Kiedy usłyszałam, że ma wyjść książka „Wychowywać i wzruszać. Literatura młodzieżowa PRL-u” od razu chciałam ją przeczytać. Byłam jej bardzo ciekawa, ale nie spodziewałam się, że to będzie, aż tak dobra. Nie znałam wszystkich książek, które opisuje autorka, ale sporo z nich było dla mnie ważnych. Dorosłość daje nową perspektywę. Autorka bierze na tapet kultowe powieść. Nie streszcza tych historii, ale omawia wątki, które wydają się dla niej kluczowe. Dla osób w okolicach czterdziestki i starszych, którzy spędzali swoje dzieciństwo i młodość tonąć w powieściach, naprawdę będzie to wspaniała podróż.
Wychuchane panienki z miasta i szefowe młodocianych gangów, dziarscy harcerze i niepoprawne łobuzy, wychowankowie domów dziecka i dziewczyny z zakładów poprawczych, nastoletni detektywi i ekscentryczne młode damy. Rodzeństwa zamieniające się rolami, dzieci rozwikłujące sekrety swoich opiekunów, dziewczęta podróżujące w czasie, zapracowani rodzice stosujący zimny chów, młodzież ze wsi i z miast, z domów dostatnich i takich, w których brakuje wszystkiego. To tylko ułamek barwnego asortymentu powieści młodzieżowych z PRL-u, a poddaje go analizie wysoko wykwalifikowana w tym obszarze czytelniczka – Olga Wróbel.Prawie sto powieści z lat 1952–1988 – tych kultowych i tych zapominanych – układa się w coś na kształt panoramy społecznej pozwalającej przyjrzeć się światu, w którym funkcjonowali ich bohaterowie. Jak wyglądały modele wychowania i rodziny? Czego oczekiwano od chłopców, a czego od dziewcząt? Jak traktowano dziecięce uczucia i szkolne problemy? Pisarki i pisarze PRL-u ochoczo brali na siebie odpowiedzialność poruszania tematów społecznych, a wbrew panującemu przekonaniu sprawne pióro niejednokrotnie pozwalało im omijać pułapki systemowej propagandy.Niezależnie od tego, czy w szkole pisaliście charakterystykę bohaterów Tego obcego, czy z rozrzewnieniem wspominacie Pana Samochodzika, czy ledwie kojarzycie Jeżycjadę, pryzmat powieści młodzieżowych pozwala przyjrzeć się temu, jacy byliśmy i z czego wyrastamy. A przy okazji dostarcza solidnej dawki absurdalnych przygód, romantycznych uniesień i autentycznych emocji młodych bohaterów. I wzruszeń, oczywiście.
Autorka dzieli książkę na rozdziały
podług dekad. Tak możemy zobaczyć jak zmieniały się wątki kluczowe. Lata
pięćdziesiąte, to okres propagandy socjalizmu. Od omawiania projektu
Konstytucji pisanej pod dyktando Stalina, przez narrację o nowym państwie,
które daje szansę każdemu, aż po deprecjonowanie wrogami ludu. Lata
sześćdziesiąte, to nadal propaganda sukcesu, ale też echa wojny. Przez pozostałe
dekady będziemy mieli widoczny ten problem, że rodzice wychowani w trakcie
wojny nie rozumieją problemów swoich dzieci, które mają co jeść, śmierć nie
czeka za rogiem, więc nie powinny narzekać. W latach sześćdziesiątych mamy
najwięcej tytułów o bardzo szerokim spektrum poruszanego tematu. Mamy wątki typowo
młodzieżowe, konflikt z rodzicami, czy grupą rówieśniczą, problemy z akceptacją
macochy, czy ojczyma, ale także ucieczki z domu, młodocianą przestępczość. Lata
siedemdziesiąte, to już mniej propagandy, a więcej tematów młodzieżowych,
pierwsze miłości, szukanie własnej tożsamości. Najkrótszy jest rozdział
poświęcony książkom z lat osiemdziesiątych, ale nie znaczy, że mniej ciekawy.
„Pan Samochodzik”, „Godzina pąsowej
róży”, „Małgosia kontra Małgosia”, czy Jeżycjada. Te książki ukształtowały
pokolenia. Do dziś do nich wracamy. Ile osób przekonało się do czytania poznając
Pana Samochodzika, ile z nas marzyło o podróży w czasie. Autorka niekiedy
bezlitośnie punktuje nasze błędy poznawcze. Czy naprawdę ludzie tak tłumnie
siedzą na herbacie u Borejków? Czego uczy nas Małgosia z dytkiem? Czy zatem
macie spodziewać się niszczenia relikwii, obalania dobrych wspomnień?
Absolutnie nie! Autorka pokazuje nam książki mniej znane, pokazuje wątki, które
dziś są omijane, czy traktowane po macoszemu, a pięć dekad temu pojawiały się w
powieściach dla młodzieży. Po kilka książek chciałabym sięgnąć bo ich nie znam,
inne, kiedyś dla mnie ważne, boję się czytać ponownie, czy tak nadal będę
przeżywać „Chłopców ze Starówki”? Czy nadal wzruszy mnie los „Tego obcego”?
Bardzo polecam, podróż nie tylko sentymentalna ale dająca do myślenia, chociaż
ja mam gorzką refleksję, kiedyś nawet książki dla młodzieży były w lepszym
stylu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.
A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )
Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.
Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)
Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.
Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy
Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.
Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.