Była kiedyś kraina kawalerów i pięknych panien, kraina plantacji i pół bawełny, którą nazywano Południem; tu po raz ostatni widziano niewolników i ich panów, murzyńskie piastunki i rozkapryszone, śliczne dziewczęta. Lecz w ten świat z bajki wtargnęła wojna, niosąc śmierć, ogień i zniszczenie - i cała cywilizacja przeminęła z wiatrem, wymieciona lodowatym powiewem praktycznej, przemysłowej nowoczesności...
Nigdy
nie wiemy czy dane spotkanie odmieni nasze życie… gdy zaczynamy czytać jakąś
książkę, nie wiemy czy to właśnie ta będzie książką naszego życia, do której
będziemy przez lata wracać, jak do domu, po otuchę, siłę do walki, natchnienie.
Nie wiedziałam i ja… ile lat temu? Sama już nie wiem, kilkanaście. Chociaż
treść znałam, nie umiałam jeszcze pisać, gdy Mama z Siostrą oglądały film. Od
momentu pierwszej lektury przeczytałam tę książkę… najprawdopodobniej
kilkadziesiąt razy, w całości, fragmentami, skacząc po rozdziałach. Byłam
nastolatką i ta powieść dała mi wszystko, również wskazówkę, czego się
wystrzegać. Starałam się i staram… z różnym skutkiem.
Będzie długo i będą spojlery!