
Grzechem jest nie mieć marzeń.
Fábregas rzuca wszystko - rodzinę, firmę, kochankę. Przeznaczenie lub przypadek prowadzi go do Wenecji. Dla niego to miejsce niezwykłe, pełne sekretów i tajemniczych postaci - świętych od zaskakujących cudów, morderców grasujących po ulicach, kurtyzan zamieszkujących sypiące się pałace.
Miasto hipnotyzuje, budząc głód spóźnionego odkrywania, przeżywania i smakowania życia. I wtedy na drodze Fábregasa staje tajemnicza kobieta, która niczego od niego nie chce. Wenecja daje schronienie kruchej namiętności.
Eduardo Mendoza jest autorem bardzo przeze mnie lubianym. Po każdą jego książkę sięgam zawsze z wyczekiwaniem, nie wiem nigdy czego się spodziewać, czy mnie rozbawi do łez, czy skłoni do refleksji, czy porazi absurdem. Zawsze pokazuje klasę, pisze mądrze, nawet w absurdalnych żartach pokazuje, ze jest inteligentnym człowiekiem.
Tym razem dostajemy historię nie o ukochanej Barcelonie autora, o ironio, gdy na stałe osiadł w Barcelonie napisał książkę o Wenecji. Wenecja jest pięknym, pełnym tajemnic miastem, które często jest wykorzystywane przez autorów, przynajmniej było, aby opisać wydarzenia z pogranicza jawy i snu(wspomnijmy chociaż fragment Hrabiego Monte Christo toczący się w Wenecji).
Fabregas(ale nie ten słodki piłkarz – który zresztą przestał być dla mnie słodki, od kiedy zmienił barwy na niechlubne) ma dosyć codzienności w Barcelonie, na pierwszy rzut oka żyje mu się świetnie. Ma dobrą pracę, kochankę, ot szczyt marzeń każdego mężczyzny niemalże. Jednak to go nie zadawala, porzuca to co ma i jedzie do Paryża, tam niestety dogania go faks rozgniewanego współpracownika, więc Fabregas – postać bez imienia – ucieka dalej, tym razem los pcha go do Wenecji. Do Wenecji tonącej w ulewnym deszczu. I gdy już podejmuje decyzję, że ma dosyć płacenia bajońskich sum za hotel i ulewnych strug deszczu i ma zamiar wracać do domu, wtedy spotyka kobietę, tajemniczą jak Wenecja, która pojawia się na jego drodze i wszystko się zaczyna…
Szczerze przyznam, że mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tą książkę, jest niewątpliwie inna niż dotychczasowe książki Mendozy, inna ale nie wiem czy lepsza czy gorsza. Czytało mi się ją płynnie, chociaż może paść zarzut że jest rozwleczona, że to powieść, w sumie o niczym. Ale z drugiej strony Mendoza ma specyficzny sposób snucia opowieści, wiele jego książek(według informacji z wstępu) z założenia miały być opowiadaniami a spontanicznie się rozrosły.
Co Was nie zawiedzie to na pewno humor Mendozy, jego ironiczne, kpiarskie poczucie humoru trafia niesamowicie w moje gusta i czyta mi się dzięki temu bardzo dobrze, zdaję sobie jednak sprawę, ze to co dla mnie jest zaletą innych odstraszy, bo nie każdy ceni akurat ten rodzaj żartów. Czy trafi to w Wasz gust? Sprawdźcie, dla mnie Mendoza wciąż jest pozycją obowiązkową, poprawiającą humor niezawodnie, dającą wytchnienie od szarych myśli i deszczowej codzienności.
Kochana! Wrócę do Ciebie kiedy wrócę z korków z matmy, ale oficjalnie ómarłam przy tym zdaniu:
OdpowiedzUsuń"Fabregas(ale nie ten słodki piłkarz – który zresztą przestał być dla mnie słodki, od kiedy zmienił barwy na niechlubne) ma dosyć codzienności w Barcelonie, na pierwszy rzut oka żyje mu się świetnie"
Aż kwiknęłam z radości! Chociaż pan Nasri zmienił barwy na jeszcze bardziej niechlubne. Czy myślisz, że Fabregas też ma dość codzienności w Barcelonie? Miał być przyszłością Barcy, nadzieją, gwiazdą a tu... no właśnie, co?
Dobra, lecę szukać wzorów!
Buziaki!
M.
Wróciłam. I ja i korepetytor przeżyliśmy, nie zjadł mnie, nie padł na zawał na widok mojej niewiedzy. Jest bosko!
UsuńMendozy nie znam, a miałam wiele okazji by kupić jego książki. Na bibliotekę nie mam co liczyć - nie ma. Z resztą oni sami nie wiedzą co mają, a ostatnio biografię Henryka VIII znalazłam między Piłsudskim, a Republiką Pińczowską. Masakra.
Wracając do pisarza to kilka razy widziałam jego książki w moim kochanym Empiku na krakowskim rynku tudzież w Matrasie. Przede wszystkim okładki jego książek są charakterystyczne, przykuwają wzrok. Widziałam "Niewinność zagubioną w deszczu" i obiecałam sobie, że kiedyś do niej wrócę. Pytam jednak, czy warto od niej zaczynać? Może jednak zacząć od czegoś innego?
Pozdrawiam!
Moim zdaniem świetnie się tam wpisał...
UsuńTo jest właśnie moje poczucie humoru oraz(czego się nie wstydzę) bezgraniczne umiłowanie pewnego klubu po prostu :)
UsuńMoniko matematyki wspólczuję, zaletą mego podeszłego wieku jest to że mnie matma na maturze ominęła, chociaż może wtedy bym sie lepiej przykładała, no ale gdyby nie umarł toby żył ;)
Matras to jaskinia pokusy...
Niewinność jest ciekawą książką, moja ulubiona to chyba :Brak wiadomosci od Gurba" ubawiłam się na niej najbardziej
Mendoza jeszcze przede mną. :)Ale mam w planach zapoznanie się z jego twórczością. Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuńbędę czekała na realcję
UsuńJa, podobnie jak Monika, aż się uśmiałam przy tym zdaniu :)
OdpowiedzUsuńAle recenzje mnie zaciekawiła, jeszcze nie miałam przyjemności czytania dzieł Mendozy, ale teraz z nie małym zainteresowanie poszukam go na półce w bibliotece przy najbliższej wizycie :)
Pozdrawiam
polecam sie na przyszłośc, i zazdroszczę biblioteki u mnie mendozy nie ma na bank
UsuńZachwyciłam się okładką powieści, ale czy przeczytam książkę, nie jestem pewna. Na razie pozostaję między przeczytać a nie czytać.
OdpowiedzUsuńOkładka faktycznie jest przepiękna, a co do ksiażki, pewnie przeznaczenie się wypowie ;P
Usuń