środa, 18 stycznia 2012

"Biała wilczyca" - Theresa Revay


Jest rok 1917. Ksenia, piętnastoletnia Rosjanka, traci rodziców i ucieka z bolszewickiego Piotrogrodu do Paryża. Spotkanie z Maxem, czarującym, niemieckim fotografem odmieni życie obojga na zawsze.

Ta niezapomniana, wielowątkowa historia miłosna rozgrywa się na tle zdarzeń I połowy XX wieku. Czytelnik znajdzie tu grozę rosyjskiej rewolucji i luksus paryskiego „wielkiego świata”, szaloną dekadencję Berlina i narastający koszmar hitleryzmu, piekło wojny i nadzieję na lepszą przyszłość.


Ta książka była porównana do trzech książek z których jedną znam na pamięć – „Przeminęło z wiatrem”, średnio „Doktor Żywago” i której nie znam wcale „Jeździec miedziany”. Na dalsze porównania chyba nie starczyło już miejsca…

Owszem można wysnuć jakieś podobieństwa do dwóch pierwszych, ale to mgliste podobieństwa i naciągane porównania, albowiem zarówno „Przeminęło z wiatrem” jak i „Doktor Żywago” to powieści wielowątkowe i dotykające tak wielu problemów, że nietrudno szukać podobnych wątków we wszystkich książkach(no może poza naukowymi). To powieści silnie osadzone w konkretnej – historycznej rzeczywistości, ale nie ma porównania do delikatnego, lub tylko miejscami silniejszego historycznego tła, to tych rozbudowanych rozdziałów traktujących o wojnie secesyjnej.

„Biała wilczyca” to historia Kseni, arystokratki której szczęśliwe i beztroskie życie burzy rewolucja i dojście bolszewików do władzy. Ten wątek, mianowicie rewolucja i ucieczka z Rosji zajeżdżało mi analogią raczej do mojej „ulubionej” autorki Daniel Steel i jej książki pt: Zoja. Mimo wojny, śmierci i ubóstwa wszystko bohaterce układa się cudownie. Jest piękna, młoda, utalentowana, bystra i z silą przebicia. Brakuje tylko polewy z lukru. Koniecznie różowego. Ale i lukier się pojawia. Jest nim również arystokrata, taki jak Zoja, pfu Ksenia! Piękny, młody, utalentowany, dla odmiany zbuntowany. Spotykają się przypadkiem na francuskim bruku i od razu bach! Mamy fajną miłość(jak mawia mój pupil Sławomir Oborski :P )
Nie chcę psuć niespodzianki osobom które będą czytały tą książkę, która biorąc pod uwagę okres o jakim opowiada( od roku 1917 do 1945), ma tylko! Nieco ponad 400 stron. A historia dwudziestolecia międzywojennego nie była raczej ubogą. Problem autorki polega w dużej mierze na tym, że traktuje większość spraw po łebkach, nie zadaje sobie trudu aby rozbudować pewne sprawy.

Żeby nie było, że tylko narzekam, narzekam i nic więcej, powiem Wam dlaczego przeczytałam tą z pozoru słodką, przewidywalną i nie za mocną książkę w jeden dzień, kładąc się spać grubo po drugiej. Bo autorka ma niesamowity talent do dobierania słów, bohaterowie mówią o miłości tak pięknie, że momentami ściskało mi coś serce, motylki, wzruszenie i cała reszta też były. Są fragmenty, które wydobywały na wierzch moją romantyczną naturę. Pięknie to napisano, subtelnie i romantycznie.

W tej książce nie ma nic odkrywczego, o wszystkim już czytałam i zapewne Wy też, są to schematy znany, mniej lub bardziej oklepane, ale kiedy zacznie się czytać chce się skończyć, ta ciekawość zakończenia jest wprost obezwładniająca. I chociaż zawsze psioczę na cukierkowatość, zbiegi okoliczności z kosmosu tutaj mnie to AŻ tak nie raziło.

Nie jest to arcydzieło światowej literatury i nie wiem czy to wina tłumaczki, Czy autorka popełniła błąd na który mam alergię i który tępię tak żarliwie jak tępię tylko kilka błędów( tu pisze i rozwód kościelny) mam na myśli olimpiadę w Niemczech, nie wiem dlaczego ludzie wykształceni popełniają ten błąd, gdyż zakładam, że mieli kontakt z elementarną historią i tam wśród różnych rachub czasu podaje się sposób liczenia lat następujący – olimpiada to czteroletni okres pomiędzy Igrzyskami Olimpijskimi! Na litość boską. Nie mogę tego darować nie wiem komu, autorce/tłumaczce, literatura piękna bez dbałości o język przestaje być piękna… niestety…

W mojej opinii nie jest to książka genialna, raczej przeciętna, ale jest tym romansidłem, które czyta się bardzo dobrze, wiąże myśli i przywraca dobry nastrój, odstresowuje. A na pewno książka wciąga jak bagna, na których zbudowano Sankt Petersburg ;)

Jest to pierwsza część, drugą mam, i mam zaczętą :P

14 komentarze:

  1. Brzmi całkiem ciekawie, choć nie ciągnie mnie zbytnio do romansideł. Ale kto wie, może kiedyś, jak najdzie ochota na przeczytanie czegoś lekkiego i relaksującego, dlaczego nie ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Byłam bardzo ciekawa tej książki, mimo umiarkowanego zachwytu jednak po nią sięgnę. Jezdźiec miedziny to pozycja absolutnie obowiązkowa, jej kontynuacja już mniej, ale też warto. Ja ostanio zaczęłam czytać Saszeńkę tez w podobnym klimacje, ale niestety w połowie zrezygnowalam, bo nie była ani wciągająca ani ciekawa

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. To ja się czuję w obowiązku sięgnąć po "Jeźdźca miedzianego"!! Dziękuję :)

      Usuń na zawsze
    2. To trzeba albo kupic, albo upolować :P

      Usuń na zawsze
  3. Słyszałam o niej kiedyś, ale jakośnigdy specjalnie nie zwróciła mojej uwagi:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Mojej pewnie też by nie zwróciła i do niej bym nie dotarła gdyby nie wizyta w bibliotece :)

      Usuń na zawsze
  4. Czytałam jakiś czas temu. Sięgnęłam po nią, bo instersują mnie te czasy i dlatego, że jest porównywana właśnie do "Jeźdzca miedzianego" (mam ogromny sentyment do tej książki). Powieść mnie wciągnęła, ale jak napisałaś w recenzji: nie jest ona genialna. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. coraz rzadziej można złapać genialną ksiażkę, umykają w powodzi zalewającym księgarnie, ale i tak warto szukać :D

      Usuń na zawsze
  5. Kupiłam tę książkę dawno temu pod wpływem pozytywnych recenzji i rzekomego podobieństwa właśnie do "Jeźdźca miedzianego". Książa leży na półce i czeka na właściwy moment :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. O podobieństwie się nie wypowiem, ale będę ciekawa wrażeń Twoich :)

      Usuń na zawsze
  6. Czytałam "Jeźdźca miedzianego" - podobał się, sprawnie się czytało, ale to raczej romans z elementami mocno (i przyzwoicie na szczęście) historycznymi. Pozostałe dwa tytuły, do których jest porównywana , wstyd (no bo wstyd!) - jeszcze nie. Ale niejednokrotnie u siebie ubolewałam, że do klasyki nam przeważnie najdalej :)
    A "Biała wilczyca" od dawna w przegródce "Chcę przeczytać", a Ty utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że warto :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. To Ty koniecznie bierz się za moje ukochane "Przeminęło" a ja zacznę szukać "Jeźdźca"

      Usuń na zawsze

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na każdego staram się odpowiedzieć.
Proszę jednak o przemyślane komentarze, spam i wulgarne odzywki są raczej niemile widziane.

About

Witam wszystkich serdecznie na moim blogu. Znajdziecie tutaj recenzje głównie książek, rzadziej filmów, sporadycznie muzyki. Itp. ;)