piszą, za każdym razem napawa mnie to mimowolnym szacunkiem i wzbudza mój zachwyt. Uwielbiam takie książki w których widać, że autor nie odwalił fuszerki, tylko włożył w powieść serce, pasję i dużo pracy. Lubię ludzi z pasją a książki tym bardziej : )

Aby odpocząć od poświątecznego zamieszania polecam Wam wyprawę do Kadyksu, gdzie od morza wieje ożywcza bryza, a w powietrzu unosi się mgła tajemnicy i jakowejś grozy.
Kryminał, romans, powieść szpiegowska i kilka innych gatunków splata się w tej książce tworząc ciekawą całość.

niedziela, 8 stycznia 2012

"Uczciey przekręt" - Leverage (serial TV 2008 - )


Nate Ford (Timothy Hutton), to uznany detektyw i specjalista w wykrywaniu oszustw ubezpieczeniowych, którego umiejętności nieraz pomogły w odzyskaniu skradzionych dóbr dla jego pracodawcy. Jednakże gdy jego firma odmawia mu wypłaty ubezpieczenia na leczenie umierającego syna, Ford decyduje się rozpocząć pracę jako wolny strzelec. Tym samym przeciwstawia się międzynarodowym korporacjom oraz wszystkim którzy wykorzystują swoją władzę i pieniądze do uciskania innych ludzi. Wkrótce zostaje zatrudniony przez szefa firmy aeronautycznej w celu odzyskania skradzionych planów lotniczych. Do pomocy Nate’owi zostają zatrudnieni: złodziejka Parker (Beth Riesgraf), haker Alec Hardison (Aldis Hodge), ekspert od ściągania długów i specjalista w dziedzinie walki Eliot Spencer (Christian Kane) oraz oszustka Sophie Devereaux (Gina Bellman). Gdy po udanej akcji drużyna nie otrzymuje wynagrodzenia wszyscy członkowie grupy decydują się kontynuować walkę z bezkarnymi oszustami, wielkimi korporacjami i wszechwładnymi instytucjami.



Wydawało mi się, ze przeszło mi uzależnienie od seriali, w nic nowego nie mogłam się wciągnąć a stare seriale… część porzuciłam i na bieżąco byłam tylko z Good wife, Bones i GA. Wsiąknęłam w książki i powtarzanie moich ukochanych filmów i seriali(w ciągu ostatnich miesięcy kilkakrotnie oglądnęłam całych Przyjaciół i wiele sezonów Allo Allo, o LOTRze nie wspomnę.
A tu niespodzianka wciągnęłam się w serial, który ma aktualnie cztery sezony, więc intensywnie nadrabiam. Mówię o serialu „Uczciwy przekręt” w oryginale „Leverage”, tłumaczenie jest… hm jak to często bywa co najmniej dziwne. Ale nie oglądam tego dla tytułu. A dlaczego?
Zacznijmy od początku, na początku poznajemy Nata Forda, byłego pracownika koncernu ubezpieczeniowego, który jest w rozsypce, kiedy jego syn zachorował na raka, jego firma odmówiła finansowania leczenia, w efekcie chłopiec zmarł, Nat wpadł w alkoholizm, rozstał się z żoną(ona go zostawiła) i najprawdopodobniej leżałby w rynsztoku, gdyby pewien cwany przedsiębiorca lotniczy nie zechciał wykorzystać jego dramatu, żeby nabić konkurencję w butelkę. Powiedział Natowi, ze jego własność intelektualna została skradziona, przez co on będzie miał ogromne kłopoty, namawia Nata, żeby je ukradł powrotem. Kusi go pieniędzmi(ogromnymi), a także gra mu na uczuciach tak aby Nat widział słuszną sprawę, pojedynek jednego biednego człowieka i ogromnego koncernu. Nat się zgadza, do tego przedsięwzięcia angażuje „genialnych” przestępców, Eliota, który świetnie walczy, pokonuje przeciwników bez pistoletu, a za pomocą sztuk walki i broni białej. Hardisona, który potrafi włamać się do każdego komputera, jest genialnym hakerem. I Parker, złodziejkę która jest niezrównana we włamaniach i ucieczkach.
Kradną te plany, jednak okazuje się, ze wcale nie działali w dobrej sprawie, po prostu ukradli i rujnują niewinnego człowieka, a ich zleceniodawca wcale nie jest ofiarą. Ba organizuje zamach na ich życie. Na szczęście nieudany, ale bardzo motywujący. Szajka postanawia się zemścić i do zespołu dołącza Sophie – oszustka, kobieta stu twarzy i tysiąca akcentów. I tak mamy już cały zestaw, przestępców, szukanych listami gończymi w wielu krajach, którzy stają się złymi w służbie dobra.

Ten serial to współczesną wersja historii Robin Hooda i jego szajki, którzy walczą ze złem tego świata, z bogiem współczesności, którym jest pieniądz. W starciu z wartościami materialnymi człowiek jako taki nic nie znaczy. Nat i jego gromadka starają się to zmienić, pomóc jednostce, zmieniając chociaż mały fragment świata.

Jak dla mnie nie chodzi o ten morał, że dobro zawsze wygrywa, według mnie ten serial jest naprawdę dobrym pomysłem na wieczorne oglądanie. Uwielbiam te chwile gdy przebieram się w piżamę, przygotuję sobie termofor, skończę czytać i przenoszę się do serialowego świata.

To nie tylko ciekawe historie/przypadki, bywają sytuacje wzruszające, ale też masa historyjek rozbawiających do łez. Oj już nie raz ktoś zaglądał mi do pokoju i pytał z czego się tak zaśmiewam. Dobrą zabawę gwarantują ciekawie napisani bohaterowie.

Polecam ten serial z całego serca i ostrzegam bo diabelnie wciąga i widzicie ile czytam „Oblężenie” bo gorliwie nadrabiam…
Ale skończyła się przerwa świąteczna i moje stare seriale też wracają...

Na razie jednak skupię się na II sezonie Leverage :D

sobota, 7 stycznia 2012

Droga książka czy tani czytelnik ?



Do tej notki zostałam zainspirowana w mijającym tygodniu, gdy dowiedziałam się, że pewne wydawnictwo wydaje kolejną książkę Gaskell „Żony i córki”, widziałam serial – przecudowny!! Ale kiedy zobaczyłam cenę przyznam, że mnie zmroziło. 50 złotych owszem za 800 stron, ale w miękkiej okładce(czyli książka jednorazowa), nie jest to kandydat na bestseller, nie będzie to książka aż tak oczekiwana, że będzie znikać z półek i czytelnicy zapłacą każdą cenę…
Za co płacimy? Nie za okładkę, nie za wydanie, nie za fikuśną szatę graficzną, prawa autorskie z tego co wiem wygasły, na pewno nie za reklamę. Podobna sytuacja była poł roku temu, gdy dwa wydawnictwa ścigały się w wystrychnięciu na dudka czytelników tejże Gaskell wydając po okresie posuchy tą samą książkę w niemalże tym samym czasie. Cena również oscylowała w granicach 50 złotych. Miałam te książki w ręku, jedno wydanie mam na półce, nie jest to szczyt marzeń fetyszysty książkowego.
I naszła mnie naprawdę smutna refleksja, że my nałogowi czytacze jesteśmy nabijani w butelkę, owszem wprowadzenie VATu na książki nie poprawiło sytuacji, ale Wydawnictwa też stosują dziwną politykę. Zaraz ktoś mnie okrzyczy, że każdy chce zarobić. I ja to rozumiem. Nie mam nic przeciwko spłukaniu się na książkę wydaną dobrze. Moim zdaniem od 400-500 stron powinien być co najmniej wybór twardej okładki i chociaż często wybieram opcję okładka miękka – z prozaicznej przyczyny, zwykle to ok. 10 złotych mniej. Tak mam również inny dziwny fetysz – nienawidzę wprost połamanego grzbietu a nie każdy margines pozwala by czytać poł-otwartą książkę. Gruba książka w miękkiej okładce to książka jednorazowa, czytasz jeden raz, masz połamany grzbiet i w perspektywie wypadające kartki. Koszmar! Przynajmniej dla mnie.
Chciałabym powiedzieć smuci mnie, nie! Mnie wkurza, ze ktoś żeruje na mnie, wyczuwa to, że wiedząc, czując, bądź zakładając, że będę chciała mieć te „Żony i córki” wciska we mnie książkowy bubel, książkę treściowo owszem na dobrym poziomie, ale wydawniczy prototyp, dostanę marny papier, książkę, która nim pociąg w którym będę ją czytała, dojedzie w okolice powiedzmy hmmm Zaklikowa, będzie już miała brzydkie zagięcia na grzbiecie. Okładka jest zerżnięta z brytyjskiego wydania, owszem tłumaczenie wiktoriańskiej powieści zapewne nie jest fraszką, te 800 stron to nie jest mało, ale mimo wszystko czuję się oszukiwana, a w tej sytuacji bojkot tego wydania pewnie na nic się zda…
Postanowiłam dać wyraz mojemu oburzeniu, bo nie przestanę z tego powodu kupować, czytać, nie planuję również oplakatowania się i strajku okupacyjnego. Po prostu czuję się manipulowana, a manipulować to ja, a nie mnie :P (mam na to nawet wpis w indeksie…)

piątek, 6 stycznia 2012

ciasteczka z maszynki


Absolutnie nie mam dosyć pieczenia mimo Świąt, ba! zainwestowałam w maszynerię do wyciskania ciastek i testuję :P Już wiem, że wydatku nie żałuję.
A ciastka kruche i można się kształtami pobawić

Przepis od koleżanki

50 dag mąki
1 margaryna
1 szklanka cukru pudru
2 żółtka
cukier waniliowy
3 łyżki śmietany
troszkę proszku do pieczenia

ciasto robi się jak kruche typowe, czyli sieka, to dla mnie najmniejulubione ciasto w robieniu, więc ja wrzuciłam do malaksera i maszyna mi posiekała... jak robiłam ciasto w środę miałam zły dzień nie chciało mi się jeszcze bawić dodatkowo.

Później wkłada się porcjami ciasto(jak najzimniejsze, dlatego odrywamy porcje a reszta do chłodu) eksperymentujemy nakładkami do formowania ciach i w drogę, później do nagrzanego piekarnika, wyjmując i przekręcając blachę, żeby równo się opiekło. Mam badziewny piekarnik, wiec nie powiem do ilu nagrzać i na jak długo, bo ja robię na oko.
Z dodatkami też można poeksperymentowac, mak mi wyszedł, ale cukier, marmolada, wszystko dozwolone :D

Smacznego :D
Chętnych zapraszam na kawę z ciastkami, bo po południu idę obdzielić Siostrę i nie wiem co zostanie :P


A ostatnio jestem tak padnięta(wczoraj czekałam z 6 godzin na księdza który w końcu nie przyszedł, ani nic nie piszę, mało czytam, coś przed snem tylko oglądam ;/ ) zastój.

wtorek, 3 stycznia 2012

grudzień 2011 - podsumowanie zaległe


Wszyscy zrobili podsumowanie roku, a zapomnieliśmy o grudniu, skoro wzięłam się za podsumowania to ni miesiąca braknąć nie może!
W grudniu przeczytałam 12 książek, od tego roku to jest bezwzględne minimum. Mniej wałkonienia się przed komputrem, więcej lektury!! Był to miesiąc naprawdę dobrej książki mam problem z wyborem, bo wyłączywszy jeden tytuł(którego nie wspomnę, coby nie być posądzoną o bezlitosne pastwienie się) to czytałam książki dobre, które zajmowały moją uwagę i przypominały jak kocham spędzać ten czas. Z rozrzewnieniem wspominam godziny w pociągach, busach i autobusach spędzone na lekturze, zarwane noce i wylane łzy.
Oby więcej takich miesięcy!
Niestety wyzwania leżały i kwiczały, nie ruszyłam ani niedzielnej klasyki(może dlatego, że większość niedziel tego miesiąca odsypiałam wycieczki na wschód), ani wyzwania z Agathą Ch. W styczniu daję tym wyzwaniom pass. Od lutego zastanowimy się co z tym zrobić.
Książek w stosiku prezentowałam 16. Przyjmijmy, ze tyle przyszło, bo te których nie pokazałam w grudniu pokażę pewnie niedługo.
Nie jest źle, ale wciąż dużo do poprawy!!

poniedziałek, 2 stycznia 2012

"*REC centrum Sterowania Wszechświatem" - Domin Stefan Essimurg


*REC – Centrum sterowania wszechświatem to składająca się z 20 niezależnych opowiadań powieść szkatułkowa. Nawet w kanonach fantastyki są one nietuzinkowe i oryginalne.

Opatrzona solidną dawką humoru i trafnymi refleksjami dotyczącymi życia codziennego, będzie nie lada gratką dla każdego mola książkowego!

Opowieść pierwsza: NARODZINY TALENTÓW – akcja rozpoczyna się w Urzędzie Gminy w Wielkich Oczach. Jadwiga Szmatka dzięki lekturze powieści „Sekrety” autorstwa Dominy odkrywa w sobie ogromną moc, która sprawia, że staje się Babą od Talentów. Moc pomaga jej w pokonaniu Xiędza Szatana, zamieszkującego wnętrze jej osobistej Szefowej. W nagrodę przeprowadza się do wyimaginowanego miasta – Medigroveru…


Wspominałam kiedyś, że łatwiej mnie doprowadzić do płaczu, niż do śmiechu. Oczywiście mówię o książkach, w życiu codziennym częściej się śmieję. Na szczęście(lub dlatego, że jestem wyprana z uczuć ;) ). I oto jest książka która dołączyła do grona cudotwórców, książek, które na niemalże każdej stronie wywoływały przynajmniej uśmiech, jeśli nie wybuch radości.
A sceptycznie podchodziłam do tej książki, po pierwsze fantastyka, po drugie – o wiele istotniejsze – opowiadania. Nie jest to moje ulubione połączenie. Bałam się opowiadań, bo to są za krótkie dla mnie formy, abym mogła skupić na nich uwagę, także ta fantastyka w tym kontekście mi zgrzytała. Bo i okładka taka z gatunku nieprzykuwających uwagi. I już zaczynałam żałować, że tą książkę zaplanowałam na początek roku, kiedy raczej powinnam przyjemnymi lekturami motywować się do czytania.
Nie wierzę zwykle w to, ze autorzy książek potrafią się wpasować w moje chore poczucie humoru, wiele żartów na papierze, w oderwaniu od tonu głosu, mimiki wygląda sztucznie i drętwo, jak wymuszony kawała… A ta książka jest inna, miałam ciągle skojarzenia z „Zemstą” Fredry przez nazwiska… Raptusiewicze niech się schowają, autor ma niesamowity talent do nazywania swoich bohaterów.
Ta książka to fenomenalny teatr absurdu, czysta groteska, niby na co dzień nie jestem zwolenniczką takich zabiegów, ale tutaj jakoś tak umiejętnie to zastosowano, że bawiłam się przednio i książkę przeczytałam i prześmiałam błyskawicznie.
Duch humoru w narodzie nie ginie. Książka napisana świetnym stylem, nie kolejna pozycja z Seri „przeczytam i zapomnę” ale lektura gwarantująca świetną i moim zdaniem na niezłym poziomie zabawę.
Polecam!

niedziela, 1 stycznia 2012

"Gdy nie nadejdzie jutro" - Paweł Skawiński


Gdy nie nadejdzie jutro to reporterska opowieść o współczesnych Indiach i Nepalu. Żadna pocztówka z egzotycznej wyprawy czy kolorowy folder. Nie będzie cukierkowego Tadż Mahalu ani romantycznych zamków Radżastanu i monumentalnych Himalajów. Autor zabierze was do bombajskich burdeli, slumsów, na głęboką prowincję i w sam środek cichej wojny. Poznacie skromnych bohaterów, którzy mimo wielu przeszkód uparcie walczą o lepszy świat wokół siebie.


To co wiem o Indiach w większości wyniosłam z seansów Bollywoodzkich filmów. Nie widziałam jakiejś zatrważającej ilości tych filmów, chociaż owszem głośne współczesne tytuły nie są mi obce. Cała moja wiedza o tym kraju, kulturze, religiach, ludziach pochodzi z tych bajecznie kolorowych, roztańczonych i rozśpiewanych filmów. Azja jest dla mnie białą plamą, także jeśli chodzi o literackie podróże, chociaż owszem po jakieś tam książki oprowadzające po tamtych regionach sięgałam.
Dlaczego sięgnęłam po tą niepozorną z wyglądu książeczkę o tytule, który kojarzy mi się ze słynną produkcją bolly „Gdyby jutra nie było”? bo ciekawi mnie to co nowe, zresztą jeśli kogoś zaczaruje kino indyjskie ciężko później uciec przed Indiami. Nie oczekiwałam…. Książki tak wstrząsającej, napisanej prostym, czasami kolokwialnym językiem, ale słowami które zapadają w umysł, drążą duszę jak kropla skałę. To nie są Indie jakie znamy z filmów, nawet nie takie jakie znamy z telewizji i książek, pełne zapachu przypraw, tęczowych kolorów, gdzie bieda, slumsy są traktowane raczej jak miejscowy folklor. Takich Indii nie zobaczycie w mediach.
Okazało się że wybrałam sobie ciężką książkę na przełom Starego i Nowego Roku, to książka pokazuje prawdziwy kraj, autentycznych ludzi. Nie zdajemy sobie sprawy z tego co posiadamy, dopóki nie weźmiemy w ręce takiej książki, która opisuje kilkunastoletnie dziewczynki sprzedawane do burdeli, nieprawość w majestacie prawa, permanentną okupację, wyścig zbrojeń w obliczu głodującego Narodu. Po raz kolejny pojawiły się smutne refleksje o bezdennych apetytach niektórych i słabości jednostki wobec siły pieniądza.
Cieszę się, że polskie wydawnictwo wydało książkę tak odbiegającą od współczesnych książek podróżniczych, słodkich, kolorowych, lukrowanych różowym lukrem, książkę która nie poprawia humoru, nie każe wierzyć, że wszystko magicznie się ułoży. To jest jedna z książek prawdziwych, prawdziwych opisów, których autor, młody człowiek, który widział to na własne oczy, nie piszę pełnym patosu językiem, nie wpycha na pierwszy plan ideologii, polityki! Niezwykle plastycznie, jakby ze wszystkich sił chciał nas na kartach tej książki przenieść na subkontynent, abyśmy zobaczyli, poczuli. Niesamowite doznanie. Książka która wzbudza refleksje, szacunek do autora i niestety we mnie wzbudziła poczucie beznadziei, chociaż ludzie w Indiach jej nie tracą, kują swój los, pracują jak mrówki w syzyfowym trudzie.
Nie jestem znawcą, ani koneserką reportaży, ale w moim odczuciu jest to jedna z lepszych książek reporterskich jakie czytałam. Zabiera nas w podróż nie do tych Indii, które chcielibyśmy widzieć, ale pokazuje kraj prawdziwy, wiele fragmentów zrobiło na mnie duże wrażenie, ale wstrząsem było zestawienie Kaszmiru – Arkadii znanej mi z pięknego filmu „Unicestwienie” w którym nasze Tatry odgrywały rolę Kaszmiru właśnie, w tym filmie przedstawiono tą krainę jako niemalże Ziemie Obiecaną… zresztą… mam niesamowity chaos w głowie te Indie które oglądałam i te o których przeczytałam, jakby dwa różne światy, na pewno ta lektura będzie mi inspiracją do dalszych poszukiwań, drążenia.
Wada książki? Zdecydowanie za krótka, za szybko mignęła mi ostatnia kropka.

sobota, 31 grudnia 2011

Rok 2011 – misja zakończona






Rok 2011 dobiega końca. Rok ważny, dla mnie prywatnie, rok którego połowa upłynęła w cieniu magisterki, która zaprzątała moje myśli a naukowe mądre dzieła zalegały wszędzie i monopolizowały mój czas. Druga połowa roku, to rozpoczynanie nowych, kolejnych etapów życia, stawianie pierwszych, najtrudniejszych kroków. To udany rok, bo wciąż jestem otoczona ludźmi których kocham, bez której nie wyobrażam sobie mojej egzystencji, przyjazne dusze raczej dochodziły, niż odchodziły, wyłączając jeden zawód, który mam nadzieję wypleni ze mnie naiwność i otwieranie się przed drugim człowiekiem, takie dziecięco naiwne też mnie wzmocnił. Jestem mądrzejsza o 12 miesięcy, o 12 miesięcy szczęśliwsza i co tu dużo kryć bardziej oczytana. Są postępy! W roku 2010 wg bloga przeczytałam 70 nowych książek, w tym roku według Pólki wyzwania 52 tych książek było 132, ale już widzę, że było ich około 150, samych nowości!! Bo początkowo nie wszystkie tak tagowałam. Dodając do tego powtórki i moje naukowe tomiszcza spokojnie przekroczyłam 200 i zbliżyłam się do mojego idealnego życia, życia w książkach, w mojej ukochanej dziupli wypchanej książkami, bo tak mniej więcej, bo jeszcze kilku nie obfotografowałam, nie wszystkie wpychałam w stosy, więc tak mniej więcej 240!! 0_0 książek adoptowałam. W domu to by mnie zabili… i już wiem dlaczego moje półki trzeszczą….
Sprostałam wiec wyzwaniu 52 książki w rok :D a także wyzwaniu, które zakładało przeczytanie o ileś książek więcej niż w roku poprzednim... ja chciałam przeczytać coś koło 90, a też pozytywnie było i lepiej. Chyba pisałam, że 52 książki to miałam już jakiś czas temu... O filmach i serialach sie rozpisywać nie będę tak jak i o wypiekach oraz robótkach, jakoś mało o tym pisze, nie ma czego podsumowywać za bardzo :P





Ciężko mi powiedzieć i ocenić, która książka była dla mnie książką roku 2011. Na pewno wielkie wrażenie wywarła na mnie „Biała jak mleko, czerwona jak krew”, pokochałam „Ksiedza Rafała”, ucieszyłam się z finału „Cukierni pod Amorem”, „Trylogia Arturiańska” była dla mnie przeżyciem i czymś nowym. Jodi Picoult też nie zawodziła, w tym roku wczytywałam się w kryminały, Murdoch, czy „Spójrz na mnie” to chyba moi faworyci. Nie zawiedli mnie też Hołownia i Zafon, inne gatunki, ale pozytywne wrażenia jednakie ;) Wielkie wrażenie, pod którym byłam długo to „Kat z Listy Schindlera”<




Przepraszam, ale nie jestem w stanie wymienić wszystkich tych książek, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Było ich naprawdę wiele.

Jeśli chodzi o najgorsze książki z roku 2011, to wspominany kilka notek temu „Sekretnik”, zresztą na tej autorce się zawiodłam, ale na szczęście w tym roku odkryłam tylu pozytywnych polskich autorów, że na pewno nie porzucę polskiej literatury. Zawód sprawiła mi „Ania z Wyspy księcia Edwarda”, dlatego, że tyle po niej oczekiwałam… ale nie zasługuje na tytuł najgorszej ksiażki roku i chyba już zawsze ta książka będzie mi się dobrze kojarzyła… mimo wszystko. I chyba szkoda czasu na rozprawianie o książkach złych, lepiej mi się mówi o tych pozytywach i mam nadzieję, ze tak upłynie ten nadchodzący rok :)


Wam Moi Drodzy chciałabym życzyć tego co sobie... dużo czasu na czytanie a jako miły dodatek dużo zdrowia, szczęścia, obecności bliskich, miłości przyjaciół i jak to p. Maria Czubaszek wczoraj sobie życzyła... żeby nas wzdęło od pieniędzy(które można wydać na książki).

Obyśmy za rok spotkali się tylko w szerszym gronie ;) ale równie miłym

"Święta, święta..." - Annie Sanders


Pełna komicznego wdzięku i świetnych obserwacji obyczajowych powieść o współczesnych, zabieganych kobietach, miłości, przyjaźni i o świątecznym szaleństwie! Carol, redaktor naczelna miesięcznika dla kobiet, tak bardzo jest zajęta pracą, że gdyby nie jej siedmioletni synek, w ogóle nie urządzałaby żadnych świąt. Beth do Wigilii przygotowuje się od września, by zaimponować swemu niedawno poślubionemu, znacznie starszemu mężowi, dorównać jego nie żyjącej żonie i utrzeć nosa nieznośnej pasierbicy. Wszystkim przydarzy się coś, co odmieni nie tylko ich święta, ale i dalsze życie...


No to chyba na 100% moja ostatnia recenzja w roku 2010, czytałam do drugiej w nocy… bo tak dobrze się czytało. Mimo, że przecież Święta, Święta i po Świętach. Książka ma slodką, niesamowicie ciepłą, świąteczną okładkę…
Książka „Święta, Święta” to nie traktat filozoficzny, to lekka, przyjemna historia o oczekiwaniu na ten świąteczny dzień, o różnych nastawieniach, również tych skrajnych. To książka idealna właśnie na okres około bożonarodzeniowy, kiedy najsilniej wierzymy, że w każdym człowieku jest dobro, że miłość jest najsilniejszą bronią i że w te świąteczne dni można naprawić nawet spalone do gołej ziemi mosty.
Filmów, książek o tej tematyce były dziesiątki, wszystkie skupiają się właśnie na pokazaniu eskalacji problemu i cudownym rozwiązaniu w świąteczny wieczór, ta książka też nie jest skrajnie inna, ale ja w tym czasie nie szukam drastycznych inności, wolę się skupić na tym co znam i lubię. Nie obiecam, ze będę wracała do tej książki co roku w okolicach Świąt, bo jestem zbyt zapominalska, wystarczy że mnie nastroiła pozytywnie raz, może jeszcze kiedyś powtórzę tą lekturę.
Tymczasem polecam ją wszystkim, nie tylko tym rozkochanym w Świętach, ale też tym którzy już są zmęczeniu miganiem światełek, które trwa od listopada.
Książkę czyta się szybko, lekko i przyjemnie, zajmowało mnie bardziej moje świszczenie oskrzelami wiec ani nie popłakałam, ani się nie pośmiałam. Dla mnie to był sympatyczny zajmowacz czasu… a już kilka razy pisałam, że nie każda książka ma być głęboka jak Rów Marianski. Czasami można po prostu dobrze spędzić czas…

piątek, 30 grudnia 2011

Nihil novi



Na podsumowania przyjdzie czas jutro.
Dziś o planach, prezentuję stosik, książki które były już w stosach pokazywane, ale teraz chciałabym umieścić je w innym stosie, w stosie pt. "Plan minimum na styczeń", jest to długofalowy(stosunkowo), dlatego może coś przybyć, ale! nie ma prawa!! ubyć! Pacta sunt servanta!

I tak co tydzień mam zamiar się określać co chcę przeczytać, uporządkuje to moje plany, zdyscyplinuje!
Nowy rok, nowe plany, nowe wyzwania. Chcę nie tylko wydajnie czytać, ale też mniej czasu lamić się przed komputerem, Przyjaciół i Allo Allo oglądać rzadziej niż robiąc maraton kilka razy w miesiącu. To może czas na myślenie o moim naukowym dziecku się znajdzie...
Dlatego pojawia się ten tag, planowanie i zagospodarowanie, swego czasu miałam się poświęcić naukowo temu tematowi, jak na kobietę przystało byłam zmienna i wybrałam coś innego, ale sentyment i miłe wspomnienia są, więc niech takie ciepłe myśli mi towarzysz nadal.
A prezentowane książki to w sztukach czterech jeszcze recenzyjne pozostałości, później następują książki uciułane przez cały rok, na które nie miałam czasu, brakuje jeszcze dwóch, które zaraz dofotografuję, mianowicie "Wody dla słoni" i "Niedokończone opowieści".
"Niedokończone opowieści" kupiłam w lutym, okazyjnie razem z "Dziećmi Hurina" i przeleżały na półce, teraz troszkę podczytuję.
"Jeden dzień", "Woda dla słoni" kupione w okolicach obrony, tak samo jak i "Duma, uprzedzenie i gra pozorów" którą zabrałam, pamiętam jak dziś w najważniejszą podróż do Lublina, ale wracałam już z "Anią z Wyspy księcia Edwarda".
"Pałac północy" - prezent na dzień Dziecka od Mamy, Torebka, którą wtedy dostałam juz się zużywa, a książka wciąż dziewicza.
"Claude i Camille" - ileż ta książka za mną chodziła, kupiona w Empiku, chyba we wrześniu...
"Drugie spojrzenie" - o kurczę... gdzieś w okolicach przedwiośnia kupiona i porzucona po kilku stronach...
"Saga Sigurn" też wrzesień... tyle osób mnie namawiało, a moj forumowy Syn jest orędownikiem Cherezińskiej... wstyd...
"Robin Hood" -kupiona niedawno, ale trzeba kuc żelazo póki gorące.
"Prawo matki" - okolice Wielkanocy, kupiłam wtedy też scrabble i gra mnie pochłonęła...

Lubię listy i plany, a tak wygląda spektakularnie

czwartek, 29 grudnia 2011

Robin Hood - Robin Hood 2010


Russell Crowe wciela się w rolę legendarnej postaci znanej pokoleniom jako "Robin Hood", którego przygody utrwaliły się w powszechnej świadomości i pobudziły wyobraźnię tych, którzy podzielają jego ducha przygody i praworządności. W XIII-wiecznej Anglii, Robin i dowodzona przez niego banda rabusiów stawiają czoła korupcji w wiosce i prowadzą rebelię przeciwko koronie, która na zawsze zakłóci równowagą władzy. Niezatytułowana kronika przygód Robin Hooda, doświadczonego łucznika, pokazuje jego losy począwszy od służby w armii króla Ryszarda walczącego z Francuzami. Po śmierci Ryszarda, Robin udaje się do Nottingham, miasta opanowanego przez korupcję i wyniszczające podatki nałożone przez despotycznego szeryfa. Tam zakochuje się w pełnej energii wdowie Lady Marion (Cate Blanchett), kobiecie sceptycznie nastawionej co do tożsamości i motywów przybysza z lasu. Mając nadzieję na zdobycie ręki Marion i uratowanie wioski, Robin zbiera grupę ludzi, których zabójcze umiejętności dorównują tylko ich apetytowi na życie. Wspólnie zaczynają polować na dogadzającą sobie klasę wyższą, aby wyrównać niesprawiedliwość panującą pod rządami szeryfa. Żyjąc w państwie osłabionym dziesięcioleciami wojen, nieefektywnie rządzonym przez nowego króla i podatnym na rebelie z wnętrza kraju i zagrożenia z zewnątrz, Robin i jego ludzie szykują się na jeszcze większą przygodę. Najbardziej niesamowity z bohaterów i jego sprzymierzeńcy wyruszają, aby bronić kraju przed krwawą wojną domową i jeszcze raz przywrócić chwałę Anglii.

Po lekturowo gorszym dniu zabrałam się za odkładanego w czasie Robin Hooda z cudownym Russellem na którego ochotę miałam od premiery, czyli przeleżał u mnie prawie dwa lata. Mój czas reakcji jest doprawdy błyskawiczny.
Nie jestem znawcą jeśli chodzi o Robin Hoodową legendę, nie zaczytywałam się w książkach nie oglądałam legendarnego serialu(bo znudził mnie po odcinku) oglądałam ten serial z BBC w którym gra boski Ryś. Naprawdę jestem laikiem. Ale lubię dobre kino. I tak planowałam lec przed monitorem, nie lapka bo to za Malo i jakość słaba, a normalnie jak człowiek z piwem i z termoforem. Piwo wyparowało, ale to nie przeszkadza. Film, bowiem jest świetny a muzyka – miód!
Ta historia jest nieco inna niż ta z „kanonu” filmowy Robin z Loksley umiera na samym początku w sumie, jest szlachcicem, mężczyzną który dekadę wcześniej uciekł z domu, wbrew ojcu, zostawił tam śliczną żonę i zaciągnął się do armii, jest powiernikiem króla Ryszarda, który wraca do Anglii, ale już na finiszu ginie przy finalnym szturmie na francuską twierdzę… A korzystając z tego żołnierze tkwiący w owym czasie w dybach postanawiają ratować skórę, zaprzestać tej tułaczki i wracać do domu, niż cała armia uda się tłumnie ku brzegom Albionu. Wśród nich jest Robin Longstride, sierota niewiadomego pochodzenia, który nawet do domu nie może wrócić spokojnie, bowiem na jego rękach przyjdzie skonać prawdziwemu Robinowi, który poprosi go o odwiezienie miecza ojcu… i tak zaczyna się film.
Nie oczekiwałam czegoś wielkiego, wspaniałego, czytałam sporo uwag krytycznych, wprawdzie bezpośrednim impulsem który pchnął mbie do wczorajszego seansu były pochlebne opinie formowych koleżanek. I nie zawiodłam się na tym filmie, oczekiwałam pięknej rozrywki i to miałam, przepiękne zdjęcia, troszkę humoru, polityki, dużo dobrej muzyki i ciekawą historię, której finału nie byłam pewna do ostatniej sekundy, a tak przeciez być powinno prawda?
Owszem przyzwyczajona ostatnio do seriali uważam, ze wszystkie wątki zostały potraktowane po łebkach, że można było więcej rzeczy rozwinąć, pokazać, wyjaśnić, wiem jednak że film ma swoje prawa, których nie wolno przyrównywać do serialowych realiów.
A powtórzę raz jeszcze obraz, zdjęcia, przepiękne widoki, to walory niezaprzeczalne tego filmu. Jako i muzyka. No i odtwórca głownej roli….

środa, 28 grudnia 2011

"Sekretnik" - Katarzyna Michalak



No ciekawe ile osób stworzy dziś laleczki voodu aby mnie pokujać szpilkami... jeśli mogę Wam zaoszczędzić trudu... naprawdę dziś już nic mnie nie spartoli humoru, więc możecie lać po głowie ile wlezie...

Jesteś drimerką? Jesteś. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Ta książka nie tylko otworzy ci oczy na potencjał, jaki jest w tobie, nie tylko uświadomi, czego naprawdę pragniesz, ale i – krok po kroku – pomoże spełnić te marzenia. Pomoże ci w tym nie tylko autorka poradnika, ale i gość specjalny, najlepsza drimerka w naszej galaktyce, Patrycja z Poczekajki. Tym razem oddaję do Twoich rąk książkę szczególną: praktyczny poradnik, jak marzyć skutecznie. W moich powieściach zarażałam Czytelniczki wiarą w marzenia, z „Sekretnikiem” ruszymy na poszukiwanie Twoich własnych pragnień i snów. Dobra praca? Własne, piękne miejsce na ziemi? Kochająca rodzina? Książę na białym koniu? A może szałas na pustyni Gobi, własna wyspa, czy ratowanie białych nosorożców? Dla prawdziwych drimerek nie ma rzeczy niemożliwych! Gwarantuję świetną zabawę, dużo humoru, ćwiczenia – a jakże! – praktyczne, a przykłady – wszystkie prawdziwe. Nawet jeśli nie od razu otrzymasz to, czego pragniesz, może dowiesz się o sobie czegoś zupełnie nieoczekiwanego, a czas spędzony z Sekretnikiem na pewno nie będzie stracony.



Pożyczyłam książkę na początku listopada, miała swoje „vacatio legis” prawie dwumiesięczne, postanowiłam wybrać się do biblioteki żeby Stary Rok zakończyć prawie na czysto, wiec złapałam się za książkę, skorzystałam z tego, że ulubiony fotel rodziny na którym wszyscy chcą czytać, ale jest nas troje a fotel wciąż jeden, był wolny, zawinęłam się w koc, zrobiłam kawę toffi i pełna jak najlepszych chęci zaczęłam czytać.
Na początku zaznaczam, że jest to zbiór moich luźnych, subiektywnych myśli, moją wypowiedzią nie chcę nikogo obrazić, zdołować ani wpędzić w stany depresyjne.
Przeczytałam ponad 150 książek w tym roku, jeśli doliczyłabym książki naukowe wyszłoby grupo ponad dwieście, po recenzjach widzieliście moje reakcje, ale z całą odpowiedzialnością napiszę, że nie miałam w rękach książki, którą uznałabym za tak beznadziejną, co innego Moccia, który mnie męcz, ale mi się podoba, co innego poradniki, które każą mi być szczęśliwą w sposób irytujący. Ta książka dla mnie była kumulacją, wzorcową książką której nie powinnam była nigdy przynosić do domu Zaraz rozwinę moje wypowiedzi, teraz na szybko chciałam w krótkie zdania ubrać me refleksje. To nie jest książka do czytania w środkach komunikacji miejskiej, to książka, która jeśli jest pożyczona nie powinna być czytana w okolicy zamkniętego okna, bo wyrzucając książkę, pal sześć że zbijecie szybę, ale zniszczycie książkę. Ja się właśnie powstrzymywałam przed wyrzuceniem jej przez okno pod którym siedziałam. Plus tego, że ją przeczytałam? Tak, jestem tak pozytywnym człowiekiem ;) że we wszystkim znajduję plusy i plus tej lektury jest taki, że czas który robiąc podsumowanie roku i miesiąca poświęciłabym na szukanie w pamięci najgorszej książki danego okresu rozliczeniowego(tudzież roku obrachunkowego) mogę wykorzystać inaczej, bo ten typ już mam. Naprawdę dawno nie czytałam tak fatalnej książki. A zastanawiam się nad zbudowaniem zdania „nigdy nie czytałam tak fatalnej książki”.
Ale do rzeczy, nie mam zamiaru być gołosłowna i rzucać ogólnikami. Teraz się zwierzę :P i się rozpisać postaram.
Książka jest podzielona na dwie części. Wizualnie nie mam zastrzeżeń, autorka w książce wyjaśnia dlaczego Jej lico pojawia się na okładkach, pomijając co o tym myślę, nie moja sprawa, nie wnikam, obiektywnie prezentuje się to zacnie, osiąga cel, bo w jakiś sposób przyciąga wzrok i intryguje. Naprawdę się nie czepiam.
Pierwsza część to poradnik drimerek. Zanim przejdę dalej, muszę zaznaczyć, że już to określenie wzbudziło we mnie agresję, ja wiem że zapożyczenia, spolszczenia są obecne w mowie potocznej i sama używam, ale czy nie można napisać normalnej książki bez Grimów, łorków i Kejtich? Na litość boską, naprawdę to się dzieje angielski rozsiadł się na tronie nieboszczyka Francuza i pełen szpan. Nie jestem drimerką i nawet kiedy zmienię naturą nigdy nie będę drimerką, brzmi, szpanersko, lansiarsko i full wypas. Mi takie zwroty w słowie pisanym drażnią oczy, jak kiedyś powiedziałam, że niemiecki gwałci moje uszy… to gwałci moje oczy. Amen.
Co do części poradnikowej, nihil novi sub sole, już mnie nudzi czytanie tych samych frazesów, dokonywanie rewolucji sposobu myślenia, zmienianie siebie po to by świat nam sprzyjał, a hasło, że jeśli wystarczająco mocno tego chcesz to cały świat pomaga spełnić to marzenie o którym jakimś wywiadzie mówiła P.T Autorka, pierwszy(chyba! Albowiem nie mam dokumentacji z urzędu patentowego ;) ) wykorzystał ten okrzyczany mistrzem Kiczu niejaki Paolo C. Nie wierzę w poradniki, nie wiedziałam, że to poradnik kiedy pożyczałam książkę z biblioteki, moja Bibliotekarka też nie wiedziała dokonując zakupu. Nieważne. W części poradnikowej mamy zestaw ćwiczeń które mają pozwolić nam spełnić nawet najskrytsze i wydumane marzenia, to taki mini trening pozwalający nam stanąć do walki o zmianę sposobu myślenia na „wszystko mogę” . W książce mamy „niesamowicie zabawne dialogi” które mnie przynajmniej nie bawiły, nie twierdzę że były wymyślone, ale na papierze wyglądały sztucznie, tak po prostu bywa, czasami w „realu” coś jest super zabawne a po przeniesieniu na papier w kamieniu jest więcej życia. Nie parskałam śmiechem w trakcie lektury a prychałam z irytacji. Sztuczne to, wydumane, no i przetworzony milionowy raz schemat sprany już i oklepany. Do mnie nie trafił, po prostu.
Dalej było już tylko gorzej… dalsza część to „pamiętniczek” autorka bardziej prywatnie. Mnie te wynurzenia irytowały, po głowie majaczyło WTF oraz „na co to?”. Ja tłumaczę sobie to tym, że to są osobiste przemyślenia, które odbiera się tak jak należy znając autora, wyobrażając sobie sposób mówienia, mimikę, intonację, znając osobę, która o tym mówi, dla mnie to było znowu sztuczne, wymuszone, nieniosące żadnej treści.
Sprawdzałam dziś specjalnie czy moje humoru żyje i nadal bawią mnie gagi chociażby z serialu „Przyjaciele”, więc humor żyje, ale ta książka naprawdę strasznie mnie denerwowała. To, że nie wyrzuciłam jej przez okno jest najlepszym dowodem, że jestem Mistrzem opanowania.
I tak powstrzymuję język, bo po dyskusji formowej dotyczącej właśnie książkowych recenzji moja wolność słowa poczuła się ograniczona i chyba przestanę śledzić fejsbukowe strony autorów(chociaż to kopalnia informacji). Ale wolę pisać z serca i duszy a nie bać się odwetu Autora…



Ksiażkę pożyczyłam z biblioteki, bo gdybym wydała na nią własny grosz to chyba nigdy bym tych pieniędzy nie odżałowała…

"Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić" - Federico Moccia


- kontynuacja losów bohaterów bestselleru Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie (MUZA 2009)
- czym marzą młode Włoszki u progu dorosłości?
- kolejna książka Federico Moccii, której adaptacja filmowa przyciągnęła do kin miliony Włochów Niki i Alex od dwóch lat są szczęśliwą, zakochaną w sobie parą.

Ona rozpoczyna studia na wydziale humanistycznym, on, starszy od niej o siedemnaście lat, pracuje w agencji reklamowej i jest spełnionym człowiekiem sukcesu. Pewnego dnia Alex zabiera swoją ukochaną na weekend do Nowego Jorku, podczas którego jedną z atrakcji ma być wieczorny lot helikopterem i lądowanie na dachu Empire State Building. Kiedy zbliżają się do słynnego wieżowca, w jego oknach na ostatnim piętrze zapala się napis: Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić. W ten sposób Alex oświadcza się Niki, a ta zachwycona się zgadza. Tylko czy na pewno to jest dobra decyzja? W odpowiedzi na to pytanie pomogą Niki jej nieodłączne przyjaciółki: Olly, Erica i Diletta, u których od czasów szkolnych też wiele się zmieniło. Federico Moccia kolejny raz z trafnością i humorem opisuje życie współczesnych 20- i 30-latków.



Kontynuacja książki „Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie”, czyli losów dwudziestoletniej Niki i o dwadzieścia lat starszego od niej Aleksa, tym razem ich znajomość wkracza na wyższy poziom. Aleks, ten niedojrzały wieczny chłopiec, niezdecydowany pył na wietrze jednak dojrzewa i dochodzi do wniosku, że chce spędzić z Niki resztę swego życia. Prosi ją o rękę a ona… cóż zgadza. Co na to powiedzą ich rodziny? Czy nieprzewidziane okoliczności, typu jego awans, jej studia i atrakcje z tym związane nie zepsują im frajdy związanej z tym ważnym wydarzeniem? A może to nie ma wcale szans? Odpowiedź poznacie czytając książkę.
Co ja mogę od siebie powiedzieć, lubię książki tego autora chociaż nie wiem dlaczego czytam je strasznie długo i w mękach. Podoba mi się tematyka, język, fabuła, ale autor pisze niekompatybilnym dla mnie stylem. Najodpowiedniejszym określeniem jest wyrażenie, że mnie męczy. Każdy kto zerka na okienko z moim profilem na LC widział kiedy zaczęłam czytać tą książkę… i ile w międzyczasie przeczytałam książek – przerywników. Dla mnie to jest jedyna wada książek Mocci o której piszę otwarcie i szczerze. Męczę się z nim od pierwszej przeczytanej jakieś 2,5 roku ksiażki, ale z uporem czytam, bo autor wciąż jest dla mnie źródłem cennych odkryć. Ta książka wpisuje się świetnie w dorobek autora, to opowieść o życiu, bez lukrowania, bez tej całej aury różowej cudowności,
Jak w życiu mamy sytuacje trudne i łatwiejsze, walkę o własne ja mimo trwającej o naszego boku miłości życia. To naprawdę fajna historia, zabawna i wzruszająca, autor ma niesamowity dar do trafnych spostrzeżeń.
Moim zdaniem Sparks nie umywa się do Mocci, Sparks pisze w porównaniu z jego książkami tanie romansidła, a nie znam wielu mężczyzn piszących o miłości. Kurka wodna mnie na łopatki rozłożyła scena z wysłaniem kasety, może tandeta, kiczowata i mówcie co chcecie, ale mnie ruszyło, tak jak i zapis przeżyć Aleksa. Piękne to.
Tematycznie książka dobra na koniec roku kiedy jesteśmy rozdarci pomiędzy nowym a starym, czymś co znamy, a fascynacją nowością.
Jeśli ktoś czytał I tom, to pewnie nie muszę namawiać, tyle że w tej części będzie mała zmiana, bo to Aleks mimo przewagi wieku w pierwszym tomie był tym niedojrzałym, tutaj jest bardziej pozytywną postacią niż Niki, aczkolwiek jej nie można potępiać. Tak jak pisałam, jak w życiu, nigdy nikogo nie można bezwarunkowo potępić.
Naprawdę polecam tą książkę, mimo że mnie melancholijnie nastroiła, ale chyba teraz jestem w takim nastroju że popłakałabym się nawet na Allo Allo.

wtorek, 27 grudnia 2011

"Dallas `63" - Stephen King


Najnowsza powieść Stephena Kinga „Dallas ’63”, która trafi do polskich czytelników w dniu światowej premiery 8 listopada 2011, odwołuje się do klasycznego motywu literatury fantastycznej, czyli podróży w czasie. Korzystając z tajemniczego portalu, główny bohater opowieści cofa się do 1958 roku i podejmuje próbę powstrzymania zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy'ego.

Ten prosty pomysł w rękach Kinga staje się pretekstem do odmalowania klimatu Stanów Zjednoczonych lat 60., reinterpretacji mitu o śmierci amerykańskiego prezydenta oraz stworzenia alternatywnej wersji historii. „Dallas ’63” to znakomita powieść zadająca pytanie: „co by było, gdyby...” i badająca granice nieuchronności, elastyczności losu. A przy tym pasjonująca historia mężczyzny, który podejmuje walkę z czasem. I choć los po wielokroć odkrywa przed nim swoje złowrogie oblicze, bohater zawalczy zarówno o życie JFK, jak i o własne – odnalezione w innym wymiarze – szczęście.

22 listopada 1963 roku w Dallas padły trzy strzały, które zabiły prezydenta Kennedy’ego i zmieniły świat. A gdyby tak można było temu zapobiec? Gdyby można było ocalić JFK i zmienić bieg historii?

Jake Epping to trzydziestopięcioletni nauczyciel angielskiego w Lisbon Falls w stanie Maine, który dorabia, prowadząc kursy przygotowawcze do matury zaocznej dla dorosłych. Od jednego ze swoich uczniów, Harry’ego Dunninga, dostaje wypracowanie – makabryczną, wstrząsającą opowieść w pierwszej osobie o tym, jak pewnej nocy przed pięćdziesięciu laty ojciec Harry’ego zatłukł na śmierć jego matkę i braci, a siostrę pobił tak bardzo, że nigdy nie odzyskała przytomności. Od tego wszystko się zaczyna…
Wkrótce potem przyjaciel Jake’a, Al, właściciel lokalnego baru, zdradza mu tajemnicę: jego spiżarnia jest portalem do roku 1958. Powierza Jake’owi szaloną – i, co jeszcze bardziej szalone, wykonalną – misję ocalenia Kennedy’ego. Tak oto Jake zaczyna swoje nowe życie jako George Amberson, życie w świecie Elvisa i JFK, amerykańskich krążowników szos i wczesnego rock and rolla, gniewnego samotnika nazwiskiem Lee Harvey Oswalda i Sadie Dunhill, pięknej szkolnej bibliotekarki, która zostaje miłością życia Jake’a – życia wbrew wszelkim normalnym regułom czasu.

„Dallas ’63” to hołd złożony prostszym czasom i poruszająca opowieść pełna gwałtownie narastającego suspensu, to Stephen King w swoim najlepszym epickim wydaniu.

„Dallas ’63” zostanie przeniesione na wielki ekran przez Jonathana Demme’a, który kupił prawa filmowe do książki.



Wyobraź sobie, ze możesz cofnąć czas, co byś wtedy zrobił, czy zrobiła, czy wyraźnie zadziałał, czy może powstrzymałbyś jakieś wydarzenie, ważne, lub potencjalnie małoznaczące w dziejach kraju, świata, a może po prostu własnego życia? Tak często życzymy sobie tej magicznej, boskiej wręcz mocy zmieniania czasu, zapominamy jednak, że czas to kapryśny stwór fajnie opisano to w III tomie Harrego Pottera, gdzie mamy do czynienia ze zmieniaczem czasu i w przystępny sposób wyjaśniane są nam zależności rządzące czasoprzestrzenią. Bo tak naprawdę pragnąć zaingerować w ciąg wydarzeń, nie zdajemy sobie sprawy, że przestawienie jednego drobiazgu, z pozoru błahego może uruchomić nieprzewidywalną lawinę zdarzeń. A przed bohaterem książki Kinga staje kolosalne zadanie, ma ocalić Johna F. Kennedy`iego, ale kto zagwarantuje, że tak drastyczna ingerencja w dzieje świata nie sprawi, że w roku 2011 z którego przybywa Jacke Ziemia nie będzie tylko słodkim wspomnieniem pochłoniętym przez wojną jądrową? Jak te czasowe zmiany wpłyną na osoby bliskie sercu bohatera?

Gwarantuję! Że będzie ciężko Wam odłożyć tą książkę, tak jak mnie, efekt jest następujący prawie 900 stron w dwa dni i to w trakcie grypy która co chwilę porywała mnie w objęcia Orfeusza, no ale Moi Drodzy, nazwisko zobowiązuje a ta cegła jest autorstwa samego Stephena Kinga, autora który jest już żywą legendą naszych czasów, jego nazwisko gwarantuje kolejne rekordy sprzedaży oraz jest zapowiedzią ekranizacji książki. Przyznam się, że to moja druga styczność z tym autorem, z racji tego, że pisze On raczej horrory, a ja jestem niesamowicie strachliwa i nawet obietnica uczty książkowej nie może wygrać z wizją kilku tygodni zasypiania przy świetle i strachu. Wiem o czym mówię, czytałam „Lśnienie”, tu wyjaśnię, że czytałam tylko dlatego, że jakieś 10 lat temu przeczytałam, że jest to ulubiona książka Ikera Casillasa. Więc książkę pożyczyłam, przeczytałam w szpitalu i tam nie było problemu, bo zawsze było jasno, ale po powrocie było już mniej różowo, groza wyglądała z każdego kąta. Ta książka nie jest porażająco straszna, ja się troszkę bałam, ale ja naprawdę jestem strachliwa, według mnie, mimo że nie jestem ekspertem, King fenomenalnie buduje napięcie, doskonały dobór słów, odpowiednia konstrukcja zdania i już ku człowiekowi wyciąga zimne palce strach, a na spokojną duszę pada cień. Gdybym się tylko tak nie bała, za punkt honoru postawiłabym sobie zapoznanie się z całą twórczością Mistrza Grozy.

Mimo, że książka jest napisana w I osobie, czego jak pisałam w kilku już recenzjach, po prostu alergicznie nie znoszę, tutaj mi wcale nie przeszkadzało, ba! Wręcz nie rzucało się w oczy, nie wiem czy autor jest aż takim geniuszem, czy tłumacz fenomenalnie się sprawił, czy to dwie przesłanki kumulatywnie spełnione, ale ostrzegę, otwierając książkę nie wiedziałam, ze aż tak mnie wciągnie, mimo że ksiażka jest obszerna, przez to ciężka, nie można jej wypuścić z rąk.
Nie jest to li i jedynie studium polityczne przełomu lat 50 i 60 XX wieku, nie jest to publikacja o teoriach spiskowych, to książka o przewrotności czasu, przyjaźni, miłości, szukaniu swojego miejsca nie tylko w przestrzeni, ale przede wszystkim w czasie. To doskonała książka do przeczytania tuż przed Sylwestrem, gdy wszyscy prawie damy się porwać w bagna podsumowań i będziemy w bezsenne noce targowali się z losem, aby tylko ten jeden raz, móc coś zmienić. Bardzo podoba mi się zdanie padające na kartach książki „(…) głupota jest jedną z dwóch rzeczy, które najlepiej widzimy z perspektywy czasu. Drugą są stracone okazje.”

King, jak już pisałam, świetnie posługuje się piórem, trafia w sedno, skupia się nie najważniejszych wydarzeniach, nie tracąc z oczu całości obrazu, dzięki temu książka w żadnym momencie, na przeszło ośmiuset stronach nie wieje nudą, ba! Jakby ze strony na stronę wciąga coraz bardziej i bardziej, tak że ostatnie strony czyta się ze wstrzymanym oddechem, bo z ciekawości zapomina się wziąć wdech.
Bałam się tej książki, bałam się że będzie przeładowana ideologią, że będzie się w niej roiło od teorii spiskowych, jakże się myliłam, to wymarzona podróż w czasie do innych czasów, czasów, które moi Rodzice pamiętają niewyraźnie a ja mogłam się zanurzyć w ten świat poznać mentalność, zwyczaje, popatrzeć na dziś z perspektywy tamtych czasów.

Dla mnie dodatkowym bonusem była też historia niesamowitej miłości, opisana z męskiego punktu widzenia. Miłość poza czasem, opisana przejmująco i wiarygodnie. Dlatego dla mnie ta książka to sygnał, że nie każda książka Kinga to nieprzespane ze strachu noce.
Tymczasem tą szczerze polecam!


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószyński

poniedziałek, 26 grudnia 2011

O czasy! O obyczaje!


Tyle osób życzyło mi czasu na czytanie, z okazji Świąt, że spieszę donieść, ze się spełniło. Dopadła mnie grypa. tatuś zrobił córeczce przepyszną kawę, leżę sobie w łóżku opatulona kocykiem, pierzynką z termoforem gorącym(kot oczywiście fałszywa jędza przychodzi tylko jak chce jeść i ani myśli grzać chorej mamusi - ale to mnie pociesza, czyli nie jest ze mną tak źle). A ja pochłonięta jestem lekturą "Dallas `63", recenzja niebawem, chociaż cegła, to a nie książka, ale wciąga tak niesamowicie, że mimo że ręce mi od ciężaru odpadają dzielnie czytam.

Wszystkim życzę tak miłego spędzania czasu, no może bez konieczności łykania polopiryn, ibupromów i innego syfu który rozwali mi wątrobę nim zdążę oślepnąć - mam nadzieję.



I powiem Wam szczerze, że jak obserwuję to co się dzieje na świecie i ze Świętami czuję się już bardzo starym człowiekiem, przede wszystkim za czasów mojej "młodości" Święta bez śniegu - owszem, ale w Australii, choinki nie świeciły się w oknach od początku listopada, a ubierane chwilę przed 24 grudnia i dozwolona była tylko jedna próba światełek, premiera choinki w pełnej krasie była w Wigilię po ukazaniu się pierwszej gwiazdki. Ach! pamiętam tą magię i jak tylko to wspominam czuję się znowu dzieckiem, beztroskim i zapatrzonym w to misterium....
A! i co bezpośrednio skloniło mnie do tej smutnej refleksji, godnej klasycznej dysputy młodości ze szkiełkiem i okiem :P Kolędnicy, jako dziewcze mlode ze znajomymi regularnie dorabialiśmy w tej szarj strefie, jako służba liturgiczna z kościoła braliśmy ornat dla króla, i ta która była aniołem brała swoją albę, od zespołu ludowego(w którym oczywiście się udzielałam) mieliśmy gwiazdę i strój śmierci a hitem sezonu był diabeł(oj często nim bywałam) kluczowym elementem tego kostiumu była twarz obwicie wysmarowana tłustym kremem nivea i posypana kakaem marki decomoreno. I zaczynało się chodzenie po domach(z profesjonalnym przedstawieniem a nie samymi kolędami) 26 grudnia a nie... wczoraj przyszli do nas kolędnicy i jakiś Mikołaj się z nimi plątał. No hańba
Chce się zakrzyknąć za bodajże Cyceronem O tempora! o mores! a zaraz potem złożyć ręce, rzec, "czas umierać" i zrobić co się powiedziało ;)


A i układając puzzle w tygodniu poprzedzającym Święta(dlatego taki recenzyjny zastój) oglądałam ze dwa razy reżyserską wersję Władcy Pierścieni i zauważyłam, że jestem wręcz niezdrowo zafascynowana postacią Czarnoksiężnika z Angmaru, czy ktoś ma tak jak ja, czy tylko ja jestem takim Nazgulofilem?

sobota, 24 grudnia 2011

Feliz Navidad

Moi Kochani, w ten magiczny czas chciałabym Wam życzyć spełnienia marzeń, radości z każdego dnia w którym przychodzi Nam się budzić, niewyczerpanych pokładów nadziei, zdrowia, dobrego humoru i dużo czasu na realizowanie własnych pasji.

Żebyście mieli obok siebie wiernych przyjaciół i ludzi dla których warto podejmować trud podnoszenia się z drobnych upadków.


Wszystkiego Najlepszego!

"Zakład o miłość" - Agnieszka Lingas - Łoniewska


Pełna wzruszeń historia o miłości, zagubieniu i poszukiwaniu siebie.

Sylwia Kujawczak, studentka ostatniego roku historii sztuki, za dwa tygodnie wychodzi za mąż. Wychowana w tradycyjnej, arystokratycznej rodzinie dziewczyna nie wie jednak do końca, jaka ma być jej życiowa droga. Gdy przyjaciółki wyciągają ją z domu na wieczór panieński, nie wie również, że ta noc zmieni jej przyszłość.

Aleks Cichocki „Cichy” to mężczyzna, który nie wierzy w miłość. Wychowywany przez ojca, nigdy nie wybaczył matce, że ich zostawiła. Ale czy Aleks zna prawdę o swoim dzieciństwie? I czy naprawdę jego serce nie potrafi kochać?

Sylwia i Aleks poznają się na imprezie. Szorstki w obyciu, pewny siebie, nauczony brania i korzystania z uroków życia mężczyzna intryguje ją. Dziewczyna boi się swoich odczuć, zaczyna zastanawiać się nad swoim dotychczasowym życiem, ułożonym wedle reguł, które narzuca jej rodzina, tradycja i narzeczony. Orientuje się, że nowo poznany mężczyzna zaczyna coraz więcej dla niej znaczyć.

Nie wie jednak, że padł pewien zakład…


„Zakład o miłość” to piękna historia, która wzrusza i przypomina o tym, że urodziliśmy się po to, aby kochać.


Wiem, wiem pisanie recenzji w Wigilię to przesada, powinnam niczym radosny elf w zielonej czapeczce uwijać się po kuchni, ale nie mogłam pozwolić, żeby moje świeże jeszcze wrażenia uciekły. Wrażenia są bardzo świeże, albowiem książkę zaczęłam czytać gdzieś przed północą i skończyłam ją troszkę po północy, ale nie byłam w stanie odłożyć jej wcześniej. Swego czasu w poszukiwaniu książek tej autorki(bo bardzo wiarygodne osoby mi polecały) przeszłam chyba pół Lublina, po to by tydzień później usłyszeć o I mola książkowego ziemi lubelskiej ;) że Ona ma złe wspomnienia z książką tej autorki, już żałowałam trzech dych za które to mogłam kupić książkę lepszą, a znowu uległam modzie, głupia idiotka. I tak książka przeleżała swój ustawowy termin, skrócony bardzo, bo leżała tylko trzy tygodnie, i wczoraj tak z głupa zaczęłam czytać….
Według mnie to nie jest arcydzieło na skalę światową, ba nawet na polską skalę, książka nie jest przegigancka. To czytadło, romansidło w którym wykorzystano wiele, wiele schematów, bo tak Ona z dobrego domu, on z tajemniczą historią, ona grzeczna dziewczynka, on rozkapryszony bachor, ona delikatna, zwiewna i eteryczna, on nie uszanuje żadnej świętości. Scenariusz stary jak świat, a jednak czytało mi się po prostu fenomenalnie. Ba! Czytając zastanawiałam się dlaczego ja tej książki nie rzuciłam w kąt i nie poszłam spać, po pierwsze jest pisana z dwóch perspektyw, ale w pierwszej osobie – nie lubię tego bardzo! Po drugie momentami jest za słodko, ale powiem Wam wszystkie wrażliwe i romantyczne dusze warto przeczytać o tej miłości. Mimo wad, bo która książka jest bez wad, to historia jako całokształt jest piękna. Książka nie męczy, czyta się ją lekko, przyjemnie i w mgnieniu oka.
A p. Agnieszka potrafi momentami niesamowicie pięknie operować słowem, tak że normalnie dech zapierało.
Okazało się, że jednak dobrze intuicja mi podpowiadała, żeby zakupić akurat tą książkę. To opowieść z gatunku takich, które pomagają na nowo uwierzyć we wszechpotężną siłę miłości, w to że nawet najgorsza istota stąpająca po ziemi ma w sobie jakieś ziarenko dobra, zalążek serca i że naprawdę każdy może kochać, a Amor vincit omnia, być może troszkę naiwne, słodkie i cudowne, ale być może akurat to było mi potrzebne, ta wiara.
Nawet pięciu sekund nie wahałam się nad poleceniem tej książki, bo nie ma co się wahać, warto przeczytać ciekawą historię o… o życiu bo mamy wiele wątków w tej książce to nie jest płytki romans z happy Endem, konfetti i resztą tego hollywoodzkiego badziewia. Jak bywam sceptyczna jeśli chodzi o polskich autorów, tak to jest kolejna książka, która uświadamia mi że się mylę.
Z pewnością jeszcze sięgnę po książki p. Agnieszki. Bo dzisiaj właśnie dzięki Niej w niezwykle udany sposób zapoczątkowałam, mam nadzieję równie miły jak początek sezon świątecznego obijania się z książką w ręku.
Streszczać książki tym razem nie będę bo opis z okładki delikatnie zarysowuje fabułę a żeby się w temat wgryźć to trzeba przeczytać książkę, a po drugie w domu mnie zaraz za nogi powieszą, że zamiast robić za wspomnianego już elfa, zasiaduję przed komputerem ;)

środa, 21 grudnia 2011

kolorowe aksamitne muffiny


Nabywszy barwniki spożywcze postanowiłam poeksperymentować...

bazą był przepis na muffiny drakuli z bloga mojewypieki.blox

porcja ciasta na pół i połowę zabarwiłam na czerwono, drugą na zielono. Po upieczeniu przekroiłam i zrobiłam masę według przedwojennego przepisu cioci mojej Mamy. Przełożyłam a że troszkę zostało to pomazałam część muffinkowych kapeluszków. Podobno pyszne :D
przepis na muffiny


Składniki na 24 babeczki:
2,5 szklanki mąki pszennej
2 łyżki kakao
1 łyżeczka soli
1,5 szklanki cukru (dodałam 1 szklankę)
1,5 szklanki oleju
2 duże jajka
barwnika dawałam na oko, miałam barwnik w proszku i dałam czubeczek łyżeczki...
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka maślanki lub kefiru
1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki białego octu


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Mąkę, kakao, sól - przesiać, odłożyć.

W misie miksera zmiksować olej z cukrem, dodawać jajka, jedno po drugim i miksować. Dodać wanilię i barwnik, zmiksować do połączenia.

Do masy dodawać na przemian maślankę i mąkę, do wyczerpania, cały czas miksując.

W małej miseczce wymieszać sodę z octem, powstanie piana. Od tego momentu działać szybko - pianę dodać do ciasta i zmiksować (średnia prędkość miksera przez 10 sekund).

(zielona masa ciastowa)
Przygotować formę do muffinek, wyłożyć papilotkami. Ciasto rozdzielić pomiędzy papilotki, nakładając do 3/4 wysokości papilotki.

Piec w temperaturze 180ºC przez około 20 - 25 minut, do tzw. suchego patyczka (najlepiej bez termoobiegu). Wyjąć, wystudzić na kratce.

Krem
pól kostki margaryny/masła(jak na Kaśka przystało robiłam na margarynie Kasi)
pół szklanki cukru
dwa jajka

cukier wymieszać z jajkami
do garnka wlać z poł litra wody i zagotować na to postawić garnek z jajkami i cukrem i ubijać aż się połączy ładnie i zrobi się ciepłe. Nie może być wyczuwalny cukier.
Następnie ostudzić.

Ciepłą i miękką margarynę ucierać, a gdy jajka z cukrem przestygną wlewać po łyżce, najlepiej do makutry, (glinianej donicy do ucierania maku - jak stało w przepisie), ważne aby wlewać po łyżcze bo jak wlejemy za dużo wszystko się zważy. Ucierać aż wszystko będzie mialo jednolita konsystencję...
Następnie dzielimy na tyle porcji na ile kolorów mamy zamiar barwić, wsypujemy odrobinę barwnika i mieszamy aż się wszystko połączy.

(zestaw do przełożenia)

Muffiny przekroić i przekladać masą.
Ja łączylam kolorowo spod z jednego koloru, grzybek z drugiego i kolorowy krem...

Według Wydawnictw

Czarna Owca (16) Dom Wydawniczy Rebis (12) Replika (2) Wydawnictwo Psychoskok (2) Wydawnictwo Agora (25) Wydawnictwo Aktywa (2) Wydawnictwo Albatros (24) Wydawnictwo Bellona (6) Wydawnictwo Bukowy Las (5) Wydawnictwo Czarna Owca (24) Wydawnictwo Czarne (64) Wydawnictwo Czerwone i Czarne (1) Wydawnictwo Czwarta Strona (44) Wydawnictwo Czytelnik (3) Wydawnictwo Dobra Literatura (1) Wydawnictwo Dolnośląskie (13) Wydawnictwo Dowody na Istnienie (7) Wydawnictwo Dragon (4) Wydawnictwo Edipresse Książki (16) Wydawnictwo Erica (1) Wydawnictwo Esprit (2) Wydawnictwo Feeria (1) Wydawnictwo Filia (36) Wydawnictwo Franciszkanów "Bratni Zew" (1) Wydawnictwo Hachette (2) Wydawnictwo Harper Collins (16) Wydawnictwo Insignis (18) Wydawnictwo Iskry (12) Wydawnictwo J. Przeworskiego (1) Wydawnictwo Jaguar (17) Wydawnictwo JanKa (2) Wydawnictwo Kobiece (92) Wydawnictwo Książnica (21) Wydawnictwo Kwiaty Orientu (2) Wydawnictwo Lira (20) Wydawnictwo Literackie (57) Wydawnictwo MAG (1) Wydawnictwo Manufaktura Tekstów (1) Wydawnictwo Marginesy (108) Wydawnictwo Media Rodzina (18) Wydawnictwo Mg (30) Wydawnictwo Muza (70) Wydawnictwo Młodzieżówka (1) Wydawnictwo Nasza Księgarnia (4) Wydawnictwo Noir Sur Blanc (9) Wydawnictwo Nova Res (10) Wydawnictwo Nowa Proza (1) Wydawnictwo Otwarte (43) Wydawnictwo PWN (3) Wydawnictwo Pascal (31) Wydawnictwo Planeta (1) Wydawnictwo Poradnia K (6) Wydawnictwo Poznańskie (45) Wydawnictwo Prozami (1) Wydawnictwo Prószyński (91) Wydawnictwo Replika (41) Wydawnictwo SQN (16) Wydawnictwo Sic! (3) Wydawnictwo Smak Słowa (3) Wydawnictwo Sonia Draga (5) Wydawnictwo Szara Godzina (9) Wydawnictwo Szelest (1) Wydawnictwo Szósty Zmysł (7) Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (10) Wydawnictwo Uroboros (7) Wydawnictwo Vesper (2) Wydawnictwo W.A.B (67) Wydawnictwo WAM (6) Wydawnictwo WM (1) Wydawnictwo WasPos (3) Wydawnictwo Wielka litera (5) Wydawnictwo YA (3) Wydawnictwo Young (10) Wydawnictwo Znak (174) Wydawnictwo Zwierciadło (4) Wydawnictwo Zysk i s-ka (86) Wydawnictwo superNOWA (3) Wydawnictwo Świat Książki (33) Wydawnictwo Święty Wojciech (2) wydawnictwo Stara Szkoła (3)

Categories

2016 przeczytane (259) 2019 czytam (263) 2020 (216) 2020 trup (6) 2021 (155) 2021trup (21) 2022 lektury (137) 2023 czytam (137) 2023 trup (31) 2025 lektury (172) 52 filmy w 2014 (22) 52 filmy w 2015 (6) Angielski ogród (8) Cmentarz Zapomnianych Książek (2) Euro 2012 (4) Mundial RPA (1) Real Madryt (3) akcje (27) amor vincit omnia (10) audiobook (16) autobiografia (16) biografia (122) bolly (9) candy (2) czytam przeleżałe trupy z półek (271) czytane 2018 (244) dzienniki (5) fantastyka (20) felietony (6) historia (79) kkd (4) klasyka (48) klasyka literatury popularnej (24) kolorowe czytanie (4) komedia (1) koty (5) kryminał (160) kucharzę (53) listy (1) literatura na peryferiach (4) muzycznie (47) naturalnie (2) nie samą książką (141) oglądnęłam (189) ogrodowo (5) oscarowe wyzwanie (2) pachnące (129) planowanie i zagospodarowanie(niekoniecznie przestrzenne) (8) plany (7) podaj cegłę (14) podróże (10) podróże w czasie (15) podsumowanie (96) podsumowanie 2015 (12) podsumowanie 2016 (11) podsumowanie 2017 (14) podsumowanie 2018 (12) poezja (8) prawdziwe historie (46) projekt - nobliści (5) prywatne (75) prywatnie (9) przeczytane w 2010 (1) przeczytane w 2011 (1) przeczytałam (3040) przeczytałam 2015 (243) recenzja książki (2008) recenzyjne (1692) religia i duchowość (34) reportaż (97) retro (6) robótki (24) roczne podsumowanie (7) romans (332) saga rodzinna (56) seriale (33) sportowo (27) stosik (102) test (1) top10 (12) turystycznie (1) village candle (12) w 2017 przeczytałam (226) woski (126) wymiana (8) wyzwanie - Agatha Christie (54) wyzwanie Picoult/Sparks (2) wyzwanie czytelnicze (69) wyzwanie filmowe (31) wyzwanie w centymetrach (1) yankee candle (94) z półki 2015 (3) zakupy (1) zapowiedź (11) łańcuszek (20)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Edyta Świętek (37) Jodi Picoult (24) Lucy Maud Montgomery (21) Joanne Kathleen Rowling (19) Małgorzata Musierowicz (18) Colleen Hoover (17) Agatha Christie (16) Diane Chamberlain (16) Szymon Hołownia (16) Agnieszka Lingas-Łoniewska (15) Katarzyna Michalak (15) John Ronald Reuel Tolkien (13) Jojo Moyes (12) Agata Czykierda-Grabowska (11) Camilla Läckberg (11) Emily Giffin (11) Katarzyna Bonda (11) Barbara Wysoczańska (10) Bernard Cornwell (10) Monika Szwaja (10) Regina Brett (9) Ali Hazelwood (8) Amy Harmon (8) Ałbena Grabowska (8) Ałbena Grabowska-Grzyb (8) Elżbieta Cherezińska (8) George R.R. Martin (8) Jane Austen (8) Mariusz Urbanek (8) Monika A. Oleksa (8) Robert Galbraith (8) Abby Jimenez (7) Ada Tulińska (7) Anna Kańtoch (7) Diana Gabaldon (7) Elizabeth Gaskell (7) Elżbieta Rodzeń (7) Jacek Dehnel (7) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (7) Jerzy Bralczyk (6) Jürgen Thorwald (6) Katarzyna Kwiatkowska (6) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (6) Mariusz Szczygieł (6) Richard Paul Evans (6) Beata Majewska (5) Charles Dickens (5) Charlotte Brontë (5) Giovannino Guareschi (5) Katarzyna Archimowicz (5) Kiera Cass (5) Lisa Genova (5) Magdalena Grzebałkowska (5) Wiesław Myśliwski (5) Yrsa Sigurdardóttir (5) Anna Herbich (4) Astrid Lindgren (4) Barbara O`Neal (4) Bianca Iosivoni (4) Cecelia Ahern (4) Corinne Michaels (4) Dorota Gąsiorowska (4) Edward Rutherfurd (4) Elisabet Benavent (4) Ella Maise (4) Evžen Boček (4) Federico Moccia (4) Gabriela Gargaś (4) Igor Sokołowski (4) Magdalena Kordel (4) Marek Rybarczyk (4) Marta Kisiel (4) Mhairi McFarlane (4) Trygve Gulbranssen (4) Adam Kay (3) Agata Sawicka (3) Agnieszka Wojdowicz (3) Alina Białowąs (3) Andrzej Sapkowski (3) Aneta Jadowska (3) Anna J. Szepielak (3) Anna Kamińska (3) Anna Sakowicz (3) Antonina Kozłowska (3) Barbara Sęk (3) Carlos Ruiz Zafón (3) Charlotte Link (3) Dagmara Leszkowicz-Zaluska (3) Daisy Goodwin (3) Demet Altınyeleklioğlu (3) Denise Grover Swank (3) Dominika Smoleń (3) Elisabeth Herrmann (3) Eliza Orzeszkowa (3) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Haran (3) Francine Rivers (3) Gard Sveen (3) Hanna Cygler (3) Iwona J. Walczak (3) Jean-Jacques Sempé (3) John Boyne (3) Katherine Webb (3) Mag­da­lena Knedler (3) Marcin Wilk (3) Maria Ulatowska (3) Małgorzata Warda (3) Mitch Albom (3) Paullina Simons (3) René Goscinny (3) Richard Phillips Feynman (3) Roma Ligocka (3) Stephenie Meyer (3) Wilkie Collins (3) Adrianna Michalewska (2) Agata Puścikowska (2) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (2) Agnieszka Pajączkowska (2) Alek Rogoziński (2) Aleksander Dumas(ojciec) (2) Aleksandra Szarłat (2) Aleksandra Zaprutko-Janicka (2) Alexa Lavenda (2) Amy Hatvany (2) Andrew Morton (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Markowski (2) Angelika Kuźniak (2) Anna Fincer-Ogonowska (2) Anna Langer (2) Anna Rohóczanka (2) Anna Wolf (2) Anne Brontë (2) Anne Jacobs (2) Anne Tyler (2) Anthony McCarten (2) Beata Pawlikowska (2) Beth Reekles (2) Bill Bryson (2) Bogdan Lach (2) Bogna Ziembicka (2) Bolesław Prus (2) Carrie Elks (2) Cezary Łazarewicz (2) Christina Baker-Kline (2) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (2) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (2) Daniel Silva (2) Danuta Awolusi (2) David Levithan (2) Debbie Macomber (2) Diana Palmer (2) Dinah Jefferies (2) Dominika Buczak (2) Donald Spoto (2) Dorota Terakowska (2) Elena Armas (2) Elżbieta Jodko-Kula (2) Emilia Kiereś (2) Erin Morgenstern (2) Eva García Sáenz de Urturi (2) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Winnicka (2) Ewelina Dobosz (2) Ewelina Dyda (2) Gavin Extence (2) Grzegorz Strzelczyk (2) Helen Fielding (2) Henning Mankell (2) Jacek Hugo-Bader (2) Jan Miodek (2) Jaume Cabré (2) Jean des Cars (2) Jerzy Niemczuk (2) Julian Tuwim (2) Justyna Wydra (2) Józef Witko (2) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Kołczewska (2) Kristina Sabaliauskaitė (2) Krzysztof Ziemiec (2) Linda Green (2) Lisa Scottoline (2) Louisa May Alcott (2) Magda Gessler (2) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Margaret Mitchell (2) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Małgorzata Hayles (2) Michał Heller (2) Papież Franciszek (2) Rachel Hauck (2) Terry Pratchett (2) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) A. Scott Berg (1) Abby Johnson (1) Adam Higginbotham (1) Adam Leszczyński (1) Adam Mickiewicz (1) Adam Szustak OP (1) Adam Węgłowski (1) Adam Zamoyski (1) Adriana Rak (1) Adrianna Trzepiota (1) Agata Jakóbczak (1) Agata Napiórska (1) Agata Passen (1) Agata Polte (1) Agata Pruchniewska (1) Agata Suchocka (1) Agnieszka Dydycz (1) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krawczyk (1) Agnieszka Litorowicz-Siegert (1) Agnieszka Markowska (1) Agnieszka Meyer (1) Agnieszka Nabrdalik (1) Agnieszka Olejnik (1) Agnieszka Przybysz (1) Agnieszka Siepielska (1) Agnieszka Wolny-Hamkało (1) Aileen Orr (1) Alberto S. Santos (1) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Borowiec (1) Aleksandra Julia Kotela (1) Aleksandra Kardaś (1) Aleksandra Klich (1) Aleksandra Skrzypietz (1) Aleksandra Tyl (1) Aleksandra Wójcik (1) Aleksandra Zbroja (1) Alessio Puleo (1) Alex Bellos (1) Alex North (1) Alfredo Relaño (1) Alice Hoffman (1) Alice Lugen (1) Allison Pataki (1) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amor Towles (1) Amy Medling (1) Andrea Wulf (1) Andreas Baumgarten (1) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Fedorowicz (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Pilipiuk (1) Andrzej Rzepliński (1) Andrzej Zając (1) Andrzej Zawistowski (1) Andrzej Zoll (1) Andrzej Łapiński (1) André Aciman (1) Andrés Ibáñez (1) Andy Jones (1) Angele Lieby (1) Angie Thomas (1) Anika Stelmasik (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Arno (1) Anna Bailey (1) Anna Bellon (1) Anna Bikont (1) Anna Brzezińska (1) Anna Dan (1) Anna Dembowska (1) Anna Dutkiewicz (1) Anna Dymna (1) Anna Gavalda (1) Anna Janko (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Kaszuba-Dębska (1) Anna Klara Majewska (1) Anna Klejzerowicz (1) Anna Kołodziejska (1) Anna Krystyna Bikont (1) Anna Laura Rucińska (1) Anna Lewicka (1) Anna Mateja (1) Anna Mieszkowska (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Anna Piwkowska (1) Anna Przedpełska-Trzeciakowska (1) Anna Płowiec (1) Anna Sulińska (1) Anna Szafrańska (1) Anna Szczęsna (1) Anna Todd (1) Anna Tomiak (1) Anna Trojanowska (1) Anna Wolff-Powęska (1) Anna Zamojska (1) Anna Śnieżka (1) Annabel Pitcher (1) Anne B. Ragde (1) Anne O'Brien (1) Anne-France Dautheville (1) Annejet van der Zijl (1) Annette Christie (1) Annette Hess (1) Annie Barrows (1) Annie Proulx (1) Anton Czechow (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Żabińska (1) Arael Zurli (1) Arkadiusz Stempin (1) Arkadiusz Szaraniec (1) Arne Lynch (1) Arrowood Brothers (1) Arthur Conan Doyle (1) Artur Rolak (1) Atul Gawande (1) Audrey Carlan (1) Augusta Docher (1) Ava Dellaira (1) Ayaan Hirsi Ali (1) Banana Yoshimoto (1) Barack Obama (1) Barbara Gaweł (1) Barbara Mutch (1) Barbara Seidler (1) Barbara Taylor Bradford (1) Barbara Wachowicz (1) Barry Gifford (1) Bartek Dobroch (1) Bartosz Brożek (1) Beata Biały (1) Beata Kost (1) Becky Wade (1) Bellamy Creek (1) Ben Judah (1) Benjamin Balin (1) Bernadette McDonald (1) Biblioteka Słów (1) Bill Clinton (1) Blaža Popović (1) Boel Westin (1) Bożena Fabiani (1) Bożena Gałczyńska - Szurek (1) Bożena Keff (1) Bratni Zew (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brooke McAlary (1) Bryan Cairns (1) Brygida Grysiak (1) Camilla En (1) Camille Perri (1) Carla Montero (1) Carlo Maria Martini (1) Carmen Santos (1) Carole Matthews (1) Carolyn V. Murray (1) Carrie Snyder (1) Casey McQuiston (1) Cat Patrick (1) Catherine Banner (1) Catherine Isaac (1) Catherine Lowell (1) Catherine Mayer (1) Catherine Whitlock (1) Cecil Scott Forester (1) Cecilia Samartin (1) Celeste Ng (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Belfoure (1) Charles Bock (1) Charles Frazier (1) Charlotte Browne (1) Charlotte Gordon (1) Charlotte Lucas (1) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Cander (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Chris Niedenthal (1) Christer Mjåset (1) Christian Jacq (1) Christine Breen (1) Christopher Kelly (1) Christopher W. Gortner (1) Chufo Llorens (1) Claire Guest (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Colin O`Brien (1) Colleen Faulkner (1) Colleen McCullough (1) Colson Whitehead (1) Conor Grennan (1) Consolation Duet (1) Corban Addison (1) Craig Storti (1) Cristina Caboni (1) Cristina Morato (1) Cristina Sánchez-Andrade (1) Cyceron (1) Damian K. Markowski (1) Dan Abnett (1) Daniel Defoe (1) Daniela Lamas (1) Danielle Steel (1) Danuta Pytlak (1) Daphne du Maurier (1) Dario Fo (1) Dariusz Janiszewski (1) Darynda Jones (1) David Ebershoff (1) David Hunter (1) David Icke (1) David Mccullough (1) David Mitchell (1) Davis Bunn (1) Dawid Krawczyk (1) Dawid Ratajczak (1) Dawn Barker (1) Debora MacKenzie (1) Deborah Feldman (1) Delia Owens (1) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Dhonielle Clayton (1) Dianne Freeman (1) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Dominik Dán (1) Dominik Szczepański (1) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Golińska (1) Dorota Masłowska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Sumińska (1) Dorota Świątkowska (1) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Douglas Adams (1) Douglas Smith (1) Dörthe Binkert (1) E. Lockhart (1) E. O. Chirovici (1) E.T.A. Hoffman (1) Eco Redonum (1) Ed Young (1) Edith Wharton (1) Edward Brooke-Hitching (1) Edward Carey (1) Egon Caesar Conte Corti (1) Eileen Goudge (1) Elena Ferrante (1) Elizabeth Adler (1) Elizabeth Chadwick (1) Elizabeth Craft (1) Elizabeth Kolbert (1) Elizabeth Letts (1) Elizabeth O'Roark (1) Elizabeth O`Roark (1) Elizabeth von Arnim (1) Ellen Alpsten (1) Ellis Peters (1) Elvira Baryakina (1) Elyse Douglas (1) Elżbieta Wichrowska (1) Emil Zola (1) Emilia Sokolik (1) Emilia Szelest (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Dmochowska (1) Emma Donoghue (1) Emma Lord (1) Emmanuel Macron (1) Enola Holme (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Esther Singer Kreitman (1) Eugen Ruge (1) Eugène Ionesco (1) Eva Weaver (1) Evie Dunmore (1) Ewa Bagłaj (1) Ewa Curie (1) Ewa K. Czaczkowska (1) Ewa Madeyska (1) Ewa Pirce (1) Ewa Popławska (1) Ewa Wolkanowska-Kołodziej (1) Ewa Wróbel (1) Ewa Zdunek (1) Ewa Żarska (1) Ewald Arenz (1) Ewelina Karpacz-Oboładze (1) Fabien Grolleau (1) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gabriella Contestabile (1) Gabrielle Zevin (1) Gail Honeyman (1) Gardner Raymond Dozois (1) Garrard Conley (1) Garri Kasparow (1) Gary Susman (1) Gary W. Small (1) Gena Showalter (1) Genevieve von Petzinger (1) George Orwell (1) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Harper Lee (1) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Ismet Prcić (1) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jan Łoziński (1) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Collel (1) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) John Borrell (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Seeney (1) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Ka Hancock (1) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Kate Lord Brown (1) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Sadło (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Lisa Kleypas (1) Liv Tyler (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Margaret Dilloway (1) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rebecca Johns (1) Robert J. Woźniak (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Sokolik (1) Tullio Avoledo (1) Zośka Papużanka (1) dr Stefanie Green (1) ks. Jan Twardowski (1) Éric-Emmanuel Schmitt (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1)

Pogoda w mojej okolicy