Hołownia i Prokop są przyjaciółmi, ale żyją na dwóch różnych planetach. Tym razem postanowili nieco na nich posprzątać, posegregować odkurzone graty i podzielić się ze światem tym, co odkryli. W 76 pudełkach zamykają więc wszystko, co ich bawi, przeraża, zachwyca i wkurza. Kilogramy anegdot, tony bardzo osobistych wspomnień, dziesiątki ciekawostek. Hołownia, przeglądając pudła Prokopa, łapał się za głowę z przerażenia. Prokop nie mógł uwierzyć, że Hołownia naprawdę lubi to, do czego się tu przyznaje, że lubi. Tylko tutaj można znaleźć fragmenty nigdy niewydanej powieści Hołowni czy kultową dyskografię, bez której Prokop nie byłby Prokopem. Jeden z autorów ujawnia, na co wydał pierwsze ukradzione pieniądze, drugi zdradza, co lubi robić po godzinie 22. Oprócz tego autorzy książki rozstrzygają wiele innych frapujących kwestii, na przykład: • Jak zostać gwiazdą salonów oraz ekspertem od wszystkiego? • Czy artyści mogą podpalić albo zbawić świat? • Jak brzmi cała prawda na temat telewizji? • Różaniec czy smartfon? • Jak skutecznie modlić się o cud? • Bogowie popkultury czy święci Kościoła? • Wiedzieć czy wierzyć?
Uwielbiam Szymona Hołownie…
pomyślmy od kilku lat, moja praca magisterska była na etapie mojej obecnej
pracy, czyli „gdzieś lecz niewiadomo gdzie”. Było to kilka lat temu i
przypadkiem natknęłam się i zapoznałam „Kościół dla średniozaawansowanych”.
Bardzo mnie ta książka zachwyciła, chociaż w sprawach kościelnych jestem raczej
bardziej oblatana, niż mniej, pokochałam styl Szymona Hołowni, żarty, te „mrugnięcia”
w stronę czytelnika. Super sprawa. Każda kolejna książka Hołowni znajdowała
drogę na moją półkę. Mam w swoich zbiorach egzemplarz z autografem. Przywykłam,
że Szymon nie pisze już tylko poradników jak wejść do kościoła i nie zgubić się
w labiryncie naw, nie pisze tylko książek lekkich i śmiesznych. „Ludzie na
walizkach” to dzieło sztuki, rozmowy o niebie to sycąca duszę proza ubogacająca
i niezwykle mądra. Tak – mam za sobą zawody, i tak przykładowo zawiodłam się na
„Last minute”.
Pierwsza książka Prokopa i
Hołowni bardzo mi się podobała, bawiła i
ciekawiła. Czytało się ją z żywym zainteresowaniem. Dlatego też z ogromną ekscytacją oczekiwałam
ich drugiej książki. Z założenia ta książka miała być lżejsza. Sama konwencja,
podział na rozdziały miały zbliżać ją duchem do dwóch zabawnych prowadzących z
Mam Talent, niż do dwóch moralizujących mnichów.
Panowie zabierają nas „na
wycieczkę po zakamarkach domku swojej duszy” odwiedzając kolejno przedpokój,
kuchnię, strych, czy piwnicę poznajemy
ludzi kojarzących się H&P z czymś godnym uwagi. Porządkują ludzi, książki,
płyty, miejsca. Upychają w pudła i oklejają odpowiednią etykietką. Biorą
przykład z Warhola, którego przykład jest na samym początku przytoczony, a ma
wyjaśnić niezwykłą kompozycję książki. Otóż ten słynny artysta wkładał do pudła
wszystko co w danym miesiąc go zachwyciło, zainteresowało, przykuło jego uwagę,
jedno pudło-jeden miesiąc. Kiedyś było życie w słoiku, tutaj mamy życie w
pigułce pudełka.
Mi okładka powieści i jej treść
kojarzyła się z wyprzedażą garażową, taki Misz masz, pele-mele, groch z
kapustą. Rozstrzał tematyczny jest ogromny. Tematy poważne sąsiadują z
krotochwilami. Nie przeszkadza mi to. Uwielbiam i Prokopa i Hołownię, lubię ich
słuchać i lubię ich czytać. Chociaż bliższe są mi zainteresowania SH, to jednak
nie nudziłam się na wypowiedziach Marcina Prokopa. Przeciwnie, śmiałam się w
głos w domu i dławiłam ze śmiechu w miejscach publicznych. Dzięki tej książce dowiedziałam się sporo
ciekawostek, wiem o czym nie należy rozmawiać w towarzystwie, nieźle się
ubawiłam.
Spotkałam się z opinią, że jest
to raczej temat na bloga niż na książkę. Być może, chociaż w czasach gdy blogi
coraz częściej są wydawane w formie książkowej, ten argument traci na sile i
właściwie nie wnosi niczego do rozmowy. Faktycznie cena może odstraszać,
chociaż książka jest naprawdę przepięknie wydana, a przecież wystarczy
przycupnąć z książką, na chwilę w księgarni i po fragmentach sprawdzić czy to
pozycja dla na.
Zdecydowanie była to książka dla
mnie. Idealna na zimne wieczory i mroźne dni. Lekka i niewymagająca
tytanicznego trudu myślenia. Taka, która zabawi, oderwie od codzienności, ale
nie będzie pustym zapychaczem czasu. Książka która wnosi uśmiech i sporo
ciekawostek. Fanki Marcina Prokopa lub/i
Szymona Hołowni będą zachwycone z prezentu. Podobno część wpływów trafia do
biednych dzieci z Afryki(tak twierdził Marcin Prokop u Kuby Wojewódzkiego).

