
Ostatnia powieść zmarłej niedawno młodej, popularnej brytyjskiej pisarki, autorki "Niani w Londynie" i "Kelnerki". Vicky Hobbs jest nauczycielką, która z radością i zapałem chodzi do pracy - miejscowej szkoły podstawowej - uwielbianą przez swoich uczniów, zwłaszcza dziesięcioletniego Oscara Samuelsa, który nie ma komu okazywać swego przywiązania. Wiecznie nieobecny samotny ojciec, Mark, to bezduszny pracocholik, który prezentami próbuje kupić przychylność syna. Ale czy dorosła kobieta może zadowolić się uczuciem dziesięciolatka? Nie bardzo. Vicky ma słabość do swojego eks-narzeczonego, Roba, który chce ją odzyskać. Mark uważa Vicky za wścibską babę, która niepotrzebnie wtrąca się w jego życie. Kiedy oboje staną naprzeciw siebie, odkryją, że pierwsze wrażenia mogą być bardzo mylne...
Dziś będą dwie recenzję, a że zwykle hołduję zasadzie, ze najlepiej zacząć od mniej przyjemnego, zacznę od książki porażki. Od książki którą zaczynałam kilka razy a która tak mnie męczyła, że nawet mantra mająca na celu poprzez podświadomość wpłynąć na odbiór tej książki i zalać mnie falą pozytywnych myśli na nic się zdała.
Dziwnie mi pisać od tej książce z dwóch powodów, po pierwsze jest to wydanie pośmiertne. Autorka – młoda kobieta zdążyła tylko napisać tą powieść a później zmarła na raka piersi. A o zmarłych nie mówi się źle. Tej zasadzie też hołduję, ale nie będę pisała źle o autorce, tylko o książce. Tak przecież może być, prawda? Po drugie, dlaczego ciężko pisze mi się recenzję negatywną? Bo przeczę sama sobie a przecież w styczniu zachwycałam się inną książką autorki, pisząc jakie to czytadła są fajne, potrzebne, krzepiące itp. Zdaję sobie sprawę z absurdu w jaki wpadam, ale jak mawiał Mały Rycerz – nic to.
Miała być sympatyczna komedia romantyczna, romans jest ale mnie nie bawił, szczerze to mnie nudził. Ja wiem, że takie czytadła są przewidywalne, więc od początku wiecie jaki będzie koniec. Tajemnicą jest tylko jak dojdzie do happy endu. Mnie to „dochodzenie” znudziło śmiertelnie i uśpiło kilkakrotnie.
Właściwie o czym pisać? Książka nie jest naganna, że wypadałoby ja zjechać od piwnicy aż po strych, po prostu nie przypadła mi do gustu. Fabuły, nie mam co streszczać, opisano ją na okładce i na początku notki.
Mi nie przypadła do gustu, gdyby nie postanowienia i podobne sprawy pewnie bym ją porzuciła, a tak po prostu zmęczyłam do końca
Też wolę zaczynać od gorszych rzeczy, żeby na koniec wyszło pozytywnie ;)
OdpowiedzUsuńNiestety nie ma reguły, że każda książka danego autora jest dobra. A potem tylko rozczarowanie większe bo jakieś oczekiwania jednak były.
Pokrewieństwo upodobań nas łączy :) Oczekiwania były spore, miała byc mila lektura a tu taka bida...
Usuńwcale się nie dziwię.....ja czytałam "Przekonać Annie" i niestety muszę stwierdzić, że język książki był nudny, ciężki i ledwo dobrnęłam do końca. Mimo to postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę i przeczytałam "Kelnerkę" no tu już lepiej mi się ją czytało , jednak nie porwała mnie ta książka.
OdpowiedzUsuńTakże dzięki wielkie - bo już wiem że chyba tą książkę sobie odpuszczę
Przekonać Annie mam i Mamie się podobała, ale ja po tym nacięciu się teraz chwilowo odsuwam autorkę na dalszy plan, na pewno w domu mam nianie. kelnerki chyba akurat brak :/
Usuńaaaaaaaale co ja to chciałam....widzę że masz w planach Dworek pod Lipami - czekam na odczucia "po"...bo też chciałabym przeczytać :)
OdpowiedzUsuńJak tylko dostanę w lapki, przeczytam, na pewno opiszę drobiazgowo :D
Usuń