Aganetha Smart, zwana niegdyś Aggie, ma 104 lata i mieszka w domu opieki. Przeżyła wszystkich członków swojej licznej rodziny i przyjaciół.Coraz częściej zawodzi ją pamięć, język wypowiada posłuszeństwo myślom, a nieodłącznym towarzyszem staje się wózek. Pewnego dnia spokojne, przewidywalne życie starszej pani zostaje zakłócone wizytą dwojga młodych ludzi, którzy deklarują chęć wzięcia jej na przejażdżkę. Rzekomy spacer okazuje się zaplanowaną od dawna, dłuższą wycieczką, w której nieznajomi mają swój cel.Podróż przeplata się ze wspomnieniami Aggie o swoim życiu – o licznym rodzeństwie, życiu na farmie, rodzinnych sekretach, zdobywaniu samodzielności, a przede wszystkim o jej wielkiej pasji do biegania, która dawno temu zaowocowała zdobyciem dla Kanady złotego medalu na igrzyskach olimpijskich.
Nadeszła
pora cyklicznej wizyty u fryzjera, obowiązek ani krótki, ani przyjemny, ale
niestety konieczny. Do fryzjera wzięłam książkę którą zaczęłam jeszcze na
weekendzie. Przez kilka dni nie przeczytałam tyle, co podczas metamorfozy.
Książka o biegaczce, czyli temat dla mnie bardzo abstrakcyjny, bo ja i bieganie
to dwa różne, nomen omen, bieguny. Kroku przyspieszam, gdy autobus ma mi
odjechać sprzed nosa. Idea biegania – sama w sobie jest mi obca. Tym chętniej
czytam o ludziach, którzy z jakiegoś powodu wybrali pęd na twarzy jako swoją
filozofię życiową, zwłaszcza, że książka pisana jest z bardzo ciekawej
perspektywy i intryguje od pierwszego akapitu.
