Obiecałam sobie, że w święta przeczytam książkę, którą kupiłam w 2017 i nawet raz próbowałam czytać. Na południe od Brazos. Nie było we mnie fascynacji Dzikim Zachodem, nigdy nie lubiłam westernów, które leciały w niedzielę koło południa. Za to, jako dziecko szalałam na punkcie Doktor Quinn, do tego stopnia, że gdy w niedzielę jechałam z Mamą na wycieczkę, to musiałam wrócić na nowy odcinek. Co mnie skłoniło zatem do kupna ponad ośmiuset stronicowej cegły? Chyba pranie mózgu. Mało tego mam kolejne części. Pozdrawiam samą siebie za swój rozsądek. Zaczęłam czytać w Wielką Sobotę, ale prawdziwą męczarnię zaczęłam w niedzielę. Przemęczyłam przez cały dzień kilkadziesiąt stron. Dramat.

